wtorek, 07 grudzień 2010 16:18

Pieniężne ABC

Napisał

Aby zrozumieć absurd mistycznego hokus-pokus na zasadzie "wydrukujmy się pieniędzmi z kłopotów", musimy wyjaśnić od podstaw pewne sprawy.

Najpierw proponuję zbadać termin "tani pieniądz", którym zachwyca się wielu propagatorów pomysłu zwiększania ilości pieniądza. "Tani" oznacza: mający niską cenę. Czym jest cena pieniądza i jak jest ona determinowana? ? dokładnie tym samym i tak samo, jak w przypadku pozostałych dóbr. Jeśli jakaś interesująca gazeta kosztuje dwa złote, to mówimy, że jej cena wynosi dwa złote. Używając innego terminu ekonomicznego możemy powiedzieć, że gazeta ma siłę nabywczą dwóch złotych, ponieważ nabywamy (jako sprzedawcy) za nią dwie złotówki. Analogicznie nasze rozumowanie stosujemy do wszystkich innych dóbr na rynku, które są "mierzone" przez pieniądz (to słowo jest niewłaściwe, gdyż pieniądz nie "mierzy"; on jest tylko mianownikiem dla wartościowania przez konsumentów).
Cena jest po prostu kursem, czyli określeniem relacji między wymienianymi dobrami i towarami. Wracając do naszego przykładu, jeśli gazeta kosztuje dwa złote, to oznacza, że cena jednej złotówki to pół gazety. Precyzyjniejsze będzie określenie tej sytuacji drugim terminem: siła nabywcza pieniądza to pół gazety, ponieważ za jedną jednostkę naszego pieniądza jesteśmy w stanie nabyć pół gazety. Oczywiście, pomijamy tutaj problem podzielności dobra (gazeta to jeszcze nic przy aucie albo telewizorze), a rozpatrujemy samą relację i problem zrozumienia, czym jest cena. Z tej krótkiej analizy wyrasta nam podstawowa prawda: cena pieniądza to jego siła nabywcza, a więc jego zdolność do nabywania dóbr. Teza ta, patrząc na powyższe akapity, wydaje się trywialna, aczkolwiek, na przykład, taki "wielki ekonomista" jak John Maynard Keynes nie był w stanie jej zrozumieć i zupełnie poplątał kwestię pieniądza; przez co do dzisiaj ekonomiści mylą cenę pieniądza (zdefiniowaną w sposób właściwy, tj. jak wyżej) ze stopą procentową (która, jak kiedyś już mówiliśmy, jest czynnikiem realnym, a nie monetarnym, zależnym od "czasowej preferencji" ludzi). Zrozumieliśmy już teraz, czym jest cena pieniądza, toteż możemy zabrać się za ustalenie, jak jest ona determinowana. Z pomocą przychodzi nam analiza rynku truskawek. Tak jak cena truskawek jest determinowana przez popyt i podaż i nierozerwalne z nimi prawa, tak również się dzieje w przypadku pieniądza. Weźmy sobie całkowitą podaż truskawek: nie jest to rzecz trudna, gdyż są to wszystkie truskawki, jakie obecnie znajdują się w społeczeństwie. Troszeczkę trudniej jest z popytem na truskawki. Tenże popyt zależy od dwóch czynników: (a) tego, jak bardzo obecni właściciele truskawek są do nich przywiązani i jak bardzo chcą je trzymać przy sobie, zamiast je sprzedawać, oraz od (b) tego, jak bardzo producenci innych dóbr i usług są gotowi wymieniać swoje bogactwo na truskawki, których nie posiadają. Podaż truskawek i popyt na nie mają tendencję do równoważenia się i zbliżania do ceny, przy której truskawki trafiają do tych osób, które ich najbardziej pożądają.
A teraz kilka ważnych praw, które należy zapamiętać w związku z prawem popytu i podaż ? pomogą nam one w analizie pieniężnej. (1) Jeśli rośnie podaż truskawek, to w naturalny sposób spada ich cena wyrażona w pieniądzu, ponieważ przy aktualnej cenie więcej osób nie kupi tych dodatkowych truskawek. Te dzisiejsze truskawki są kupowane przez określone osoby, i aby te dodatkowe z nowej podaży były sprzedane, musi się pojawić nowa liczba kupców, których namówi się do kupna niższą ceną. (2) prawo odwrotne to oczywiście przypadek spadku podaży truskawek (rzadka sytuacja, a mimo to możliwa ? np. klęska żywiołowa); ponieważ jest mniejsza liczba