Wydrukuj tę stronę
wtorek, 21 grudzień 2010 11:16

Przekonania religijne a poglądy polityczne

Napisane przez

Wielu obserwatorów życia politycznego w Polsce stawia sobie pytanie: dlaczego w kraju, w którym ogromny procent ludzi uważa się za wierzących katolików, tak dużym poparciem cieszą się partie lewicowe?

Próba odpowiedzi zmusza nas do zastanowienia nad współczesną religijnością Polaków. Opisem tego zjawiska zajmuje się wielu przedstawicieli nauk społecznych zarówno związanych z Kościołem, jak i nastawionych nieprzychylnie. Jedni i drudzy są zgodni co do tego, że stosunek Polaków do spraw wiary uległ głębokim przeobrażeniom w kolejnych dekadach PRL. Nie zamierzam tu charakteryzować współczesnej religijności. Z racji zainteresowań etnopolitologią - ważny jest dla mnie styk pomiędzy przekonaniami religijnymi a poglądami politycznymi rodaków.

Tak jak w poprzednich artykułach tego cyklu opierać się będę na wynikach badań prowadzonych w latach 1999-2000 we wsiach powiatu Nowy Targ przez badaczy z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego. Przyjęta metoda - zwana przez socjologów jakościową - zakładała prowadzenie długich, swobodnych rozmów o polityce, politykach i wyborach. Interesowali nas ludzie powyżej 30. roku życia. Najciekawsze, często grupowe debaty nagraliśmy na nowotarskim targowisku przed wyborami prezydenckimi w 2000 r.
*
Kolejne rozmowy o religii i polityce ujawniały bardzo wyraźną cezurę pomiędzy ludźmi w średnim wieku (do 65 lat) i ludźmi starszymi. Starsi - siedemdziesięcio-, osiemdziesięciolatkowie - mają zaskakująco jednolity obraz świata. Kiedy jest on zbudowany na fundamencie wiary, wówczas każde działanie człowieka jest staraniem, aby realizować zalecenia ewangeliczne. Ludzi starszych wiara obliguje do dawania świadectwa. Być wierzącym to uczestniczyć w życiu Kościoła, świadczyć poprzez uczynki i wybory. Starsi Górale uważają, że głosowanie jest momentem wykazania lojalności i zaufania wobec Kościoła. Nawet jeśli sugerowany wybór nie jest zbieżny z ich sympatiami, są zdania, że trzeba rzecz rozważyć w szerszej perspektywie historyczno-politycznej. Człowiek może dać się zwieść pozorom, Kościół zaś był ludziom drogowskazem w czasach znacznie cięższych, choć może nie tak pokrętnych.
Dla ludzi starszych nie tylko papież, ale Kościół i księża są autorytetem. Słuchają Radia Maryja, kazań swojego proboszcza i często kierują się ich wskazaniami. Niektórzy czują się zagubieni w sprawach polityki. Wiedzą, że jest to sfera, w której łatwo zostać oszukanym. Mają świadomość, że ogromna część działań polityków służy omamieniu ludzi. Obawiają się, by nie paść ofiarą ich lisiej chytrości i szukają oparcia w instytucji, do której mają zaufanie i którą uważają za dobrego doradcę.
Starsi ludzie częściej głosują na polityków chrześcijańskich. Uważają, że człowiek wierzący będzie mniej podatny na pokusy, jakie niesie ze sobą sprawowanie władzy. Człowiek, który wie, że jego czyny będą osądzone nie przez ludzi, ale przez Boga, który wszystko widzi, jest mniej skłonny do kradzieży czy łapówkarstwa. Religijność może pomóc mu uchronić się przed skłonnością do używania życia. Starsi ludzie żywili nadzieję, że człowiek wierzący patrzy na sprawy polityki przez pryzmat zasad etycznych, co w jakimś stopniu może "umoralnić" brudną sferę polityki i uczynić ją bardziej przychylną ludziom.
Podsumowując, poglądy ludzi starszych charakteryzuje większa spójność przekonań i działań; bardziej jednolity obraz świata, w którym sfera religii i doczesności nie są ostro rozdzielone oraz dużo większe zaufanie do wszechmocy Boga i instytucji Kościoła. W ich przekonaniu Bóg jest potężny i wiele razy w życiu widzieli jego tryumf nad siłami zła. Zakończenie każdej z wojen, do których wracali pamięcią, upadek komunizmu - to przykłady, które przytaczali jako dowody.
*
Powątpiewanie we wszechmoc bożą jest podstawą stosunku do rzeczywistości ludzi młodszych (poniżej sześćdziesiątki). Ich wiara nie obejmuje wszystkich dziedzin życia. Sfera religii jest sferą wydzieloną, prywatną, będącą przestrzenią indywidualnych wyborów człowieka. Wybór katolicyzmu nie zmusza ich do dawania świadectwa. Mogą głosować na komunistę, tak jak wcześniej mogli zapisać do Partii, ponieważ polityka i religia to inne płaszczyzny rzeczywistości. Decyzje polityczne nie mają wiele wspólnego z indywidualnym życiem duchowym. Bardzo często nasi rozmówcy mówili, że akceptują zasady religijne, ale nie w całości. Nie wszystkie elementy im odpowiadają. Decydują się na te, które nie są dla nich "za trudne". Wybiórcze potraktowanie prawd i wymagań wiary zmienia relację pomiędzy człowiekiem a Bogiem. Człowiek wybiera sobie Boga takiego, który pomaga mu rozwiązywać jego codzienne problemy, gorzej gdy staje się zbyt wymagający.
