wtorek, 07 grudzień 2010 13:33

Feminokracja?

Napisane przez

Oświecenie nie byłoby możliwe bez salonów Paryża i ich gospodyń; romantyzm - bez renesansu średniowiecznej tradycji uwielbienia wybranki przez poetów; zwykle niższej pozycji społecznej, a więc nie mogących liczyć na legalny zwiazek. Ale XIX wiek przynosi obyczajową rewolucję: pierwsze emancypantki.

Charlotte Bühler w książce "Bieg życia ludzkiego" (1933) zamieszcza kilkanaście portretów tych "rewolucjonistek mimo woli". Opisuje w nich ? bardzo ostrożnie ? to, co pół wieku później zostanie tak wyczerpująco udokumentowane przez Elizabeth Badinter w "Historii miłości macierzyńskiej": często występujące uczucie obcości w stosunku do własnych dzieci. Trzeba powiedzieć jednak, że dalece nie wszystkie kobiety czuły się wykorzystywane. I trudno tu znaleźć związek z wykształceniem czy pozycją społeczną. Karen Blixen, która swoje życie traktowała jak glinę do ulepienia, napisała, na przykład, w eseju "Nowoczesne małżeństwa i inne rozważania" o podziale kobiet na "matki" i "kurtyzany": Taki układ wydaje się chyba najbardziej uporządkowany, nawet dla samych kobiet, gdyż przeważnie miały możliwość wyboru, zależnie od skłonności, pomiędzy rolą korzystającej z uciech ? albo niańki. I trzeba zauważyć, że gdyby mężczyźni mieli odrobinę zdrowego rozsądku wówczas dołożyliby wszelkich starań, aby ten stan zachować.
Inna pisarka, z niejasnych powodów wyróżniana przez feministki, Virginia Woolf, pisała: Siła twórcza mężczyzn różni się jednak ogromnie od siły twórczej kobiet. Trudno więc nie dojść do wniosku, że po stokroć szkoda byłoby ją powstrzymywać albo zmarnować, jest bowiem dorobkiem całych stuleci najsurowszej dyscypliny i nie ma nic, co mogłoby zająć jej miejsce. Po stokroć byłaby szkoda, gdyby kobiety zaczęły pisać jak mężczyźni (...). Czy wykształcenie nie powinno podkreślać i umacniać raczej różnic niż podobieństw?
A dla wybitnej socjolożki polskiej Marii Ossowskiej było oczywiste, że są role, które trwają całe życie, jak rola kobiety czy rola mężczyzny ("Socjologia moralności", 1967). Jeszcze w roku 1981 autorzy wnikliwego i w pełni profesjonalnego studium psychiatrycznego "Integracja psychiczna", dr Anna Terruwe i prof. Conrad Baars, pisali: Ponieważ mężczyzna i kobieta różnią się od siebie w swej najgłębszej istocie, choć pozostają zasadniczo równi, ich naturalne skłonności prowadzą do wykształcenia się wspólnych cech, ale z różnym rozkładem akcentów.
Dzisiaj, gdy teoretycy nauk społecznych "wyzwolili" już w teorii wszelkie mniejszości, niezwykłą karierę robi ideologia wyzwolenia "ostatniej i największej uciskanej społeczności" ? a mianowicie kobiet. W rzeczywistości kobiety żyją przeciętnie o siedem lat dłużej (w Polsce 12), a we wszelkich badaniach socjologicznych deklarują większy optymizm od mężczyzn ? ale rzeczywistość można zignorować, jeśli nie pasuje do założeń.
Być może jednak feminizm ma rację, twierdząc, że bez ostatecznego rozjaśnienia kwestii wzajemnych stosunków płci nie zdołamy pojąć ludzkiej kondycji. Ale jak tego dokonać bez uproszczeń, skoro mamy opiniować na temat sześciu miliardów różniących się przecież od siebie "obiektów badawczych"?
W starożytności kobiety wszędzie były w praktyce niewolnicami. Dopiero cywilizacja chrześcijańska pozwoliła im na samodzielność ? najpierw dając prawo do służeniu Bogu zamiast małżeństwa, a w końcu dopuszczając do ich całkowitej emancypacji. Tylko chrześcijaństwo pozwoliło także na wytworzenie się ideału miłości "dwornej" albo "rycerskiej" ? co pod koniec XIX wieku zaowocowało przyjętą dziś jako norma ideą wolnego wyboru współmałżonka.
Patrząc z lotu ptaka, dyskryminacja kobiet nie ma już w świecie rozwiniętym charakteru uprzedzeń i stereotypów, a wynika jedynie z trzeźwych rachunków, w których trzeba wziąć pod uwagę urlop macierzyński. Nic tu nie można poradzić poza państwowym funduszem dla przedsiębiorców, którzy będą przyjmować do pracy młode kobiety ? ale ci w takiej sytuacji będą je, oczywiście, zatrudniać fikcyjnie, dzieląc się zyskiem z tegoż funduszu. Najwyraźniej więc doszliśmy do ostatecznej granicy równouprawnienia.
Wydaje się jednak ? i to właśnie jest najciekawsze ? że awangarda feminizmu nie chce już równouprawnienia. Młode artystki, dziennikarki, socjolożki czy pisarki, po prostu i nie zwracając (lub udając, że nie zwracają) uwagi na męskie reakcje, ogłaszają wyższość kobiecego sposobu radzenia sobie z życiem, przekreślając całą "męską" kulturę. Dziś spośród pracowników na umowie najlepiej zarabiają znane aktorki i prezenterki ? w nowej zaś cywilizacji obrazkowej zyskały one pozycję wyroczni, zapełniając najbardziej popularne magazyny kobiece i audycje telewizyjne wypowiedziami na wszystkie możliwe tematy.
W kulturze niemal całkowicie materialnej, ciało i jego atrybuty liczą się najbardziej ? toteż można odnieść wrażenie, że arystokrację dobrego urodzenia sprzed dwustu lat zastąpiła obecnie arystokracja urody1. Po rewolucji obyczajowej lat 60. i 70. wątki seksualne pojawiają się we wszystkich praktycznie wytworach kultury naszych czasów, często je dominując ? to zaś automatycznie podwyższa nie tylko prestiż modelek, ale pozycję wszystkich kobiet, które są zarówno głównymi bohaterkami marketingu, jak i największą grupą klientów. Dawniej nos Kleopatry wywoływał wojny; dziś dla upiększenia nosków i całej reszty kobiecego ciała pracuje ogromny przemysł, włącznie z osobną gałęzią gospodarki, jaką stała się reklama.
Kobiety radzą sobie dobrze lub nieźle w większości męskich dawniej zawodów, a feministki przekonują nas o przebogatym skarbcu ich zalet i twórczej odmienności. Nie doczekaliśmy się co prawda jeszcze wielkich, nowatorskich malarek, rzeźbiarek czy kompozytorek, trudno je też znaleźć wśród architektów, matematyków i fizyków, ale można przyjąć, że to kwestia czasu.
Kobiety sprawdziły się także w policji i wojsku. Trzeba było jednak rozwiązać kobiece bataliony w Izraelu: podczas wojny w 1973 r. nie brały jeńców. Naczelny lekarz armii izraelskiej nakazał przeprowadzenie badań wojskowym psychologom. Ich wynik brzmiał: kobiety w wojsku nie rozumieją zasady fair play. Uważają, że wojna jest po to, by wygrać, a najłatwiej to zrobić zabijając tak wielu przeciwników, jak wielu się da. Publicysta izraelski opisujący tę sprawę zastanawiał się, czy dlatego wszelkie gry tak długo były zabawą czysto męską, że dla kobiety życie jest sprawą serio ? tym bardziej nie ma dla niej miejsca na grę (rozumianą jako rodzaj zabawy) podczas wojny. Jeśli przyjąć wysuwaną niekiedy koncepcję sztuki jako gry lub zabawy, to może to tłumaczyć dlaczego w sztucznym świecie kultury kobiety ciągle nie czują się całkiem u siebie2.
Mając to wszystko w pamięci, tym trudniejsze jednak staje się pytanie: jak mogło dojść do dominacji mężczyzn? Jeśli kobieta jest równie bezwzględna w walce, co mężczyzna, pracowitsza, a wreszcie w każdej chwili potrafi obezwładnić męskiego przeciwnika (lub sojusznika) swoją Wunderwaffe, jaką jest jej zmysłowość3 ? to w jaki sposób te leniwe samczyki, których do dziś można znaleźć wśród plemion afrykańskich, jak czekają w cieniu na wytworzony i sporządzony przez kobiety posiłek ? przejęły władzę? Czy tylko przemocą fizyczną? Ale po co właściwie, skoro w roli trutniów nie było im przecież źle?

