niedziela, 19 grudzień 2010 16:33

Łotewskie Zaduszki

Napisała

Gdy żar lata zaczyna ustępować, przechodząc w jesienną słotę, duchy zmarłych ponownie wracają do swych ziemskich zagród. Odżywa starodawny czas sakralny, uśpiony pod chrześcijańskim czasem świętym, przykryty politurą świeckiej codzienności.

Czas nie jest bowiem czymś jednorodnym i ciągłym ? pisał przecież Eliade ? są interwały czasu sakralnego, rozrywające ciągłość zwykłego trwania czasowego, wyznaczanego przez akty pozbawione religijnego znaczenia. I dzięki obrzędom jedynie człowiek znajduje bezpieczne schronienie w czasie świętym, one bowiem umożliwiają pewne ?przejście? ze zwykłego trwania czasowego do czasu sakralnego. W nim uobecniona jest historia i mit, w nim nieustannie rozgrywa się prawdziwy początek ? uzasadnienie ludzkiej egzystencji, cała ludzka prawda. Na Łotwie czas święty ma dwa oblicza.

Chrześcijaństwo zaczęło docierać do brzegów Zatoki Ryskiej późno ? pod koniec XII w. Był to jeden z ostatnich europejskich pogańskich regionów, którego chrystianizacja stała się celem politycznych przetargów. Misje, w praktyce organizowane z myślą o podboju, rekrutowały się głównie z rycerstwa niemieckiego. Z początku liczba przybyszy była skromna, więc ostrożnie zapuszczali się w nieznany kraj. Główną komunikacyjną arterię stanowiła szeroko uchodząca do morza żeglowna Dźwina. Po jej wodach w górę rzeki sunęły łodzie i statki planujących inwazję zdobywców. Na brzegach zewsząd czaiło się nieznane. Szczęśliwy traf sprawił, że pośrodku Dźwiny zieleniła się ledwie wystająca ponad lustro wody niewielka wyspa: na niej zbudowano pierwszy kamienny kościół. Wówczas, na przełomie XII i XIII w. obrzeża Zatoki Ryskiej oraz obydwa brzegi Dźwiny zamieszkiwało bałto-fińskie plemię Liwów, odległych krewnych ugrofińskich Estów i Finów. Ich pierwszych spotkali zstępujący ostrożnie na stały ląd misjonarze, oni też dali nazwę całej później podbitej ziemi ? Liwonii. Niemiecki wariant nazwy ? Livland ? zabrzmiał w polskich uszach jako Inflanty i w tej wersji wszedł do historii Polski.
Liwowie pierwsi poddali się przybyłej zza morza obcej nowej wierze. Dziś po nich nie ma niemal śladu, zaledwie kilkanaście osób potrafi posługiwać się tym starym ugrofińskim narzeczem. Pozostawili jednak inne, trwałe znaki swojej obecności. Obco brzmiąca dla współczesnych bałtyckich Łotyszy nazwa pierwszej chrześcijańskiej faktorii Ikškile przechowuje dzieje wymarłego ludu i jego spotkania z chrześcijaństwem. Aby ją zrozumieć, należy wspomnieć na jej pierwotne brzmienie: Uexküll, co dla większości ludów ugrofińskich będzie zrozumiałe jako ?jedna? bądź ?pierwsza wieś?. Jej prawdziwa wymowa to wszak ?Pierwsza Osada?, czyli ta, której mieszkańcy jako pierwsi ulegli chrystianizacji. A w wodach Dźwiny, niczym w Jordanie, przyjęli pierwszy chrzest.
Zanim plemionom bałto-fińskim narzucono nową wiarę, a z nią nową formę sprawowania władzy ? feudalizm (wywracając tworzący się wiekami miejscowy system wzajemnych społecznych zależności), bałtyckie ludy żyły swoim niespiesznym rytmem. Pod parasolem wiecznotrwałego uniwersum mitu, które stapia w sobie przeszłość z teraźniejszością i przyszłością, które każe widzieć siebie jako element wielkiej wspólnoty żywych, zmarłych i tych, co nadejdą, wciąż potwierdzanym odradzającą się nieustannie przyrodą. Następujące po sobie pory roku stanowiły jedyną cezurę upływającego czasu. Nawet śmierć zdawała się zaledwie interwałem w ziemskim bytowaniu, ?przejściem? do bezpiecznej kryjówki czasu świętego. Tam też wyobrażano sobie dalszą egzystencję zmarłych krewnych, którzy nadal zachowywali wpływ na życie toczące się w ich rodzinnych miejscowościach. Stanowili drugą część tej samej społeczności, byli drugą częścią pozostałej na ziemi rodziny, odwiedzając ją w odpowiednich momentach. Jako Dziady ? nadal żyli.
