wtorek, 21 grudzień 2010 10:57

Etatystyczne brednie (2)

Napisał

Wolny rynek jest suwerennym mechanizmem, jaki gwarantuje równowagę i trwały rozwój gospodarczy.

 "Monopole rynkowe" to delikatna bzdurka przy tak kuriozalnej etatystycznej bredni, jak twierdzenie, że rynek to chaos i ciągłe kryzysy. Niemniej jednak od początku historii myśli ekonomicznej powtarza się bez przerwy, że rynek nawiedzany jest przez kryzysy. W zależności od stopnia powiązania umysłu z marksizmem, ludzie wierzą w ten socjalistyczny wymysł.

Tymczasem okazuje się, że wolny rynek zapewnia stabilność i nie występują w nim ani powtarzające się recesje, ani katastroficzne depresje. Problem zaczął się już na początku rewolucji przemysłowej, kiedy to raz na kilka lat dochodziło do kryzysów nadprodukcji. Marks twierdził, że wynika to z jakiegoś dziwnego sektora w systemie kapitalistycznym. Z pozoru sam system miał w sobie jakiś błąd, który prowadził do tego, że masowo zostają popełnione złe decyzje, wpędzające gospodarkę w kryzys.

Okazuje się jednak, że prawda jest inna, a za solidną interpretację zabrała się brytyjska szkoła Currency School, której wybitni przedstawiciele David Hume i David Ricardo udowodnili, że nie sam kapitalizm ma w sobie jakiś zły gen, a kryzysy są skutkiem manipulacji pieniądzem. Systematyczne cykle wynikały nie z samej natury wolnego rynku, lecz z pewnej instytucji, jaka rozwinęła się równoległe z rewolucją przemysłową. Chodzi o tzw. system rezerw cząstkowych. W warunkach nieskrępowanego działalnością rządową rynku, poszczególne dobra zaczynają pełnić funkcje pieniężne. Koniec końców, pieniędzmi stają się dobra rzadkie: kruszce, złoto i srebro. Dźwiganie ze sobą metali bywa niewygodne i utrudnia transakcje, więc wolny rynek wychodzi naprzeciwko potrzebom konsumenta. Powstają magazyny pieniężne nazwane "bankami". Rolą banku jest przechowywanie złota i emitowanie na niego kwitów, które można w każdym momencie wypłacić.

Niestety, banki zaczęły wprowadzać system rezerw cząstkowych polegający na tym, że gromadząc złoto i wypuszczając za nie papierek podpisany tytułem "na żądanie", zamiast trzymać kruszec w skarbcu, zaczynały go komuś pożyczać. Stąd pojawiał się problem, bo sztucznie zwiększała się ilość pieniądza na rynku. Ludzie akceptowali papierki, choć faktycznie nie kryło się za nimi żadne złoto. Zwiększenie podaży pieniądza prowadziło do gospodarczego boomu i nagłego wzrostu, który nie mógł być trwały, ponieważ więcej pieniądza nie daje więcej bogactwa. Od początku świata to zależy od dóbr i usług, jakie produkują ludzie i zawsze tak będzie. Zwiększona podaż pieniądza, jak każdy jego dodruk, prowadziła do skoku cen. Wszystkie dobra stawały się droższe poza tymi sprowadzanymi z zagranicy. Dlatego ludzie kupowali dobra importowane, ale za te przecież trzeba płacić. Ponieważ importerzy nie byli zainteresowani pustymi papierkami, chcieli wypłaty złota, które przez to odpływało z kraju. Stąd banki musiały zaprzestać emisji pustego pieniądza i skurczyć jego ilość w celu zachowania płynności i zapobiegnięcia krachowi systemu.

Akcja kredytowa się odwracała, przez to spadała ilość sztucznego pieniądza na rynku, gospodarka doświadczała deflacji, czyli spadku cen. Pojawiał się kryzys nadprodukcji, a po pewnym okresie oczyszczenia ekonomia powracała do równowagi. Z tej interpretacji cyklu koniunkturalnego wyrosła uniwersalna zasada - wszelkie kryzysy biorą się z manipulacji pieniądzem, który jest naturalnym krwiobiegiem gospodarki. Powstanie Banku Centralnego tylko ułatwiło ten proceder, w wyniku czego obserwujemy dzisiaj na świecie pojawiające się raz na jakiś czas recesje, a także w przypadkach perwersyjnych spektakularne katastrofy monetarne rozwijających się gospodarek.

