wtorek, 21 grudzień 2010 14:19

www.społeczeństwo/elita.pl

Napisane przez

Podobno, na podstawie wnikliwej analizy działu drobnych ogłoszeń, można przewidzieć preferencje polityczne społeczeństwa, jego oczekiwania i obawy, a nawet rewolucje...

Pozostaje faktem, iż działy drobnych ogłoszeń są przedmiotem analizy odpowiednich służb państwowych mających za zadanie informować rządy o stanie społecznych nastrojów.
Tuż przed wybuchem II wojny światowej pewien szwajcarski dziennikarz, długoletni korespondent w III Rzeszy, wywołał popłoch na najwyższych szczeblach tego państwa. W swojej gazecie człowiek ten zaczął publikować artykuły o stanie niemieckich sił zbrojnych. Precyzja, z jaką pisał o dyslokacji jednostek, ich składach osobowych i zmianach w rozmieszczeniu, wskazywała na gigantyczny przeciek na najwyższym, sztabowym szczeblu. Podobno sam Hitler nakazał Canarisowi wyjaśnienie tej sprawy. Dziennikarza pod jakimś pretekstem zwabiono do Niemiec i tam zajęto się nim w profesjonalny sposób. Co się okazało? ów dziennikarz miał osobliwe hobby. Przez wiele lat śledził w ogólnoniemieckich i lokalnych pismach... kronikę towarzyską. Ze skrupulatnością zegarmistrza gromadził ogłoszenia typu: "Por. X , adiutant generała Y, dowódcy 106 brygady górskiej, stacjonującej w naszym mieście od jesieni ubiegłego roku, zawarł związek małżeński z panną S, córką majora F, szefa sztabu 4 pułku lotnictwa w mieście..." albo "Na miejskim cmentarzu wczoraj uroczyście pożegnano pułkownika B, dowódcę 5 pułku saperów z miejscowości... uroczystość uświetnił swoją obecnością pan generał H, dowódca takiego a takiego korpusu artylerii z miasta...". Informacje te, zbierane z iście benedyktyńską skrupulatnością, pozwoliły Szwajcarowi stworzyć dokładną mapę rozmieszczenia na terenie Niemiec jednostek wojskowych, ich dyslokacje w ostatnich latach, składy osobowe kadry oficerskiej, a nawet jej stan cywilny i koneksje rodzinne...
W czasie wojny, jak zauważyły odpowiednie służby, w nekrologach zamieszczanych w prasie, rodziny na początku wojny dawały nagłówek "Nasz najdroższy syn, mąż i brat poległ na froncie za Führera i Wielkie Niemcy", a w podpisie "Pogrążona w żalu, ale dumna rodzina". Z czasem gdy poległych przybywało, Führer i Wielkie Niemcy znikły z nekrologów, pozostało tylko "Poległ za Ojczyznę". Sprawa wydała się na tyle poważna, że tajną instrukcją polecono zamieszczać nekrologi pod zbiorowym nagłówkiem "Zginął na polu chwały". Powyższa zmiana terminologii w nekrologach została dostrzeżona przez aparat propagandy i prawidłowo odczytana jako spadek popularności Hitlera i całego reżymu...
Za ileś tam lat, gdy ostatni obywatele PRL złożą strudzone kości na cmentarzach, cennym źródłem informacji o tamtym okresie mogą okazać się właśnie drobne ogłoszenia prasowe. Przyszły badacz może jednak napotkać na trudności semantyczne. Kto z młodszych PT Czytelników zrozumie, co kryło się za ogłoszeniem: "Rodakowi powracającemu z zagranicy wynajmę mieszkanie". Czy był to wyraz solidarności narodowej, odruch radości z powodu rodaka powróconego na ojczyzny łono...? Nie, był to zrozumiały dla wszystkich, acz nie naruszający ówczesnych przepisów dewizowych slang. "Rodak powracający z zagranicy" oznaczał ni mniej ni więcej tylko wynajem za dolary... Albo takie ogłoszenie: "Sprzedam mieszkanie cudzoziemcowi". Czy oznaczało to, że do kartkowo-kolejkowo-jaruzelskiej Polski Ludowej ciągnęły tłumy cudzoziemców? Nie, słowo "cudzoziemiec" oznaczało sprzedaż mieszkania za dolary... Albo ogłoszenia motoryzacyjne, nad którymi będą kiedyś zachodzić w głowę najtęższe umysły ekonomiczne: "Sprzedam 2-letniego fiata 126p, cena...." i tu figurowała kwota wyższa od nowiutkiego, pachnącego lakierem produktu bielskiej fabryki. Kto wtedy był w latach, ten wie "w cziem dieło", kto siedział wtedy w piaskownicy, niech pomyśli...