Sfery polityki i religii są rozłączne i nieprzystające. Zasada rozdziału Kościoła od państwa wryła się głęboko w mentalność ludzką. Polityka to arena bezpardonowej walki, w której wszystkie chwyty są dozwolone. Zasady, którymi się rządzi, to prawo buszu - wygrywa silniejszy i bardziej pozbawiony skrupułów. Tu nie ma miejsca na ludzi, kierujących się zasadami chrześcijańskimi - są za słabi do polityki. Jeśli na scenie pojawiają się ludzie deklarujący wiarę i odwołujący się do religii, budzą najgorsze podejrzenia. Wygląda na to, że wykorzystują zaufanie do instytucji Kościoła i tradycji wiary dla uzyskania poparcia. Tacy politycy postrzegani są jako najbardziej cyniczni - nie ma dla nich nic świętego, wszystko mogą sprzedać w zamian za wyborczy sukces.
W porównaniu z polityką religia jawi się jako słaba i nieustannie zagrożona. Chrześcijanin jest do polityki za słaby, a tym, co stanowi o jego wydelikaceniu, są moralne zasady, którymi musi się kierować. To znacznie ogranicza wachlarz nieuczciwych strategii, jakie mógłby wykorzystać, bez nich nie odnajdzie się w polityce, która jest dżunglą - trzeba mieć kły i pazury, aby w niej przetrwać. Religię postrzeganą jako delikatny kwiat należy chronić przed zbrukaniem, jakie nieustannie zagraża jej ze strony polityki. Wszelkie przejawy religijności polityka są albo oznaką słabości albo manipulacją, którą uważa się za wyjątkowo obrzydliwy sposób zdobywania poparcia.
Konsekwentnie, przyjmując, że wiara jest prywatną sprawą człowieka, ludzie młodsi uważają, że nawet Kościół nie ma prawa w nią ingerować. Zaufanie do Kościoła jest u nich ograniczone, a granice ściśle wytyczone. Proboszcz może pouczać, ale w żadnym razie te wskazówki nie są obligujące. Kiedy wskazówki dotyczą wyborów politycznych i stają się zbyt konkretne, pojawia się podejrzenie, że ksiądz jest zaangażowany w walkę wyborczą. Wkroczenie na arenę polityki oznacza przyjęcie jej reguł, a co za tym idzie porzucenie zasad ewangelicznych. Rodzi się wtedy podejrzenie profanacji świętości. Autorytet Kościoła w tej grupie wiekowej nie jest wysoki, a księża często są postrzegani jako mniej lub bardziej ułomni urzędnicy bardzo starej instytucji.
Zasady moralne, których brak w polityce dostrzegają wszyscy starsi ludzie, określając je jako chrześcijańskie, młodsi nazywają uniwersalnymi lub podstawowymi, tracąc z oczu ich źródło. Uważają, że wielu ludzi niewierzących żyje zgodnie z tymi zasadami i można być porządnym człowiekiem, chociaż niewierzącym. Nie jest ważne, co się deklaruje, ważne jak się żyje, a żyć można przyzwoicie bez wsparcia wiary. W efekcie wolą głosować na ludzi, których uważają za uczciwych bez względu na ich stosunek do religii. Przeciwnie, deklaracje wiary zawsze budzą nieufność - że to na pokaz, że koniunkturalnie. Od wierzącego polityka więcej się wymaga, bo on powinien żyć według wyznawanych zasad. Polityk niewierzący ma prawo do upadków, bo nigdy nie deklarował, że będzie ich unikał. Jest widziany jako bardziej uczciwy wobec wyborców i przez swoje słabości bardziej ludzki.
*
Jedyną osobą, która godzi ze sobą nieprzystające sfery polityki i religii, jest Papież. Szacunek dla Ojca Świętego jest postawą powszechną, która jednoczy młodszych i starszych. W działalności Papieża zaangażowanie w sprawy polityki jest realizacją zasad wiary, a nie wykorzystaniem ich dla zdobycia popularności. On wprowadza w tę nieczystą sferę zasady ewangeliczne, całkowicie jej obce. Takie jest jego posłannictwo, robi to, aby uczynić świat lepszym. Wówczas sfera religii, którą reprezentuje, nie jest już słaba i wymagająca ochrony, przeciwnie staje się siłą, która pozwala "zło dobrem zwyciężać". Intencje Jana Pawła II są postrzegane jako absolutnie czyste, toteż łączenie dwóch przeciwstawianych sobie płaszczyzn nie powoduje zbrukania religii, ale przeciwnie - umoralnienie polityki.
*
Podsumowując: dla ludzi, którzy dorastali w PRL, religia i polityka są wyraźnie rozgraniczone. Wiara nie dostarcza człowiekowi jednolitego obrazu rzeczywistości i jasnych wskazówek, jak powinien iść przez życie. Stanowi jedynie dopełnienie, dostarczając wsparcia w momentach, w których człowiek musi zadać sobie trudne pytanie o sens życia, śmierci, cierpienia. Nie wymaga jednak świadectwa w sytuacjach uważanych za niezwiązane z religią, takich jak wybory czy deklarowanie określonych poglądów politycznych. Religijność jest prywatną sprawą człowieka i eksponowanie jej - zwłaszcza w kontekście politycznym - jest bardzo źle widziane, podobnie jak wszelkie sugestie wyborcze czynione przez ludzi Kościoła. Łączenie polityki i religii budzi najgorsze podejrzenia i tylko Ojciec Święty jako wzór czystości etycznej ma prawo pośredniczyć między tymi sferami.
 
Anna Malewska-Szałygin
Wyświetlony 11369 razy
Anna Malewska-Szałygin

Najnowsze od Anna Malewska-Szałygin

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.