niedziela, 19 grudzień 2010 12:26

Odkrycie

Napisał

W trakcie prac niwelacyjnych pod nowe centrum naukowe, które zostanie otwarte w maju 2358 r., roboty dokonały ciekawego odkrycia archeologicznego. Wykopały bowiem dobrze zachowany papierowy notes z początków XXI wieku, z kilkoma czytelnymi stronicami. Mamy więc wgląd w życie i problemy człowieka sprzed 300 lat! Dowiadujemy się, o czym myś­lał, czym się zajmował, w jakie wchodził interakcje z innymi. Dla ułatwienia zrozumienia tekstu podajemy, że specjaliści ustalili już bezspornie, iż większość wydarzeń odbywa się w położonym na jakiejś górze centrum rozrywki. Z nieznanych jeszcze powodów (może przez atawis­tyczny lęk przed ciemnością) czynny wypoczynek trwał jedynie parę godzin, po czym wypoczywający przenosili się na noc w inne, bezpieczne miejsca, gdzie zasypiali, po czym rano kontynuowali swoje rozrywki. Brak danych, by nawet oszacować, ile uczestnicy takiego zbiorowego wypoczynku musieli płacić za możliwość wzięcia w nim udziału. Przypuszczalnie jednak taki wypoczynek był dostępny tylko dla wybranych.

Oto zapis odkrytego dokumentu:
 
7.30. Zwlokłam się z wyra. Chciało mi się wyć. No cóż, zacisnęłam zęby, wyszorowałam się, ubrałam, umalowałam i popędziłam na pętlę.
9.15. Jak zwykle tłok. Z dzie­wiątki przeskoczyłam do 17, stamtąd do 12 i już byłam w biurze. Kadrowa, jak zwykle, wymądrzała się. A, niech skoczy na drzewo!
9.30. No, jestem u siebie. Poszłam z czajnikiem na dół po wo­dę. Na korytarzu spotkałam Karolinę. Opowiedziała mi wczorajszy odcinek ?M jak miłość?. Dużo się działo. On ją w końcu puścił w trąbę, ale po kryjomu. Później ona to odkryła, ale już było za późno. Tamta już go trzymała w szponach. Flądra jedna! Nie wiadomo, co będzie dalej.
9.00. Wróciłam z wodą, nastawiłam herbatkę. Skoczyłam na dół do sklepu po bułeczki, masełko i serek.
9.15. No, herbatka gotowa. Zaczęłam śniadanko.
9.45. Wracając z toalety spotkałam Kazia. Sympatyczny, ciągle łakomie zaglądał mi w dekolt, ale tak, żebym nie zauważyła. No to i nie zauważałam. Opowiadał o jakiejś bibie u jego kumpla. Chciałby mnie zaprosić. Pewnie się zgodzę, ale trochę go pozwodzę. O rany, ale fajnie mi się napisało! Chyba mam talent.
10.42. Zauważyłam, że dawno nikt nie podlewał paprotki. Poszłam po wodę.
11.15. Wróciłam. Wpadła Krysia z rachuby. Zdobyła gdzieś fantastyczną kieckę. Zaczęłyśmy przymierzać.
11.40. Przymierzałyśmy, gdy wtarabanił się jakiś gość, przysłany przez Zdzicha z re­klamacji, i zaczął nudzić. Zmyłam mu głowę i wygoniłam. A temu Zdzichowi pokażę, gdzie raki zimują.
12.15. Wyjęłam akta, ale przy­pomniałam sobie, że nie mam manikiuru. Tym się więc zajęłam. Akta nie zając.
13.00. Pora na obiad. Zeszłam do stołówki na dół.
13,30. Wróciłam z obiadu. Miło się gawędziło.
13.45. Zwolniłam się na 10 minut i poszłam na miasto.
14.50. Schowałam akta. Komu chciałoby się coś robić! Poszłam do Haliny ze zbytu. Jej stary wyjeżdża na delegację, więc urządzimy popijawę.
15.05. No, pora szykować się do wyjścia. Za trzy kwadranse do domu. Niby mam być do 16, ale co tam!
15.40. Dwunastka, siedemnastka, dziewiątka. Tłok. Mo­gliby coś z tym zrobić. Tylko nie chce im się pracować!
17.00. Teleexpress. Nic ciekawego. Tylko puścili fajny kawałek Ich Troje.
17.30. Wyciągnęłam się na kanapie...
 
