wtorek, 07 grudzień 2010 16:20

Kłamstwo, czyli sztuka życia

Napisane przez

Duże i małe, groźne i niewinne kłamstwa - nasz chleb powszedni. Jak świat światem, ludzie mijali się z prawdą, przemilczali ją, zatajali, wyolbrzymiali, koloryzowali i udawali. Ze strachu, dla wygody, ale i po to, by kogoś nie zranić.

Oszukiwanie jest taktyką organizmów żywych, która umożliwia im przetrwanie ? dowodzi Volker Sommer w swej Pochwale kłamstwa. Robią tak nie tylko przysłowiowe kameleony, wyspecjalizowane w sztuce mimikry. George Steiner w After Babel przypisuje kłamstwu wręcz znaczącą rolę w rozwoju gatunku ludzkiego, twierdząc, że: organizmy, które nie doskonalą swej biegłości w oszukiwaniu i ukrywaniu oszustwa, mają mniejsze szanse na przetrwanie. Dowodzi tego historia wojen czy dzieje dyplomacji. To właśnie niezliczone podstępy, fortele i kłamstwa heroiczne, czyli w "dobrej sprawie", uratowały niejedno ludzkie życie, pozwoliły przetrwać całym narodom, a także zbudować dobrze zorganizowane społeczeństwa.
Tę niemiłą ? z moralnego punktu widzenia ? prawdę równie dwuznacznie wyrażają tzw. mądrości ludowe. Wprawdzie "kłamstwo ma krótkie nogi", "dzięki kłamstwu zjesz obiad, ale nigdy nie zjesz już kolacji", lecz "oszust, który zręcznie i zmyśla, i mata, to nie oszust, ale tylko człowiek wielkiego rozumu".

Jajeczko częściowo nieświeże
Manipulujemy innymi i sami dajemy się manipulować. Głowimy się nad tym, jak tu nie skłamać i prawdy nie powiedzieć w przekonaniu, że to często najlepsze rozwiązanie i wcale nie tak naganne. Z badań Pentora wynika, że większość społeczeństwa polskiego wymienia szczerość i prawdomówność dopiero na 35. miejscu wśród najwyżej cenionych wartości.
Kłamstwo pod różnymi postaciami wkracza we wszelkie dziedziny życia, stając się czymś w rodzaju normy obyczajowej. Nawet nadużywane przestaje razić i staje się bezkarne. Nie jest to zresztą polska specjalność, raczej ? znak czasu. Domyślamy się, czytając w jakimś magazynie historię "prosto z życia", że to reportaż "z sufitu", autentyczne z pozoru zdjęcie jest zręcznym kolażem dzięki technice komputerowej, a wyborcze zwycięstwo polityka ? efektem skomplikowanych zabiegów socjotechnicznych.
Szczególne pole do popisu mają w tym względzie spece od public relations, zachwalający bez umiaru jakiś produkt przy założeniu, że odbiorca reklamy, choć swój rozum ma, akceptuje reguły gry i niejeden z nich połknie haczyk.

