wtorek, 07 grudzień 2010 16:18

Kapitalizm na niby

Napisane przez

Niech ONI się zajmą gospodarką...

Zastanawiająca jest (zresztą nie tylko w TYM konkretnym przypadku!) zbieżność ocen polskiego "kapitalizmu" ze strony osób reprezentujących dwa przeciwstawne kierunki myślenia o sprawach publicznych ? lewicowca ("syndykalisty", wówczas działacza WZZ) Andrzeja Gwiazdy, i prawicowca (konserwatywnego liberała, wtedy działacza UPR), Rafała Ziemkiewicza. Obie wypowiedzi, które tu przytaczam, pochodzą z wczesnego etapu tzw. transformacji, ale właśnie wtedy to wszystko się "rozkręcało".


O wyłączeniu robocizny spod działania swobodnej gry rynkowej (m.in. poprzez tzw. "popiwek", który zresztą początkowo dotyczył również przedsiębiorstw prywatnych!) oraz o uzasadnianiu tzw. "urynkowienia" cen detalicznych za pomocą argumentów używanych w złej wierze powiada pierwszy z tych autorów: Gospodarka rynkowa polega na tym, że ceny na wszystko są ustalone w drodze wzajemnego, swobodnego docierania między nabywcą a sprzedawcą. Najważniejszą rzeczą, którą u nas propaganda bardzo precyzyjnie przemilcza, jest to, że rynek dotyczy nie tylko masła, chleba, butów i samochodów, ale również ceny robocizny. Że cena robocizny również podlega gospodarce rynkowej. [...] Gospodarki rynkowej nie oznacza zgoda centrali, ażeby poszczególne przedsiębiorstwa nieograniczenie podnosiły ceny, jest to mechanizm inflacji, a nie stabilizacji i urynkowienia. Mówi się, że ceny rynkowe muszą być większe dlatego, że państwo cofa dotacje. Ale skąd państwo miało na te dotacje? Pochodziły z tego, że państwo, ingerując w profil produkcji, z jednej zabierało, obciążając powiedzmy 30% podatkiem obrotowym, a drugiej dokładało, czyli jeśli wycofuje dotacje, musiałoby również przestać czerpać zyski z tej produkcji, która te dotacje finansowała. To zaś musiałoby zaowocować gwałtownym spadkiem cen jednych produktów, a wzrostem innych, bilanse musiałyby się przy tym zrównać, spadek jednych cen musiałby być dokładnie taki jak wzrost cen wyrobów dotowanych. Obserwujemy zjawisko zdumiewające: państwo wycofuje dotacje, a ceny w s z y s t k i c h produktów rosną. Wzrost cen nie ma więc nic wspólnego z wycofaniem dotacji, jest to znów dążenie do obniżenia zdolności nabywczych społeczeństwa, obniżenie konsumpcji. Nie można mówić o rynku wtedy, kiedy płace są centralnie planowane. Wszyscy wiedzą, że przedsiębiorstwo nie może podnieść płac nie dlatego, że nie ma pieniędzy, tylko dlatego, że Mazowiecki obłożył podwyżki płac nieprawdopodobnie wysokim podatkiem. [...] takim, że dać podwyżkę płac i zapłacić ten podatek rzeczywiście przedsiębiorstwo nie może. (Wiesława Kwiatkowska, "Gwiazda, miałeś rację", ZP SOPOT, Gdynia 1990, str. 87?88; druk rozstrzelony ? w oryginale, pogrubienie moje ? A.K.). O kolejnym etapie "transformacji", kiedy na czele rządu stał "najlepszy z premierów" (wg opinii prez. Wałęsy), ale zwykli ludzie nazwali ten rząd "rządem aferałów", mówi z kolei autor wyznający liberalizm: Paranoja [...] wyraża się w przekonaniu przeciętnego Polaka, że fundowany mu obecnie ustrój to kapitalizm. Ludzie tego pokroju, co obsada "okrągłego stołu", tak zwykli robić; po wojnie też nie nazywano komunizmu komunizmem, tylko "demokracją". I owa "demokracja" z czasów Bieruta miała z demokracją tyleż wspólnego, co kapitalizm Bieleckiego z kapitalizmem. [...] Szantażuje się Polaków, że nie ma