niedziela, 19 grudzień 2010 12:58

Nas już nie ma? (Kontynuacja artykułu z numeru 9/2002)

Napisane przez

Opuszczamy Ałmatę, piękny, słoneczny dzień. Nasz kierowca i opiekun nie dali nam długo pospać. Musimy być na lotnisku dwie godziny przed odlotem. Przyjeżdżamy na dworzec lokalny, lecimy do Uralska. Dworzec przypomina typowy budynek naszego PKS-u z czasów komuny w mieście wojewódzkim, lecz jest czysto i nie śmierdzi. Odprawa bagażowo-biletowa i mamy problem.

Żądają od nas meldunku, ponieważ przebywamy w Ka­zachstanie powyżej siedmiu dni. Tłumaczymy, że mieszkaliśmy w hotelu, lecz nic to nie daje. Bagaże czekają, my też. Blokujemy całą grupę pasażerów. Telefony, nerwówka, w końcu nasz opiekun bierze pod rękę szefa obsługi i udają się w ustronne miejsce. Po chwili wraca­ją uśmiechnięci, problem przesiał istnieć. Dopiero w sa­molocie przypomnieliśmy sobie, że w hotelu dano nam jakieś kartki, o których zapomnieliśmy. Po odprawie okazało się, że dworzec jest, a lotniska nie ma. Autobus zabrał nas więc na lotnisko międzynarodowe i odwiózł wprost na pas startowy. Tu czekał już transportowiec elegancko przerobiony na samolot pasażerski. Wejście tyłem, którędy kiedyś zrzucano ładunki i komandosów. Jeden z kolegów z rozbawieniem wspom­niał sytuację, kiedy gdzieś tam w Rosji leciał podobnym i w czasie startu urwały się ostatnie rzędy foteli. I tak optymistycznie przez niego nastawieni zajęliśmy miejsca. Wewnątrz nie było tak źle. Czysto, ładne dywany i superkuchnia plus oczywiś­cie napoje znieczulające w pełnym wyborze. Cena biletu około 140 USD.

Po pięciu godzinach lądujemy w Uralsku. Port lotniczy nieduży, ale funkcjonalny i w miarę nowoczes­ny, choć już podobno są plany nowego. Bagaże wydawane na podstawie kwitów. Pogoda piękna, choć chłodniej niż w Ałmacie.
Przejmują nas nowi opie­kunowie. Dwie łady czekają na parkingu. Patrząc na samochody, średnia o klasę niżej niż w byłej stolicy. Jak się później dowiedziałem, łady są nielicznymi autami, które wytrzymują trudne warunki eksploatacji i nie są drogie.
Jedziemy na kwaterę. Nasi gospodarze wynajęli bardzo przyzwoite mieszkanie i specjalnie dla nas zainstalowali w nim satelitę z TV Polonia... To jest gościnność!
Jedziemy zwiedzać. Mias­to, które było przez wiele lat zamknięte ze względu na skupienie przemysłu zbrojeniowego Rosji, powoli się odbudowuje. Łudząco przypomina miasta pokrasnoarmijne w Polsce. Nowe szerokie ulice mieszają się ze starymi i dziurawymi. W wie­lu miejscach brakuje chodników, lecz widać, że w rozwój infrastruktury miasta inwestuje się duże środki. Jak w Almacie ? dużo budów i remontów. Przypomina to trochę dziki zachód.
Odwiedzamy jednego z największych miejscowych biznesmenów. Posiada on dom towarowy i zaopatruje ogromny obszar w środki spożywcze. Pokazuje nam kilka kontraktów z firmami z USA i Kanady. Ich wartość przyprawia o ból głowy. Na przykład, jego dzienna sprzedaż cukru to 100 ton. Możemy pomóc w sprze­daży polskiego, ale panowie cukrownicy ? proszę o niesocjalistyczne ceny światowe! Kontrakt na trzy tysiące ton miesięcznie czeka w redakcji. Opinia bankowa o kontrahencie ? palce lizać! W Ka­zachstanie przede wszyst­kim liczą się kontakty osobiste, pieniądze w hierarchii stoją najniżej, taka jest Azja.
Około 80% żywności pochodzi z importu, stąd taki nacisk rządu na rozwój rolnictwa i przetwórstwa. Inwestycje w tę branżę mają najwyższe ulgi podatkowe. Wiele z nich negocjuje się indywidualnie. Przy kwocie inwestycji do 1 mln USD ulgi mogą trwać aż do 5 lat ? od dochodu, majątku i gruntu. Czesi to dawno wyczuli i pomagają w rozwoju rolnictwa. Niech szef Ursusa zadzwoni do szefa Zetora i zapyta, czy Kazachstan jest dobrym rynkiem. Niestety, w Ursusie prędzej zakładowa drużyna zdobędzie mistrzostwo świata w rzucie mutrą do celu, niż osiągnie jakikolwiek cel gospodarczy. Tam energia idzie w pracę i rozwój, u nas ? w gwizdek.
(?)
 
