niedziela, 19 grudzień 2010 17:21

Polska na drodze do społecznej i politycznej katastrofy

Napisane przez

Najbardziej rozpowszechnionym wizerunkiem Polski jest przedstawianie jej jako przykładu wyjątkowo udanej transformacji z kraju komunistycznego, całkowicie podporządkowanego Sowietom, w wolny i niepodległy kraj o kapitalistycznej gospodarce wolnorynkowej. W rzeczywistości to historyczne zwycięstwo Polski nad jej odwiecznym wrogiem okazało się zwycięstwem pyrrusowym, w wyniku którego status sowieckiego wasala, jakim była PRL, zamieniony został na status kraju kolonialnego, całkowicie uzależnionego zewnętrznie, zarówno pod względem politycznym, jak i ekonomicznym.

W ciągu minionych 13 lat naród polski systematycznie traci jakikolwiek zakres suwerenności politycznej i gospodarczej. Na domiar złego, dosłownie z dnia na dzień, coraz większa część majątku narodowego nieodwołalnie przechodzi w obce ręce, przede wszystkim niemieckie. Proces ten wykazuje wszelkie podobieństwa do procesu, w jakim Niemcy Zachodnie przejęły NRD. Jednakże, aczkolwiek kapitał niemiecki i niemieckie wpływy polityczne dominują na całym obszarze Wschodniej i Centralnej Europy, to ten proces jest szczególnie groźny dla Polski. Ta wyjątkowa sytuacja Polski wynika z faktu, że jedną trzecią terytorium Polski stanowią dawne ziemie niemieckie. Pomimo tego, że od zakończenia II wojny światowej upłynęło już ponad pół wieku, Niemcy wciąż dopominają się o swoją utraconą własność i ubiegają się o międzynarodowe uznanie ich praw do tej własności. Dlatego najbardziej realistyczną i prawdopodobną wizją przyszłości Polski, bez względu na to, czy Polska oficjalnie wejdzie do struktur Unii Europejskiej, czy pozostanie poza nimi, jest status środkowoeuropejskiego pseudoprotektoratu, całkowicie uzależnionego politycznie i gospodarczo, w ogromnym stopniu wywłaszczonego, z majątkiem narodowym przejętym przez obce ręce. Taki wynik historycznej transformacji będzie katastrofą dla Polski, ale będzie także groźny dla całej Europy i stabilności europejskiej. Jedynym sposobem zapobieżenia takiemu rozwojowi wydarzeń byłaby radykalna zmiana systemu wyborczego do parlamentu, która dałaby Polakom szansę wyłonienia jej własnej i patriotycznie myślącej elity.

 

O jakiej katastrofie mowa?
 
Aby wyjaśnić, o jaką katastrofę chodzi, posłużę się porównaniami historycznymi. Co najmniej dwukrotnie w naszej narodowej historii mówimy o wielkiej katastrofie dziejowej, która spadła na nasz naród i nasze państwo. Pierwsza z nich zdarzyła się pod koniec wieku XVIII, kiedy trzy sąsiadujące z Polską mocarstwa, Rosja, Prusy i Austria dokonały rozbioru Polski i kraj nasz na 123 lata został wymazany z map Europy i świata.
 
Czy to była katastrofa? Dla postronnego obserwatora życie ludzi biegło zwykłym torem: zawierano małżeństwa, rodziły się dzieci, a potem chodziły do szkół, w sklepach handlowano, w fabrykach produkowano, najróżniejsze interesy kwitły jak gdyby nigdy nic. Jedni się bogacili, drudzy biednieli ? tak wygląda życie pod każdą szerokością geograficzną. Zabór rosyjski, który po Kongresie Wiedeńskim przyjął nazwę Królestwa Kongresowego, z carem koronowanym na króla polskiego, cieszył się szeroką autonomią, miał własny rząd, wojsko i najróżniejsze formy administracji. W rzeczy samej Królestwo Kongresowe stanowiło bodajże najbogatszą prowincję imperium, a car sam często pożyczał pieniądze u polskich magnatów i powoływał ich nawet na najwyższe urzędy państwowe. Królestwo było również pomostem do nowoczesności, o stosunkowo wysokim stopniu uprzemysłowienia. Przed rewolucją bolszewicką w armii carskiej służyło ok. 120 polskich generałów, zajmując najwyższe stanowiska dowódcze, z wyjątkiem stanowiska Naczelnego Wodza.
Sytuacja w zaborze austriackim, w tzw. Królestwie Galicji i Lodomerii, przedstawiała się lepiej. Galicja miała własny parlament, demokratyczne wybory, autonomiczny rząd, a Polacy powoływani byli nawet na stanowisko premiera Austro-Węgier. Polskie uniwersytety w Krakowie i Lwowie cieszyły się wysokim prestiżem, a miasta te słynęły z urody i dobrobytu, kultura polska rozwijała się zaś swobodnie.
Także życie w zaborze pruskim miało wiele cech normalności. Polacy cieszyli się autonomią, wybierali swoich posłów do parlamentu w Berlinie, rozwijała się przedsiębiorczość, ziemie polskie, urodzajne i dobrze zagospodarowane, produkowały żywność dla całego państwa.
Pomimo znamion normalności, Polacy, wychowani w tradycji umiłowania wolności, zawsze uznawali te lata za okres niewolnictwa i poddaństwa i nigdy nie przestali się buntować ani nie porzucili nadziei zerwania łańcuchów. I gdy tylko pojawiła się szansa na wyzwolenie z niewoli, zbrojnym wysiłkiem podjęli walkę i odzyskali swoje wymarzone, wolne i niepodległe państwo.
 
