wtorek, 21 grudzień 2010 12:27

Dylemat prezydenta

Napisane przez

Nadciągające oddanie części suwerenności państwowej w ręce Unii Europejskiej (albo - jak kto woli - wstąpienie do UE) będzie wymagało jeszcze skorygowania konstytucji. Cokolwiek by mówić, w Unii przestrzega się litery prawa i brukselska administracja, a wkrótce zapewne brukselski rząd UE nie dopuści do sytuacji, w której nowo włączony obszar miałby lokalne prawo niespójne z centralnym.

To dostosowywanie przepisów prawnych w Polsce odbywa się już pełną parą, ale by całość miała sens, prawo rzędu najwyższego, czyli konstytucja powinna explicite wskazywać komu Polska oddaje stanowienie prawa, które będzie w przyszłości obowiązywało na jej obszarze. Mamy już tego zaczątek, ale wprost nazwa Unii Europejskiej w ustawie głównej nie występuje. Cóż, mieliśmy kiedyś wpisany do konstytucji Związek Radziecki - możemy sobie wpisać teraz i Unię Europejską.

Nie to, żebym jakoś wybrzydzał - UE ma wiele pozytywnych cech, które śmiało można skopiować na polski grunt. Nie uważam także, że jest to wybór między dżumą a tyfusem: zdecydowanie wolę anschluss do UE niż do najbardziej nawet zliberalizowanej gospodarczo współczesnej Rosji. Oczywiście stwierdzenie, że tertium non datur jest z gruntu fałszywe, ale politycy i poprzedniej i obecnej koalicji zdają się tego nie dostrzegać. Jeśli nawet ks. kardynał Józef Glemp twierdzi, że jest to "historyczna konieczność", to zaprzeczać nie wypada. Skupmy się zatem nad możliwym scenariuszem rozwoju wydarzeń w Polsce.
A więc poprawka do konstytucji. Liga Polskich Rodzin z pewnością będzie przeciwna, ale przy większości SLD-UP wraz z przybudówkami (w tym temacie): PO i chyba PSL - nie powinniśmy mieć złudzeń co do rezultatu głosowania. Również PiS nie powinien oponować.
Przy okazji tej poprawki można by spróbować załatwić jeszcze dwie sprawy. Jedna z nich to nabrzmiewający problem referendum. Wobec nieudolności min. Wiatra projektującego prounijną kampanię informacyjną zgodnie z najlepszymi wzorami rodem z bolszewickiej agit-prop-grupy, wynik referendum mógłby nadwątlić zaufanie brukselskich elit do polskiego rządu. Znacznie lepiej by było, żeby ważność referendum uznawać także, gdy liczba osób biorących w nim udział nie przekroczy 50% uprawnionych. Wynik - przy prawdopodobnym bojkocie przeciwników - znacznie by się poprawił.
Druga sprawa do załatwienia, to przedłużenie panowania prezydenta Kwaśniewskiego. Do tego potrzebna jest zapisana w konstytucji następna kadencja - jak na Białorusi. No, może to porównanie nie jest najszczęśliwsze i niezbyt poprawne politycznie, ale przecież pomazaniec Kwaśniewski wybrany został demokratyczną większością, której w Polsce nie kwestionowała żadna międzynarodowa kontrola. Więc nie bacząc na złośliwe przyrównania do dyktatora z sąsiedniego kraju, patrzeć powinniśmy z nadzieją w świetlaną przyszłość Polski pod kolejnymi czterema latami prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego.
Taka opcja jest dla prezydenta z pewnością kusząca. Byłaby to przede wszystkim najdłuższa kadencja spośród wszystkich współczesnych europejskich prezydentów (bo przecież ani Łukaszenki, ani Jelcyna prawdziwy Europejczyk nie traktuje poważnie, a De Gaulle umarł tak dawno, że go nikt już nie pamięta). Po drugie, złotymi zgłoskami Historia zapisałaby Tego, który wprowadził Polskę do upragnionej Unii Europejskiej. Splendor nie do pogardzenia. Z przekonaniem większości wyborców nie byłoby większego kłopotu: zaplecze finansowe jest rozbudowane i dorobienie czy to niebieskich oczek, czy paru innych propagandowych trików wydaje się już fraszką.
Z drugiej strony Kwaśniewski już trochę "naprezydentował się" i popada coraz częściej w rutynę. Bycie prezydentem to nie jest już wyzwanie dla człowieka w sile wieku, który mógłby jeszcze czegoś wybitnego dokonać. To może być nawet nudne. Urząd prezydenta skutecznie ośmieszany przez "Gazetę Wyborczą" podczas kadencji Lecha Wałęsy nie jest dziś siłą wiodącą naród przez burze pierestrojki. Prezydent ma ograniczone możliwości i Kwaśniewski już nie raz doświadczył swojej niemocy w starciach z Sejmem i Senatem.
Co zatem mogłoby być ambitnym wyzwaniem dla głowy państwa? Nie wydaje się, że stanowiska w zagranicznych organizacjach satysfakcjonowałyby Kwaśniewskiego. Tam trzeba by być utytułowanym naukowcem, a z tym akurat nie za dobrze... Prawdziwie ambitne zadanie na miarę Polski to unormowanie spektrum politycznego poprzez budowę stabilnej partii liberalno-demokratycznej. Czy w nazwie będzie "liberalizm", to się jeszcze naturalnie okaże. Może nie warto rozjuszać od razu na początku Radia Maryja, które konsekwentnie miesza libertynizm z wolnością gospodarczą, powtarzając codziennie, że liberalny znaczy: zły. Ale jakaś Prom-partia* i do tego demokratyczna? W pełni europejska i pro-gospodarcza? Dlaczego nie?
Prawa strona sceny politycznej nabrałaby wreszcie blasku. Zmarginalizowałyby się kłótnie Kaczyńskiego z Macierewiczem, po klapie koalicji SLD-UP wielu kolegów mogłoby przejść do nowego ugrupowania, nieznacznie tylko zmieniając stanowiska, a i Platforma Obywatelska pewnie by poparła, a nawet może zintegrowała się, np. za cenę prezydentury Olechowskiego. Trzeba by wtedy odciągnąć marszałka Borowskiego od szalonego pomysłu kandydowania na najwyższy urząd. Ale mógłby on przecież przejąć przywództwo SLD po wypalonym z pomysłów i skompromitowanym Millerze, więc krzywdy miał nie będzie. Trzecią nogą - obok pro-gospodarczych nuworyszów z SLD i Platformy Obywatelskiej byłoby środowisko obecnej prezydenckiej kancelarii. To przecież kopalnia oddanych ludzi, na których można polegać w najtrudniejszych sytuacjach.  
Dylemat nielichy. I jeśli jest prawdziwy, to klucz do przyszłości Polski leży naprawdę w rękach Aleksandra Kwaśniewskiego.
Paweł Falicki
 
* Prom-partia (ros.: promyszlennaja partia) - "nielegalna" organizacja polityczna założona przez Stalina w końcu lat dwudziestych w celu wyłapania przeciwników komunizmu ze środowisk inżynierów i kadry technicznej przedsiębiorstw.
Wyświetlony 8153 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.