czwartek, 28 styczeń 2010 23:13

Teksas w Polsce

Napisał
Znany podróżnik, pisarz i publicysta Melchior Wańkowicz był wielce zdumiony, kiedy zwiedzał stan Teksas w USA. Otóż, na każdej farmie było małe muzeum geologiczne, a w domowych bibliotekach były popularne książki z zakresu poszukiwań złóż ropy naftowej, ich występowania i eksploatacji.


Miejscowi farmerzy mieli zaledwie wykształcenie elementarne, jednakże doskonale umieli na swoim terenie odróżnić poszczególne skały oraz określić ich wiek. Podobnie świetnie orientowali się oni w budowie geologicznej swego regionu, co było przedmiotem ich nieustannego zainteresowania. Porównywali pobierane próby i zbierali wszystkie dostępne na ten temat informacje. Okazało się, że nie czynili oni tego wyłącznie z umiłowania wiedzy. Po prostu wszędzie trwały poszukiwania ropy naftowej i każdy farmer chciał wiedzieć, czy aby na jego działce nie odkryto złóż, gdyż wtedy dostawał z tego tytułu duże prowizje. Były one wypłacane po wielu negocjacjach, sporach i dyskusjach. Farmer, który chciał, aby go sprawiedliwie uhonorowano, sam musiał doskonale się znać na wszystkim, aby nie dać się oszukać przez wielki koncern naftowy i zawsze skutecznie móc wyegzekwować swoje prawa w sądzie. To zamiłowanie do wiedzy geologicznej i górniczej przekładało się na milionowe zyski, z których nikt nie chciał rezygnować.

Bez wiedzy
W Polsce nauki geologiczne i górnicze stoją na bardzo wysokim poziomie, co niejednokrotnie przyznawano na światowych kongresach. Są one jednak dość hermetycznie zamknięte dla przeciętnego Kowalskiego i w przeciwieństwie do swego amerykańskiego odpowiednika, nie ma on łatwego do nich dostępu. Po pierwsze, wszelka popularyzacja wiedzy na ten temat może nie jest u nas zwalczana, ale traktowana bywa jako swoiste hobby, które może jest niegroźne, ale nie jest też przez nikogo wspierane. Tu można retorycznie zapytać, czy podstawowa wiedza o naszych bogactwach narodowych jest przywilejem elity, czy może powinna być upowszechniana w naszym wspólnym interesie? Farmerzy z Teksasu mają dostęp do popularnej literatury, którą dla ich potrzeb piszą sławni i mniej popularni naukowcy oraz technicy, ciesząc się, że jest zapotrzebowanie na ich wiedzę, a wydawnictwa zarabiają na tym krocie. Po drugie naszych wydawnictw popularnonaukowych nie ma. Nie ma też czasopism o tym profilu ani popularnych monografii nawet na temat kluczowych surowców, choćby takich jak węgiel kamienny i brunatny, miedź, gaz ziemny oraz ropa naftowa. Co dopiero mówić o tak ?marnych? bogactwach, jak wody mineralne, lecznicze, kamienie budowlane, drogowe, wszelkie surowce chemiczne itp., itd. Tego wszystkiego w Polsce jest w bród, ale kto o tym wie. Ano wąskie grono naukowców, które bada je najczęściej tylko dla własnej chwały. Politycy to już w ogóle się tym nie interesują, bo surowce nie nadają się do łatwych intryg, zmian orientacji i wszelkich innych operacji zapewniających im karierę i powodzenie. Przykładem jest zainteresowanie wydawanym przez Instytut Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią PAN ?Bilansem gospodarki surowcami mineralnymi Polski i świata?. Osiąga on nakład? 150 egzemplarzy, na które trudno znaleźć kupców. Bardziej popularny krajowy bilans zasobów surowców mineralnych, publikowany przez Ministerstwo Środowiska w nakładzie 775 sztuk, też zalega półki. Budzi to pewne zdziwienie, gdyż samych profesorów, docentów i doktorów zajmujących się tą problematyką jest w naszym kraju wielokrotnie więcej. Nie mówiąc już o urzędnikach państwowych takich ministerstw i podległych im agend, jak gospodarki, środowiska, spraw wewnętrznych, skarbu itp., dla których tego rodzaju informacje stanowią podstawę pracy. Razem są to grona liczone przynajmniej w tysiącach osób. Jeżeli ta elita nie chce korzystać z najbardziej kompetentnej i aktualnej wiedzy na temat surowców, to kto ma tę wiedzę przekładać na popularny i łatwo zrozumiały język? Kto ma to wszystko finansować? Na pewno nie państwo, bo jest w permanentnym kryzysie. Jeszcze mniej poczuwają się do tego wszelkie organizacje społeczne i naukowe. Czyli inaczej mówiąc, nikt, jak widać, nie ma na to żadnej ochoty. Popularna wiedza jest w pogardzie. Wszak bez niej można się obejść. Stan ten jest tym bardziej nie do zaakceptowania w sytuacji, kiedy Polska uchodzi za jeden z najbogatszych krajów surowcowych Europy i świata.