Druga największa katastrofa w naszych dziejach rozpoczęła się od paktu Ribbentrop-Mołotow, który otworzył drogę do napaści na Polskę 1 września 1939 roku, a w konsekwencji do okupacji i podziału Polski pomiędzy Niemcy i Związek Sowiecki. Kiedy zakończyła się II wojna światowa, Polska, pomimo ogromnego wkładu w zwycięstwo Aliantów, okazała się największym przegranym tej wojny. W liczbie ludności Polska straciła jedną szóstą całej populacji, miasta i wsie zniszczono, ponad połowę jej przedwojennego terytorium włączono do Związku Sowieckiego i utracono na zawsze. Około 5 milionów obywateli polskich, ocalałych na Wschodzie z pożogi wojennej, zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów i przesiedlenia na tzw. Ziemie Odzyskane, które od wieków należały do Niemiec. Dla skompensowania utraty wschodnich prowincji Polacy otrzymali w prezencie część Niemiec i te ziemie stanowią dziś ok. jednej trzeciej całego terytorium państwa. Jednakże największym nieszczęściem była utrata własnego państwa, utrata niepodległości. Polska, najpierw okupowana, a następnie rządzona przez moskiewskie marionetki, stała się wasalem Związku Sowieckiego, krajem całkowicie zależnym i podporządkowanym rozkazom z Kremla.
 
Ale czy to była katastrofa? Życie codzienne, jakkolwiek trudne i inne, biegło swoim torem, dzieci się rodziły i chodziły do szkół, fabryki produkowały różne użyteczne dobra, rolnicy uprawiali pola i dostarczali żywności. Ja chodziłem do szkoły, następnie na studia uniwersyteckie, nawet zostałem profesorem, moje dzieci wysyłałem do szkół, wyrosły na całkiem zdrowych i niegłupich ludzi. Jakaż to więc była katastrofa? Cudzoziemcy, odwiedzający nasz kraj uważali Polskę za kraj całkiem normalny, jak wiele innych, może trochę biedniejszy i bardziej technicznie zacofany niż kraje Europy Zachodniej, ale z drugiej strony dużo bogatszy i bardziej rozwinięty niż, na przykład, jej sowiecki suweren. Istniało powiedzenie, że ?Polska to najweselszy barak w całym sowieckim obozie?. I rzeczywiście, przeciętny poziom życia w Polsce był dużo wyższy niż w Sowietach, a zakres swobód osobistych był nieporównywalny z żadnym z krajów sowieckiego imperium.
Pomimo takiej pozycji, przez cały okres sowieckiego panowania modliliśmy się i śpiewali w kościołach: ?Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!?. I nigdy, pomimo niesłychanego wysiłku propagandowego i ?edukacyjnego? ze strony komunistycznej władzy i jej pachołków, my, zdecydowana większość Polaków, nigdy nie pogodziliśmy się z tą sytuacją i nie wyrzekliśmy się naszego ? zapewne romantycznego i anachronicznego ? pragnienia wolności i posiadania swojego, wolnego i niepodległego państwa.
 
Rok 1989 to początek cudownej transformacji. Sowieci zdecydowali się wypuścić Polskę ze swoich łap, nawet wycofać wojska i pozwolić Polsce, podobnie jak i innym swoim wasalom, pójść własną drogą. Pokojowe i bezkrwawe wycofanie się Sowietów zostało proklamowane po całym świecie jako niesłychane zwycięstwo Polaków nad komunizmem i zadeklarowano, że odtąd Polska jest już wolna i niepodległa. Tę deklarację uważa się nadal za obowiązującą. Jednym z najświeższych dowodów prawdziwości takiego stwierdzenia może być ostatnia wizyta Ojca Świętego do jego ojczyzny. Według realistycznych szacunków, na krakowskich Błoniach zgromadziło się ponad 2,5 miliona pielgrzymów ? prawdopodobnie największy tłum, jaki odnotowały kroniki światowe ? kolejne miliony oglądały to spotkanie na ekranie telewizyjnym. Wszystkim słuchaczom i widzom, ten Król Królów Polskich oświadczył, że uważa Polskę za kraj wolny i niepodległy.
 
