niedziela, 19 grudzień 2010 21:04

Recepta na tani kredyt

Napisał

W głowach posłów aż roi się od pomysłów na nowelizację ustawy o NBP, która ma wprowadzić jakieś pseudonowinki w obecny skartelizowany system bankowy. Tani kredyt jest rzeczywiście podstawą szybkiego rozwoju gospodarczego, ale pod warunkiem, że wynika on z pewnych naturalnych rynkowych działań. Jeszcze raz wytłumaczymy pewne rzeczy, które ignorują politycy, a których nie powie otwarcie Rada Polityki Pieniężnej. Panów z PSL prosimy o uważne przeczytanie poniższego artykułu.

Aby zaprezentować receptę na tani kredyt, konieczne jest najpierw zdefiniowanie kilku podstawowych pojęć. Przede wszystkim należy ustalić, skąd się bierze kredyt w gospodarce rynkowej i czym jest stopa procentowa. Bardzo wielu ekonomistów nie rozumie, czym jest stopa procentowa i ma poważne kłopoty z wypracowaniem jej przejrzystej definicji. Marks uważał, że stopa procentowa to wyzysk. Keynes traktował stopę procentową jako zwykły monetarny fenomen, który powoduje, że rekiny finansowe łupią społeczeństwo i spowalniają rozwój. W swoim sztandarowym dziele roztaczał utopijne wizje o wyzerowaniu stopy procentowej, co, jak się zaraz przekonamy, jest ekonomicznym kuriozum. Błąd również popełniają inni neoklasyczni ekonomiści, którzy sądzą, iż jest to stopa przyrostu kapitału, która miałaby odzwierciedlać jego produktywność (ich zdaniem to coś jak mechaniczny przyrost, porównywalny do przyrostu zboża w ciągu roku).