"Milczące przyzwolenie"
Blef to nieodłączna część biznesu. Bywa niezbędny choćby po to, by zmusić potencjalnego partnera do podjęcia decyzji. Wmawiając mu, że jest jeszcze ktoś inny bardzo zainteresowany naszą ofertą, przypieramy go do muru.
Swoiste zakłamanie towarzyszy ocenom różnych sytuacji życiowych. Każe ono, na przykład, nazywać bankructwo ? nader oględnie ? kryzysem finansowym, a ciężką depresję ? załamaniem nerwowym. Posługując się takim "zaciemnianiem" różnych spraw ? o ludziach, którzy radzą sobie w życiu niekoniecznie uczciwie, powiadamy, że są zaradni. Pobłażliwie traktujemy oszukiwanie rozmaitych instytucji ? fałszywe zeznania podatkowe, jazdę na gapę, a nawet "lewe" prawa jazdy czy prace magisterskie pisane przez "murzynów". Za przejaw klasycznej hipokryzji można uznać pocieszenie adresowane do ubiegłorocznych maturzystów przez katolickie (!) radio "Józef", że ? w razie czego ? jakaś ściąga znajdzie się w bułce z szynką.
W życiu prywatnym, nawet jeśli staramy się nie kłamać wprost (cnoty towarzyskie, takie jak dyskrecja czy uprzejmość nierzadko ocierają się o kłamstwo), to zachowujemy czujność, by się zbytnio nie odsłonić.
Sondaże dowodzą, że prawie 80 proc. Polaków ukryłoby romans, doświadczenia homoseksualne czy tzw. męskie rozmowy w gronie kolegów, a także stan konta w banku. Większość pań zataiłaby zdradę partnera lub zabieg aborcji, ale też wysokość wydatków na stroje i kosmetyki. Oszukujemy nawet w sprawach najdogłębniej intymnych, by nie sprawić partnerowi przykrości lub... dla świętego spokoju. Według seksuologów najpospolitszym męskim kłamstwem jest udawanie, że obchodzi ich wyłącznie życiowa partnerka. Kobiety zaś nagminnie symulują satysfakcję erotyczną, choć podobno ponad 50 proc. pań w ogóle jej nie odczuwa. Najbardziej zdumiewające jest to, że wszyscy niby wiedzą lub przynajmniej się domyślają, że rzeczywistość wygląda zgoła inaczej, lecz nie chcą tego przyjąć do wiadomości.

Gwałt na własnej naturze
Kłamstwo w życiu publicznym stało się nie tylko dozwolone i pożyteczne, ale wręcz zalecane. Pytani o cokolwiek: o pracę, pieniądze, powodzenie ? staramy się dostosować do obowiązujących aktualnie kanonów, rezerwując prawdziwe informacje dla najbliższych. Nie jest już w dobrym tonie przyznawać się do kłopotów i na pytanie, jak leci, odpowiadać szablonowym i też często zakłamanym ? stara bieda. Teraz wszystko jest super, bo inaczej nikt nas nie zaliczy do ludzi sukcesu. A tylko tacy mają dziś wzięcie.
Jeśli mamy mało dynamiczną naturę, najwyższy czas ją zmienić na bardziej kreatywną i ekspansywną. Pomocna jest w tym niezwykle obfita literatura psychologiczna oraz liczne szkoły treningu, które uczą asertywności i radzenia sobie ze wszystkim co toksyczne, czyli opóźniające nasz wyścig do doskonałości.
Jak skutecznie się sprzedać to ? przynajmniej niczego nie obwijający w bawełnę ? poradnik Joe Girald, który uczy, jak postępować, by uchodzić za osobę kompetentną i wzbudzającą zaufanie. Tytuł tłumaczy wszystko ? z góry zakłada przyzwolenie na manipulację.
W udawaniu kogoś innego, niż się jest w istocie, znakomicie wyręczają media, zwłaszcza telewizja komercyjna i prasa bulwarowa. Mierny artysta zyskuje rozgłos godny wielkiej gwiazdy dzięki nagłośnieniu pikantnych szczegółów z życia prywatnego. Mogą być nawet zmyślone, ale on ich nie dementuje, wprost przeciwnie ? podsuwa. Działa tu podobny mechanizm, jak w każdej reklamie, która nie tyle zakłada naiwność i łatwowierność odbiorcy, lecz jego naturalny konserwatyzm. Wiemy, że nie ma powodu, by "zwykły" proszek do prania był gorszy np. od "Dosi", ale od chwili, gdy zaczynamy kojarzyć slogan reklamowy z konkretnym opakowaniem, zaczynamy też przywiązywać się do tego produktu jako czegoś dobrze nam znanego. Skoro więc o jakimś artyście mówi się lub pisze dużo, nieważne nawet jak, w naszym odczuciu staje się osobą znaną i gotowi jesteśmy uznać, że zasługuje na to, aby "być na topie".

(?)
Magdalena Komar
Wyświetlony 5259 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.