wtorek, 07 grudzień 2010 13:37

Jak zakrzyczeć rozum Tekst prześmiewczy i szyderczy

Napisał

Nie ukrywam, że pisząc do "Opcji na Prawo", staram się podejmować tematy, o których media "postępowe" nie chcą mówić, albo mówią tylko w sposób wspomagający propagandę lewicową.

 

Do "kanonu" tematów zakazanych albo obłożonych medialnym milczeniem należy feminizm. O feminizmie pisać trudno z dwu powodów: każda krytyka tego ruchu odbierana jest jako atak na kobiety, piszący zaś jest od razu obwołany seksistą, szowinistą, dyletantem, kołtunem albo co gorsza: wrogiem kobiet. Po wtóre, omawianie jazgotu feministek jest niebywale trudne, gdyż niektóre argumenty wysuwane przez "działaczki" (np. wmawianie kobietom, że menstruacja jest efektem patriarchalizmu i wywołana presją mężczyzn) nie nadaje się do jakiegokolwiek rzeczowego komentarza. Co gorsza, żartowanie sobie z idei feminizmu nie należy do dobrego tonu, a dla robiących karierę w mediach czy polityce jest intelektualnym samobójstwem. Ja politykiem nie będę, gwiazdą medialną ? tym bardziej, więc swoje zaśniedziałe trzy grosze na temat feminizmu wtrącę. Jest to o tyle konieczne, że zdecydowana większość dziennikarzy i publicystów traktuje feminizm jako rzecz ważną i godną propagowania.
Jednak analizując feminizm, już na samym początku widzimy, że są to prace raczej mizerne umysłowo. Ogniskują się wokół kilku zagadnień, przechodząc mutację w zależności od kraju czy okresu historycznego. Jeszcze przed przystąpieniem do omówienia "programu" feminizmu warto zauważyć rzadko poruszaną przy tej okazji kwestię: feminizm jest faktycznie pretekstem do szerzenia lewicowej ideologii i wyśmienitym parawanem do żerowania na państwowej kasie poprzez tworzenie różnego rodzaju organizacji, które są sponsorowane z kieszeni podatnika. (Wystarczy spojrzeć na skandynawski model feminizmu gdzie, podobnie jak polska transformacja SdRP-SLD, dokonano tam przejścia z Lewicowej Partii Komunistycznej ? Vaensterparien Kommunisterna ? do Lewicowej Partii Feministycznej. Powołanie w randze ministra stanowiska do spraw równego Statusu Kobiet i mężczyzn w Polsce ma, moim zdaniem, tyle samo sensu co powołanie rządowego pełnomocnika ds. hodowli rzodkiewki). Zresztą to pokrewieństwo feminizmu z lewicą przypieczętował już sam Józef Oleksy, twierdząc, że: lewicowość jest to pilnowanie neutralności światopoglądowej państwa, dbałość o tolerancję, walka o równość płci i prawa kobiet, reagowanie na dyskryminacje. To jest także tolerancja wobec odmienności seksualnych i wobec niepełnosprawnych. Trochę to niezręcznie wyszło, że pan Oleksy do jednego worka wrzucił gejów, lesbijki, garbatych, kulawych i epileptyków. Ale troska o nich jest, to najważniejsze. Senator Marek Balicki zaś, obecny minister zdrowia, w wywiadach udzielonych mediom gejowskim poruszył temat konieczności zorganizowania w stolicy centrum gejowsko-lesbijskiego oraz Stowarzyszenia Pomocy Transseksualistom.
Główny nurt feminizmu ogniskuje się wokół niedoli kobiety, wskazując na przyczyny, pokazując jednocześnie paniom drogi do wyzwolenia. Niedola kobiet, wedle feministek, spowodowana jest panowaniem patriarchatu, który, ich zdaniem, obejmuje w naszej kulturze wszystko, od świata idei, polityki, edukacji, rodziny po instytucje i świat sztuki. Feministki wedle marksistowskiej matrycy dostrzegają patriarchat jako przyczynę sprawczą wszelkiego zła: patriarchat zakazał, patriarchat nakazał, obarczył, zmusił etc.
Polski feminizm akcentuje szczególnie dwie siły sprawcze €ž"patriarchatu"€: tradycję patriotyczną, wymagająca od kobiet poświęcenia się dla ojczyzny (nieszczęsna Matka Polka), oraz tradycję katolicką, nakazującą kobiecie granie określonej roli w rodzinie, w pracy, w społeczeństwie, w Kościele. Wszystkie świadome i myślące kobiety powinny rozpocząć swe przebudzenie od odrzucenia dominacji mężczyzn i rozpocząć rewolucyjną walkę o równouprawnienie kobiet. Wokół organizacji feministycznych stworzone zostały też (za ich aprobatą a często i wsparciem finansowym) ruchy skrajne, takie jak Koedukacyjna Unia Rewolucyjno-Wyzwoleńczo-Anarchistyczna (skrót nazwy mówi sam za siebie).
Czytając feministyczny manifest wyzwoleńczy, ma się wrażenie, że popełniono plagiat z Marksa. Bo czego w tym manifeście nie ma: ucisk związany z niesprawiedliwą dystrybucją dóbr jest, zalegalizowany wyzysk grup mniej uprzywilejowanych przez dominującą elitę jest, ograniczenie praw politycznych jednostek jest, dominacja struktur religijnych jest, może dodano jedynie ornament w postaci nowomowy feministycznej. Poziom haseł głoszonych przez panie z organizacji nie przemawia też raczej na ich korzyść (Wsadź sobie te kwiatki w dupę. Chcemy równości. Zabij w sobie zakonnicę. Patriarchat, rasizm, kapitalizm? Znam lepsze sposoby, żeby się zabawić! Najpiękniej wygląda wiosna w świetle płonących ustaw antyaborcyjnych. Domowe ognisko cuchnie zniewoleniem! Szukasz wolności? Rób rewolucję! etc.).

