wtorek, 21 grudzień 2010 11:00

Marcos, narcos i zapach forsy (1)

Napisane przez

Nikt już właściwie nie pamięta, co było bez-pośrednim powodem tego zgromadzenia. Oto nagle, w Nowy Rok 1994, tuż po uroczystej Mszy św., na placu przed pachnącym świeżym wapnem kościółkiem San Diego w San Cristobal de las Casas, historycznej stolicy meksykańskiego stanu Chiapas zebrał się w niemym proteście dziesięciotysięczny tłum Indian.

Coś nagle sprawiło, że puściła im wrodzona pokora i oto, po latach stagnacji i beznadziei, postanowili upomnieć się o swoje...

Jak spod ziemi zjawił się rzecznik tego tłumu, znanego odtąd jako EZLN (Ejercito Zapatista de la Liberacion Nacional), albo "zapatistas". Był nim młody, tajemniczy człowiek, posługujący się rewolucyjnym pseudonimem "subcomandante Marcos". Skąd przyjechał, kim jest? - nie wiedzą do dzisiaj nawet jego najbliżsi współpracownicy i towarzysze broni. Dwa lata temu uparłem się, że muszę go spotkać...
 
Spisek
 
Mój przewodnik po Chiapas, Eduardo Luquin, niegdyś księgowy, dzisiaj właściciel niewielkiego hoteliku w Tuxtla Gutierrez ma na to wszystko swoją własną teorię. Twierdzi, że rewolucję w Chiapas ukartował sam prezydent, Carlos Salinas de Gortari. Wraz z bratem, Raulem, uknuli spisek, który miał na celu odwrócenie uwagi opinii publicznej od kwestii reelekcji. W Meksyku najwyższe urzędy sprawuje się tylko jedną kadencję; sześć lat dla tak ambitnego polityka, jakim był Carlos, to zaledwie epizod, krótka chwila. A on chciał przecież przejść do Historii...
W przeprowadzeniu subtelnej intrygi posłużyć miała żona Raula, Paulina de domo Castrajon, rodowita Chiapaneka, wdowa po synu miejscowego bohatera, gen. Castańona, niegdyś dowódcy słynnego 29. pułku piechoty z Tapachula. Co z tego, że małżonek zmarł z przedawkowania kokainy! O zmarłych nie mówi się przecież źle. Znała wszystkich, wiedziała, gdzie uderzyć. Salinasowie tylko pociągali za nitki...
Koligacje z rodziną Castańona otwierały jej wrota na dwory możnych tej, najbardziej feudalnej, z feudalnych "republik" Meksyku. Właśnie na jednym z nich poznała prezydenckiego brata. Gdy już została żoną Raula wykorzystano ją jako łącznika pomiędzy Los Pinos* a prowokatorami z San Cristobal de las Casas...
Później już wypadki potoczyły się same, i chociaż wkrótce okazało się, że nad gwałtownym buntem Indian nie sposób zapanować, cel został jednak osiągnięty. Oczy Meksyku, a potem świata zwróciły się na ten zapomniany przez Boga i ludzi stan. Salinasowie zyskali nie tylko pretekst, o który im chodziło, lecz także dużo swobody działania. Sukces - jak twierdzi Eduardo - pomieszał im w umysłach. Kto wie, dokąd by doszli, gdyby nie, zaplanowane i wykonane przez Raula, zabójstwo, wytypowanego przez rządzącą wciąż partię PRI, następcy prezydenta Salinas de Gortari, Luisa Colosio. To ich ostatecznie zgubiło; Carlos po zakończeniu rządów salwował się ucieczką najpierw na Kubę, potem do Irlandii, Raul odsiaduje wyrok 50 lat więzienia za współudział w zabójstwie. Prawo o reelekcji nie zostało uchwalone.
I choć Eduardo Luquin, na potwierdzenie swojej niecodziennej hipotezy, nie posiada nawet cienia dowodu, zdumiewająca jest jej złożoność, a tym bardziej pomysłowość jego rozumowania. Maria Elena Monroy z Tapachula, która generała Castańona poznała w dzieciństwie osobiście uważa, że trudno "teorii" Eduardo odmówić prawdopodobieństwa. W ciągu blisko 70 lat swego burzliwego żywota nasłuchała się o podobnych "spiskach" nie raz. Nie na darmo mówi się o tej żyznej ziemi: przeklęta i skrzywdzona...
W Meksyku wszystko jest możliwe - Maria Elena kiwa ze zrozumieniem głową... - ludzie tutaj gwałtowni i bezwzględni, a co gorsza, nie wstydzą się swego okrucieństwa...
 
