sobota, 13 luty 2010 19:54

Poza głównym nurtem - czyli z dala od kloaki

Napisane przez

Po dwudziestu latach ?transformacji? mamy w Polsce taką oto rzeczywistość, że jeśli dominujące media nazywają jakieś środowisko ciemnogrodem,to wiadomo, że zapewne chodzi o ludzi nieentuzjazmujących się marksizmem, koprofagią czy inną sodomią. Jeżeli ktoś obwieszczony zostaje moralnym autorytetem ? z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać można, że jest to wychowany przez sowieckich agentów z KPP szpicel na usługach GRU, WSI albo przynajmniej SB. O kimś okrzykniętym antysemitą prawie na pewno zaś wiadomo, że musi to być postać, na którą wrogie polskim interesom gremia właśnie urządzają polowanie.

 
III RP to takie państwo, w którym najwyższe stanowiska bez przeszkód piastować mogą ludzie swoje kariery zawdzięczający współpracy ze służbami zwalczającymi działalność niepodległościową. Dziennikarskie standardy wyznaczają byli propagandyści komunistycznego reżimu, faworyzujący następców tak samo jak oni dyspozycyjnych i w równym stopniu skłonnych sterować losami zbiorowości wbrew jej najżywotniejszym interesom. Towarzystwo przekształcone w oligarchię drogą zawarcia ?historycznego dilu? z marionetkami Moskwy, pomimo braku kwalifikacji etycznych i biograficznych, bez żenady potrafi głosić najbezczelniejsze nonsensy. Takie o sobie, jako kaście najbardziej zasłużonych, obdarzonych wyjątkowymi przymiotami, predestynowanych do bezwarunkowego przewodzenia Polakom, gdyż wiedzących lepiej od nich, co jest im do szczęścia potrzebne. Przekonane też o swym prawie do eliminowania z przestrzeni publicznej ośmielających się mieć pogląd inny od uprawnionych do posiadania poglądu. Stanisław Michalkiewicz należy właśnie do tych, których zgraja bufonów przekonana, że jest elitą, nie cierpi najbardziej.
 
Rozmówca Tomasza Sommera w czasach Gomułki ukończył prawo, lecz nie należał do sitwy. Tej samej, która i dziś wyznacza, komu wolno zostać radcą lub adwokatem, a komu nie. Odbył więc też studia dziennikarskie, lecz trudno mu było uprawiać ten zawód, gdyż w przeciwieństwie do lwiej części dzisiejszego Salonu nie zamierzał dołączać do szumowin opiewających władców z sowieckiego nadania. Trafił więc do opozycji, lecz i tu okazało się, że pewne grono zastrzegło sobie wyłączność na bycie opozycjonistą. Teoretycznie ludzie ci zwalczali panujący w PRL porządek, ale nie byli w stanie wyzwolić się z przynajmniej niektórych zasad marksizmu. Idei wyznawanej w ich gronie od pokoleń i zarówno wtedy, jak i dziś skutkującej rozumkowaniem monopolistyczno-koncesyjnym. W efekcie działalność Michalkiewicza w drugim obiegu wydawniczym zagrożona była nie tylko przez PRL-owskie służby specjalne. Groźna też mogła być nieprzychylność dysydentów wywodzących się z PZPR i jej okolic, którzy w latach osiemdziesiątych powracali w objęcia właścicieli PRL-u, niczym biblijny syn marnotrawny. O manewrze tym Michalkiewicz pisze: chodziło o to, by opozycja dopuszczona do salonów była właściwa (...). Z protokołów pułkownika SB Jana Lesiaka autor wyczytuje następującą ofertę Jacka Kuronia: jeżeli władza dyskretnie pomoże nam w eliminacji ekstremy z podziemnych struktur ? to my udzielimy władzy gwarancji zachowania pozycji społecznej i tego, co tam sobie nakradła. I rzeczywiście ? kiedy w 1987 r. do więzienia trafił Kornel Morawiecki, a potem Andrzej Kołodziej, Amnesty International dowiedziała się, że to terroryści, w obronie których występować nie należy. Z kolei z zagrabionych majątków żaden dygnitarz nie zwrócił ani grosza. W wywiadzie-rzece znajdujemy też wyjaśnienie sedna toksycznego porządku, panującego dziś w naszym kraju. Jest nim prawdziwa konstytucja III RP, wg której obydwie strony okrągłego stołu zablokowały możliwość pozbycia się agentury w strukturach państwa. Ogólnie rzecz biorąc, duże wpływy służb specjalnych nie muszą być dla państwa złe. Być może z korzyścią dla RFN działają służby niemieckie, a dla Rosji postsowieckie. W przypadku Polski jest jednak inaczej. O wojskowych służbach informacyjnych wiadomo na pewno, że były pod całkowitą kontrolą obcego mocarstwa i to dla niego pracowały. Rosjanie nie muszą się obawiać, komu służy dawne GRU i KGB, tak jak Izrael może być pewien patriotyzmu i lojalności Mosadu. Wojskowy wywiad i kontrwywiad PRL składał się jednak z ludzi pracujących dla Moskwy. Trudno liczyć, że te tysiące rozstawionych w kluczowych miejscach agentów ?przeorientowały się na Warszawę?.
 
