sobota, 13 luty 2010 19:56

Polski międzyczas: 1939-1989. Profesor Marian Grzybowski

Napisane przez
Pierwszy września oraz siedemnasty dzień tego  samego miesiąca przed 70 laty rozpoczęły w Polsce epokę, która nie zakończyła się ósmego maja roku 1945, a dopiero dwadzieścia lat temu, w roku 1989, porozumieniami tzw. okrągłego stołu i jego konsekwencjami przyznającymi nam niepodległość na miarę końca XX wieku.
Rocznicy tej towarzyszyły liczne wystąpienia historyków, nawet i spory, kłótnie. Niestety, ograniczały się głównie do lat 1939-45. A i sięgając dalej, stwarzały wrażenie jakby były czynione przez wnuków/wnuczki autorów Manifestu PKWN czy ojców-założycieli, w roku 1952, PRL. Pomimo upływu dwudziestu lat, czasu "cokolwiek by się powiedziało" swobody wypowiedzi, ciągle istnieją całe obszary niedotknięte okiem badacza. Lub dotknięte tak pobieżnie, że można być pewnym, iż działanie to było tylko pozorem.
Do takich spraw, coraz to nagłaśnianych, a jednocześnie w sposób ewidentny zamiatanych pod dywan, należy:

 

Przypadek profesora Mariana Grzybowskiego
Bardzo pojedynczy przypadek. Z roku 1949. Roku, w którym podobnych przypadków śmierci w tajemniczych okolicznościach, było w Polsce kilkadziesiąt tysięcy. Sprawie tej przyglądam się od wielu lat. Po raz pierwszy usłyszałem o niej jako nastolatek (lata 60.). Mówiło się wtedy o donosie jako przyczynie aresztowania tego znanego przedwojennego jeszcze lekarza dermatologa. Donos ten miał być złożony przez jego następczynię, p. Jabłońską. W latach 70., będąc asystentem reżysera Andrzeja Titkowa przy serialu ?Lekarze?, miałem okazję poznać gabinet ? jedno z wnętrz ?grających? w owym filmie ? wspomnianej Jabłońskiej, wtedy mającej od lat tytuł profesora, szefowej Kliniki Dermatologii. Przyznam, że z tzw. zapartym tchem podziwiałem obrazy wiszące w owym gabinecie. M.in. były tam płótna Witkacego. I ani się domyślałem, że jest to ?spadek? po Grzybowskim.
 
Sprawa powróciła do mnie kilka lat temu, w roku 2004, gdy na rynku księgarskim pokazała się książka Marka Wrońskiego pt. ?Zagadka śmierci Profesora Mariana Grzybowskiego?. Stwarzała nadzieję, nawet już swym tytułem, poważnej, merytorycznej publikacji. Niestety, wystarczyło kilkanaście stron lektury, a... król okazywał się nagi!
 
?Zagadka...? mało, że w swym przesłaniu szybko okazywała się bardzo dwuznaczna, to i jako książka, równie szybko, okazywała się źle napisana. A często nawet i niezbyt mądra. Jak np. w momencie gdy informowała: Trudne warunki życia [za okupacji niemieckiej] zmuszały wiele kobiet do prostytucji. Stwierdzenie to stanowi niewątpliwie rewelację historyczną: jak dotąd żaden badacz okupacji niemieckiej w Polsce nie odnotował jakiegoś ówczesnego, szczególnego nasilenia prostytucji.
 
Książka jest równocześnie obarczona wieloma, podstawowymi błędami, jak np. ? uparte ? nazywanie własowcami jednostek rosyjskojęzycznych działających w czasie Powstania w Warszawie! Osobnicy, o których Wroński wspomina, to wojsko Kamińskiego, z żołnierzami gen. Własowa niemające nic wspólnego! A jakim oprychem był ów Kamiński, najlepiej świadczy fakt, że sami Niemcy, nie mogąc nad nim zapanować, zastrzelili go, po wcześniejszym wciągnięciu w zasadzkę.
 
Omawiając jakość książki, nie sposób nie zwrócić uwagi na nieprecyzyjność autora, nagminne używanie przez niego terminów w rodzaju: ?jakoś?, ?podobno?, ?zapewne?, ?wydaje się?...
 
Ale nie to jest najważniejsze w tej książce, najważniejsze jest totalne zachwianie proporcji w traktowaniu przez autora postaci przez siebie opisywanych.
 
W rezultacie, książkę tę ? np. niżej podpisany ? odczytuje jako oczywistą próbę wybielenia i nobilitowania osoby, którą wielu świadków epoki, tamtych wydarzeń, uważa za głównego sprawcę śmierci profesora. Tj. pani Jabłońskiej.
 
Dysproporcje
I tak, według autora książki, dla profesora Grzybowskiego, w każdym momencie dziejów, w każdym układzie politycznym, najważniejsze było robienie pieniędzy! Tak przed wojną, jak i w jej trakcie, gdy w mieszkaniu matki urządził gabinet: gdzie przyjmował prywatnych, odpowiednio płacących pacjentów. Nie zarzucił tego i po wojnie: Popołudniami w swoim gabinecie na parterze Kliniki Dermatologii przyjmował pacjentów prywatnie. W tym samym czasie w ambulatorium Kliniki lekarze przyjmowali pacjentów z tzw. Ubezpieczalni. Znaczy się: on za kasę, pozostali za darmo! Z relacji Wrońskiego można być pewnym, że Profesor nie miał problemu z żadną władzą. Z każdą potrafi się dogadać! Innymi słowy ? uzdolniony koniunkturalista!
 
