czwartek, 28 styczeń 2010 23:15

Polska na wielkiej szachownicy

Napisane przez
Szkicując perspektywy kraju w najbliższych dziesięcioleciach, uwzględnić trzeba nie tylko wielorakość naszych wewnętrznych potencjałów. W tej części Europy co najmniej równie istotny jest kształt politycznych konstelacji. Jeśli marzy nam się jakikolwiek byt zbliżony do suwerennego, a tym bardziej jeśli ambicją naszą jest rzeczywisty rozwój, skazani jesteśmy na aktywne i dość twarde uczestnictwo w grze międzynarodowej.


Tym, co w tzw. polskiej myśli politycznej ostatniego dwudziestolecia brzmi najdonośniej, są kpiny z prężenia muskułów, potrząsania szabelką, wybiegania przed orkiestrę. Politolodzy, analitycy, ?autorytety? z polskich gazet będących własnością niepolskich ośrodków lub instytutów mających Polskę w nazwie, lecz utrzymywanych przez obce rządy, zdają się służyć jednemu celowi ? przekonywaniu Polaków o swej karłowatości i podrzędności oraz o tym, że całkowite podporządkowanie się siłom zewnętrznym powinno być naszym celem wymarzonym i ostatecznym. Poziom edukacji historycznej, zredukowanej w polskich szkołach niemal o połowę już w roku 1991 i krojonej dziś nadal, ułatwia robotę licznej i świetnie w Polsce usadowionej agenturze wpływu. Spójność emitowanej przez nią propagandy paradoksalnie burzy przede wszystkim polityka Rosji. Skoro bowiem, według licznych ?polskich? publicystów z wielkonakładowej prasy i równie ?polskich? ekspertów od spraw międzynarodowych, nasz kraj jest tak nieważny, wątły i pozbawiony szans, to dlaczego np. Rosja prowadzi wobec niego politykę aż tak konsekwentną, restrykcyjną i hałaśliwą? Z jakiej przyczyny państwo zaczynające się w Królewcu i kończące na Kurylach tak wiele uwagi poświęca zwalczaniu naszego małego bytu? W imię czego tak nas tym nobilituje? Tak uparte strzelanie z armaty do muchy musi przecież mieć jakiś cel.

Rurociąg Ribbentrop-Mołotow jest najbardziej spektakularnym z przedsięwzięć, w których nasi sąsiedzi wydają fortunę, byle tylko osłabić niezależność kraju który, jak głoszą uczeni mężowie na łamach gazet tzw. głównego nurtu, na jakąkolwiek niezależność i tak perspektyw nie ma żadnych. Jakie zagrożenie stanowimy i czyje polityczne aspiracje zakłócamy, skoro traktuje się nas tak poważnie?

Być może znajdujemy się w momencie najważniejszej od dwudziestu lat geopolitycznej przebudowy. Swoje imperialne ambicje Moskwa głosi niemal otwarcie, a najmniejsze od pokoleń zainteresowanie USA Europą odczytywać można niemal jak zgodę na taki rosyjski kurs. Z kolei wiodące kraje Eurokołchozu forsują zamiar stworzenia superpaństwa. Obydwa te projekty mogą okazać się sprzeczne z interesami sporej grupy krajów, których Polska jest naturalnym liderem. Polityczny związek co najmniej dziesięciu, a może i kilkunastu, państw leżących między Europą zachodnią a wschodnią jest perspektywą wręcz porażającą swoją logiką. Zbliżają je te same cele, zagrożenia, a w dużej mierze nawet wspólnota historycznych doświadczeń. Wizja środkowoeuropejskiej koalicji w Moskwie i Berlinie spędzać może sen z powiek. Blok taki utrudniłby ewolucję Unii Europejskiej w kierunku molocha pod niemiecko-francuskim dyktatem. Stopowałby też zakusy imperializmu rosyjskiego i mógłby być postrzegany jako poważny partner zarówno dla Stanów Zjednoczonych, jak i innych potęg.

(?)
Wyświetlony 4919 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.