Definiując stopę procentową, powinniśmy wyjść od wydatków i preferencji ludzi. Każdy z nas po zarobieniu pieniędzy może przeznaczyć je na jeden z dwóch celów: konsumpcję albo oszczędności. Im społeczeństwo bardziej prymitywne, tym więcej konsumuje, a mniej oszczędza. W gospodarce rynkowej oszczędności finansują inwestycje, które w przyszłości przyniosą więcej dóbr do konsumpcji. Dlatego im więcej się oszczędza, tym lepiej dla społeczeństwa. Zilustrujmy to na następującym przykładzie. Załóżmy, że mam 10 jabłek, z których część mogę skonsumować, a część zachować i dać Iwanowi, aby zbudował narzędzie do zrywania większej ilości jabłek. Powiedzmy, że do budowy narzędzia będzie musiał pożywić się 5 jabłkami. To będą moje oszczędności przechodzące w inwestycje. W zależności od tego, ile zbudowane narzędzie przyniesie mi w przyszłości jabłek, podejmę decyzję, czy zaoszczędzić jabłka i rozpocząć tę inwestycję. Jeśli przyrząd zapewni mi 5 jabłek, to przecież nie podejmę inwestycji, bo nic na niej nie zyskam (stopa zerowa).
Stopa procentowa jest odzwierciedleniem czasowej preferencji ludzi. Jeśli za te zainwestowane 5 jabłek, będę chciał otrzymać w przyszłości 10 jabłek, to moja czasowa preferencja jest wyższa (stopa procentowa wyższa) niż w przypadku, gdybym chciał otrzymać 7 jabłek. Czasowa preferencja to naturalne zachowanie człowieka, który oczywiście bardziej ceni jabłko dzisiaj niż jabłko jutro lub za rok czy za 100 lat. Każdy, kto twierdzi, że stopę procentową można wyzerować, nie za bardzo wie, o czym mówi. Stopa procentowa przedstawia ocenę przez ludność dóbr przyszłych w stosunku do dóbr dzisiejszych. Jeśli czasowa preferencja ludzi wygląda tak, że pożądają o 20% więcej dóbr przyszłych (np. za rok) niż dzisiejszych, znaczy to po prostu, że stopa procentowa wynosi 20%. Oznacza to w naszym przykładzie, że za 5 jabłek, które dziś dam Iwanowi, będę chciał w przyszłości otrzymać o 20% więcej, czyli 6 jabłek. Nie jest to żadna lichwa ani żaden wyzysk. To po prostu preferencje człowieka, któremu ucieka przez całe życie czas i który chce mieć więcej dzisiaj niż jutro, mając świadomość swojej śmiertelności. Tak należy rozumieć powiedzenie ?czas to pieniądz?, jakże proste i oczywiste, którego ekonomiści nurtu głównego nie potrafią przerzucić na grunt ogólnej teorii ekonomii (jeśli ktoś nie wierzy, proszę otworzyć dowolny podręcznik z ekonomii). Czas jest także dobrem rzadkim, które także trzeba ekonomizować. Tę teorię procentu wypracował ponad 100 lat temu Eugen Bohm-Bawerk, jeden z najważniejszych ?austriackich ekonomistów?.
Teoria Marksa zostaje w ten sposób rozsypana w drobny mak. Wbrew temu, co się mówi, została ona roztrzaskana właśnie już przez Bohm-Bawerka w znakomitej książce Karl Marx and the Close of His System (?Karol Marks i koniec jego systemu? ? polskiego wydania brak) i nie potrzebna była żadna ?empiryczna weryfikacja?. Kapitalista nikogo nie wyzyskuje; on w pewnym sensie pobiera opłatę za czekanie. Wypłaca robotnikom dzisiaj wynagrodzenie, a dobra, jakie zostaną w przyszłości wyprodukowane, przyniosą zysk powiększony o element czasowej preferencji, czyli procentu. Wyprodukowane przez Iwana narzędzie dopiero za jakiś czas przyniesie owoce (!) w postaci jabłek. Ostatecznym celem każdej produkcji jest konsumpcja, jednakże między jednym a drugim jest wieloletni proces przechodzenia dóbr przez strukturę kapitałową. Im dłuższy i bardziej skomplikowany, tym bardziej rozwinięta jest ekonomia. Czas jest niekontrolowanych wymiarem, nikt go nie posiada i nie należy go też traktować jako czynnika produkcji. Gdyby nie było oszczędności, robotnik nie mógłby pracować; Iwan nie mógłby budować narzędzia i w ogóle nie dostałby jabłek.
Obok teorii wyzysku z wyjaśnień fenomenu stopy procentowej odpada też koncepcja, według której stopa odzwierciedlała produktywność kapitału, który za jakiś czas wytworzy dobra. Jeśli by tak było, to na przykład cena ziemi byłaby nieskończona. Ziemia jest czynnikiem produkcji, który wygeneruje w przyszłości nieskończoną liczbę produktów. Za 10 lat, za 100, i za 10 tysięcy lat. Tak więc tylko teoria czasowej preferencji ludzi jest w stanie wyjaśnić fenomen stopy procentowej. W przykładzie ziemi kluczem jest także wartościowanie, a nie produktywność. Nawet, jeśli narzędzie, które zbuduje Iwan, przyniesie mi 100 jabłek, to i tak mogę zdecydować, że wolę mieć 5 jabłek dzisiaj niż 100 za jakiś czas, aby się nimi pożywić tu i teraz (bardzo wysoka czasowa preferencja powstrzymująca mnie przed oszczędzaniem).
Oczywiście, mamy wielu śmiałków w historii myśli ekonomicznej, którzy rękami i nogami próbują obalać prakseologiczne wyjaśnienie stopy procentowej. Twierdzą oni, że lód w lecie jest więcej wart, a w zimie mniej, więc w grudniu teoria o wartościowaniu bardziej dóbr dziś niż jutro odpada. Niestety, taka konkluzja wynika z wirusa pozytywizmu, jaki się wkradł do teorii ekonomii. Błąd osób tak rozumujących polega na fizycznym pojmowaniu zjawisk gospodarczych (m.in.: Frank Knight, George Stigler; skądinąd powszechnie uważani za wolnorynkowców). Tymczasem ekonomia nie jest nauką fizyczną, matematyczną lub sensu stricte ścisłą. Ekonomia jest nauką logiczną ? o działaniu jednostek i podejmowaniu przez nie działań. Kluczem jest wartościowanie przez człowieka dóbr. Lód w zimie to oczywiście fizycznie lód w lecie, ale nie jest to już to samo dobro. Ludzie zawsze będą pożądali bardziej dóbr dzisiaj niż jutro, pojutrze, za rok etc.
Wiemy, że stopa nie może być zerowa, bo wtedy produkcja nigdy nie musiałaby się kończyć, gdyż ludzie zawsze mogliby angażować się w nieskończenie długie procesy produkcji. Zerowa stopa oznaczałaby, że dzisiaj byłoby dla nich równoważne z jutrem, następnym rokiem i następnym wiekiem. Brak stopy to poświęcenie całości dochodu na inwestycję przy zerowej konsumpcji ? procesy produkcji nie mają końca. Stąd też stopa musi być zawsze dodatnia i nigdy nie osiągnie zera. W tym momencie jednogłośnie uznajemy J.M. Keynesa za osobę, która nie może być traktowana poważnie. Sam ?mistrz? pisał o zerowaniu stopy. Ciekawe, że większość ekonomistów w Polsce i na świecie, traktuje Keynesa i jego wywody jak najbardziej na serio.
 
Mateusz Machaj
Wyświetlony 8679 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.