niedziela, 19 grudzień 2010 12:45

Statua Wolności z twarzą "Madonny"

Napisane przez

Szyderstwo projektanta okładki (jest nim Radosław Kieryłowicz) czy szyderczy grymas rzeczywistości? Niestety, to drugie. Tak bowiem obecnie objawia się światu Ameryka – niegdyś legendarny kraj wolności, obecnie kraj politycznej poprawności, uszminkowany według wzorów salonu kosmetycznego "Hollywood". Taką też pokazuje ją członek zespołu redakcyjnego "Opcji na Prawo", autor wielu tekstów zamieszczanych na jej łamach, Jan M. Fijor w swojej książce Impe­rium Absurdu.

Ten zbiór felietonów tyleż fascynujących, co i zasmucających albo wściekających, pozwala przyjrzeć się dokładnie, na praktycznych przykładach, zawstydzającej degrengoladzie. Od szczytnych założeń Ojców-Założycieli Stanów Zjednoczonych, przez konstytucję USA, o której autor przypomina, że jest to zbiór zasad uniemożliwiających przemoc państwa wobec obywateli, po realia dnia dzisiejszego, pełne spostrzeżeń o notorycznym łamaniu tych zasad.

Niegdysiejsza legenda wolności na tej Ziemi Obiecanej nie była legendą. Była namacalną prawdą. Co się więc stało? Bo oto słyszę w wiadomościach telewizyjnych, że wśród demonstrantów przeciwko wojnie z Irakiem, znajdują się kombatanci wojny w Wietnamie. Lecz bodaj 64 proc. Amerykanów stoi za swoim prezydentem, a krytykuje go tylko 26 proc. Ale przypominam sobie cykl włoskiego pisarza Guareschiego o don Camillu i jego słowa ze wstępu: ...chcę tę opowieść zadedykować amerykańskim żołnierzom, którzy polegli w Korei, ostatnim bohaterskim obrońcom oblężonego Zachodu.
Przecież hordy oblegające Zachód, w tym i USA, rozsypały się, barbarzyńcy byli w ogrodzie, lecz do środka nie wtargnęli. Widocznie jednak do środka dostały się zarazki barbarzyństwa; co gorsza ? na salony. Ale w Ameryce nie było, tak jak w Europie, tzw. opiniotwórczych salonów. Była konstytucja i był zdrowy rozsądek zwykłych ludzi. A teraz ci ludzie, większość, owe co najmniej 64 proc., zdają się być zastraszeni przez mniejszość, owe co najwyżej 26 proc. Przez amerykańskie salony politycznej poprawności, które zaczęły z wolna powstawać, a następnie oplotły jak pajęczyną wolność tego narodu. O tym też opowiadają owe felietony.
Jak to się stało? Kiedy? I tego autor stara się dociec, acz trudno rzecz z pewnością zdefiniować. Między Koreą a Wietnamem? Kiedy rozpoczęła się niby to szlachetna walka o ?wyrównywanie szans? i ?integrację? Czarnych? W czasie Wietnamu? A później to już było z górki. Państwo zaczęło zagarniać coraz większe obszary pod swoją kontrolę. Bo jak można złapać mały palec, to dlaczego by nie dłoń, rękę, wszystko co można.
Autor w pewnym momencie pisze: kilkanaście lat temu wyjechałem ze zniewolonej Polski stanu wojennego do legendarnej ojczyzny wolności. Po latach sytuacja się odwraca. Wracam do wolnej Polski z Ameryki stanu wojennego. Lecz niedawno oglądałem reportażowy serial telewizyjny. Ludzie w Polsce kłębią się pod konsulatami Stanów Zjednoczonych. Chcą tam wyjechać, bo jak tłumaczą, tam wreszcie mogą być sobą, jeszcze coś znaczyć. Kamera towarzyszy im aż do lądowania samolotu w Nowym Jorku. Są szczęśliwi. Więc może Imperium Absurdu ponownie wróci do stanu Imperium Wolności? Do końca życia trzeba mieć nadzieję.
 
Jan M. Fijor: Imperium Absurdu, czyli dokąd zmierza Ameryka, Fijor Publishing, Chicago-Warszawa 2002
Marek Arpad Kowalski
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wyświetlony 5245 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.