niedziela, 19 grudzień 2010 11:23

Autobus z napisem "koniec"

Napisane przez

Zawsze uważałem, że człowiek uczciwy powinien pisać o rzeczach ważnych wprost - bez zbędnych ozdobników, inteligenckiego ględzenia, uczonych zapożyczeń, -zdań ukrytych-, literackich metafor. Takoż będzie w tym - nie ukrywam - impulsywnym, syntetycznym i -frontowym-tekście poświęconym polskiemu charakterowi narodowemu. Postaram się w nim odpowiedzieć na jedno zasadnicze pytanie: dlaczego Polacy na przełomie XX/XXI w. dobrowolnie, z idiotycznym uśmiechem na twarzy zmierzają ku zatraceniu? Nie, nie kolejnemu, po którym - jak wańka wstańka - polski orzeł wzbije się w przestworza. Nie ma tak dobrze. Jest suma win - będzie suma kar. Nieodwracalnych, ostatecznych. Historia nie jest Panem Bogiem. Granice jej cierpliwości są ograniczone...

Ostatnie 200 lat (1/5 naszego bytu państwowo-narodowego) ukształtowały polski charakter narodowy. Od końca XVIII wieku aż do dnia dzisiejszego nie uległ on większym zmianom. Dlatego też właśnie kroczymy wciąż od klęski do klęski. Oczywiś­cie, na własne życzenie, boć za nas samych my i tylko my odpowiadamy. Bliższym i dalszym sąsiadom dajmy spokój. Oni tylko robią to, co do nich należy.

XIX- i XX-wieczni Polacy są ? że użyję konsekwentnie czasu teraźniejszego ? narodem kompletnie, klinicznie, wręcz modelowo nieodpowiedzialnym. Powiem więcej: jes­teśmy jeśli nie światowymi, to przynajmniej europejskimi mistrzami w tej konkurencji. Zaprawdę nie zdarzyło się w czasach po upadku Konstantynopola, aby ludne, bogate i ogromne obszarowo państwo tak szybko, za przyzwoleniem jego obywateli, rozpadło się w pył. Przypominam: w 1648 r. Rzeczpospolita liczyła około miliona kilometrów kwadratowych, a brama do Rosji ? Smoleńsk ? był nadgraniczną polską twierdzą; niecałe 150 lat później nie po­został kamień na kamieniu. Niestety, Polacy w swej głupocie nie znają stanów pośrednich. Albo wszystko (zazwyczaj na chwilę), albo długotrwałe nic.
Polska nieodpowiedzialność i głupota powtarzają się cyklicznie. To, rzecz jas­na, kolejne powstania narodowe, robione na zamówienie egoistycznej (i słusznie!) zagranicy (Insurekcja Kościuszkowska, Powstanie Listopadowe), beznadziejne awantury skazane na total­ną klęskę (Powstanie Styczniowe, które stanowiło koniec polskiej misji cywilizacyjnej na kresach wschodnich) czy wymachiwanie domowej roboty granatem pod bokiem zdesperowanego, ale nadal mocarnego Hitlera oraz mądrego i jeszcze silniejszego Stalina (Powstanie Warszawskie). Zaiste, tylko naród skrajnie lekkomyślny może pozwolić sobie na zniszczenie stolicy na kilka miesięcy przed kapitulacją nazistowskiej III Rzeszy.
Z drugiej strony nie stać nas na bunt mądry, uwzględniający sprzyjającą sytuację międzynarodową, mający przyzwolenie światowej opi­nii publicznej. Bunt dogłębny, zdrowy moralnie, czyszczący do gruntu życie społeczno-polityczne Kraju. Przecież nie stało nic, absolutnie nic na przeszkodzie (w tym Ros­janie!), aby w 1989 r. wklepać w ziemię PRL z jej politykami, ekonomistami i czerwonymi profesorami od siedmiu boleści. Wszystko można było podciągnąć pod has­ło walki z wasalami imperium zła. Reagan przyklasnąłby tej walce, Gorbaczow słałby jakieś papierowe protesty warte klozetu, a podpity Jelcyn w ostateczności odtańczyłby ?kazaczoka? przed kompanią reprezentacyjną Wojska Polskiego. Nikt nie umierałby za Ja­ruzelskiego, gburowatego Rakowskiego et consortes.
(?)
 
Dariusz Ratajczak
Wyświetlony 7404 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.