Wydrukuj tę stronę
wtorek, 21 grudzień 2010 10:46

Jaka opcja?

Napisał

Rozumiem, że każde pismo musi mieć jakiś tytuł. Faktycznie ten tytuł jest mało znaczący, bo o wartości pisma świadczy jego zawartość, waga i sposób prezentacji problemów nurtujących zarówno ludzi oddanych małym, jak i wielkim sprawom lokalnym, krajowym i międzynarodowym.

Jest oczywiste, że ładnie brzmiący tytuł przyciąga czytelników, czy też jest wyróżnikiem spośród innych podobnych mu pism. "Opcja na prawo" to tytuł raczej kwalifikujący redakcję i czytelników jako ideowych przeciwników lewicy, no może też i centrum. Jeżeli nie jest to tytuł tylko przypadkowy, a wszystko na to wskazuje, że nie, to wymaga on po tym wszystkim, co wydarzyło się w Polsce przez ostatnie 12 lat, jeżeli nie krytyki to przynajmniej wyjaśnień.

Przyjmując zasadę podziału miejsc w rewolucyjnym parlamencie francuskim na lewicę jakobinów i prawicę żyrondystów, to może wtedy ponad dwieście lat temu był to podział bardzo wyrazisty, dziś jest jednak całkiem inaczej. Obie bardzo bliskie sobie orientacje zarówno co do metod, a nawet co strategicznych celów, dzielą się zwykle dla walki o władzę, dla zachowania obowiązujących konwencji, zasad demokracji itp. wymagań konkretnych ordynacji wyborczych. Wartości, jakie przypisuje sobie "prawica" to przywiązanie do tradycji, wykształcenia, dobrze przemyślanych koncepcji i propozycji, powściągliwość w ferowaniu wyroków i sądów, rozwaga, kultura polityczna, osobista itp. Nie rozwijając dalej tego problemu, można zapytać: co w tym złego, że prawica ma tak szlachetne cele i ideały? Ideały są piękne, lecz problem tkwi nie w ich jakości czy też ilości, lecz ich stosowaniu w praktyce. Tu widać najwyraźniej, że wszystkie piękne wezwania i zaklęcia służą dla przyciągnięcia elektoratu do urn wyborczych, aby tylko dostać się do parlamentu, a potem do rządu. Scenariusz ten z dobrym skutkiem był w Polsce już kilkakrotnie powtarzany po 1989 roku. Na początku był parasol ochronny "Solidarności" i prezydent Lech Wałęsa, po ich skompromitowaniu się był kolejny zryw w postaci AWS, który zakończył się tym, że jego przywódca Marian Krzaklewski został oficjalnym doradcą lidera SLD Leszka Millera! Czy może być jeszcze gorszy upadek prawicy? "Opcja na prawo", pomimo tego tytułu nie musi wcale utożsamiać się z upadłą już politycznie formacją, może a nawet powinna szukać nowych rozwiązań w oparciu o stare zasady i niezmienne wartości.
Zdezorientowany tą krytyką Czytelnik może powiedzieć, jeżeli nie prawica, to co w zamian, bo jaka jest lewica, każdy widzi, a centrum to stałe balansowanie ludzi na ogół bez żadnych przekonań pomiędzy obydwoma nie do zaakceptowania orientacjami. Sytuacja pozornie wydaje się bez wyjścia dla ludzi, którzy wymienione na wstępie ideały chcą traktować serio i mieć swój choćby najskromniejszy wkład w tworzenie ustroju bardziej sprawiedliwego, osiągającego stały postęp ekonomiczny, kulturalny i cywilizacyjny, w którym uczestniczą wszystkie warstwy społeczne. Z tej "patowej" sytuacji jest wyjście, które wymaga jednak zaakceptowania całkiem innej drogi w działalności publicznej, jaką proponuje nauka społeczna Kościoła. Tu można powiedzieć, że to przecież nic nowego, wszak na ogół w mniejszym lub większym zakresie wszystkie partie prawicowe powołują się na naukę społeczną Kościoła. To prawda, że bardzo chętnie się na nią powołują, lecz bardzo rzadko ją stosują w praktyce, a jeżeli