Pojawiają się jednakże poważne wątpliwości co do prawdziwego znaczenia takich deklaracji. W jakim sensie Polskę można uważać za kraj niepodległy i suwerenny? Jeśli mówimy o polityce zagranicznej, to widzimy, że rząd polski czyni wszystko zgodnie z życzeniami, jeśli nawet nie rozkazami, jego zachodnich sojuszników. Nie jest znane ani jedno posunięcie naszego rządu, które nie byłoby dokonane w pełnej zgodzie z Komisją Europejską, albo wbrew życzeniom wyrażanym przez Waszyngton czy Berlin. Z militarnego punktu widzenia trudno powiedzieć, że Polska dysponuje jeszcze własnym wojskiem. Polski personel wojskowy, który w roku 1989 liczył 412 tysięcy, został zredukowany do 177 tysięcy w roku 2000. Daje to ok. 4,7 żołnierza na 1000 mieszkańców, a więc liczbę dużo poniżej średniej w krajach Unii Europejskiej. Polskie siły zbrojne znajdują się dzisiaj w strukturach NATO, całkowicie uzależnione, pod względem uzbrojenia, zaopatrzenia i dowodzenia od natowskich dowódców. To jest dokładna replika sytuacji z poprzedniego półwiecza, z tą różnicą, że rozkazy nie przychodziły z Zachodu tylko ze Wschodu, a w miejsce NATO mieliśmy Pakt Warszawski. No i jeszcze jedna ważna różnica: broń i amunicja były głównie produkowane w Polsce i Polska nawet eksportowała je do innych krajów. Jest zapewne prawdą, że jakość tego uzbrojenia była niższa niż broni produkowanej na Zachodzie, ale jak długo tę broń można było eksportować, sprzedawać i skutecznie używać, wolno mieć wątpliwości, czy owa zmiana dokonała się z korzyścią dla Polski. Oczywiście, można argumentować, że armia zawsze powinna dysponować bronią najwyższej jakości, a wobec tego polskie wojsko jest obecnie lepiej wyposażone i przygotowane do ewentualnej walki. Możliwe. Jest jednak rzeczą bardziej pewną, że gdyby z jakiegoś powodu nasi zachodni partnerzy zdecydowali się nagle zaprzestać zaopatrywania Wojska Polskiego w broń i amunicję, to nasze wojsko do niczego by się nie nadawało. A już zupełnie niewątpliwym efektem tej zamiany jest fakt, że Polska, poprzednio producent i eksporter broni, obecnie zmuszona jest importować broń, amunicję, czołgi i samoloty, że szereg zakładów zbrojeniowych trzeba było zamknąć, a tysiące wysoko kwalifikowanych robotników, techników i inżynierów, straciło pracę.
We współczesnym świecie idee suwerenności i niezależności narodowej i państwowej nie wydają się specjalnie popularne. Dzisiaj tylko niewiele krajów przyznaje się otwarcie, że cenią takie staromodne koncepcje. Przypuszczam, że bez ryzyka popełnienia większego błędu można wymienić kilka z nich: Stany Zjednoczone, Rosja, Chiny, Szwajcaria, może Norwegia, Iran, mieszkańcy Palestyny. Z całą pewnością ta koncepcja nie jest popularna w Europie, a już na pewno nie wśród krajów aspirujących do wstąpienia do Unii Europejskiej. Bez przerwy powtarza się nam, że przehandlowanie naszej narodowej suwerenności i niepodległości za inne wartości to świetny interes. Jakie są te wartości, dla których warto zrezygnować z suwerenności? W Polsce mówi się nam, że są to: (1) bezpieczeństwo narodowe i (2) dobrobyt i rozwój gospodarczy.
Tak się składa, że oferowane nam dzisiaj wartości są dokładnie takie same, jak te, które Polakom oferował Związek Sowiecki w drugiej połowie XX wieku. Różnica sprowadza się do tego, że handlarze naszą suwerennością tłumaczą nam, że przedtem oferta była fałszywa, że zostaliśmy oszukani, natomiast dzisiaj jest autentyczna, dobra i realna. Wiarygodności tej oferty ma dowodzić fakt, że poprzednio Polska była krajem bogatszym i bardziej rozwiniętym od sowieckiego patrona, podczas gdy teraz jesteśmy biedniejsi i bardziej zacofani, a oferta pochodzi od tych, którzy są bogaci i na wyższym poziomie cywilizacyjnym. Przedtem nasz kraj był wyzyskiwany, a teraz mamy być subsydiowani i wspomagani na wszelkie możliwe sposoby.
Dlatego, aby właściwie ocenić wartość tej oferty handlowej, powinniśmy przyjrzeć się starannie ekonomicznym danym i zobaczyć, jakiego postępu dokonaliśmy w ciągu minionych 13 lat. Wszystkie liczby, jakie zostaną tu przytoczone, pochodzą z porównania danych zawartych w oficjalnych, urzędowych rocznikach statystycznych z roku 2001 i 1989. Po 12 latach nieustannego rozwoju i postępu, przy udziale tysięcy zachodnich specjalistów i doradców akredytowanych przy każdym ministerstwie i departamencie polskiego rządu, w warunkach nieprzerwanej pomocy i finansowaniu najróżniejszych projektów ze strony Unii Europejskiej, oficjalne rządowe statystyki ukazują systematyczny i bezlitosny upadek naszej gospodarki narodowej.
Jerzy Przystawa
Wyświetlony 7663 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.