Teraz troszkę historii. Zacznijmy od miękkich przykładów. Ostatnia recesja w USA czym była spowodowana? Działaniem Amerykańskiego Banku Centralnego w latach 90., kiedy to jego szef Alan Greenspan chciał wspomóc Billa Clintona poprzez dodawanie kopa gospodarce. Dokonał tego przez wtłaczanie pieniędzy w system finansowy, co dostarczało dolarów na wiele inwestycji. Giełda przeżywała prawdziwy boom, jednakże był to boom nietrwały, nie podparty oszczędnościami ludzi, a pompowaniem pustego pieniądza w gospodarkę. Efekt jest taki, że rozpoczęto wiele inwestycji, jakie wcześniej wydawały się nieopłacalne, bo tak oceniał je rynek. Pusty pieniądz teoretycznie ułatwia prowadzenie działalności, ale nie dostarcza dodatkowych dóbr potrzebnych do produkcji. Kwestia ujawnienia tego oszustwa i zweryfikowania rzeczywistości to właśnie ostatnia recesja w USA. Kiedy pusty pieniądz pojawia się na początku na rynku, z pozoru oznacza jakieś nadzwyczajne zyski, ale tak nie jest - to zwykła inflacja i nic więcej.

Wcześniejsza recesja roku 1990 w Stanach Zjednoczonych była skutkiem moralnego hazardu, jakiego dopuściły się państwowe instytucje. Zaczęły mianowicie wspierać wiele funduszy finansowych poprzez gwarancje rządowe i ubezpieczenia, a jak pokazuje historia, tego rodzaju "wspieranie rynku" bywa dla niego nie zabezpieczeniem, a ogromnym zagrożeniem. O postępowaniu przedsiębiorców, maklerów i inwestorów nie decydują racjonalne przesłanki z rynku, a decyzje urzędnika, który zobowiązał się wspomóc w razie kłopotów. To oczywiście zachęca do spekulacji i ściąga odpowiedzialność przerzucając ją na aparat przymusu. W wyniku tych działań w latach 80. Ameryka doświadczyła silnego rozwoju, ale ten został zatrzymany w trakcie recesji 1990 roku, jaka skorygowała wiele ukrytych wcześniej błędów.

Wcześniejsza słynna recesja w Stanach Zjednoczonych była w latach siedemdziesiątych, a winę za nią zrzucono na wrednych szejków, którzy podwyższyli ceny ropy. Jednakże naprawdę źródłem kryzysu nie byli szejkowie, a państwo, które rozpoczęło wprowadzanie w życie masowych koncepcji interwencjonistycznych. W 1971 ostatecznie odcięto dolara od złota, co oficjalnie otworzyło furtkę do jego drukowania niezależnie od ograniczającej wcześniej ten proceder ilości kruszcu. W ten sposób pojawiła się inflacja (tylko częściowo wspierana przez podwyżki cen ropy), z którą prezydent Nixon zaczął walczyć... ręcznie sterując płacami i cenami. Efekt był po prostu tragiczny, inflacja pobiła rekord pokojowej historii Stanów Zjednoczonych, a do tego doszedł kryzys naftowy i niedobory ropy na rynku, spowodowane cenami maksymalnymi nałożonymi na ten surowiec. Zaskakująco w USA pojawiły się kolejki. Wszystko oczywiście na skutek ignorowania i "poprawiania" mechanizmu rynkowego.

