wtorek, 07 grudzień 2010 13:17

A jednak Krzyżowiec!

Napisane przez

W ostatnim numerze "Opcji na Prawo" (2/14) ukazał się artykuł pana Wojciecha Jankowskiego, atakujący moją recenzję "Ostatnia krucjata XX wieku" traktującą o wspomnieniach Leona Degrelle z w walk na froncie wschodnim, zamieszczoną w styczniowym numerze pisma.
Z dużą uwagą przeczytałem polemikę p. Jan-kowskiego, jednak poza emocjonalnym tonem wypowiedzi, manipulacją faktami oraz insynuacjami autora, przypisującymi mi sympatie neohitlerowskie, trudno jest doszukać się w niej rzeczowej argumentacji.

Na wstępie chciałbym poświęcić kilka uwag prostujących sposób rozumowania p. Jankowskiego. Autor polemiki zarzucając mi skrajny subiektywizm (twierdzi przy tym, że jest to charakterystyczna cecha lewicy), najwyraźniej nie jest w stanie odróżnić pojęcia prawdy od obiektywizmu. Jak sam bowiem stwierdza: Prawica tym się właśnie różni od lewicy, że obiektywizm ma za cnotę, a subiektywizm za występek przeciw prawdzie. Mamy więc tutaj całkowite pomieszanie pojęć: prawdę fałszywie utożsamianą z obiektywizmem, kłamstwo zaś z subiektywnym spojrzeniem na fakty. Błąd i zakłamanie takiego rozumowania trafnie obnażają słowa kard. Ratzingera, które pozwolę sobie tutaj przytoczyć: czysty obiektywizm jest absurdalną abstrakcją; każde poznanie jest jakąś interpretacją, a wszelka inter-pretacja wymaga pewnego "inter", wnikania, bliskości, towarzyszenia temu, kto interpretuje. (...) Ten kto nie uczestniczy, niczego nie doświadcza. Poznanie zachodzi tylko wtedy, gdy ma miejsce uczestnictwo. Tak więc subiektywizm w żaden sposób nie jest odstępstwem od prawdy, wręcz przeciwnie, stanowi jej dopełnienie. Dziwne jest dla mnie jednak to, że autor przy końcu swej polemiki zamieścił słuszne twierdzenie: Lewicowość oparta jest na ideologii ? czyli systemie dogmatycznych twierdzeń o rzeczywistości ? a prawicowość na metodzie myślenia o rzeczywistości, a nie rozumie tak prostej zależności. Otóż system dogmatycznych twierdzeń powstaje przez brak doświadczenia, metodą zaś myślenia o rzeczywistości jest bliskie poznanie, interpretacja, czyli podejście subiektywne ? negowane przez pana Jankowskego.
Głównym zarzutem, jaki postawił autor polemiki, jest moje przychylne stanowisko względem walońskich ochotników walczących w szeregach Waffen SS z komunistami na froncie wschodnim. Pan Jankowski dochodzi wręcz do tak daleko idących wniosków, że wynikać ono musi z sympatii do hitleryzmu czy wręcz jest próbą gloryfikowania nazizmu. Nie owija także w bawełnę, określając moje opinie jako łgarstwa, bzdury, bolszewizm etc. Poza stosem zwykłych pomówień, są to stwierdzenia, w których prawda relatywizowana jest przy każdej okazji. Socjalizm narodowy, jak każdy inny, odrzucam bezwzględnie, a pan Jankowski na darmo trudzi się, udowadniając czytelnikom jego zło, gdyż jest to tak oczywiste, że nie wymaga żadnego komentarza.
Człowiek prawicy (p. Jankowski odmawia mi tego miana) w przeciwieństwie do lewicy nie potępia wszystkiego na oślep, gdyż potrafi w gąszczu kłamstw i zła odnaleźć zawsze ziarenko dobra, tę iskierkę prawdy ? która jest nie do dostrzeżenia dla "obiektywnych", suchych, beznamiętnych i aż do bólu poprawnych politycznie historyków. Było wielu prawych i szlachetnych ludzi, których historia umieściła w czasach II wojny światowej po stronie III Rzeszy ? jednak wśród potomnych brak adwokatów świadczących o ich prawości. Przyczyna ? zwykły ludzki strach, brak cywilnej odwagi, obawa o "zaszufladkowanie w brunatnej kartotece" (tak jak uczynił to ze mną pan Jankowski). Książka "Front wschodni" jest pracą mającą również charakter mowy obrończej. Mowy, będącej opowieścią o heroizmie, uczciwości i rycerskich cnotach ? tak rzadkich w dzisiejszych czasach. I choćby dlatego warta jest głębszej uwagi. Młodzi mężczyźni, ochotnicy walońscy to ludzie, którzy porzucili swoje domy rodzinne, zawody, spokojny żywot i poszli... Poszli na front, na beznadziejną tułaczkę, poszli cierpieć, walczyć i umierać, gdyż widzieli czerwoną chmurę ciągnącą nad Europę. Poszli z obowiązku, nie dla Hitlera, nie dla Rzeszy... Oni mieli pełne prawo nazywać się obrońcami cywilizacji europejskiej.
