wtorek, 21 grudzień 2010 09:23

Chrześcijanie z "osi zła"

Napisane przez

I powiada apokryf, że Abgar, król państwa położonego nad Eufratem śmiertelnie zachorował; posłał tedy list do Jezusa z prośbą, by ten przybył i go uzdrowił. Jezus odpowiedział monarsze, żeby czekał cierpliwie, a któregoś dnia pośle doń swego ucznia - po Zmartwychwstaniu udał się w tamte strony św. Tomasz i w Imię Chrystusa uzdrowił króla.

Chrześcijaństwo dotarło na tereny Mezopotamii w początkach drugiego wieku i dość szybko zaczęło się rozwijać wśród zamieszkałej tam ludności asyryjskiej tak, że późniejszy najazd Persów nie przeszkodził okrzepniętej już wspólnocie w uformowaniu struktur kościelnych i ustanowieniu patriarchatu w Seleucji-Ktezyfonie. Natomiast wydarzeniem, które zaważyło na losie chrześcijan Orientu, było pojawienie się w piątym stuleciu wygnanych z Rzymu nestorian; przeszczepienie herezji na miejscowy grunt doprowadziło do zerwania więzów pomiędzy wspólnotą asyryjską a Kościołem w Cesarstwie, co z drugiej strony pomogło przetrwać tamtejszym chrześcijanom - uniknęli oni bowiem podejrzeń o "kolaborację z Rzymem", z którym Persja toczyła nieustanne wojny. W 766 r., już po podbiciu Mezopotamii przez muzułmanów, patriarchat Asyryjskiego Kościoła Wschodu został przeniesiony do Bagdadu i przez kilkaset lat chrześcijaństwo pomiędzy Tygrysem a Eufratem przeżywało swój "złoty wiek", dochodząc w szczytowym okresie (początek XIV w.) do trzydziestu metropolii i dwustu diecezji.

