wtorek, 21 grudzień 2010 12:15

Płytkie oblicze prawicy

Napisane przez

W odpowiedzi panu Pawłowi Falickiemu

W 3 numerze miesięcznika "Opcja na prawo" ukazał się interesujący artykuł p. Pawła Falickiego "Szpachlówka Leszka Millera". Głównym zagadnieniem, jakim zajął się autor, jest analiza sceny politycznej, ukształtowanej po ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych, i próba jasnego określenia, kto naprawdę reprezentuje prawicę, a kto nie. Niestety, tekst p. Falickiego niezbyt dokładnie określił obecną sytuację polityczną w III RP, jak również cechuje się kilkoma uproszczeniami i brakiem konsekwencji w rozumowaniu, co niżej chciałbym udowodnić.
Zdecydowanie zgadzam się z główną tezą autora, iż brak porządnej definicji prawicy i lewicy wywołuje zamieszanie publicystyczne. Jest również prawdą, że wielu parlamentarzystów nie ma żadnych poglądów politycznych. Taki stan rzeczy wydaje się czymś naturalnym w systemie demokratycznym. Przy braku stałej i nienaruszalnej władzy, politycy zazwyczaj nie kierują się własnymi poglądami lub wyznawanymi ideami, a opinie na bieżące tematy wyrabiają sobie na podstawie analiz i sondaży społecznych przeprowadzanych przez różne CBOSy i OBOPy. Nie liczy się interes narodowy, racja stanu - główna myśl to byle nie narazić się własnemu elektoratowi.
Oczywiście taka sytuacja jest tragiczna w skutkach dla państwa. W demokracji aby zaistnieć na trwałe i z silnym poparciem, trzeba krzyczeć nie to co się myśli, lecz jak chcą masy. Lud chce "chleba i igrzysk", więc na tym zbudujemy nasz program. A masy w ogóle nie myślą, nie mają pojęcia, czym się faktycznie różni prawica od lewicy. Jak trafnie zauważa p. Falicki, niektórzy (myślę że większość, a na pewno elektorat LPR) praktykujący katolicy twierdzą, że sam fakt uczęszczania do kościoła w niedzielę automatycznie nadaje status prawicowca. Autentyczny prawicowiec, biorący udział w życiu publicznym ma naprawdę przechlapane w ustroju demokratycznym. Prawicowiec, jako osoba broniąca zasad cywilizacji łacińskiej, wie, że prawda absolutna jest najwyższą wartością naszej cywilizacji, obcym cywilizacjom nieznane jest pojęcie prawdy bezwzględnej. Lewica, która z urzędu na swych sztandarach ma wypisaną obronę wszelkiej maści mniejszości (rasowych, religijnych, seksualnych), nie poczuwa się do obrony prawdy, gdyż nie reprezentuje naszej cywilizacji. Lewica kocha się w kłamstwie. Dlatego tak łatwo jest jej funkcjonować w systemie demokratycznym. My, prawicowcy, kłamać za bardzo nie umiemy, nawet jakbyśmy chcieli, a kto w demokracji nie okłamuje wyborców, ten przegrywa. Fakty mówią za siebie. W Unii Europejskiej na 15 państw członkowskich tylko w Austrii współrządzi autentyczna, porządna prawica narodowa Jorga Haidera. Demokracja jest naturalnym systemem dla lewicy, dla nas jedynym wyjściem jest jej obalenie. Obecnie gramy w polityce na warunkach wroga, który narzucił nam po rewolucji francuskiej swoje demokratyczne i prawoczłowiecze utopie.
Wracając jednak do głównego tematu artykułu p. Falickiego, uważam że bardzo spłycił i uprościł swoje wywody na temat, kto zasługuje na miano prawicy, biorąc pod uwagę jedynie aksjomat gospodarczy, jako jedyny wyznacznik swoich rozważań. Jest prawdą, że jedną z podstawowych cech prawicowości jest wolnościowy stosunek do gospodarki. Ale na fundamenty prawicowe składają się trzy podstawowe czynniki. Pierwszy - to konserwatyzm obyczajowy, kolejny - to akcentowanie wartości, jak wspólnota narodowa, tradycja, rodzina, kończąc na szacunku dla własności prywatnej, którą można budować tylko w wolnorynkowym systemie gospodarczym. Powiedziałbym nawet, iż wolność gospodarcza wynika właśnie z naszej cywilizacji łacińskiej, dokładniej - z naszego personalizmu, natomiast socjalizm (jak gruntownie udowodnił to nasz wybitny historiozof Feliks Koneczny) jest do gruntu przesiąknięty duchem cywilizacji żydowskiej.