innej drogi niż gospodarka wolnorynkowa ? co jest oczywiście prawdą ? i zarazem wpędza się ich w pułapkę gospodarki zetatyzowanej, na wzór współczesnego Zachodu. Zgodne z prawdą stwierdzenie, że muszą być biedni i bogaci, służy usprawiedliwianiu nadużyć i umacnianiu pozycji wybranych, "równiejszych" obywateli III RP. [...] Systemu panującego obecnie w Europie Zachodniej czy USA, a także wprowadzanego w Polsce, nie można nazwać kapitalizmem przede wszystkim dlatego, że kapitalizm zakłada równe szanse obywateli. [...] w kapitalizmie nędzarz może stać się bogaczem, a bogacz może zbankrutować i wylądować na bruku. Dopóki tak nie jest ? wolny rynek pozostaje fikcją, wolność iluzją, a rzekomy kapitalizm sposobem dalszego wyniszczania i okradania społeczeństwa. przez wąskie, uprzywilejowane grupy "równiejszych". Przykładem jednym z bardzo wielu, ale może najlepszym, jest tzw. "podatek obrotowy płatny na granicy", wprowadzony przez premiera Bieleckiego. Dlaczego podatku nie pobiera się normalnie, tylko w tak dziwaczny i skomplikowany sposób? Ano dlatego, że dzięki temu wydatnie podnosi się minimalny kapitał, jaki trzeba mieć, żeby prowadzić handel zagraniczny, najbardziej w tej chwili w Polsce dochodowy. Przy jednoczesnym trzymaniu łapy na systemie bankowym ? co wyklucza możliwość, by ktoś spoza układu mógł otrzymać kredyt ? daje to nowobogackiej elicie polskiego "kapitalizmu" całkowity spokój i ochronę przed jakąkolwiek konkurencją. [...] Człowiek spoza ich kręgu, choćby najbardziej rzutki i przedsiębiorczy, skazany jest zaś na groszowe interesy i choćby się zaharował na śmierć, nie przekroczy nigdy ustawionych przed nim barier. (Rafał A. Ziemkiewicz, "Kapitalizm dla ubogich!", "Najwyższy Czas!", nr 51/52 (90/91) z 21/28 grudnia 1991 r., str. XI; wyróżnienia moje ? A.K.)
Niestety, Polacy masowo zdają się wierzyć, że właśnie NA TYM, co obserwują w kraju od 12 lat, polega kapitalizm! I chyba o to chodziło pomysłodawcom "transformacji"?! Nieoczekiwanie, w innej scenerii ? bez czołgów ? znajdują nowe zastosowanie następujące słowa Czesława Miłosza sprzed ponad pół wieku (z wiersza "W praojcach swoich pogrzebani"):
Przeklina lud, a błazny mu śpiewają, że nigdy nie był tak jak dzisiaj wolny. Ci zaś, którzy jeszcze wiosną 1989 r. byli wciąż poczytywani za "swoich" przez większość społeczeństwa, przez kadencje 1989?91 i 1991?92 nie zdołali nawet tylko przedyskutować w parlamencie projektu ustawy o powszechnym uwłaszczeniu! (Wśród nich byli również tacy, którzy w jesieni 1988 roku jako pierwsi publicznie głosili koncepcję powszechnego uwłaszczenia, mniej więcej takiej, jak późniejsza tzw. "prywatyzacja kuponowa" realizowana w Czechach. Są to dwaj ekonomiści z Uniwersytetu Gdańskiego ? Jan Szomburg i Janusz Lewandowski, którzy jednak potem "zmienili punkt widzenia razem z punktem siedzenia" ? jak mawiał prez. Wałęsa, który ich przeniósł do sfer rządowych. Janusz Lewandowski bronił narodu przed uwłaszczeniem, dorównując w gorliwości swemu SLD-owskiemu zmiennikowi, tow. Wiesławowi Kaczmarkowi!) Kiedy i fotel prezydencki, i większość parlamentarną opanowała konkurencyjna opcja po-PRL-owska (1996), "nasi" przypomnieli sobie o uwłaszczeniu, bo przecież musi być jakaś nie zrealizowana idea, wokół której można mobilizować elektorat! Czy jednak umyślnie wybrali termin mobilizowania tak, aby na razie idea pozostawała i tak nierealna z powodów politycznych, a