wtorek, 21 grudzień 2010 00:13

Kolor III Rzeczypospolitej

Napisane przez

Andrzej Sikorowski, lider zespołu ?Pod Budą?, śpiewał w znanej piosence, że ?lato było jakieś szare, a słowikom brakło tchu?. Tak jest i teraz, kiedy to piszę. Ale nie dlatego, że dzień akurat taki. Trzynaście lat temu wydawało się, że niebawem będzie zawsze kolorowo. Z roku na rok robiło się jednak coraz bardziej szaro. Oczekiwania były nadmierne? A może to rządzące elity nieustannie zawodziły nasze nadzieje?

W 1989 r. powszechne były narzekania na rozrośniętą do monstrualnych rozmiarów i uciążliwą biurokrację. Wierzono, że wolny rynek i samorządność zredukują tę narośl do rozsądnych rozmiarów według zdrowej zasady: jak najmniej państwa, ale silnego. Wolny rynek teoretycznie pomniejsza rolę państwa w gospodarce, automatycznie zatem kurczy się administracja. Ale, jak ktoś kiedyś powiedział, Polska jest krajem paradoksów.

Mamy potężną armię

W obecne trzynastolecie wkroczyliśmy z 46 tysiącami urzędników. Teraz jest ich 130 tysięcy! Niedawno zaś dowiedzieliśmy się, że aby sprostać wymogom Unii Europejskiej, trzeba będzie zatrudnić 18 tysięcy nowych urzędników w perspektywie roku ? dwóch lat!

Owszem, zlikwidowany został Urząd Rady Ministrów, ale powstała w jego miejsce Kancelaria Premiera zatrudniła więcej osób, aniżeli URM. Ilu urzędników liczy Kancelaria ? nie wiadomo. GUS tego nie podaje. Albo nie może się doliczyć (takie ich mrowie?), albo woli nie irytować społeczeństwa.

Kancelaria Prezydenta liczyła na początku (dane z 1993 r.) 292 pracowników. W 1994 r. ? 474. Obecnie około 900. Prezydentowi Ignacemu Mościckiemu wystarczało 40 pracowników Kancelarii. Dokonał się więc, wbrew nadziejom społeczeństwa i obietnicom kolejnych ekip rządowych, horrendalny wzrost, a jeszcze ich przybędzie.

Najbardziej rozrosła się administracja centralna ? o 82 procent. Jeden urzędnik kosztuje podatnika rocznie około 65 300 złotych. Plus koszty utrzymania budynków, urządzeń biurowych itp. Udział kosztów wynagradzania pracowników urzędów centralnych w stosunku do wynagrodzeń całej administracji wzrósł z 0,4 proc. w 1990 r. do 1,7 proc. obecnie. I to w warunkach przekazania wielu spraw samorządom lokalnym!

Chcieliście samorządności ? to ją macie

Reforma administracji państwa spowodowała, że rząd oddał samorządom i niższym szczeblom administracji lokalnej 60-70 procent swoich dotychczasowych uprawnień. Chwalebnie. Tyle że choć zadań ministerstwom ubyło, urzędników w nich przybyło, wszelkie zaś urzędy centralne nie tylko się nie skurczyły, ale rozrosły.

Nic dziwnego. Gdy się utraciło jedne uprawnienia, trzeba postarać się o nowe. W 1989 r. obowiązywało hasło: ?wszystko, co nie jest zabronione ? jest dozwolone?. Obecnie rozmaitymi formami zezwoleń i koncesji objętych jest już około 60 rodzajów działalności gospodarczej, a wkrótce i tu nastąpi wzrost (np. dla warsztatów dokonujących napraw sprowadzanych zza granicy starych samochodów). Może między czasem gdy to piszę, a kiedy Państwo to przeczytacie, już nastąpił!

Samorządy i administracje lokalne idą w ślad administracji państwowej. Długo biadano, że np. Warszawa liczy 779 radnych. Reforma ustroju stolicy nieco ograniczyła tę liczbę. Ale nadal jest to maratoński dystans w stosunku do takiego molocha, jak Nowy Jork ? 81 radnych, czy do porównywalnego z wielkością Warszawy kalifornijskiego miasta San Diego ? 8 radnych!

 

Marek Arpad Kowalski

Wyświetlony 6672 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.