Polityka

Wprowadzenie feminizmu w obręb polityki zaowocowało w prawie każdym kraju stworzeniem dodatkowych ministerstw, organizacji pozarządowych, kół, stowarzyszeń zrzeszających kobiety walczące o "słuszną ideę równouprawnienia". W Polsce Parlamentarna Grupa Kobiet przygotowała (kolejny już raz) projekt ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn, w którym domaga się między innymi zapisu o 50-procentowych parytetach dla obydwu płci, m.in. na listach wyborczych do Sejmu, Senatu i samorządu! Nie jest tu istotne przygotowanie merytoryczne kandydata, odwołanie się do idei demokracji i wolnego wyboru czy jawna dyskryminacja mężczyzn: paniom należy się 50% ciepłych posadek rządowych i już. Trochę kłopotliwe dla Parlamentarnej Grupy Kobiet, wskazującej na lewicowe partie, jako swoisty wzór dla stosowania tzw. parytetów, jest to, że jak dotąd najwyższy odsetek pań do Sejmu wprowadziła... Liga Polskich Rodzin (26,3%), partia antyfeministyczna, bez parytetów, preferencji czy kampanii uświadamiającej młode działaczki partii (udział kobiet w klubie SLD wynosi 25,46%). Nie potrafią też panie feministki zrozumieć, dlaczego tak doceniająca ideę feminizmu lewica przynosi wciąż skandale związane a to z degradacją kobiet, lokalnymi awanturami między kobietami czy molestowaniem seksualnym (premier Miller wspominający panie posłanki tylko w kontekście urody czy Tadeusz Iwiński klepiący po pośladkach tłumaczkę, ku uciesze dziennikarzy nagrywających całe zajście. Oburzeniom feministek nie było końca, kiedy to właśnie ten swój, lewicowy minister Włodzimierz Cimoszewicz, zwrócił uwagę, że nie należy się emocjonować sprawami "towarzysko-folklorystycznymi", lecz stricte merytorycznymi).
Pytany o parytety w swojej partii były lider UPR Janusz Korwin-Mikke trafnie podsumował całą sprawę: Nie mamy parytetów ani dla kobiet, ani dla homoseksualistów, ani dla łysych, ani dla mańkutów, ani dla wysokich, ani dla inwalidów, ani dla idiotów ? bo też jest ich pewien procent w społeczeństwie, więc też powinni mieć parytet w myśl ludzi nowomodnych.
Doskonały przykład kompetencji "kobiety z parytetu" dała była wicemiss Ewa Wachowicz, zajmująca stanowisko rzecznika prasowego premiera Pawlaka, kiedy spytana o swe studia odparła: Niestety nie wiem, na którym jestem roku, ale do obrony pracy zostało mi jeszcze trochę... Chciałoby się rzec: i nic jak tylko profesjonalizm...
Wojujące panie nie potrafią też odpowiedzieć na pytanie, czy parytety należałoby wprowadzić także np. w urzędzie patentowym, gdzie ilość kobiet zgłaszających wynalazki jest śladowa. W Polsce wojujące panie, mając swoją przedstawicielkę w rządzie w osobie pani Izabelli Jarugi-Nowackiej, urzędującej na stanowisku państwowej ober-feministki kraju dla grzeczności zwanej ministrem (dlaczego nie ministerką?), domagają się dopuszczenia kobiet do wszystkich zawodów: więc pewnie także jako czyścicieli szamb, kamieniarzy, drwali, śmieciarzy, wojskowych i księży (a jakże!). Pani Izabella Jaruga-Nowacka od lat domaga się wpisu do kodeksu pracy paragrafu, na mocy którego karano by