Pan Jankowski trafnie porównuje NSDAP i jej dwie frakcje do programu bolszewików i mienszewików w Rosji radzieckiej. Jednak to zestawienie nie wnosi nic w rzeczową dyskusję, gdyż pomija kwestię zasadniczą... czyli porównanie programu NSDAP i ruchu Christus Rex, z którego wywodzili się walońscy ochotnicy. Skrajną nieuczciwością jest przyklejanie łatki nazisty Degrellowi i jego kompanom, bez odniesienia się do światopoglądu Rexa. Był on bowiem diametralnie odmienny od ideologii brunatnych socjalistów. Ruch reksistowski w Belgii ideologicznie oparty był na szkole politycznej ojca europejskiej prawicy Charlesa Maurrasa. Głosił hasła antykomunistyczne, antysocjalistyczne, antyklasowe i antysemickie. Postulował monarchistyczny i korporacyjny model państwa. Sam Degrelle mówił o swoim obozie: Rex to młodość u władzy plus głęboki mistycyzm katolicki. W 1936 roku lider walońskich ochotników udzielił wywiadu korespondentowi z Polski Jerzemu Waldorffowi, w którym skrótowo określił założenia swojej partii: Mój program jest bardzo prosty, bo oparty na nie praktykowanej zasadzie bezwzględnej uczciwości. Stąd też wynika brak jakichkolwiek koncepcyj kompromisowych. Ponieważ przytem walczymy o odmłodzenie katolicyzmu, więc właśnie w oparciu o katolicyzm walczyć będziemy przede wszystkim z komunizmem. Cały mój program polityki zagranicznej w tym jest zawarty. Zawsze będziemy się łączyć przeciwko Moskwie, a więc raczej z Niemcami niż z Francją1.
Degrelle, formując legion waloński, kierował się całkowicie odmiennymi przekonaniami niż zbrodnicza Rzesza. Utożsamianie NSDAP z poglądami Walonów jest zwykłą insynuacją i świadczy o niewiedzy historycznej p. Jankowskiego lub jego złej woli. Z kolei porównanie 28 dywizji SS "Wallonia" do zbrodniczych formacji ukraińskich nacjonalistów pozostawię tutaj bez komentarza... budzi raczej śmiech niż chęć do dalszej dyskusji. Lider ruchu Christus Rex pragnął walczyć w imię wartości, którym hołdował przez całe życie, wartości, których całkowitą antytezą był system komunistyczny. Tylko Bóg ma prawo osądzić jego drogę życia, jego postawę, wybory ideowe i polityczne. Czasami w życiu człowiek staje przed wyborem, w którym musi opowiedzieć się po stronie mniejszego zła. Ale gdy wybór ten jest dziejową koniecznością, moralności takiego czynu nie można rozpatrywać w kategoriach zarysowanych przez p. Jankowskiego. Zbiorowa, kolektywistyczna odpowiedzialność nie jest cechą naszej cywilizacji. Pan Jankowski, zdaje się, rozumuje w kategoriach kolektywistycznych, czyli "jeżeli III Rzesza była zbrodnicza, to każdy, który znalazł się z nią w związku, jest zbrodniarzem". Nie jest to podejście godne prawicowca, dla którego prawda powinna stać ponad wszystkim innych.
Można się spierać, czy kalkulacje polityczne Degrelle'a były właściwe, czy można było kroczyć inną drogą. Wydaje się jednak, że powojenne przypuszczenia Degrella są bardzo bliskie prawdy: gdyby Waffen SS w ogóle nie istniało, Europa zostałaby całkowicie zalana przez Sowietów do roku 1944. Dotarliby do Paryża długo przed Amerykanami. Heroizm naszych żołnierzy powstrzymał sowieckiego kolosa pod Moskwą, Charkowem, Czerkasami i Tarnopolem. Stracili oni ponad 12 miesięcy. Bez SS, Rosjanie osiągnęliby Normandię przed Eisenhowerem2.

Łukasz Kluska

1 Jerzy Waldorff, "Prosto z mostu", nr 41 (95), 20 IX 1936 r.
2 Leon Degrelle, Waffen SS, The Journal of Historical Review, California 1982.
Wyświetlony 6790 razy
Więcej w tej kategorii: « Guillame Dufay "Nas już nie ma?" »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.