Na tym urywa się ten ze wszech miar frapujący zapis. Dokument będzie przedmiotem wielu dociekań naukowych. Godzi się wszakże opatrzyć przytoczony tekst paroma wyjaśnieniami badaczy.
Wycie ? należy podkreślić, że autorka z dumą notuje, iż panuje nad swymi atawistycznymi odruchami.
Malowanie ? nie wiemy, czy malując się kobieta mas­kowała jakiś defekt skóry, naturalny w owych niebezpiecznych czasach, czy czyniła to w ramach jakiegoś nieznanego kultu.
Pętla ? znaczenie tego słowa stanowi przedmiot sporu.
9, 17, 12 ? te liczby występują dwukrotnie w tekście, ale ich znaczenie nie jest jas­ne. Być może ma to związek z jakąś grą. Wskazuje na to duża liczba uczestników.
Kadrowa ? przypuszczalnie chodzi o jakiś udomowiony gatunek małp. Przemawia za tym zwrot ?skoczyć na drzewo?.
Flądra ? zaskakuje wiadomość, że w tamtych czasach występowały ryby ze szponami. Być może chodzi o jakiś drapieżny gatunek, atakujący nawet ludzi.
Woda, żywność ? część badaczy wskazuje na trudnoś­ci zaopatrzeniowe tamtych zamierzchłych czasów. Zwróćmy uwagę, jak małe musiały być przydziały żywności, skoro autorka pisze o nich wyłącznie: bułeczki, masełko, serek, herbatka. Niektórzy podkreś­lają, że i z dostępnością wody było źle. Autorka sama odnotowuje, jak dużo czasu zajmuje jej wędrówka do źródła. Urządzano nawet skrycie imprezy połączone z piciem wody (?popijawa?), gdy starsi ludzie gdzieś wyjeżdżali. Również fakt, że osoba spotkana na korytarzu łakomie zerkała w dekokt (autorka czyni tu błąd w pisowni!), świadczy o niedostatku napojów.
Puszczanie w trąbę ? prawdopodobnie chodzi tu o szalejące w tamtych czasach wiatry, zwane trąbami powietrznymi.
Nudzenie ? zdejmowanie ubrania (od nude ? nagość). Przygotowanie do mycia głowy.
Mycie głowy ? to przypuszczalnie jakiś towarzyski obyczaj o dość niejasnym znaczeniu, być może o podłożu seksualnym, za czym przemawiałaby konieczność rozebrania się.
Raki ? miejsce zimowania tych zwierząt było zapewne znane jedynie wtajemniczonym. Wdzięczna jednak za ?podesłanie gościa? autorka postanowiła zrewanżować się Zdzichowi i ujawnić mu je.
Akta nie zając ? nie wiadomo, dlaczego autorka uznała za konieczne podkreślić tę oczywistą różnicę semantyczną. Może chodzi jedynie o ozdobnik stylistyczny.
10 minut ? w owych czasach prymitywne jeszcze zegarki niezbyt dobrze funkcjonowały albo czas był pojęciem umownym. Autorka nie zauważa różnicy między godziną a 10 minutami.
Praca ? nie pozbawiona daru obserwacji autorka zauważa, że nie wszyscy pracujący wywiązują się z obowiązków. Świadczy to o wysokim poziomie jej morale.
Kawałek ? nie wiadomo kawałek czego i dlaczego puszczenie go wymaga aż trzech osób. Rzecz chyba dotyczy komunikacji, bo mowa jest o teleexpressie (czyli o sposobie szybkiego przenoszenia na odległość).
 
Podsumowując: ten niebagatelny dokument dostarcza nam ścisłych, bo z pierwszej ręki, informacji o organizacji życia społecznego i obyczajach początku XXI wieku, owego pionierskiego czasu, gdy groźne zjawiska atmosferyczne i dzikie zwierzęta nadal ciążyły nad kruchością ludzkiego losu. Należy podkreś­lić przebijający mimo to optymizm autorki tekstu, zadziwiający w obliczu codziennych trudów życia, niedostatków wody i żywności. Nie wiadomo, co będzie dalej ? pisze w pewnym momencie autorka, a jednak tamci odważni ludzie nawet z najprostszych, najbardziej oczywistych czynności potrafili czerpać radość.
 
Romuald Lazarowicz
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wyświetlony 5650 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.