Wydrukuj tę stronę
sobota, 13 luty 2010 19:47

Kto rządzi światem?

Napisał
Kto rządzi światem? Dobre pytanie. Zanim na nie odpowiemy, należałoby jednak zastanowić się, co to w ogóle znaczy „rządzić światem”. W naiwnym wyobrażeniu władca świata, niczym jakiś król Maciuś Pierwszy, byłby kimś, kto mógłby spełniać wszystkie swoje zachcianki. Dosłownie – mógłby robić wszystko, co chce, oraz mieć wszystko, czego zapragnie. Jedno z drugim zresztą ściśle się wiąże: jeśli czegoś pragnę, a mam nieograniczoną władzę, to mogę zrobić wszystko, aby pragnienie to spełnić.

Czego jednak można chcieć? Z jednej strony, pragnienia czysto materialne, związane z mieszczańskimi marzeniami dość, łatwo zaspokoić i nie potrzeba do tego jakiejś absolutnej władzy, a często jedynie wystarcza odrobina sprytu. Z drugiej strony, jeśli ktoś, na przykład, zapragnie być genialnym malarzem, jak, powiedzmy, Caravaggio, to przecież wiadomo, że żadna posiadana władza nie pozwoli mu nim zostać. Ten drugi przypadek pokazuje, że rządzenie światem należałoby rozumieć w dość ograniczony sposób.

 
Przede wszystkim, co wydaje się oczywiste, istnieje rozległa sfera zjawisk, nad którymi po prostu władzy mieć nie można. Zacznijmy od banalnych przykładów zjawisk przyrodniczych: nie można mieć władzy nad ruchami planet (choć, oczywiście, można sobie wyobrazić, jak taka władza mogłaby wyglądać), nie można mieć absolutnej władzy nad ruchem cząstek elementarnych, nie można, jak na razie, mieć władzy nad zjawiskami klimatycznymi czy meteorologicznymi, co więcej, nawet nie można ich z całą pewnością przewidzieć. To właśnie przewidywanie leżało u podstaw wyobrażenia o ludzkiej władzy, które zaproponował twórca pozytywizmu August Comte: znać prawa natury, aby przewidywać, przewidywać, aby kontrolować, czyli rządzić. Jednak takie ograniczone do prognozowania rozumienie władzy wydaje się mało zadowalające: cóż z tego, że mogę przewidzieć katastrofę, skoro nie jestem w stanie jej powstrzymać?
 
Wygląda więc na to, że proste zjawiska przyrodnicze w większości wymykają się ludzkiej władzy. Ale czy ktoś, kto chce rządzić światem, faktycznie marzy o tym, aby niczym grecki Zeus kontrolować pioruny i wiatry? Taka wizja wydaje się równie naiwna, jak przekonanie, że władza nad światem polega na tym, iż człowiek jest w stanie wszystko mieć. Może zatem nie chodzi o kontrolowanie zjawisk naturalnych, ale zjawisk zachodzących w życiu społecznym? Wydaje się, że tu dotykamy istoty problemu. Rządzić światem, to inaczej mieć decydujący bądź nawet absolutny i wyłączny wpływ na ludzkie sprawy. Ten, kto rządzi światem, może ustanawiać i niszczyć władców, tworzyć i rozbijać państwa, wywoływać wojny i zaprowadzać pokój. Kontrolując globalne zjawiska społeczne, ma jednocześnie wpływ na wszystkie zjawiska lokalne. Tak wyglądałaby teoretycznie władza nad światem ? jako światem ludzkim. Czy ktokolwiek taką władzę posiada?
 
Zacznijmy od tego, że istnieje wielu ludzi, którzy przekonani są o tym, że ktoś światem rządzi, i to rządzi w sposób absolutny, choć ukryty. Nie musi chodzić o rządy jednej osoby ? może to być kilku władców, grupa ludzi, rodzaj syndykatu bądź tajnego stowarzyszenia kreującego zdarzenia polityczne. Na poszukiwaniu takich podziemnych władców można strawić życie, niczym na szukaniu skarbu templariuszy, zanim więc zacznie się przekopywać pobliski trawnik, warto zadać sobie pytanie, czy taka władza jest teoretycznie możliwa.
 
Niewątpliwie są tacy, którzy zrobiliby wiele, aby posiąść ten rodzaj absolutnej władzy nad ludzkimi sprawami, jaką przypisuje się stojącym w cieniu władcom świata. Historia ludzkości usiana jest przykładami jednostek dążących do zdobycia władzy absolutnej. Problem polega tylko na tym, czy ich pragnienia były możliwe do zrealizowania, czy też miały charakter megalomańskich urojeń, typowych dla pewnego gatunku szaleńców. Weźmy choćby pod uwagę sferę dóbr materialnych. Istnieją poglądy mówiące o tym, że można zapewnić wszystkim ludziom życie w dostatku pod warunkiem, że wszystkie nitki gospodarki trzymać będzie jeden, centralnie usadowiony planista lub zespół planistów. Rozwiązanie takie wprost zakłada możliwość posiadania całkowitej kontroli ? a więc absolutnej władzy ? nad sferą ekonomiczną i było w dziejach wielokrotnie przerabiane. I co? No cóż, rezultat był taki, że obiecany cel, a więc powszechny dobrobyt, nigdy nie został zrealizowany.
 
Przyczyny tego mogą być dwie: albo dobrobytu nie da się zaprowadzić poprzez centralne zarządzanie sferą gospodarczą, albo takiego centralnego zarządzania w ogóle nie da się sprawować. Najprawdopodobniej i jedno, i drugie: ponieważ nie da się centralnie rządzić sferą ludzkiej ekonomii, dlatego też jest to całkowicie chybiony sposób rozwiązywania ludzkich materialnych problemów. Teoretyczne argumenty za tym, że nie da się centralnie rządzić gospodarką sformułowali między innymi austriaccy ekonomiści, tacy jak Mises czy Hayek, praktycznych zaś dostarczyło samo życie. Zbyt wiele zmiennych, zbyt szybkie zmiany, brak kryteriów oddzielających zjawiska istotne ekonomicznie od nieistotnych (czy pełnia Księżyca ma wpływ na notowania giełdowe?), a wreszcie istotny element wolnej woli ? wszystko to sprawia, że ekonomia nie jest nauką ścisłą. Być może w ogóle nie jest nauką w sensie Comte?a, gdyż nie potrafi przewidywać. Gdyby potrafiła choćby w krótkim zakresie przewidywać wahania kursów walut czy akcji, to żaden ekonomista czy analityk nie musiałby za marne grosze wykładać na uczelni czy mądrzyć się w mediach, tylko żyłby z grania na giełdzie.
 
(?)
Wyświetlony 2799 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.