niedziela, 19 grudzień 2010 17:07

Kumpel nie dla wszystkich

Napisane przez

Niektórym się wydaje, że komunizm upadł, a wraz z nim jego prorocy i inżynierowie. Błąd! Wszystkie co bardziej śmiercionośne ideologie mają zdolność przepoczwarzania się. Niby komunistyczna utopia zniknęła z politycznych salonów, ale króluje w innych przestrzeniach: na obrzeżach jakże popularnego postmodernizmu (ten ostatni, zacierając klasyczne definicje prawdy, znakomicie ją usprawiedliwia), na ulicy pośród zrewoltowanej młodzieży.

Nie umiera ideologia, wiecznie żywe pozostają ikony socjalizmu i komunizmu. Niektórych przykryła warstwa patyny, ale są tacy, w przypadku których można mówić o medialnym zmartwychwstaniu. Do nich należy Ernesto Che Guevara ? idol już drugiego (a może i trzeciego) pokolenia antyburżuazyjnych krzykaczy.

W jednym z wywiadów, którego Che Guevara udzielił amerykańskiej dziennikarce Lisie Howard, powiedział (sprawiając wrażenie, że albo nie rozumie pytania, albo udaje), iż głównym problemem Kuby jest imperializm i imperializm. Zaślepienie i szukanie wyimaginowanych wrogów towarzyszyło całemu jego życiu. Do dziś rzesze epigonów permanentnej rewolucji nie silą się na myślowy wysiłek. Wystarczy im napis na koszulce: nieważne w imię czego walczył, ważne, że walczył do końca.
Gdy w internetowej wyszukiwarce wrzucić hasło ?Che?, stają przed oczami setki stron, gdzie fanatyczni wielbiciele wysławiają pod niebiosa człowieka-ikonę współczesnej zagubionej młodzieży. By uściślić: apoteozowanie Argentyńczyka to domena (w przeważającej mierze) tzw. antyglobalistów. Grupa to nie do końca czytelna ideologicznie, poza tym, że walczy z globalizacją procesów gospodarczych oraz szermuje egalitarystyczną retoryką. Egalitarystyczną w sensie ogólnoświatowym. Ale nie pozostawiajmy samemu sobie bohatera tego tekstu. Kim był, czym sobie zasłużył na niezasłużony szacunek?
Czym może zasłużyć na szacunek lekarz, który nie leczył ludzi? Bankier bez pojęcia o bankowości? Minister infrastruktury, który nie miał pojęcia o mechanizmach gospodarczych? Wreszcie rewolucjonista, którego każda próba rozbudzenia światowej zawieruchy kończyła się klęską? Nieudacznik bohaterem mas! Czy może być coś bardziej dziwacznego? Czyżbyśmy mieli do czynienia, że zbiorową autoterapią kompleksów współczesnych frustratów? Zedrzyjmy po kolei co błyskotliwsze warstwy pop-ikony.
 