truskawek, to ich cena musi skoczyć, gdyż liczba kupców przy danej cenie pozostała ta sama, ale truskawek brakuje, toteż trzeba konsumentów od nich odgonić: wyższą ceną. Reasumując: (1) gdy rośnie podaż dobra, to spada jego cena, (2) gdy spada podaż dobra, to rośnie jego cena (dodajmy, że mówimy o warunkach ceteris paribus, gdzie tylko ten czynnik się zmienia). W przypadku popytu sytuacja jest odwrotna. Jeden z dwóch czynników może zdecydować o zmianie popytu. Załóżmy, że popyt na truskawki rośnie; może się tak stać przez dwa czynniki (jednocześnie lub osobno): albo (a) obecni właściciele truskawek zwiększają na nie popyt i nie chcą ich sprzedawać, bo mają one dla nich większą wartość, albo (b) sprzedawcy innych dóbr i usług przesuwają swoje preferencje w stronę truskawek, bo bardziej im zaczęło na nich zależeć. Każda ze zmiennych, gdy rośnie, doprowadza do tego, że truskawki stają się bardziej pożądane i musi wzrosnąć ich cena, gdyż jest więcej chętnych na nie, niż jest ich na rynku. W przypadku odwrotnym proporcja się odwraca. Spadek popytu może wystąpić w jednym z dwóch przypadków: (a) obecni właściciele truskawek chcą się ich pozbyć i robią to szybciej, bo dla nich wartość truskawek jest mniejsza niż wcześniej, albo (b) ludzie sprzedający inne dobra i usługi rezygnują z zakupywania truskawek i przerzucają się na inne dobra lub w ogóle rezygnują z uczestniczenia w handlu. W każdym z wariantów pojawiają się "niechciane" truskawki, które aby trafiły w ręce większej liczby odbiorców, mu-szą mieć cenę niższą niż wcześniejsza. Reasumując: (1) wzrost popytu prowadzi do wzrostu ceny, (2) spadek popytu do spadku ceny.
W przypadku truskawek ich cena jest wyrażana w pieniądzu. Natomiast gdy przechodzi do samego pieniądza, to jego cena ? jak widzieliśmy ? to po prostu siła nabywcza. Jak wiemy, cen na rynku jest bardzo dużo i to właśnie one określają siłę nabywczą. Cena jednej złotówki to pół gazety, jedna tysięczna telewizora, jeden bochenek chleba, jedna dwudziesta książki, jedną szósta "Opcji na Prawo" itd. Aby zauważyć cenę pieniądza, najlepiej się przejść do sklepu i popatrzeć na ceny dóbr. Teraz sprawa popytu i podaży pieniądza. Podaż to kwestia prosta, podobnie jak z truskawkami: całkowity zasób pieniądza to wszystkie złotówki, którymi dokonujemy dzisiaj transakcji pieniężnych, chociaż przy obecnym skartelizowanym systemie bankowym bywają problemy z definicją (podaż pieniądza to nie papierki, ale na pewno około 10 razy więcej niż papierki, ponieważ ogromna liczba rozliczeń jest dokonywana przez banki, które nie trzymają stuprocentowych papierowych rezerw przy lokatach "na żądanie").
Popyt na pieniądz z kolei jest ustalany tak samo przez dwa czynniki, jak przy truskawkach. Na popyt składa się: (a) chęć aktualnych właścicieli pieniądza do trzymania ich przy sobie, w kieszeni, saldzie gotówkowym itd. oraz (b) chęć producentów dóbr i usług do sprzedawania swoich rzeczy w zamian za pieniądz. Zaaplikujmy nasze prawa popytu i podaży do przykładu pieniądza. Zgodnie z prawem podaży, jeśli rośnie podaż pieniądza, to spada jego cena (siła nabywcza) i tę samą złotówkę możemy wymienić na mniej dóbr niż poprzednio (inflacja pieniężna). Jeśli spada podaż pieniądza, to rośnie jego cena (siła nabywcza) i złotówkę możemy wymienić na więcej dóbr niż poprzednio (deflacja pieniężna). Co do popytu, mechanizm rysuje się identycznie jak z truskawkami. Popyt na pieniądz może wzrosnąć przez dwa czynniki: (a) właściciele pieniędzy chcą bardziej trzymać je przy sobie, a mniej wydawać na rynku, albo (b) sprzedawcy dóbr i usług dostarczają więcej na rynek tego, co mają do zaoferowania w zamian za pieniądz. Tak samo siły mogą działać w przeciwną stronę, przez co spadnie popyt: (a) właściciele nie chcą trzymać pieniędzy przy sobie i szybko je wydają lub (b) ludzie zaprzestają produkcji dóbr i usług, przez co zmniejszają swój popyt na pieniądz. Tak samo jak z truskawkami: jeśli popyt na pieniądz rośnie, to wzrasta jego cena (siła nabywcza); jeśli spada popyt na pieniądz, to spada również jego cena (siła nabywcza).