 

(?)

1 Johannes von Buttlar w książce "Niewidzialne związki" relacjonuje badania wśród nauczycieli. Okazało się, że test mający ocenić pojętność i zdolności ucznia tylko na podstawie fotografii wykazał, że znacznie wyżej wypadła ocena dzieci ładnych. W wypadku dzieci zdecydowanie brzydkich ? których wyniki w rzeczywistości w niczym nie odbiegały od wyników dzieci ładnych ? niektórzy nauczyciele zalecali nawet szkołę specjalną! Te same wyniki przyniosła prośba o ocenę dzieci na podstawie zdjęć i notatek o ich zachowaniu. Brzydkie dzieci proponowano ukarać lub nawet usunąć ? ładne usprawiedliwiano ich wyjątkowością i złym wpływem kolegów.
2 Por. Ernst Cassirer, "Esej o człowieku": Z punktu widzenia psychologii zabawa i sztuka są do siebie bardzo podobne.
3 Tylko Bóg może nas uwolnić od pożądliwości, i to pod warunkiem, że naprawdę tego chcemy, pisze św. Augustyn w "Wyznaniach": Głupiec, nie wiedziałem, że ? jak napisano w Piśmie (Mdr. 8, 21) ? nikt nie może być powściągliwy, jeśli Ty mu tego nie udzielisz. Udzieliłybyś mi na pewno, gdybym z głębi serca wołał do Ciebie...

Piotr Skórzyński
Wyświetlony 8165 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.