Dechrystianizacja Mezopotamii
Kolejne lata i wieki to tryumf islamu, a z drugiej strony stopniowa marginalizacja Kościoła, co między innymi stało się powodem do zawarcia w XVI stuleciu unii z Rzymem, do której przystąpiła część wspólnoty określana od tego czasu jako Kościół chaldejski. W liturgii zachowano użycie języka syryjskiego, miejscowego dialektu aramejskiego - języka Jezusa Chrystusa.
Tragiczne dni dla Asyryjczyków nastąpiły podczas I wojny światowej, kiedy to wojska tureckie dokonały pierwszego w dziejach ludobójstwa - zwanego w literaturze "rzezią Ormian" (1915 r.) - mordując blisko trzecią część populacji. Od tego czasu liczba chrześcijan na tym obszarze stale maleje, jeszcze w 1957 r. czterdzieści procent mieszkańców Iraku było chrześcijanami, obecnie liczba ich waha się od 7 do 2,7 procent. Te płynne dane unaoczniają niestabilność i niepewność sytuacji Kościoła na terenach dawnej Mezopotamii. Według organizacji "Kirche in Not" ("Kościół w potrzebie") w 1998 r. w 22-milionowym Iraku żyło ponad 260 tys. katolików* , głównie wiernych Chaldejskiego Kościoła katolickiego, około 340 tys. wyznawców liczyły natomiast pozostałe wspólnoty orientalne: Asyryjski Kościół Wschodu, Syryjski Kościół prawosławny i Ormiański Kościół apostolski. Zabójstwa na tle religijnym i etnicznym to tylko jeden z powodów "fizycznej dechrystianizacji Mezopotamii" - "prozaiczna" śmierć z głodu jest równie częstym zjawiskiem, wreszcie dochodzi do tego jeszcze kwestia małżeństw mieszanych i emigracja zarobkowa. Podczas wizyty ad limina biskupów Kościoła chaldejskiego (11 grudnia 2001 r.) Jan Paweł II zwrócił uwagę na ciężką sytuację, z jaką borykają się miejscowi chrześcijanie: ponownie wyrażam moje współczucie waszej wspólnocie w Iraku, która tak samo jak pozostali mieszkańcy kraju od lat cierpi z powodu bezwzględności nałożonego nań embarga.
Zdaniem niemieckiego dyplomaty Hansa C. von Sponecka, który w latach 1998-2000 był koordynatorem ONZ w Iraku, w ubiegłej dekadzie z powodu braku lekarstw, niedożywienia i zanieczyszczenia wody zmarło tam pół miliona dzieci, ogólna zaś liczba ofiar śmiertelnych przekracza milion. A są to jedynie dane szacunkowe, które mogą się wahać o kilkadziesiąt tysięcy w jedną bądź w drugą stronę, nie wiadomo również dokładnie, jaki odsetek w przytoczonych przez Sponecka danych stanowią chrześcijanie.
Nieustanne walki w północnym Iraku (na północ od 36. równoleżnika) również zbierają tragiczne żniwo: liczne akty prześladowań wobec chrześcijan dokonywane przez Kurdów są ściśle dokumentowane przez organizacje chrześcijańskie z Europy i USA. Obfity "katalog" linczów, zabójstw i podpaleń zawiera Report on Religious Freedom amerykańskiego departamentu stanu oraz oficjalne sprawozdania ONZ; przykładowo - podczas wojny w Zatoce prawie trzydzieści wsi chrześcijańskich zostało opuszczonych, w niedługi czas zajęli je Kurdowie, którzy obecnie odmawiają zwrotu zagarniętego dobytku, ponadto setki wiosek, w których mieszkali Asyryjczycy, zostało zniszczonych i spalonych, a 150 obiektów sakralnych zrównano z ziemią.
"Poplecznicy wroga"?
Wielu spośród 50 tys. mieszkających (jeszcze) w Iraku północnym chrześcijan stara się uczestniczyć w życiu publicznym de facto niezależnej od Bagdadu prowincji i formalnie dysponuje nawet swoją polityczną reprezentacją (Asyryjski Ruch Demokratyczny) w kurdyjskim parlamencie. Jednakże ich nadzieje na wspólne państwo zdają się spełzać na niczym - za pieniądze, które organizacje europejskie przekazały władzom kurdyjskim na odbudowę zniszczonych osiedli, kupiono broń. Domy, które zostały odbudowane dla chrześcijan albo padły ofiarą lokalnych bitew pomiędzy kurdyjskimi frakcjami, albo - eufemistycznie rzecz ujmując - zmieniły gospodarzy.