Jak wygląda "spokojna" wolnorynkowa gospodarka? Czynnik (a) determinujący popyt jest stabilny i się nie zmienia. Ludzie zarabiają pieniądze i trzymają je w kieszeni, organizując swoje wydatki. Nagłe skoki chęci, aby trzymać więcej pieniądza zdarzają się w trakcie zwiększonych sytuacji niepewności, np. klęsk żywiołowych, albo w trakcie recesji gospodarczej (powodowanej, oczywiście, przez rząd). W drugą stronę zdarzają się zwiększone niechęci w trakcie anomalii, np. gdy panowie drukarze dochodzą do władzy i oświadczają, że zaczynają robić politykę "taniego pieniądza". Ludzie w strachu przed tym szybko pozbywają się złotówek i kupują dolary, złoto albo inwestują w trwałe rzeczy. Oczywiście, to wszystko są sytuacje odstające od sytuacji wolnorynkowej, gdzie popyt na trzymanie pieniędzy w kieszeni nie ulega dużym wahaniom. Co z czynnikiem (b)? W sposób płynny wraz ze wzrostem gospodarczym i akumulacją kapitału rośnie produktywność gospodarki, co oznacza po polsku, że pojawia się więcej dóbr i usług. Ich sprzedawcy (czynnik b) zwiększają w ten sposób popyt na istniejący pieniądz, wobec czego zgodnie z nieśmiertelnym prawem popytu zwiększa się jego cena. Ekonomia doświadcza stabilnej deflacji cenowej, tzn. spadku cen będących wynikiem czynników realnych. Warto tu wyartykułować, że polscy ekonomiści (podobnie jak inni na świecie) całkowicie mylą dwie różne deflacje. Deflacja może być spowodowana albo przez czynniki związane z popytem, albo podażą. Czynniki związane z popytem są naturalne i zależą od woli ludzi. To nasze dwa przykłady (a) oraz (b). Albo ludzie przywiązują większą wagę do pieniądza poprzez trzymanie go w kieszeni, wtedy popyt ten zostaje zaspokojony przez wzrost ceny (siły nabywczej). Albo po prostu, poprzez dostarczanie nowych produktów na rynek, spada ich cena i są one tańsze (czyli rośnie cena pieniądza). Druga deflacja to deflacja pieniężna, niewesoła, od strony podaży. Nie bierze się ze wzrostu produktywności, a z tego, że kurczy się pieniądz na rynku. Tyle tylko że to może nastąpić jedynie, gdy ktoś wcześniej tę ilość pieniądza rozdmucha (to znowu nie podpada pod wolny rynek, a pod interwencjonizm).
Z podażą pieniądza jest znacznie gorzej. Ona jest autorytarnie zwiększana przez Bank Centralny, który takim zachowaniem prowadzi do spadku ceny pieniądza (siły nabywczej) i zwiększania się przez to cen dóbr i usług. Zaznaczmy tu jedną rzecz: każde zwiększenie podaży pieniądza jest inflacyjne, tj. drenuje siłę pieniądza i podbija ceny dóbr i usług. Oto właśnie chodzi w proponowanej przez zwolenników "taniego pieniądza" polityce, aby pieniądz był "tani". Krótko mówiąc, chodzi o to, żeby spadła jego cena. Dzisiaj cena złotówki to jeden bochenek chleba. Dla niektórych to cena za wysoka, więc chcą oni doprowadzić do jej spadku. Potanienie pieniądza doprowadzi do tego, że złotówka nie kupi już bochenka, ale na przykład tylko połowę albo jeszcze mniej w zależności od tego, jakie będą ciągotki manipulatora podażą pieniądza. Specjalistom od "taniej waluty" nie podoba się, że za złotówkę ludzie kupują chleb ? oni woleliby, żeby chleb kosztował 10 złotych; albo może lepiej 1000 złotych! W końcu "im tańszy, tym lepszy", czyż nie? Problem wynika stąd, że ci mistrzowie taniej złotówki nie rozumieją, jakie konsekwencje niesie za sobą drukowanie pieniądza.

(?)
Mateusz Machaj
Wyświetlony 6567 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.