Drogi Czytelniku, jeżeli przeczytałeś obie części moich wspomnień z Kazachstanu, a czytając ?Opcję? zapewne należysz do tej mniej­szości, która nie dala sobie wyprać mózgu lub dzięki temu czasopismu go odpiera (od prania), zobaczyłeś obraz mocno wyidealizowany. Jak to na świecie bywa, wszędzie występują anomalie, ale jest kwestia proporcji i stopnia szkodliwości. Przez anomalie rozumiem tu nienormalność i brak logiki w życiu i działaniu. Tych anomalii w życiu Kazachstanu zauważyłem bardzo mało. Pojechałem tam głównie z nastawieniem na sprawdzenie możliwości robienia tam interesów i ? co z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić ? można je robić w każdej dziedzinie. Ludzie, jak i kraj, są nam wyjątkowo przyjaźni. Skala możliwości praktycznie sięga nieba. Trzeba tylko chcieć.
Do napisania tego artykułu swoimi metodami nakłonił mnie wydawca, zgodziłem się także, bo wiem, że w Polsce codziennie zamyka się tysiące firm. Mały i średni biznes męczy się i umiera. W Kazachstanie tworzy się przepisy ułatwiające działalność, a dla podmiotów zagranicznych specjalne przepisy z gwarancją nie nacjonalizowania włącznie. Działalność tam jest prosta i nie zbiurokratyzowana, może więc niech ten kierunek geograficzny będzie dla nas kierunkiem rozwoju i przetrwania. Już raz naród kazachski przyjął Polaków ? nie z własnej woli, ale ich nie odrzucił. Teraz nas chcą z własnej woli ? nie odrzucajmy tego. Potrzebna im jest nasza wiedza, doświadczenie, a czasami przestroga przed polityką znanych koncernów, które szukają następnych do wyrolowania. Zapomnijmy o Zachodzie. Europa zdycha.
Finałem niech będą słowa byłego oficera, który sta­cjonował swego czasu w Pol­sce (poznaliśmy go w barze na lotnisku w Samarze): wy, Polacy jesteście twardsi i bardziej swoi od tych z Europy, dlatego was szkoda, ale jesteście głupi i zostaniecie dla nich jedynie kładką na wschód, bo tu są inwes­tycje i tu jest przyszłość. To, co moglibyśmy robić z wa­mi, będziemy robić z nimi, bo was już NIE MA. To powiedział i postawił po cztery setki na głowę, powtarzając ?szkoda mi was?.
 
PS. Czy musi do tego dojść? W polityce nie możemy liczyć na nagłe otrzeźwienie narodu, ale myślę, że w biznesie możemy jeszcze wyprzedzić uderzenie na wschód. Zamiast tu topić pieniądze w ratowanie firm skazanych odgórnie na klapę, idźmy na wschód, a mając już kasę, wykupimy te pseudodobrotliwe kompanie z Europy. Bez wschodu te wszystkie eurokompanie w eurosocjalizmie szlag trafi. Wtedy to my możemy się zastanawiać nad tym, czy ich przyjmiemy do naszej kompanii, czy nie, i to na naszych warunkach. Bo u nas nie będzie biurokracji, regulacji i dopłat, cel, akcyz itd.
Jeżeli wydawca się zgodzi, możemy w ?Opcji? zrobić skrzynkę pomocy ?Opcja na wschód?. W Ałmacie rozpoczęła już działalność niezależna od nikogo spółka akcyjna z kapitałem polskim. Nie ma w niej ani jednego ?układowego biznesmena? czy farbowańca. Jest to samoobrona średniego biznesu. Chcesz się ratować ? przyłącz się do nas. Razem będziemy silni.
 
Rafał Nowacki
Wyświetlony 8361 razy

Najnowsze od Rafał Nowacki

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.