niedziela, 19 grudzień 2010 21:15

Kapuściński, komunizm i ja

Napisane przez

Podczas pamiętnego Kongresu Kultury Polskiej, dzień przed stanem wojennym, nasz czołowy specjalista od totalitaryzmów, Ryszard Kapuściński, zagadnięty przez dziennikarkę, obiecał ludowi polskiemu, że owszem, opisze rewolucję solidarnościową. Obiecał i słowa nie dotrzymał, choć minęło już z górą dwadzieścia lat.

Jakiś czas później podobne deklaracje złożył wobec tego, co działo się wówczas w Moskwie. Ani jednak rozpad ZSRR, ani upadek komunizmu w Polsce nie znalazły ujścia w prozie autora ?Cesarza?. Nieładnie ? myślę sobie. Nieładnie.

Jeżeli zdarzy mi się nie dotrzymać słowa córce w jakiejś naprawdę drobnej sprawie, to ona wypomina mi to potem przez lata. Tutaj jest jakby odwrotnie. Minęło dwadzieścia jeden lat i nikt nie ma krztyny pretensji do pana Ryszarda, że w tak poważnych sprawach gadał po próżnicy. Bodaj nikt w ogóle już nie pamięta, że gadał. Szkoda. Albo bowiem ? jak się wydaje ? czasy zdziadziały i dane słowo nie ma już znaczenia, albo nadzieje nasze, by znalazł się wreszcie narodowy kronikarz, trafiły pod zły adres.
Braku talentu pisarskiego nie można Autorowi zarzucić, ubytków w inteligencji również. Więc może chodzi o to, że Kapuściński przyzwyczaił nas i siebie do pewnego rodzaju literatury ? pisarstwa pogrzebowego: opisywał systemy autorytarne w chwili ich śmierci albo już po niej.
Równie dobrze mogło być tak, że podczas Kongresu Kultury Polskiej jawiło się mu, iż jest świadkiem pogrzebu systemu komunistycznego, co byłoby zgodne z jego predyspozycjami Wielkiego Mistrza ceremonii pogrzebowej. Możliwe nawet, że niejednokrotnie sięgał po pióro, by dać rzeczy świadectwo. A jednak coś powstrzymywało dłoń. Choć nie cenię zbytnio Kapuścińskiego w roli eksperta od totalitaryzmów, to jednak chcę wierzyć, że milczy on nie z powodu obłudy, ile z uczciwości wobec wielkości tematu i bezbronności czytelników. Wierzę tu w uczciwość człowieka, który ? być może ? odkrył fatalną pomyłkę... Owszem, był uczestnikiem, tyle tylko, że nie pogrzebu, ile świadkiem... zaślubin.
Każdy ma prawo się mylić, przestraszyć i milczeć. Kapuściński nie jest tu żadnym wyjątkiem. Można mieć najwyżej żal, iż miast opisywać przeistaczanie się systemu komunistycznego w Polsce, zajął się niesłychanie bezpiecznym, również dla samego autora, tematem globalizmu. Być może również, jest to jedyny dla niego sposób, by nie popaść w stan inercji duchowej, typowej dla prawie wszystkich jego przyjaciół po piórze. Być może...
Bezwład duchowy, a co za tym idzie, lenistwo intelektualne, można by początkowo tłumaczyć stanem osłupienia. Historia polityczna ostatnich dwudziestu dwóch lat w Polsce, potoczyła się chyba zbyt gwałtownie jak na wytrzymałość psychiczną przeciętnej osoby. Zgoda. Lecz osłupienie, które trwa dłużej niż chwilę, nieuchronnie przechodzi w stan przewlekłej psychozy, gdzie coraz mniej jest miejsca na działanie i myślenie w ogóle. Coraz częściej natomiast świat rzeczywisty sprowadzamy do ogólników i nic nie znaczących dyrdymałów (słynne ?gadające głowy? w telewizji, które bez przerwy mówią, ale nikt nie za bardzo wie o czym, nawet one same). Dyrdymały, czyniąc wrażenie istnienia, tego istnienia nie tworzą ani do niczego nie zobowiązują. Dlatego też wszystkim tym, którzy nie zdołali zagospodarować bezpiecznych i neutralnych obszarów zainteresowań (jak np. globalizm czy średniowiecze), pozostaje właśnie świat ogólników. Konkret bowiem, jeżeli już, zwykle niesie za sobą konsekwencje ? najczęściej ponure. To jest trochę tak jak z pijakiem, który chętnie piłby w nieskończoność, pod warunkiem jednak, że nie będzie ponosił skutków pijaństwa.
Wszyscy ludzie, jajogłowi nade wszystko, chętnie i szczerze zajęliby się problemem prawdy, pod warunkiem wszak, że nie będą za to ukarani. Więc ojczyzną bezwładu, zgnilizny duchowej polskiej inteligencji, może być właśnie lęk.
Owszem, można sobie jeździć po Bocassie jak po ośle, bo był to sztuczny i groźny lokalnie produkt Zachodu, a na dodatek już nie żyje. Można dowolnie modelować postać cesarza Hajle Sellasje ? bo kogo to obchodzi? Bez problemu można opisywać egzotyczne dyktatury, bo nikt nie będzie miał nawet ochoty, by sprawdzić jak było naprawdę.
Wystarczyłoby jednak, gdyby Kapuściński wnikliwie odważył się prześledzić choćby tylko dzieje rodzimej afery FOZZ, prześwietlić życiorys Gudzowatego, pójść śladem teczki Leszka Millera (milion dolarów od KPZR), wrócić i wyjaśnić sprawę ?Olina?, przypomnieć uczciwie, jak zaczynał karierę polityczną prezydent Kwaśniewski, dlaczego zastrzelono Jaroszewicza, Sekułę, gen. Papałę... Dlaczego młodziutki inspektor NIK, Michał Falzmann (odkrywca afery FOZZ), w pełni sił ? w wieku 38 lat ? umarł na zawał serca (jak mu zapowiedziano: ?umrzesz w dowolnie wybranym przez nas momencie?). Kto i w jakim stopniu jest odpowiedzialny za wprowadzenie stanu wojennego itd., itd...
Brak literatury na te i inne tematy, a w gruncie rzeczy zwykłe tchórzostwo tłumaczy się brakiem informacji. Bzdura. Po ?okrągłym stole?, kiedy ustawowo nikt nie miał dostępu do tajnych archiwów MSW, trzy osoby: prof. Andrzej Ajnenkiel, prof. Jerzy Holzer i nie kto inny, jak sam Adam Michnik, buszowali swobodnie po tychże archiwach ? wbrew wszelkiemu prawu. I co?... I nic!... Żaden nie puścił dotąd pary z gęby. A ci, którzy z racji urzędu i obowiązku zrobili to (Macierewicz i Olszewski), w kilka godzin utracili stanowiska i władzę (przedstawia to znany film Kurskiego ?Nocna zmiana?).
Krzysztof Gulbinowicz
Wyświetlony 8358 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.