Polska etnografka Stefania Ulanowska, prowadząca pod koniec XIX w. badania w dawnych Polskich Inflantach, współczesnej łotewskiej Łatgalii, poczyniła wiele obserwacji, notując skrupulatnie pieśni, przypowieści, zagadki ludowe Łatgalców, jak i wszelkie zastane obrzędy, wśród których szczególną uwagę przykuwają te związane ze zmarłymi: Zaduszki, po łotewsku Dwiasial-dina. W wigilją zaduszek, to jest w dzień Wszystkich świętych, Łotysze przywożą na cmentarz kościelny antałki z piwem, kosze lub torby z mięsem, chlebem, serem i plackami. Po skończonem nabożeństwie, mianowicie po nieszporach, żebracy, którzy się zgromadzają z całej okolicy, zasiadają na cmentarzu w rzęd, każdy z naczyniem drewnianem pod ręką, ? gospodarze zaś obchodzą ich po kolei i każdemu nalewają piwa z dzbanka do jego naczynia, dają po kawałku mięsa i chleba lub placka, czasem jeszcze i parę kopiejek, na intencyję swoich zmarłych. Wieczorem dziady schodzą się w miasteczku do jednego z pomiędzy siebie lub do której dewotki i wyprawiają bal, t.j. pijatykę, która jak mówią, trwa zwykle całą noc.
Chrześcijaństwo przyczyniło się do rozpowszechnienia odmiennego postrzegania czasu, którego linearny charakter konkurował z dotychczasowym ? kołowym czasem odradzania. Brakowało w nim miejsca dla całej wielkiej wspólnoty zmarłych. Próba narzucenia w sposób instytucjonalny nowej doktryny, która ?uśmiercała? dotychczasową wspólnotę żywych i zmarłych ? Dziadów, przez Łotyszy zwanych Vecakami, usuwała kochanych bliskich, którzy wszak żyli w społeczności od pokoleń, stanowiąc niekończący korowód ludzkich istnień. Chrześcijańscy misjonarze, zakony, kler oraz koloniści przynieśli ze sobą bagaż odmiennej tradycji, doświadczeń oraz inny system rozumienia i odmierzania czasu. Ten model, wprowadzony gwałtownie i obcy, obowiązywał powierzchownie, bowiem lud miejscowy nadal praktykował swoje zwyczaje w ukryciu. Przecież duchy przodków nie przestały wymagać troski, dotychczas zapewnianej przez żywych. One wciąż łakną, żądają opieki, jedzenia i modlitwy ? i tylko tak można pozyskać ich przychylność i liczyć na konieczny do życia urodzaj, obfitość i płodność.
Chrześcijaństwo przez długo nie przeniknęło w głąb światopoglądu miejscowej ludności. Przybysze, po opanowaniu ziem bałtycko-ugrofińskich i narzuceniu swoich norm, ?zamknęli się? w miastach we własnych, imigranckich społecznościach. Czas wiecznotrwały, w którym do podboju żyła wspólnota bałto-fińska, pozostał nadal żywy, odmierzając swój rytm równolegle do nowej miary, czyli chrześcijańskiego czasokresu, naznaczonego poczuciem nieuchronnego końca. Lud żył odtąd w dwuwierze, z pozoru chrześcijańsko, wewnątrz zaś podług dawnych, trwałych wzorów, stojąc na straży rodzimej tradycji. Oba te wątki splotły się mocno, tworząc osnowę kultur nadbałtyckich, żywą po dziś dzień.
(...)
Agata Grabowska i Paweł Ładykowski
Wyświetlony 8421 razy

Najnowsze od Agata Grabowska

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.