niedziela, 31 styczeń 2010 21:20

Nieprzyznany Nobel

Napisał
Wśród wielu sław naukowych pochodzących ze Śląska, obdarzonych nagrodą Nobla, wyróżnia się jeszcze jedna postać uczonego, odkrywcy, badacza i pasjonata nauk medycznych w pełni zasługującego na to najwyższe wyróżnienie. Choć Ludwik Hirszfeld urodził się w Warszawie (5.08.1884), gdzie też mieszkał i pracował, to jego pasja naukowa znalazła właściwy klimat i miejsce we Wrocławiu, gdzie po wojnie był organizatorem Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Wrocławskiego, a następnie Akademii Medycznej w tym mieście. Tu wykładał, prowadził badania, i mieszkał. Wrocław polubił i tu pozostał aż do śmierci.


Patriotyczna tradycja
Przodkowie Hirszfeldów przybyli z Berlina do Warszawy prawdopodobnie pod koniec XVIII wieku, jako zamożni bankierzy pochodzenia żydowskiego. Rodzina ta szybko zasymilowała się i uległa spolszczeniu. Większość z licznego rodzeństwa przeszła na katolicyzm. Bogaty dziadek także o imieniu Ludwik wspomagał finansowo Powstanie Styczniowe. Siostrzenica Helena Rejchman dziennikarka o pseudonimie literackim Orsza wraz z mężem Zygmuntem Radlińskim zesłanym za działalność niepodległościową przez pięć lat przebywała na Syberii w okolicy Tomska. Po powrocie do kraju pracowała w Oddziale Werbunkowo-Propagandowym Departamentu Wojskowego Naczelnego Komitetu Narodowego (NKN), który był polityczną nadbudową Legionów Józefa Piłsudskiego. Druga siostrzenica Helena Rużkiewicz wraz z mężem należała do aktywnych działaczy ZET (Związek Młodzieży Polskiej ?Zet?) i związana była z Romanem Dmowskim. Ludwik Hirszfeld za młodu, jak większość ówczesnej młodzieży, był pod wpływem idei socjalistycznych, chociaż do żadnej partii nie należał. Wzorem patriotyzmu był jego stryj Bolesław Hirszfeld (1859-1899), pseudonim Boś, działacz oświatowy i polityczny, przyrodnik i mecenas nauki. Był on właścicielem Instytutu Wód Mineralnych w Warszawie. Wszystkie swoje dochody przeznaczał na cele społeczne. Jego pogrzeb stał się wielką manifestacją, podczas której carska policja zaatakowała studentów na cmentarzu powązkowskim.

Młodość
Po ukończeniu w 1902 roku humanistycznego gimnazjum w Łodzi, młody Ludwik postanawia studiować medycynę na uniwersytecie w Würzburgu. Tu poznaje wspaniałych profesorów, wykładowców i nauczycieli. Tak był przejęty i zainteresowany studiami, że treść tych wykładów zapamiętał na całe życie. Jak wspominał: jak gdybym je słyszał wczoraj, a przecież było to czterdzieści lat temu. Dwa lata później przeniósł się na Uniwersytet do Berlina. Tu zapisał się na nieobowiązkowy kurs bakteriologii profesora Fickera. Sprzedał zegarek, aby opłacić pracownię. Kiedy wykonał pierwsze własne doświadczenie i poznał teorię łańcuchów bocznych związaną z rozwojem zakażeń i nad artykułem na ten temat przesiedział całą noc, jak później napisał: poczułem, że chcę być serologiem. Bakteriologia i serologia stwarzały podstawy do walki z chorobami zakaźnymi. Wyzwanie było porywające. Mając dwadzieścia jeden lat, w przerwie między wykładami bierze ślub z Hanną Kasman, który później, 18 września 1919 roku został potwierdzony odpowiednią ceremonią w kościele św. Aleksandra w Warszawie. Mając 23 lata, napisał pracę doktorską na temat ?Badania nad aglutynacją krwi i ich podstawy fizykalne?.

Odkrycie
Zakład Badania Raka w Heidelbergu poszukiwał do Oddziału Parazytologii asystenta znającego zagadnienia odporności organizmu. Polecany przez swoich profesorów, stanowisko to objął Ludwik Hirszfeld. Urok tego miasta wywarł na nim niezatarte wrażenie. Kiedy później, podczas alianckich bombardowań życzył zrównania Niemiec z ziemią, myślał, aby to jedno miasto tylko ocalało. Miał tu badać rozwój różnego rodzaju pasożytów. Uważano wtedy, że nowotwory są wywoływane przez jakieś nieznane pasożyty, których intensywnie poszukiwano. Jednym z jego współpracowników był Robert Kudicke, późniejszy, podczas okupacji dyrektor Państwowego Zakładu Higieny w Warszawie. Współpraca z przełożonym, prof. Wasilewskim wyraźnie się nie układała. Profesor traktował swego asystenta z góry, chłodno i autorytatywnie. Kiedyś Hirszfeld przypadkowo przyszedł do zakładu serologii i zastał tylko jego kierownika, prof. Emila von Dungerna (1867-1961). Ponieważ profesor mimo zaawansowanego wieku był kawalerem, a Hirszfeld młodym mężem, rozmowa zeszła na temat kobiet. Od tego czasu mieli dla siebie nawzajem wiele sympatii, która przerodziła się w trwałą przyjaźń.

(?)
Wyświetlony 3417 razy
Więcej w tej kategorii: « To nie była wojna Wolność Tybetu »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.