Niedawno spotkałem się z opinią, że kryzys azjatycki z lat 1997-1998 to klęska kapitalizmu, pokazująca, że tygrysy poważnie chorują. Rzeczywiście kraje jak Malezja, Singapur, Korea są kojarzone z hasłem wolności gospodarczej, ale osoba, która zrzuca winę za kryzys na rynek, najwyraźniej nie zna do końca realiów tych krajów. Przyczyna krachu tkwiła we wcześniejszej manipulacji pieniądzem przez władzę, której wydaje się, że może uszczęśliwić ludność poprzez finansowe operacje. I analogicznie spiramidowane na "wyeksportowanych" przez USA dolarach, krajowe waluty rosły w tempie zastraszającym. Nadmuchano kolejną bańkę, w obliczu której zdaje się, że każdy jest geniuszem i zarabia ogromne ilości pieniędzy. Tymczasem za tymi pieniędzmi nie kryje się żaden sukces ani dodatkowe dobra czy usługi. To tylko chwilowe przekłamanie, jakie niedługo będzie ujawnione przez rynek.

Te przykłady bardzo generalnie pokazują, że to poszczególne działania państwa prowadzą do kryzysów. Nie mają one na celu walki z kryzysem - źródła kłopotów gospodarczych powinno się upatrywać w etatystycznych działaniach władzy, która zasłania się etatystyczną brednią o "kryzysogenności rynku". W niektórych krajach ten proceder stał się wyjątkowo wynaturzony. Jeszcze nigdy przed XX wiekiem nie zdarzało się, żeby jakaś gospodarka w przeciągu krótkiego okresu czasu potrafiła się zawalić. Jest to fenomen rozpoczęty w wieku ubiegłym, w którym rząd podporządkował sobie całkowicie walutę, którą sobie dowolnie steruje.

Cykle koniunkturalne to nic przy takich przykładach krajów jak Argentyna. Przed rokiem 1991 mieszkańcy tej południowoamerykańskiej krainy doświadczali permanentnej hiperinflacji, bo władza, kiedy tylko miała ochotę, rozpoczynała finansowanie swojej działalności drukiem pieniądza. Rzadko kto już dzisiaj wątpi, czy nazwać taki proceder kradzieżą. Jeśli prywatna jednostka sfalsyfikuje banknot, to jest uważana za złodzieja i oszusta; tak samo powinniśmy nazwać państwo, które tak postępuje. W roku 1991 nastąpił przełom, prezydent odciął możliwość manipulacji pieniądzem przez władze wprowadzając parytetową wymianę peso do dolara 1:1. Bardzo wielu ludzi popełnia błąd, twierdząc (telewizje, gazety), że był to kurs sztywny. Tak nie było; gospodarka argentyńska była właściwie zdolaryzowana, bo peso miało być w pełni zabezpieczone dolarową kotwicą.

Efekt był wyśmienity. Inflacja spadła, wzrost PKB wreszcie ruszył, ubóstwo zaczęło się kurczyć, a w kraju pojawiali się inwestorzy. Niestety, władza zamiast wykorzystać tę sytuację do skurczenia się i wycofania z gospodarki, dalej chciała z niej ciągnąć profity. Stąd rosnące zadłużenie, szalejąca z biurokracją korupcja, ciągle podwyższane podatki. W końcu pojawił się kryzys, który został zamieniony w piekło. W jednej chwili władza autorytarnie zdecydowała o oderwaniu peso od dolara, od tego momentu gospodarka argentyńska właściwie już nie istnieje. Ludzie w ciągu kilku chwil potracili ogromną cześć swoich oszczędności. Trzeba było zamienić peso na dolara, bo przeprowadzenie tego było do wykonania bez problemu. Władza jednak wolała dalej trzymać w rękach pieniądz i zabierać bogactwo swoich obywateli. Teraz stoi na pozycji właściciela, który skatował swojego niewolnika.

Z czasów początku kapitalizmu znany był bardzo stabilny pieniądz - złoto. Najważniejszą jego cechą była zupełna niezależność od władzy. Dzisiaj państwo ma w swoich rękach krwiobieg gospodarki i w ciągu chwili jest w stanie zniszczyć dorobek wielu pokoleń. To niebywałe wręcz i przerażające, że taki stan może w ogóle istnieć. Każdy kryzys i krach ma swoje źródło w działalności państwa. I na 90% jest skutkiem mieszania się rządu do pieniądza. Najlepszego wynalazku w historii gospodarczej, jakiego odkrywcą był niezawodny i zawsze twórczy mechanizm rynkowy.

 

Mateusz Machaj
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wyświetlony 12527 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.