Asyryjczycy chronią się zatem u krewnych, którzy już wcześniej zdążyli zbiec do Bagdadu i szukają tam pracy bądź decydują się na dalszą emigrację, zasilając tym samym coraz liczniejszą diasporę w Europie Zachodniej i Ameryce. Szacuje się, że od wybuchu wojny w Zatoce Perskiej (1990-91) do 1998 r. opuściło Irak ponad 150 tys. chrześcijan, pesymiści uważają natomiast, że rocznie wyjeżdża na Zachód ponad 10 tys. Asyryjczyków. Masowa emigracja ludności chrześcijańskiej nie jest powodowana jedynie strachem przed Kurdami czy beznadziejną sytuacją w objętym sankcjami kraju. W Iraku występuje fala islamizacji, której przyczyn należy szukać zarówno w wojnie w Zatoce i embargu ONZ, jak i w wydarzeniach po 11 września: antyterrorystyczna krucjata Busha, wojna w Izraelu a wreszcie wpisanie Iraku w "oś zła" - to wszystko odbierane jest jako kolejna "wyprawa krzyżowa" przeciw islamowi, co w fatalny sposób odbija się na miejscowej społeczności chrześcijańskiej, która zostaje utożsamiona ze światem zachodnim. Wśród chaldejczyków istnieje uzasadniona obawa, że powtórne bombardowanie Iraku przez USA może doprowadzić do masowych wystąpień rozwścieczonego i zmęczonego latami nędzy muzułmańskiego społeczeństwa przeciwko swym chrześcijańskim współmieszkańcom - "miejscowym poplecznikom amerykańskiego wroga".
Mimo wewnętrznych problemów i niepewnego jutra miejscowy Kościół wszelkim sposobami pragnie powstrzymać falę wyjazdów. Zdaniem chaldejskiego duchownego Louisa Sako z Mosulu emigracja nie stanowi wyjścia z sytuacji: przyszłość chaldejskich chrześcijan i pozostałych Kościołów orientalnych leży w krajach Bliskiego Wschodu, a nie w Europie czy Ameryce. Podczas zeszłorocznej konferencji organizacji "Initiative Christlicher Orient" w Salzburgu ksiądz Sako zwrócił się z apelem do chrześcijan w Europie: Pomóżcie nam, abyśmy mogli pozostać w naszej ojczyźnie! Jednakże ci, którzy nie wyjeżdżają za granicę, często nakłaniani są do wstępowania w związki małżeńskie z muzułmanami i choć konstytucja iracka gwarantuje mniejszościom wolność religijną (przy jednoczesnym uznaniu islamu za religię państwową), to jednak dzieci z małżeństw mieszanych automatycznie zostają uznawane za muzułmanów.
Lufcik dla chrześcijan
O ile położenie chrześcijan w Iraku jest ciężkie, to w porównaniu do innych państw regionu nie jest aż tak tragiczne. W będącej u władzy partii Baas (Partia Socjalistycznego Odrodzenia Arabskiego) wciąż są żywe tendencje laicystyczne i narodowo-socjalistyczne, a to oznacza, iż dla mniejszości etnicznych i religijnych nadal jest otwarty niewielki, co prawda, ale zawsze lufcik. A w końcu i sam Saddam Husajn jest przedstawicielem sunnickiej mniejszości muzułmańskiej (34,5 proc.), w szeregach zaś armii i partii (której współzałożycielem był notabene arabski chrześcijanin Michel Aflak) znalazło się również wielu chrześcijan; chaldejczykiem jest ponadto wicepremier Iraku Tarik Aziz.
W podporządkowanym państwu szkolnictwie przewidziano nauczanie religii, tam gdzie liczba chrześcijan przekracza 25 procent, państwo wspomaga także odbudowę i restaurację zbombardowanych kościołów i klasztorów. Husajn, ów "lis pustyni", zagrywa niekiedy chrześcijańską kartą, wykorzystując fakt, że Watykan jest zdecydowanie przeciwny nałożonym na Irak sankcjom. I kiedy na Boże Narodzenie 1998 r. przybył do Bagdadu przedstawiciel Stolicy Apostolskiej, fakt ten natychmiast wykorzystała telewizja, transmitując celebrowaną przez gościa świąteczną liturgię.
Obserwatorowi z zewnątrz mogłoby się zatem zdawać, że Kościół jest bardzo zbliżony do reżymu i tym należałoby tłumaczyć choćby wrogie nastawienie społeczności kurdyjskiej. Nie należy jednak zapominać, że dla Asyryjczyków reżym Saddama jest mniejszym złem, gdyż ani po upadku państwa i wojnie domowej, ani tym bardziej po rewolucji islamskiej niczego dobrego nie mogą raczej oczekiwać, a nie każdego wszak bawi rola uchodźcy na Zachodzie. Dlatego ciężko jest im wybiec myślami w przyszłość, w czas kiedy nie stanie już Saddama Husajna między Tygrysem a Eufratem.
A czas ten nadchodzi. Krążą emisariusze, toczą się poufne rozmowy między kurdyjskimi przywódcami Jalalem Talabanim i Massudem Barzanim a politykami USA o roli, jaką szefowie północnego Iraku mają odegrać w amerykańskiej strategii obalenia Husajna. A chrześcijanie asyryjscy, którzy nie z własnej woli znaleźli się na uczcie Baltazara, mają nadzieję, że prezydent George W. Bush również zastanawia się nad ich przyszłością. Pytanie tylko, czy uda mu się pójść w ślady Tomasza i uzdrowić chory kraj.
Jarosław jot-Drużycki
 
Wyświetlony 8458 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.