wtorek, 21 grudzień 2010 10:47

Zliberalizowani na śmierć

Napisane przez

W kręgach podwórkowych filozofów, prowincjonalnych profesorów, małomiasteczkowych dziennikarzy i domorosłych autorytetów utarło się przekonanie, że słowo "liberalizm" należy automatycznie kojarzyć z zezwalaniem na coś. Kiedy więc mówi się o zwiększeniu dostępności aborcji, nazywa się to "liberalizacją ustawy". Gdy ktoś inny postuluje zmniejszenie kar w kodeksie karnym, określa to "liberalizacją kodeksu".

Muszę się przyznać, że nie do końca rozumiem taki koncept "liberalizmu". Z całą pewnością nie jest to liberalizm dla okradanych, mordowanych, gwałconych, ani dla nasciturusów, które po "zliberalizowaniu ustawy", mogłyby wręcz zostać "zliberalizowane na śmierć".

W tym ostatnim kontekście właściwe byłoby raczej słowo "socjalizacja", ponieważ to u podstaw myśli socjalnej leży założenie, że nie każde zabranie pewnej wartości z dyspozycji jednej osoby i przekazanie jej do dyspozycji innej osoby jest kradzieżą. Apriorycznie tego nie krytykuję: nie zawsze musi to być rozumowanie fałszywe. Chemicznie czysty liberalizm destyluje się tylko w gabinetach naukowców i publicystów, a i tam częściej króluje na półkach z książkami niż w życiu codziennym. Myśl socjalna występuje zresztą w szerokiej gamie różnych, głęboko odmiennych postaci: od społecznego nauczania Kościoła po komunizm.
* * *
Zacznijmy od rzekomego liberalizowania ustawodawstwa aborcyjnego. Na łamach "Wysokich Obcasów" Kinga Dunin (chadzająca raczej w trampkach) pisała co następuje: Za całkowitym zakazem przerywania ciąży, bez względu na jakiekolwiek okoliczności, opowiada się mniej niż 10 proc. społeczeństwa. Tyle osób jest naprawdę przekonanych, że życie nienarodzone jest najwyższą wartością. Inni sądzą, że czasami pojawiają się jednak wartości konkurencyjne.
Cytuję ten fragment ze względu na sformułowanie "wartości konkurencyjne". Mamy tu do czynienia z klasycznym myśleniem socjalnym: jedną wartość, jaką jest życie płodu, panna (jak mniemam) Duninówna, chce wymieniać na inną, "konkurencyjną", jaką jest np. zdrowie, pieniądze, czas wolny matki (Z tym czasem wolnym chyba się nieco zagalopowałem. Coraz częściej matki, które "wyskrobują" sobie nieco wolnego czasu, spędzają go na "robieniu kariery", czyli parzeniu kawy i innych czynnościach, których intelektualna ranga blednie w porównaniu z próbą odpowiedzi na jedno dziecięce pytanie "a dlaczego?").
Mianem "liberalizowania", określa się tutaj postawę będącą w istocie "socjalizowaniem", natomiast stanowisko Kościoła, który głosi, że życie dziecka to wartość niewymienialna, jest, w tej przynajmniej sprawie, głęboko liberalne.
* * *
Równie ciekawie wygląda ów "liberalizm" w kontekście reklamy, gdzie jakoby oznacza, że wolno mnie, czyli konsumenta, bezkarnie oszukiwać.
Wyobraźcie sobie Państwo, stanąłem sobie na giełdzie samochodowej z obszernym płóciennym workiem. Przyciągam uwagę młodego, nadzianego małżeństwa. Wykorzystując cały swój dar wymowy - którego Bozia mi nie poskąpiła - wmawiam im, że w środku jest nowiutki Fiat Albea. Na każdą nieśmiałą próbę zajrzenia pod płótno odpowiadam, że wchodzimy do Europy, musimy się wykazywać zaufaniem do partnerów w dialogu społecznym, należy unikać ksenofobicznej nieufności, małostkowości, fanatyzmu, kołtuństwa, parafiańszczyzny etc. Sprawa kończy się tak, że ja odchodzę z gotówką, którą uprzednio było nadziane młode małżeństwo, a oni stwierdzają, że kupili kota w worku. Jest rzeczą zrozumiałą, że zdaniem ustawodawcy taki błąd nie powinien wywoływać skutków prawnych i można się od nich uchylić (art. 84, art. 86 kodeksu cywilnego).
A teraz spójrzmy na sytuację podobną. Troskliwa mama widzi reklamę pewnej maziowatej cieczy, składającej się z soku owocowego z domieszką bakterii, po której jej dziecko ma stać się pogodne przez cały dzień. Matka kupuje mazidło za ciężkie pieniądze. Dziecko wypija i... dostaje ataku wściekłości. Sytuacja podobna, ale matka nie ma żadnego roszczenia względem reklamodawcy. Można odpowiedzieć, że trudno oczekiwać od producenta mazidła, by był w stanie uszczęśliwić dzieci. To prawda. Ale w takim razie po co to obiecywał?
W prawie polskim istnieje pojęcie nieuczciwej reklamy, ale prawo wcale nie wymaga, by reklama zawsze mówiła prawdę. W każdym razie nie podlegają badaniu prawdziwości wypowiedzi czysto ocenne, czyli praktycznie wszystkie slogany reklamowe. Wygląda na to, że ów "liberalizm" czy też "wolność reklamy" polega na tym, że reklamodawcy mogą bezkarnie drenować moje kieszenie za pomocą fałszywych obietnic. Nie wiem, dla kogo ma to być liberalizm, w każdym razie na pewno nie dla mojego portfela.
Prawie cały rynek reklamy składa się z mniej lub bardziej wysublimowanych oszustw. By to zmienić, nie trzeba nowej ustawy, wystarczyłoby przestać szafować hasłami o "wolności reklamy" i zacząć konsekwentnie stosować kodeks cywilny. Za każdym razem, gdy sprzedawca zapewnia mnie, że "będę szczęśliwy" i "sprawię radość całej rodzinie", a okaże się, że jest odwrotnie - chciałbym widzieć w tym normalne złamanie umowy, tak samo jak sprzedanie kota worku zamiast nowego samochodu.
Z drugiej strony ustawodawca wprowadza dziwaczne zakazy, których efektem była doskonała zabawa dla całej Polski, gdy mogliśmy oglądać niezapomniane reklamy Łódki Bols, Wody Sobieski albo WTK Soplica (właściwie to do każdego Dziennika Ustaw śmiało można by dołączyć aneks pod tytułem "Uśmiech Numeru", koniecznie z rysunkami Arka Gacparskiego).
* * *
Ogólny wniosek jest taki, że ostatnio panuje tendencja do nazywania "liberalizowaniem" każdego działania, w wyniku którego jakaś instytucja staje się mniej moralna, niż była poprzednio. Ciekaw jestem, czy gdyby w Polsce zalegalizowano lincze, to dowiedzielibyśmy się, że "zliberalizowano prawo do linczów"? Owo "liberalizowanie" nie ma żadnego związku z pierwotnym znaczeniem liberalizmu, od łacińskiego liberalis - dotyczący wolności.
Można to kontestować, ale jest zajęcie godne ludzi nie stąpających po ziemi. W praktyce życia społecznego coraz częściej trzeba deklarować, czy jest się za wolnością, czy za kolejnym "zliberalizowaniem".
 
Robert Nogacki
Wyświetlony 4506 razy

Najnowsze od Robert Nogacki

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.