Człowiek kupuje, człowiek sprzedaje, ale również się żeni czy tylko szuka partnera... W czasach PRL można było spotkać i takie ogłoszenia matrymonialne: "Rolnik 35 lat, 15 ha, pozna bezdzietną pannę, katoliczkę, chętnie z przydziałem na ciągnik...", albo, "Rozwiedziona, 45 lat z synem 15-letnim, posiadająca willę w stanie surowym, pozna pana do lat 50 z własnym transportem ciężarowym i znajomością murarki...". Na tablicy ogłoszeń w akademikach można było znaleźć takie oto ogłoszenie: "Student ostatniego roku zootechniki pozna i pokocha dziewczynę mającą rodzinę w USA, Australii lub Kanadzie. Wiek i wygląd bez znaczenia...".
III RP ma również swoją specyfikę ogłoszeniową. W dziale drobnych ogłoszeń szuka się wspólnika do interesów "posiadającego gotówkę", proponuje się "szybką windykację długów" czy "atrakcyjną pracę dla dziewcząt w wieku 18-25 lat w klubie nocnym w Niemczech...". Rozwój techniki, tak jak przed laty wynalazek druku, radia i telewizji, i tutaj wniósł nowości. Pojawił się Internet, być może za ileś tam lat uznany za największy wynalazek XX wieku...
Każdy, kto spędził kilka godzin na klikaniu myszką, wie, że w cyberprzestrzeni działy wszelakich ogłoszeń zajmują poczesne miejsce. Na WWW handluje się niemal wszystkim. W Belgii podobno można znaleźć strony oferujące, wedle gustu i zgodnie z tolerancją, kilkuletnie dziewczynki i takichże chłopczyków...
Instytucja swatki, pośrednictwa matrymonialnego, ma pewnie długą historię. W starożytnym Rzymie szacowne matrony z patrycjuszowskich rodzin, po wyszumieniu się i wyczerpaniu z oczywistych względów możliwości snucia intryg polityczno-alkowianych, na stare lata zajmowały się kojarzeniem par. W średniowieczu między dworami i zamkami krążyli stale pośrednicy matrymonialni szukający dla paniczów i panien odpowiednich partii, zgodnych z aktualną polityką dynastyczną swoich zleceniodawców. Wszyscy pamiętają chyba z filmu "Skrzypek na dachu" postać swatki Jente, która niezmordowanie krążyła od domostwa do domostwa, od sklepu do sklepu w celu kojarzenia par małżeńskich wśród starozakonnych. Oczywiście wszystko to razem wzięte było chałupnictwem ery przedindustrialnej. W czasach Internetu musi wyglądać to inaczej...
Nawet pobieżna analiza ogłoszeń typu "Poznam pana lub panią..." prowadzi do ciekawych wniosków.
Klasyczne ogłoszenia matrymonialne, tzn. nastawione na poznanie przyszłej żony bądź męża, są na stronach WWW w zdecydowanej defensywie. Przeważa nowa forma: ogłoszenia towarzyskie. ÂŹródłosłów tego słowa może być rozumiany dwojako: od słowa towarzystwo, co można by tłumaczyć jako chęć poznania kogoś niekoniecznie w celach matrymonialnych, albo jako pochodną... agencji towarzyskiej, tj. współczesnego eufemizmu określającego tak pospolity i poczciwy dom publiczny, tzn. seks za pieniądze...
Internet, jako młody wynalazek, przyciąga przede wszystkim ludzi młodych, a młodość, jak powszechnie wiadomo, ma swoje prawa...