nawet, to w sposób bardzo ograniczony, wybiórczy i doraźny. Czasem stosownie do sytuacji organizacje te porzucają przyjęte wcześniej założenia nauki społecznej Kościoła, stosując różne wybiegi w postaci "racji stanu" i "uzasadnienia wyższej konieczności", które rzekomo mają przemawiać za koniecznością dokonania takich właśnie odstępstw. Tego rodzaju mijanie się z głoszonymi zasadami powoduje utratę zaufania wyborców, rozłamy i w efekcie wyżej już opisaną marginalizację kolejnego ugrupowania "prawicy". W tej sytuacji wydaje się, że "prawica" nadal marginalizuje się i odchodzi na własne życzenie w niebyt polityczny.
Propozycje oparcia działalności politycznej na fundamencie i zasadach nauki społecznej Kościoła jest zawsze pociągające i można powiedzieć, że było już wielokrotnie praktykowane z negatywnym skutkiem. Wydaje się, że nie ma żadnych gwarancji, że nowe deklaracje i nowe struktury nie powtórzą starych błędów. Zapewne tak będzie, jeżeli nic nie zmieni się w samym głoszeniu nauki społecznej Kościoła. Warto popatrzeć tylko na to, co dzieje się w tej sprawie we Wrocławiu. Miejscowe środowisko wykładowców tej nauki jest powszechnie znane. Takie nazwiska jak zmarłego blisko dziesięć lat temu ks. Józefa Majki oraz obecnych wykładowców Papieskiego Fakultetu Teologicznego oraz Seminarium Duchownego - ks. Jana Kruciny oraz ks. Stanisława Pawlaczka czy też ks. redaktora "Nowego Życia" Piotra Niteckiego są cytowane w całej Polsce, a zapewne i poza jej granicami. W podstawach nauki społecznej środowisko wrocławskie jest bardzo mocne. A co z praktyką? Tu wydaje się, że jesteśmy na pustyni. Ze strony świeckich działaczy społecznych i politycznych powtarzane są tylko ustalenia i oceny, jakie wypracowują wyżej wymienieni księża. Samodzielnych ocen, propozycji, rozwiązań ze strony świeckich działaczy brak, co najwyżej stale od lat powtarzane są te same ogólniki o poszanowaniu godności ludzkiej, o ochronie życia poczętego, o konieczności rozliczeń za zbrodnie popełnione przez UB i SB itp., żadnych nowych tematów, które może nawet pojawiają się w formie postulatywnej, czyli w formie żądań, co inni mają zrobić w danej sprawie. Na temat tego, co sami zainteresowani wdrożeniem w życie nauki społecznej Kościoła zrobią w danej sprawie, poza przysłowiowym już "rozdzieraniem szat" i ogłaszaniem własnej niemocy, panuje głuche milczenie.
Ta apatia, pewien marazm i brak koncepcji na praktyczne zastosowanie zasad nauki społecznej Kościoła powininy być przełamane i to jak najszybciej. Wobec bardzo rozproszonych, zróżnicowanych i cząstkowych doświadczeń w zakresie praktycznego zastosowania nauki społecznej Kościoła w aktualnej sytuacji, jaka zaistniała w Polsce po 1989 roku, wydaje się, że istnieje potrzeba powołania Świeckich Instytutów Nauki Społecznej Kościoła, których zadaniem byłoby przekładanie ogólnych zasad na konkretne rozwiązania praktyczne, z których mogliby korzystać wszyscy zainteresowani życiem publicznym. Wbrew opiniom o braku funduszy na ten cel - nie one są tu najważniejsze. Zapewne w okresie początkowym Instytut mógłby doraźnie korzystać z różnych pomieszczeń przyparafialnych. Największy kłopot stanowią sami świeccy, którzy powinni wyłonić spośród siebie grupę ludzi, którzy rozumieją, czym jest nauka społeczna Kościoła, mają już jakieś przygotowanie do jej stosowania, są akceptowani przez miejscową hierarchię kościelną, interesują się jej rozwojem, stosowaniem i wdrażaniem. Istnieje