Konsekwencją obranego przez p. Falickiego toku myślenia są tak niedorzeczne wnioski, że jedynie Platforma Obywatelska łapie się pod wyznaczniki prawicowości. Partia ta stanowi filar kosmopolitycznego i antynarodowego establishmentu, trudno jest jej także przypisać konserwatyzm obyczajowy (np. stosunek do aborcji). Trudno tym bardziej nazwać partię prawicową, gdy popiera system demokratyczny, jak i występuje przeciwko karze śmierci. Także do jej zapatrywań gospodarczych miałbym liczne wątpliwości (przecież popiera nasze wejście do socjalistycznej Unii Europejskie). Platforma z pewnością nie spełnia podstawowych wyznaczników prawicowości i do partii prawicowej jej zaliczyć nie możemy. Platforma reprezentuje spadkobierców ideowych rewolucji francuskiej, ze swej natury jest więc antyprawicowa. Zaliczyłbym ją raczej do mdłego, mglistego centrum. W końcu jest to nieślubne dziecko Unii Wolności, jej dziwna mutacja, z nową twarzą.
Więc kto w obecnym Sejmie RP zasługuje na miano prawicy? Liga Polskich Rodzin nie jest tworem jednolitym, więc trudno ją oceniać jako całość. Stykają się tam różne prądy ideologiczne, z pewnością jej znacząca grupa prezentuje gospodarczo poglądy bardziej lewicowe niż SLD. Liga jest także przeciwko najwyższemu wymiarowi sprawiedliwości, a systemu demokratycznego jakoś specjalnie nie piętnuje. Więc do prawicowego worka jej nie wrzucimy. Prawo i Sprawiedliwość Kaczyńskiego to dla nas wielka niewiadoma. Wydaje się prawdziwe w przypadku PiS stwierdzenie p. Falickiego, że znacząca grupa parlamentarzystów tej formacji politycznej "nie ma żadnych poglądów politycznych". Nie można precyzyjnie określić, jaki jest ich stosunek do UE czy poglądów na gospodarkę. Z pewnością ugrupowanie to najbardziej rości sobie prawo do nazywania się prawicą. Pragnie aspirować w obecnym Sejmie do roli jedynej siły prawicowej. Reszta ugrupowań od Samoobrony, dzikusów Ikonowicza do SLD-UP to mniej lub bardziej skrajna lewica. Sam fakt, że jakieś ugrupowanie stoi bardziej na prawo od SLD nie czyni go z definicji prawicowym. Prawicy w obecnym Sejmie RP po prostu nie ma, oczywiście - prawicy autentycznej, narodowej, tradycjonalistycznej i konserwatywnej.
W swym artykule p. Falicki, ustosunkowując się do obecnej sytuacji politycznej, w której wiodącą rolę odgrywają siły lewicy, stawia tezę, że przy wzmożonych napięciach społecznych, partie te mogą przybrać retorykę nazistowską i jak to określił zwyrodnieć w narodowosocjalistyczą partię faszystowską. Trudno o większe nieporozumienie i mylne przedstawienie terminów: faszyzmu i nazizmu. Faszyzm nie był systemem narodowo-socjalistycznym, swoje koncepcje gospodarcze oparł o korporacjonizm, i można by mu przypisać więcej aksjomatów prawicowych niż lewicowych. Z kolei niemiecki narodowy socjalizm był do głębi nurtem lewicowym. Ponadto wysuwanie dywagacji, iż SLD lub UP mogłyby przybrać nutkę faszystowską dowodzi zupełnie nieznajomości naszych realiów politycznych. Partie te swoje poglądy opierają na ostrej negacji nacjonalizmu, promowaniu idei "Europy federacyjnej". Są to ugrupowania dogłębnie kosmopolityczne i nie istnieje żadna siła polityczna wewnątrz tych partii, która mogłaby zmienić ten kierunek. Specyficznym wyjątkiem jest tu jednak Samoobrona, która może ewoluować coraz bardziej w duchu populistycznego nacjonalizmu.
Zgodzę się jednak z tezą, p. Failickiego, że pęknięcie w samym SLD jest tylko kwestią czasu. Szpachlówka Millera nic już nie pomoże. Zbyt wyraźny jest już konflikt interesów na samej górze, jak i wśród samych wyborców lewicy. Faktem jest, że wielu przedsiębiorców stanowiło siłę elektoratu SLD, naturalną koleją rzeczy pragnąc chronić swoją własność przed fiskusem. Swoje sympatie skierują teraz do partii Olechowskiego. Z kolei bałamucenie ludziom o prospołecznej polityce ekonomicznej, mleku dla każdego dziecka w szkole, wysokich zasiłkach dla bezrobotnych doprowadzi z drugiej strony Leszka Millera tylko do zupełnej utraty zaufania wśród ortodoksyjnie lewicowych wyborców. Główny elektorat lewicy ucieknie od SLD do Leppera lub na bardziej skrajne pozycje. Taki będzie finał klęski politycznej Sojuszu. Głosy wyborców SLD zasilą po części Platformę, jak i Samoobronę.  