Michalkiewicz przypomina, że przemiany gospodarcze nie zaczęły się reformą Balcerowicza. Już kilka miesięcy przed okrągłym stołem rząd Rakowskiego wprowadził reformę Wilczka, dającą większe swobody, nawet od istniejących obecnie. Uczynił to nie dla obywatelskich wolności, lecz by umożliwić komunistycznym dygnitarzom dokonanie ostatniego kroku, oznaczającego wejście w prywatne posiadanie najlepszych fragmentów majątku narodowego. Rola Balcerowicza polegała głównie na tym, by w przeciwieństwie do nomenklatury nie uwłaszczyło się społeczeństwo. Równe prawa dla komunistów i dla Polaków mogły przecież oznaczać, że rozrastającym się fortunom postkomuny towarzyszyć mogła jakaś konkurencja. Mało, że komuniści nakradli. Swą grabież utożsamili z kapitalizmem, dyskredytując w oczach milionów samą ideę wolnego rynku. Ekonomiczny system III RP Michalkiewicz nazywa kapitalizmem kompradorskim, w którym o szansach decyduje nie praca i talent, lecz przynależność do sitwy.
 
Jakie są perspektywy Polski wobec takiej diagnozy? Zdaniem najbardziej znienawidzonego przez Salon publicysty ? spodziewać się możemy kolejnych wykwitów degrengolady i coraz groźniejszych ciosów. Nie jest przypadkiem, że media nastawione na realizację obcych interesów coraz bardziej skupiają się na wyszukiwaniu, fabrykowaniu i nagłaśnianiu rzekomego polskiego antysemityzmu. Ta inwestycja trwa już długo i kiedyś będzie musiała komuś przynieść wymierne korzyści. W jakimś też celu rząd RFN, za pośrednictwem np. Fundacji Adenauera, utrzymuje w Polsce liczne instytucje, służące urabianiu takiej a nie innej opinii publicznej. Wiele potężnych podmiotów z krajem naszym wiąże interesy, raczej niezbieżne z naszymi. Czy Polska ma więc szanse wobec takiej konstelacji politycznych faktów? Tak ? o ile zdoła wypromować własną elitę, prawdziwą i godną swej nazwy. Pierwszym krokiem mogłoby tu być po prostu kupowanie gazet i książek tych, dla których interes narodowy jest bez wątpienia jedną z naczelnych wartości.
 
T. Sommer, Michalkiewicz. Nie bójcie się prawdy! Wywiad Rzeka z Najbardziej Niepoprawnym Politycznie Polskim Publicystą, Biblioteka Wolności, 3S Media, Warszawa 2009.
 
Wyświetlony 2085 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.