Argentyna
 
W 1928 r. na północnym krańcu Ameryki Południowej rodzi się noblista Gabriel Marquez, który do dziś nie wyleczył się z fascynacji Fidelem Castro. W tym samym czasie na południowym cyplu kontynentu, w Cordobie, w zamożnej rodzinie inżyniera na świat przychodzi człowiek, który stanął na drodze kubańskiego satrapy. Przyszły idol wiedzie życie spokojne, pozbawione egzystencjalnych dolegliwości. Poza jedną: we wczesnym dzieciństwie zapada na astmę, będzie mu ona towarzyszyć przez całe życie.
Znawcy ludzkiej psychiki przywołują dwa tłumaczenia późniejszych decyzji Che Guevary. Pierwszym zdarzeniem, które wpłynęło na przyszłe losy naszego bohatera, było zajście w jego rodzinnym mieście. Był świadkiem próby ograbienia kloszarda. Bezdomny, w obronie którego stanął, potraktował go gorzej niż napastników. Może to traumatyczne przeżycie z późnego dzieciństwa sprawiło, że Guevara przez całe życie chciał być bardziej proletariacki od proletariuszy. Drugie tłumaczenie przyszłych losów Che to skutki astmy. Ponoć astmatycy mają problemy z emocjami. Trudno jest im panować nad sobą lub znajdować rozwiązania inne od skrajnych. Może stąd Guevara jawił się jako człowiek pozbawiony skłonności do kompromisu, a jego sławetne: socialismo e muerte, jest przykładem upartego charakteru.
Kłopoty zdrowotne nie przeszkodziły Che w edukacji. Mimo stałej obecności inhalatora, jego dzieciństwo i młodość nie różniły się od życia rówieśników. W 1949 roku Guevara wyrusza w swoją pierwszą peregrynację po Argentynie. Odwiedza Indian, poznaje świat inny niż ten, z którym miał do czynienia w Cordobie. Dwa lata później opuszcza kraj i wędruje na motorze po Ameryce Południowej. W Chile spotyka Salvadora Allende, potem podąża przez Peru, Kolumbię do Wenezueli, skąd dociera do Miami na Florydzie. Jeszcze na krótko wraca do rodzinnej Argentyny, gdzie zdaje końcowe egzaminy na medycynie (dermatologia).
Po otrzymaniu magisterium ponownie rusza w podróż, tym razem z zawodowych powodów: podejmuje pracę w Boliwii. Gdy kolejny boliwijski zamach stanu zmiata postępowe elity ? rusza do Gwatemali, mającej wszelki zadatki, by być w awangardzie postępu za sprawą nowego prezydenta socjalisty Arbanza Guzmana. To co nie udało się w Boliwii, miało szansę powodzenia w Gwatemali. Tam Guevara poznaje swoją przyszłą żonę, marksistkę pochodzenia peruwiańskiego, Hildeę. Gdy i w Gwatemali postępowi włodarze tracą władzę, rusza do Meksyku. Tu żona przedstawia go kubańskiemu uciekinierowi i rewolucjoniście Lopezowi. Ten poznaje go z kolei z Raulem Castro, a ów ze swoim starszym bratem. Mamy rok 1955; w Meksyku jeden z przyjaciół nadaje mu przydomek ?che?, czyli kumpel.
Do Argentyny Guevara nie wróci już nigdy. Ani do praktyki lekarskiej. Jak głosi jeden z mitów, jakimi przyobleczono po śmierci jestestwo Che, nie mógł unieść dwóch plecaków, jednego z lekami, drugiego z nabojami. Musiał wybrać. I jako człowiek mający problemy z zapanowaniem nad swoimi emocjami, wybrał szkodzenie ludzkości miast jej leczenia.
 
Kuba
 
Wróćmy do Meksyku. Ulice zatłoczone są kubańskimi partyzantami. Wśród nich bracia Castro, którzy szukają ochotników do walki z władzą Fulguencia Batisty. Nie udała im się pierwsza próba obalenia proamerykańskiego rządu, ale jak przystało na upartych rewolucjonistów, nie poddawali się. Skaptowali 82 chętnych i na łodziach (w tym słynnej ?Granmie?) przedostali się na wyspę.
I tu zdarza się katastrofa i cud zarazem. Grupa nieopierzonych i nieprzygotowanych do walki pasjonatów trafia pod ostrzał kubańskiej armii. Z całego oddziału przeżywa ledwie tuzin, w tym główni bohaterowie kubańskiej rewolty. Mimo totalnej klęski udało im się zbiec w góry Sierra Maestra i tam powoli montować partyzanckie oddziały. Z mozołem zdobywali i wpływy, i teren. Walka trwała trzy lata i w 1959 r. skończyła się obaleniem rządu Batisty.
Che należał do najbardziej zaufanych ludzi Fidela Castro. Do niego należały najtrudniejsze decyzje, z którymi musiał się uporać nowy, rewolucyjny rząd. Oprócz sprawowania misji dyplomatycznych był też architektem nowych porządków. Ponoć brat Fidela, Raul Castro miał podczas sprzeczki nazwać go Trockim.
 
 
 
Dominik Lesiecki
Wyświetlony 6298 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.