Łukasz Kluska
Woda p. Łukasza Kluski na mój młyn
Drogi Panie,
Tekst mój nie był próbą jasnego określenia, kto naprawdę reprezentuje prawicę, a kto nie. Usiłowałem natomiast przewidzieć, kto w Sejmie po następnych wyborach mógłby siedzieć bardziej na lewo, a kto na prawo, gdyby jako kryterium rozdzielania miejsc przyjęto jedynie stosunek do gospodarki. Jasne, że to płytkie. Tym bardziej, gdy porówna się taką prognozę ze skomplikowanymi pojęciami prawicowości i lewicowości, o których Pan pisze. Płytkie, ale jednoznaczne.
O tzw. prawicy i lewicy można w nieskończoność. Są na ten temat całe tomy opracowań zdecydowanie głębszych niż nasza polemika. Można się np. spierać czy korporacjonizm, z którego wyrósł faszyzm to orientacja prawicowa czy lewicowa i czy znajdzie się nowy Mieczysław Moczar, który "unarodowi" SLD. Ale ja nie pretenduję do "pogłębiania" pojęć lewicowości i prawicowości przez przypisywanie im nowych i coraz bardziej wyszukanych przymiotów. Postawiłem jedynie tezę (zresztą - prawdę mówiąc - też nieostrą), że kryterium rozmieszczenia posłów w Sejmie mógłby być stosunek do gospodarki - tak, jak chyba rozmieszczani są parlamentarzyści w izbach krajów o większym doświadczeniu parlamentarnym niż Polska. Ale w gruncie rzeczy cieszę się, że Pan tak zareagował, bo ten bałagan pojęciowy, jaki Pan wprowadza, to woda na mój młyn. Potwierdza to tylko moją wyrażoną we wstępie myśl o panującym w prasie zamęcie pojęć w tej dziedzinie.
Posłów w parlamencie można posadzić od lewej do prawej według wzrostu albo stanu majątkowego, albo - tak jak to jest dzisiaj w Polsce - według wielkości klubów: największy po lewej, najmniejszy po prawej. Ale z tego nic nie wynika, choć kryteria te są znacznie jaśniejsze niż lewica i prawica. To co jest naprawdę interesujące, to koalicje, jakie będą tworzyły kluby parlamentarne podczas konkretnych głosowań. Ponieważ współczesny świat kręci się najbardziej wokół gospodarki (a nie np. religii), dlatego logicznym rozmieszczeniem parlamentarzystów byłby ten właśnie wyróżnik. Sposoby ustalania, kto na prawo, a kto na lewo, odwołujące się do większej liczby kryteriów (np. wielbiciele oscypka z polską flagą jako prawica, a homoseksualiści jako lewica) nie mieszczą się w liniowym modelu, jaki zaproponowałem. Polecam Panu doskonałą pracę Janusza Korwin-Mikkego "Historia i zmiana". Mikke próbuje sklasyfikować systemy społeczno-polityczne ostatnich paruset lat w dobrze zdefiniowanych przestrzeniach dwuwymiarowych. Naturalnie można sobie wyobrazić umieszczenie konkretnych systemów w przestrzeni wielowymiarowej. Przestrzeni o osiach zarysowanych w Pańskiej polemice: demokracja-autokracja, konserwatyzm-postępowość, nacjonalizm-kosmopolityzm, tradycja-współczesność. Prawdopodobnie utworzą one pewne grona, które można by przeanalizować precyzyjnym aparatem matematycznym. Ale rzetelny opis obiektów w takiej przestrzeni wykracza poza ramy nawet tak specjalistycznego pisma jak "Opcja na Prawo".
Mimo że w dzisiejszym Sejmie nie ma formacji "narodowej, tradycjonalistycznej i konserwatywnej", to jednak ktoś po prawej stronie siedzi... Być może, drogi Panie, nawet nigdy takiej formacji nie będzie! Dlatego proponuję nie kruszyć kopii o nieistniejące obiekty, a starać się wspólnie wprowadzać ład pojęciowy w umysłach Czytelników.
 
Pozdrawiam serdecznie
Paweł Falicki
 
Wyświetlony 13534 razy
Więcej w tej kategorii: « Fałszywy tytuł Niewielka zmiana »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.