już w samym Wrocławiu szereg świeckich organizacji, które winny być zainteresowane powołaniem takiego Instytutu. Przykładowo wystarczy wymienić Akcję Katolicką, Duszpasterstwa Ludzi Pracy, niektóre związki zawodowe, stowarzyszenia i lokalne organizacje opierające swoją działalność na zasadach chrześcijańskich. Instytut jako odrębna instytucja może mieć osobowość prawną i wszystkie uprawnienia, jakie przysługują np. stowarzyszeniom. W ten sposób publikacje, wykłady, prelekcje i wszelkie dyskusje związane z praktycznym stosowaniem nauki społecznej Kościoła miałyby większe możliwości przeniesienia ich na początek do poszczególnych parafii, do środowisk katolickich, do katolickiej prasy i radia, a potem do innych środowisk i mediów. Wszystko to ze strony świeckich wymaga wysiłku, koncentracji, talentów organizacyjnych, stworzenia choćby najskromniejszego zaplecza finansowego i intelektualnego.
Alternatywą dla zarysowanej koncepcji świeckich, społecznych czy też jeszcze inaczej nazwanych instytutów nauki społecznej Kościoła jest dalsze trwanie w degradującym klimacie narzekania na sukcesy laickiej lewicy i prawicy, na własną niemoc i na brak jakichkolwiek szans na zmianę tej sytuacji. Jeżeli jednak uniwersalizm nauki społecznej Kościoła nie zachęci i nie przekona do jej rozwijania i codziennego stosowania przede wszystkim właśnie środowisk katolickich, to na inne środowiska w tej sprawie nie ma co nawet liczyć. Nadzieja jest jedną z cnót chrześcijańskich. Jej wrogowie ukuli hasło, że jest matką głupich, sami w zamian proponując beznadziejność, relatywizm i sceptycyzm w każdej publicznej sprawie. Nie dajmy się pozbawić nadziei, przede wszystkim tej nadziei, że w nauce społecznej Kościoła zastosowanej zarówno w skali międzynarodowej, krajowej, lokalnej, a nawet osiedlowej czy też zwyczajnie międzyludzkiej mamy do dyspozycji klucz do rozwiązywania wielu problemów społecznych i politycznych gnębiących współczesne rodziny, narody i państwa.
Odpowiadając na postawione w tytule pytanie "jaka opcja", proponuję: ani na prawo, ani na lewo, ani pośrodku. Proponuję opcję nauki społecznej Kościoła, która pod każdym względem jest uniwersalna i służy wszystkim i tym dobrym, aby stawali się lepszymi i tym złym, aby stawali się dobrymi.
Adam Maksymowicz
Parę słów od redakcji
Rozumiejąc, że tytuł naszego pisma stanowi dla Autora jedynie punkt wyjścia dla szerszych rozważań, musimy jednak wyjaśnić, że obecna "Opcja na Prawo" stanowi bezpośrednią kontynuację podziemnej "Opcji", wychodzącej we Wrocławiu w latach 80. Ze względów formalnych nie można było zarejestrować w sądzie pisma o tym tytule. Sądzimy wszakże, iż przyjęty nowy tytuł dobrze oddaje idee przyświecające redakcji. W sferze idei lokujemy się po prawej stronie. Różnice zaś pomiędzy prawicą a lewicą dobrze podsumował Roman Konik w poprzednim numerze pisma. Błędem jest natomiast sprowadzanie pojęcia prawicowości do negowania lewicy.
Autor ma rację: "Opcja na Prawo" nie musi utożsamiać się z AWS ani z żadnym innym ugrupowaniem politycznym, upadłym czy nie - i tego nie robi, choć każdy z nas ma, oczywiście, określone preferencje polityczne.
Ludzie naszej formacji akceptują i cenią naukę społeczną Kościoła (inna sprawa to stopień jej znajomości), ale jej nie absolutyzują. Według nas mieści się ona zresztą doskonale w szeroko pojętej idei prawicowości.
Wyświetlony 10616 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.