Skutki
Każde górnicze, surowcowe przedsięwzięcie napotyka na opór społeczny. Ponieważ przyroda nie znosi próżni rolę popularyzatora nauk geologicznych i górniczych przejmują ruchy ekologiczne. Nie napotykając na jakikolwiek sprzeciw, głoszą one, co im tylko przyjdzie do głowy, a lud i tak im we wszystko uwierzy. Ci jakoś nie narzekają ani na brak funduszy na swoją działalność, ani na brak popularnych wydawnictw, ani na brak chętnych upowszechniających na lewo i prawo ich nieprawdopodobne teorie, ustalenia i wyjaśnienia. To wszystko zaczyna blokować rozwój przede wszystkim branży górnictwa odkrywkowego, które z pokorą przyjmuje ekologiczne wyroki, poparte masowymi protestami i wynikami referendów. W tej sytuacji, jeżeli nie nastąpi jakieś przebudzenie, likwidacja tego górnictwa jest praktycznie przesądzona. To, że w wyniku tego procesu nastąpi dalszy wzrost bezrobocia i spadek stopy życiowej również ogółu Polaków, nikogo nie interesuje. Nie wdając się w szczegóły, trzeba się zastrzec, że wiele postulatów ekologicznych należy brać pod uwagę i dostosować górnicze możliwości do zgłaszanych potrzeb. Tyle tylko, że aby to osiągnąć, musi nastąpić jakieś porozumienie. Totalny sukces każdej z tych stron jest klęską nie tylko własną, ale też jest porażką gospodarki, która na tym najwięcej ucierpi.

Warunki wstępne
Politycy uważają, że żądania spełnienia warunków wstępnych są dla nich upokarzające. Stąd głoszą stale tezę o równoprawnych rozmowach bez warunków wstępnych. Ponieważ nie chodzi tu tylko o prestiż, lecz także o naszą materialną przyszłość, górnictwo ma we własnym interesie zabiegać o realizację warunków wstępnych.

Pierwszym z nich powinno być upowszechnienie edukacji nauk o Ziemi, a przede wszystkim o bogactwach naturalnych naszego kraju. Spełnienie tego edukacyjnego warunku wstępnego powinno ułatwić wzajemne zrozumienie, a nie je utrudnić. Jeżeli przemysł górniczy nadal chce istnieć, to musi zdobyć się na upowszechnienie wiedzy o sobie samym. Nie może być to jednak informacja tylko o sukcesach ekonomicznych i gospodarczych, lecz przede wszystkim powinna być to wiedza o warunkach przyrodniczych naszego górnictwa, jego technikach i technologiach eksploatacji, przeróbki surowca, warunkach opłacalności i kryteriach tego rodzaju działań. W publikacjach tych w żadnym wypadku nie można pominąć nawet najbardziej drastycznych zaniedbań w ochronie środowiska.

Z tym wszystkim trafić trzeba do trzech podstawowych okręgów górniczych na Górnym i Dolnym Śląsku oraz w Wielkopolsce. Powinno temu patronować ministerstwo gospodarki, jako najbardziej zainteresowane utrzymaniem się polskiego górnictwa. Jestem przekonany, że pieniądze wydane na publikacje, wydawnictwa, filmy i audycje okażą się w rezultacie wielokrotnie mniejsze niż koszt czołowego starcia z ekologami i ich masowymi zwolennikami. I w całej tej akcji nie chodzi o pokonanie ekologów ani o ich przekonanie do górniczych racji, chodzi o podanie wiedzy na tematy, o których rozmawiamy, po to, abyśmy mogli mówić tym samym językiem i używać tych samych argumentów, niezależnie od tego czy jest się zwolennikiem ekologii, czy też górnictwa. Po prostu, nad zgodą też trzeba intensywnie pracować, bo ona sama nie przyjdzie.

Zgoda buduje
Najpierw trzeba zapytać, czy mamy wolę powiedzenia wszystkim ludziom w Polsce, czym jest górnictwo, jakie są jego dobre i złe strony, jak tych ostatnich unikać, a w ostateczności ? jak je naprawiać. Trzeba też zastanowić się, czy nie warto spopularyzować górnictwa naszego wschodniego i zachodniego sąsiada, jakim są Rosja i Niemcy. Przyjrzeć się trzeba ich dobrym i złym stronom. Trzeba opublikować ustalenia i rozwiązania na tematy szczegółowe. Jest to całkiem inna dyskusja, kiedy autorytet w tych sprawach, jakim jest np. Główny Geolog Kraju, i to nie z tytułu pełnionej funkcji, tylko na podstawie własnych badań uprawianej specjalności mówi publicznie, że projektowana odkrywka węgla brunatnego ?Tomisławice? nie będzie odwadniać historycznego jeziora Gopło, a całkiem inna, kiedy to opublikuje, wykreśli i pokaże na przekrojach i mapach. W pierwszym przypadku jest to mniej lub więcej wiarygodne oświadczenie. Na co ekolodzy odpowiadają oświadczeniem o całkiem odwrotnej treści, mając taki sam kredyt zaufania w społeczeństwie. Jest pat. W tym drugim przypadku publikacja jest dowodem, który musi być wzięty pod uwagę i na podstawie którego można wygrać każdy spór, bo prawda na ogół sama potrafi się obronić.

Jestem przekonany, że choć Polska to nie Teksas, to jednak i u nas tanie i popularne wydawnictwa popularnonaukowe na kontrowersyjne tematy górnictwa, poszukiwania i eksploatacji złóż w kraju i na świecie będą cieszyły się uznaniem czytelników. W tej sytuacji podniesie się też kultura dyskusji i każdej ze stron łatwiej będzie przekonać partnera do swoich racji. To jest też prosta droga do zawarcia kompromisu, porozumienia i zgody, a jak wiadomo, zgoda buduje.
Wyświetlony 6023 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.