po kilku latach straciła na popularności, dzięki czemu nie tylko Sejm, ale także ogół społeczeństwa nie odrzucił prezydenckiego sprzeciwu? W lutym 1999 r., podczas masowych protestów rolniczych (tak zwanych blokad na szosach), gościem Polskiego Radia był Andrzej Lepper, przywódca "Samoobrony". Powiedział on wtedy, że w Polsce jest źle, ponieważ w naszym kraju panuje liberalizm, i to tak wielki, jakiego nie ma nigdzie indziej na świecie, no, może poza Nową Zelandią. Prawdą w tym jest tylko to, że los wielu Polaków (w tym także ? choć nie tylko! ? rolników polskich) jest bardzo trudny bez winy z ich strony, oraz to, że gospodarka nowozelandzka jest radykalnie (i prawdopodobnie najbardziej na świecie!) bliska ideałowi wolnego rynku. I choć tamten kraj nie potrzebował odkrywać sposobu na "wychodzenie z komunizmu", to jednak również tam sporo wysiłku wymagało przezwyciężenie socjalistycznej utopii realizowanej pod szyldem, który np. w naszym kraju brzmi: "społeczna gospodarka rynkowa".
Były towarzysz Andrzej Lepper z sympatią wypowiedział się wtedy o Unii Europejskiej (z myślą o tzw. "unijnych" dotacjach do rolnictwa). Co prawda, później (jesień 1999 r.) odniósł się do UE bardzo krytycznie; ponowił jednak jeszcze przed ubiegłorocznymi wyborami parlamentarnymi swoje wyraźne poparcie dla wstąpienia Polski do UE nocą z 11 na 12 września 2001 r., występując w audycji Polskiego Radia dla Polonii. Za to i podczas lutowej fali chłopskich protestów, i przy wielu (wcześniejszych i późniejszych) okazjach politycy PSL?SP używają właśnie tego rodzaju argumentacji za "wejściem" Polski do Unii: tam dotacje do produkcji rolnej sięgają 50%, a w Polsce są na poziomie 3% z tendencją malejącą (telewizyjna wypowiedź posła Bogdana Pęka z PSL?SP). Ze strony owych "ludowców" dodaje się tylko zastrzeżenie, że polscy negocjatorzy powinni wyjednać warunki przystąpienia do Unii Europejskiej korzystne dla określonych dziedzin polskiej gospodarki ? np. właśnie dla rolnictwa (a nie przyczyniać się do "wchodzenia do UE na kolanach"). Ładnie (bo efektownie) to brzmi, niemniej jednak PSL-SP sytuuje się w ten sposób w gronie "eurorealistów" ? obok SLD, UW i AWS wpisuje się zatem do tych, którzy popierają akces Polski do UE. Tymczasem w różnych, bogatszych przecież od Polski, krajach zachodnioeuropejskich, które stać na większe od polskich dotacje, szosy i ulice bywają miejscami demonstracji chłopskich znacznie gwałtowniejszych niż te, które u nas organizuje "Samoobrona". Zresztą ? protestują nie tylko rolnicy, ale także inni producenci artykułów żywnościowych, np. rybacy i właściciele winnic. I to nie od dziś, ani nawet nie od czasu, gdy zadekretowano przekształcenie EWG w UE. Pamiętam, jak już w latach sześćdziesiątych ZSL-owski "Dziennik Ludowy" (z satysfakcją płynącą jakoby z wyższości "demokracji ludowej" nad zachodnią!) opisywał bardzo podobne burzliwe protesty spowodowane kryzysami nadprodukcji. W szczególności Francuzi dotkliwie odczuwali konkurencję ze strony Hiszpanii, chociaż ten drugi kraj wtedy jeszcze był daleko przed swoim przystąpieniem do EWG. Pojęcie tzw. "góry masła" jednak już wtedy powtarzało się jak refren. Nadprodukcja dotyczy przecież nie tylko mleka (i jego przetworów), lecz także wina, ryb oraz wszystkiego, z czego wytwarza się potrawy i napoje.

Antoni Kosiba
Wyświetlony 6973 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.