Subcomandante
 
Z Marcosem zetknąłem się dwukrotnie: po raz pierwszy w lipcu 1999 roku, zasadziłem się na niego wraz z Simonem, reporterem jakiejś francuskiej gadzinówki komunistycznej, którego poznałem właśnie w hotelu Luquina. "Subcomandante" wraz z grupką Indian zjechał był do stolicy stanu, Tuxtla Gutierrez na konferencję prasową dla dziennikarzy zagranicznych. Pomimo stosunkowo łagodnej selekcji (prezydent kraju, Ernesto Zedillo, osobiście przyrzekł uczestnikom konferencji nietykalność), zarówno Simon, jak i kilku innych dziennikarzy, w tym piszący te słowa, nie zmieściliśmy się w grupie uprzywilejowanych. Przyjaciel "subcomandante" i radca prawny, w jednej osobie, mecenas Amado Avendańo Figueroa, z którym byłem w kontakcie znacznie wcześniej, obiecał, że zaraz po konferencji postara się przynajmniej o krótkie spotkanie z Marcosem.
Niestety, w czasie konferencji doszło rzekomo (wiem to z doniesień w prasie) do ostrej wymiany zdań między przedstawicielami mediów meksykańskich i hiszpańskich, wywiązała się szamotanina, "briefing" przerwano i Marcos zwinął się tylnymi drzwiami.
 
Konferencja prasowa zapatystów
 
Ten z pozoru niewinny epizod sprawił, że mecenas Avendańo, dla którego każdy "Polak to urodzony rewolucjonista", przyrzekł skontaktować mnie z Marcosem osobiście, w jego siedzibie w górach opodal Ocosingo. Przygotowania do tego spotkania trwały ponad rok. Ostatecznie doszło do niego we wrześniu ub. roku. Nie uprzedzajmy jednak faktów...
Kim jest Marcos? Tego właściwie nikt nie wie. Nikt, włącznie z jego najbardziej zaufanym poplecznikiem, właśnie Amado Avendańo, który na rzecz Indian z Chiapas pracuje już prawie 35 lat, którego "subcomandante" uczynił - w przypadku zdobycia władzy - gubernatorem stanu. Na ścianie gabinetu Avendańo wisi oprawiona w skórę nominacja takiej mniej więcej treści: Nasza rewolucja wymierzona przeciwko okrutnemu i niesprawiedliwemu reżymowi uznaje pana Amando Avendańo Figueroa, przyszłym gubernatorem konstytucyjnym prowincji Chiapas.
Podpisano, wiosną 1994 roku, "subcomandante" Marcos
.
Mecenas, który jest także autorem konstytucji zapatistów, zwierzył mi się ostatnio, że wkrótce powinien otrzymać nominację jeszcze wyższego stopnia - kto wie, może nawet zostanie premierem przyszłego rządu. Nawet on, tak zaufany człowiek, nie wie jednak kim jest, i skąd pojawił się Marcos...faktyczny przywódca indiańskiej rewolucji w Chiapas, najbardziej tajemniczy człowiek naszych czasów.
Nie ma problemów z rozszyfrowaniem, kim są "comandantes", tytularni "szefowie" Marcosa. Wszyscy znają imiona i podobizny szóstki czy siódemki Indian, których Marcos uznaje za przywódców buntu: David. Tacho, Ramon, Cevedeo i kilka innych, które umknęły mojej pamięci. O "nim" - twierdzi Avendańa - nie wiadomo dosłownie nic! Kilka wyrwanych faktów albo może przypuszczeń...
Najprawdopodobniej pochodzi ze stanu Tamaulipas. Claudio, urzędnik rządowej Komisji Praw Człowieka, wyznał w tajemnicy, że Marcos urodził się w Tampico, gdzie - klął się na swoje dzieci - mieszkają tam wciąż rodzice "subcomandante". Skoro tak, dlaczego nie udało się go dotąd zidentyfikować?
Lucas Mazere, Francuz osiedlony w Chiapas przed 20 laty, właściciel księgarni "La Quimera" w San Cristobal, który Marcosa kilkakrotnie widział na własne oczy, twierdzi, że ma ok. 175 cm wzrostu, 35-37 lat. Twarzy jednak nie widział; Marcos przesłania ją czarną, wełnianą kominiarką. Oczy ma silne, przenikliwe, spojrzenie twarde, ale jest w nim coś ciepłego - mówi Lucas - coś co zjednuje mu sympatię. Ja odniosłem zupełnie inne wrażenie...
Sądząc po sposobie mówienia, a zwłaszcza pisania (Marcos jest autorem większości odezw do społeczeństwa czy apeli kierowanych do mediów i władz), jest to człowiek wykształcony. Podobno absolwent socjologii, a później pracownik naukowy UNAM, największego uniwersytetu Meksyku. Skoro wiadomo, że pracował na uniwersytecie, dlaczego nie wiadomo kim jest?
Nie wiadomo, czy jest albo był żonaty, czy ma rodzinę, dzieci; w górskiej konspiracji wiedzie od siedmiu lat żywot iście ascetyczny. Zdumiewająca jest jego znajomość metod konspiracji i życia w ukryciu. Pomimo kilku szeroko zakrojonych akcji wojska i policji, pomimo szeregu prób wprowadzenia w jego otoczenie "wtyki", władzom nie udało się, jak dotąd, zbliżyć do Marcosa nawet na centymetr. Trudno wprost uwierzyć, by sama Natura obdarzyła kogoś tak genialnym talentem konspiracyjnym. A może Marcos się tego nauczył? Bo nie ulega wątpliwości, że już 1 stycznia 1994 roku to nie była improwizacja; był do swej roli znakomicie przygotowany...
Cdn.
Jan M. Fijor
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
 
Wyświetlony 9334 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.