finansowo pracodawców, którzy odmówili kandydatowi pracy ze względu na płeć (ja osobiście z utęsknieniem czekam na tę ustawę, będę codziennie dzwonił do biur poszukujących opieki do niemowląt, każda odmowa przyniesie mi niezły miesięczny dochód w postaci odszkodowania!). Brak akceptacji różnic (nie tylko fizycznych) między kobietą i mężczyzną nie pozwala feministkom dostrzec absurdów wysuwanych roszczeń. Osobną rzeczą jest zacięta walka feministek o nieskrępowane prawo kobiet do swobodnej aborcji. Co więcej ? sponsorowanej z kieszeni podatników, bo jak logika (feministyczna) nakazuje, kobiety skłonione względami materialnymi do aborcji nie będą w stanie zapłacić za zabieg. Myślę, że te przyczyny społeczne można będzie w przyszłości rozciągnąć, na przykład, na starego dziadka, który ma za małą rentę, chrapie w nocy i dużo je. Jak postęp, to we wszystkim... Warto się zresztą przyjrzeć spójnej linii argumentacyjnej na rzecz aborcji promowanej przez polskie feministki. Na przykład Kinga Dunin, wyznaje wprost: Nie chcę dać się wciągnąć w dyskusję o aborcji. Zasadniczo sądzę, że skoro ludzie mają na ten temat różne opinie, to państwo powinno być tak urządzone, by jedni i drudzy znaleźli w nim miejsce. I nic jak skonsolidować grupy np. pseudokibiców, dresiarzy, włamywaczy, gwałcicieli, łapówkarzy, którzy mają "różne opinie" na temat swego funkcjonowania w rzeczywistości, i próbować znaleźć dla nich miejsce w państwie. Feministki nie widzą mizerii swych argumentów; argumentem na rzecz legalizacji aborcji ma być bowiem istnienie podziemia aborcyjnego ? by je zlikwidować, należy, wedle pań feministek, zalegalizować zabroniony czyn. No to korupcja, jeszcze bardziej powszechna, powinna być także legalna. A złodziejom aut powinniśmy wyznaczyć specjalne strefy bezpiecznej pracy.
Zresztą intelektualną kompromitacją był także słynny "List stu kobiet", skierowany rok temu do Parlamentu Europejskiego. Możemy w nim przeczytać: Pamiętajmy o tym, że mówienie, iż aborcja to zło jest równoznaczne z moralnym osądem kobiet, które się jej poddały, bo przecież kobieta ma prawo przerwać ciążę i nikt nie powinien oceniać jej decyzji. Jak można było dojść do takiego wniosku z przytoczonych przesłanek, pozostanie też pewnie tajemnicą autorek listu. Warto tu dodać, że wydano też przy okazji postępową broszurkę sponsorowaną przez Federację na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, w skład której wchodzi Liga Kobiet Polskich, Stowarzyszenie Pro Femina, Stowarzyszenie na rzecz Państwa Neutralnego Światopoglądowo NEUTRUM i... Stowarzyszenie Kobiet i Dziewcząt Chrześcijańskich ? Polska YWCA (co więcej, p. Biruta Pachnik dwukrotnie została wybrana na przewodniczącą całej Federacji. Kolejną tajemnicą głębokiej myśli feministycznej pozostanie to, jak udaje się p. Pachnik pogodzić chrześcijaństwo, z nieskrępowaną niczym aborcją?). Symptomatyczne jest też to, że dla Federacji, która rodzinę ma w nazwie, rodzina znajduje się bardzo daleko w hierarchii zainteresowania, a i to zwykle jako negatyw: aparat przemocy mężczyzny nad kobietą.