Natomiast Jabłońska, wedle autora, to osoba, której nazwisko jest powszechnie znane wśród lekarzy dermatologów na świecie. Autor jest pewien, że to profesor Stefania Jabłońska utworzyła szkołę dermatologii warszawskiej. A jej prace cytowano ponad 8 tysięcy razy, co powoduje, że prof. Jabłońska zajmuje 5 miejsce wśród wszystkich polskich uczonych[podkr. p. Wrońskiego ? przyp. G.E.] pod względem liczby cytowań na świecie.
 
Ponieważ jednak od faktów zawartych w życiorysach, w tego rodzaju pracy nie da się uciec, Wroński musi choć trochę do nich nawiązać. I np. niewątpliwie musi wspomnieć, że Jabłońska studia medyczna rozpoczęła w Warszawie w roku 1938 jako Rachela Ginzburg. Kontynuowała je we Lwowie. W 1945 dotarła z wojskami sowieckimi do Wiednia, pracując, jak enigmatycznie informuje autor, w jednostkach wewnętrznych NKWD. Do Polski wróciła w 1946 roku, i wtedy pojawiła się w ekipie profesora Grzybowskiego. W grudniu owego 1946 roku Jabłońska podjęła dodatkową pracę ? jak podaje akceptująco Wroński ? w areszcie na ul. Rakowieckiej. I tam, jak pisze, musiała uczestniczyć przy wykonywaniu wyroków śmierci na wrogach ustroju. Ale bardzo to przeżywała! ? zapewnia jeden ze świadków cytowany przez autora, potraktowany przezeń jak najbardziej na serio!
 
W roku 1947 przepisy zmusiły ją do nostryfikowania dyplomu lekarskiego. Uczyniła to w roku 1949, i to nie, jak pozostali studenci uczelni lwowskiej lat 40., na Uniwersytecie Krakowskim, a na świeżo otwartej Akademii Lekarskiej w Gdańsku. Jej egzaminatorem z najważniejszego przedmiotu, był prof. S. Manczarski. Bardzo uważny czytelnik (ponieważ sam autor tego faktu nie kojarzy) po kilkuset stronach książki wyczyta informację, że prof. Manczarski był w tym czasie kierownikiem gdańskiego Zakładu Medycyny Sądowej. Czyli był kolegą z pracy w ?resorcie? (MBP) Jabłońskiej. Można więc mniemać, że wybór uczelni gdańskiej na miejsce egzaminu nie był np. efektem niechęci Jabłońskiej dla Plantów krakowskich! Już prędzej niepewności Jabłońskiej co do poziomu swej wiedzy! Niestety, tego mniemania nie znajduję u autora analizowanej książki! A nie ma obowiązku wertowania książki w te i wewte, by ustalać prawdę, by konfrontować różne, sprzeczne wersje!
 
Jabłońską, jak informuje autor, w karierze wspomagają przyjaciele. Sami zresztą fachowcy, jak Wroński gorliwie zapewnia. Np. taki Z. Grynberg, mało, że sprawny urzędnik Ministerstwa Zdrowia, to jednocześnie wybitny praktyk. Także jako lekarz był niezrównany: zawsze miał czas dla pacjenta i słuchał go z uwagą. Ten to człowiek ? jak pisze oburzony Wroński ? został zaatakowany przez ?ppłk.? Światłę, który zeznawał na Zachodzie: W roku 1952 wyszła na jaw bardzo nieprzyjemna afera. Brat żony Bermana, Grunberg [chodzi o Z. Grynberga ? przyp. G.E.], był dyrektorem departamentu w Ministerstwie Zdrowia. Afera polegała na tym, że popełniono ogromne nadużycia na ciężkie miliony złotych z lekarstwami sprowadzanymi z zagranicy, głównie z penicyliną i streptomycyną. Dysponentem tych lekarstw był Grunberg. Miały one iść do aptek dla chorych. Grunberg przydzielał je do aptek, to prawda, ale swoim zaufanym ludziom, którzy natychmiast sprzedawali te lekarstwa na czarnym rynku i płacili Grunbergowi za to grube procenty. Wroński słowa Światły nazywa paszkwilem. A jest tego pewien, ponieważ kilku starszych wiekiem lekarzy zapewniło go, że dr Grynberg miał czyste ręce.
 
Innym mecenasem, mentorem i przyjacielem Jabłońskiej był Walenty Titkow. Także absolwent studiów medycznych w CCCP. Od 1944 roku pracownik komendy głównej Milicji Obywatelskiej. Od 1948 r. w Ministerstwie Zdrowia. W 1950 roku został sekretarzem ds. propagandy KW w Katowicach, następnie w Krakowie itd., Itp.
 
(?)
Wyświetlony 4903 razy

Najnowsze od Grzegorz Eberhardt

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.