W przeciwieństwie do radia, telewizora, telefonu stacjonarnego i komórkowego Internet jeszcze nie zszedł pod strzechy... Jest więc jak dotąd domeną elitarną, raczej dostępną dla elity finansowej i intelektualnej, co potwierdzają poważne badania wskazujące jako użytkowników Internetu ludzi młodych, wykształconych, zamieszkujących raczej duże miasta. Ta konstatacja pozwala na wykorzystanie Internetu jako narzędzia badania tejże elity...
Ogłoszenia towarzyskie na WWW różnią się od ogłoszeń o tej nazwie na łamach prasy. O ile w gazetach w rubryce "Towarzyskie" ogłaszają się głównie prostytutki i domy publiczne, o tyle w Internecie obowiązuje pewna gra pozorów. Dość typowe ogłoszenie w dziale towarzyskim na WWW brzmi mniej więcej tak: "Atrakcyjna, czarująca i inteligentna studentka pozna sponsora do lat..." albo "Przystojny ...-latek zabierze na wakacje w Tunezji zgrabną panią do lat...". Mimo pewnej subtelności, a nawet mgiełki romantyzmu, treść i przesłanie tych ogłoszeń są zrozumiałe dla każdego, kto skończył 15 lat... Atrakcyjna i czarująca studentka szukająca sponsora to nic innego jak oferta nawiązania pożycia intymnego w zamian za pieniądze bądź inne dobra materialne... Przystojny pan wybierający się do Tunezji to nikt inny jak tylko spragniony uciech cielesnych mężczyzna oferujący opłacenie kosztów pobytu i podróży w egzotycznym kraju w zamian za 14 dni i nocy spędzonych z nim w jednym pokoju hotelowym...
Mimo internetowej, super nowoczesnej formy przekazu nic nowego pod słońcem. To było i w czasach kamiennych tabliczek, pergaminów, lampowych radioodbiorników, czarno-białej i kolorowej TV... Być może anonimowa forma prezentacji oferty, nie wymagająca osobistego stawiennictwa przed okienkiem w dziale ogłoszeń gazety, jest dla wielu ułatwieniem, sposobem wysłania komunikatu o gotowości uprawiania seksu za pieniądze bez konieczności ujawniania na początku swoich personaliów. Przypominam jednak o specyficznym, nadal elitarnym kręgu konsumentów Internetu. Większość "Atrakcyjnych blondynek..." i "przystojnych ...latków..." to ludzie młodzi, studenci lub absolwenci szkół średnich i wyższych, to przyszła kadra kierownicza, politycy, słowem, elita...
Lektura ogłoszeń towarzyskich może być wielce pouczająca również z innego względu. Większość ogłoszeniodawców to oczywiście mężczyźni. Przeważająca ich część szuka partnerki. Nie należą do rzadkości jednak ogłoszenia typu: "Przystojny 20-latek odda się pani w wieku..." lub "Student II roku pozna panią do lat...., która zaopiekuje się nim", albo "mam lat..., szukam sponsorki...". Czy chłopak, młody mężczyzna, który pisze, że "odda się kobiecie" aby na pewno posiada męską mentalność i cechy charakteru? Czy za przyswojeniem sobie słownictwa typowego dla kobiet nie kryje się już psychiczna zniewieściałość i ustawienie się w roli panienki zdobywanej przez energicznego i wyznaczającego reguły gry zalotnika? Obawiam się, że większość tych "oddających się" pochodzi z rodzin zdominowanych przez matki, z ojcem albo nieobecnym w procesie wychowania syna, albo usuniętym w cień... Jakimi mężami, ojcami i obywatelami będą 20-paroletni studenci szukający partnerki seksualnej, która "zaopiekuje" się nimi albo "zasponsoruje"... Przypominam kolejny raz. Jak do tej pory Internet nie jest domeną chłopaków spod budki z piwem, kibiców szalejących na stadionach czy kandydatów do kopania rowów melioracyjnych...
Studentka gotowa przespać się za "sponsoring" czy jej rówieśnik chcący "oddać się" kobiecie to nie tylko przyszli ojcowie i matki, to przy szła elita...
Jerzy Burliński
Wyświetlony 7425 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.