Wojsko

Absurdy feminizmu najlepiej widać na przykładzie wojska, które zmuszone było przez poszczególne rządy do tego, by w swe szeregi przyjmować również panie. Jak donosi prasa, na jednej z amerykańskich łodzi podwodnych podczas manewrów na Oceanie Spokojnym wybuchł strajk (!!!) kobiet-żołnierzy z powodu drastycznego ograniczenia w dostępie do wody służącej do codziennej ablucji (słodka woda na łodzi podwodnej jest towarem deficytowym). Kobiety domagały się zamontowania dodatkowych zbiorników na wodę (np. kosztem amunicji lub szybkości łodzi) lub skrócenia manewrów. Zupełnie już inna kwestią jest to, że wedle badań statystycznych w USA, 55% kobiet-żołnierzy skarży się na ataki seksualne ze strony innych żołnierzy (ciekawe, że nie przewidziały tego, wstępując w szeregi armii, może miały nadzieję, że będą mogły same decydować o wyborze "napastników"?). Podobnie było w amerykańskiej wyższej szkole wojskowej Virginia Military Institut, która zmuszona była naciskami organizacji feministycznych do złamania 157-letniej tradycji szkoły i przyjęcia pierwszych kadetek. Warto zauważyć, że szkoła ta przyjmowała jedynie twardych, zdyscyplinowanych mężczyzn, szkoląc ich na elitarnych, bezwzględnych żołnierzy, między innymi poprzez fizycznie morderczy trening. Po kilku latach obecności kadetek zwrócono się do Pentagonu, by zmienił niepoprawny politycznie stereotyp Akademii... nie dający np. kadetkom rano dodatkowego czasu na zrobienie makijażu (każdy wie, że nieumalowana kobieta jest gorszym żołnierzem...). Domagano się także 12 wolnych tygodni na niedyspozycje kobiece (bez względu na toczącą się wojnę). Dowódcy szkoły donosili także o licznych przypadkach podważania przez kadetki rozkazów.

Katolicyzm
 
Specyfika polskiego życia społecznego zmusza działaczki feministyczne do swoistego dostosowania się do sytuacji. Zadrą w oku "postępowej polskiej kobiety" jest, oczywiście, katolicyzm. Już pewnie wzorem USA feministki złożą deklarację, by odpowiednio dać kobietom nową wersję Pisma Świętego, zgodną z kanonami politycznej poprawności. W amerykańskim nowym tłumaczeniu zastąpiono przede wszystkim niektóre zwroty określające męską płeć wyznawców Chrystusa zwrotami bardziej neutralnymi. Słowa "synowie Boga" zamieniono np. na "dzieci Boga". Podobnie zadbano, by nie "upierać się sztywno przy płci Boga Ojca", stąd modlitwę Ojcze nasz zastąpiono alternatywną Matko nasza... (a może Józef też była kobietą?!). W tym nurcie w Kanadzie na początku tego roku pojawiła się książka Nowy testament i psalmy ? wyłączna edycja, książka po cenzurze feministycznej, do której dodano komentarz o roli feminizmu w pierwszych wiekach chrześcijaństwa! (i jak nie przyznać racji XVII-wiecznemu jezuicie François Garasse, który prorokował nadejście feminizmu, nawołując: Kobiety trzeba trzymać z dala od tego niebezpiecznego tekstu Biblii, i od wszelkiej nauki w ogóle).
Kiedyś, będąc świadkiem prywatnej rozmowy dwóch kardynałów Kościoła katolickiego, usłyszałem rzadko podnoszoną rację przeciwko kapłaństwu kobiet. Obok całej oczywistej przeszkody doktrynalno-ortodoksyjnej dla jednego z hierarchów przeszkodą była... tajemnica spowiedzi. Wyobraźmy sobie popołudniowe spotkanie przy herbatce dwóch proboszczyń. Tego rodzaju niechęć wobec religii można obserwować rokrocznie z okazji święta 8 marca, gdy organizacje kobiece prześcigają się w wymyślnych transparentach typu: "Ani Boga, ani Pana, ani męża" (przecież każda kobieta wie, że wszystko to jedna patriarchalna banda, którą należy zlikwidować). Powtarzają się, niestety, hasła sprzed kilku lat: "Kapitalizm = ucisk kobiet" ? szkoda, że nie dostrzegłem jednak do tej pory transparentu: "Socjalizm = wyzwolenie kobiet", ale może w tym roku...
(?)
Roman Konik
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wyświetlony 6464 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.