Wydrukuj tę stronę
sobota, 13 luty 2010 20:29

Unia Europejska na drodze do moralno-ideologicznej dyktatury - dyskusja

Napisane przez
W Unii Europejskiej pojęcie "dyskryminacji" staje się coraz bardziej pojemne, stosuje się je do coraz to nowych sytuacji społecznych i ekonomicznych, cały czas dodaje się nowe kryteria "dyskryminacji", rozszerza się obszary, na których musi obowiązywać jej zakaz.

We wszystkich krajach Unii Europejskiej ustawowo zakazane jest nierówne traktowanie z powodu pochodzenia etnicznego, płci, seksualnych preferencji, religii, światopoglądu, wieku i wszystkich rodzajów niepełnosprawności. Jak wiadomo, konstytucje wszystkich demokratycznych państw prawa zawierają (w nieco innych wariantach) nakaz równego traktowania obywateli wobec prawa lub odpowiedni zakaz nierównego traktowania. W Niemczech, na przykład, artykuł trzeci konstytucji zakazuje jakiegokolwiek uprzywilejowywania lub gorszego traktowania osoby ze względu na pochodzenie, płeć, wyznanie itd. Należy zatem zapytać, dlaczego władze w Brukseli tak naciskają na wprowadzanie dodatkowych ustaw, rozporządzeń czy przepisów. Odpowiedź na to pytanie otworzy przed nami wywołującą autentyczne przerażenie otchłań totalitarnego pojmowania prawa.

 
Wymienione wyżej zakazy i nakazy umieszczone w narodowych konstytucjach są jak najbardziej potrzebne, wręcz niezbędne. Równość obywateli wobec prawa jest podstawowym filarem państwa prawa. Państwu jako jedynemu prawowitemu posiadaczowi monopolu przemocy nigdy nie wolno nadużywać tej potencjalnie niebezpiecznej władzy do nierównego ? a więc arbitralnego ? traktowania swoich ?poddanych?. Jeśli już istnieć ma możliwość grożenia użyciem siły, a także ? w koniecznych przypadkach ? jej realnego użycia, to przynajmniej wobec wszystkich obywateli jednakowo, według takich samych reguł. Ale uwaga! Zakaz nierównego traktowania odnosi się wyłącznie do stosunku państwo (monopolistyczny dysponent siły) ? obywatel, a nie do stosunków pomiędzy obywatelami. Jeden człowiek nie ma uprawnień do stosowania przymusu, używania przemocy, panowania nad innymi ludźmi. Ich interakcje muszą mieć zawsze charakter pokojowy i ? w określonych przypadkach ? ograniczać się do dobrowolnie zawieranych umów. Dlatego zasada równości nie obejmuje życia prywatnego ludzi, a w każdym razie nie jako wiążące prawnie, narzucane i sankcjonowane przez państwo reguły. Wszyscy ludzie są różni, mają różne upodobania i antypatie, różne życzenia, potrzeby, cele, doświadczenia, wyobrażenia, poglądy, umiejętności itd. Wszyscy podlegają najrozmaitszym koniecznościom życiowym i muszą dostosowywać się do najrozmaitszych okoliczności, różne jest położenie materialne, rodzinne, zawodowe, społeczne. Dlatego zgodnie z naturą rzeczy do istoty człowieczeństwa i do nieusuwalnych składników życia człowieka należy to, że rozmaicie ocenia i odnosi się do innych ludzi. Przymuszanie ludzi do tego, aby równo traktowali siebie nawzajem, zdusiłoby spontaniczność życia, zabiłoby wolność i sparaliżowało wolę działania. Jeśli ludzie mogliby przeżyć w takim systemie społecznym, to tylko jako podobni do mrówek, pozbawieni indywidualnej osobowości i człowieczeństwa niewolnicy. Dokładnie w tym kierunku idą zakazy dyskryminacji forsowane przez brukselskich inżynierów społecznych. Obejmują one takie dziedziny, jak zatrudnienie, edukacja, bezpieczeństwo socjalne, opieka zdrowotna, dostęp do dóbr, usług i mieszkania, czyli rozciągają się na płaszczyznę społeczną i zawodową, a tym samym na sferę życia prywatnego i cywilnego. Dąży się ponadto do odwrócenia normalnie obowiązującej zasady, że na pokrzywdzonym spoczywa ciężar dowiedzenia krzywdy: nie rzekomo pokrzywdzony winien udowodnić fakt ?dyskryminacji?, ale obwiniony ?dyskryminator? musi udowodnić, że nie miał zamiaru dokonać aktu ?dyskryminacji?.
 
Gdyby chcieć niedorzeczną, lansowaną w Unii Europejskiej interpretację pojęcia ?dyskryminacji? doprowadzić do absurdu, to okazałoby się, że wybór przez mężczyznę jednej kobiety na żonę oznacza dyskryminacje wszystkich pozostałych, wybór męża przez kobietę ? wszystkich pozostałych mężczyzn, pójście do jednej restauracji ? dyskryminację wszystkich pozostałych restauratorów. Każdy człowiek, zawierając umowę z jakimkolwiek innym człowiekiem, dyskryminowałby wszystkich innych ludzi. Ale u podstaw praw antydyskryminacyjnych leży właśnie taki absurd. Tworzą one na wskroś socjalistyczną konstrukcję myślową, prawną i socjalną, opartą na kompletnie perwersyjnej koncepcji człowieka, grożącą likwidacją prywatnej autonomii i wolności umów, czyli jądra indywidualnej wolności. Ich zwolennicy przyznają nawet, że chodzi o ingerencję w sferę prywatną, twierdzą jednak, że jest to konieczne, ponieważ ?nieograniczona autonomia prywatna? implikuje ?prawo silniejszego?. ?Decyzja polityczna? ma rozstrzygać o tym, czy jednostce wolno, czy też nie wolno traktować nierówno swoich bliźnich. Jeśli zedrzemy kamuflaż humanitarnych frazesów, odsłoni się prawdziwy sens tych posunięć: kadry partyjne, biurokraci, funkcjonariusze zorganizowanych grup interesów uzurpują sobie ? w imię strzeżonej przez siebie ?wyższej moralności? ? prawo do decydowania o prywatnych stosunkach wszystkich obywateli. Tym samym jednostka ulega kolektywizacji, w miejsce państwa prawa i społeczeństwa obywatelskiego przychodzi totalitarne państwo moralno-ideologiczne. Prawo prywatne bez wolnego wyboru partnera umowy jest prawem tylko z nazwy, niemającym ani treści, ani mocy.
 
(?)

Tłum. Tomasz Gabiś

Wyświetlony 7292 razy
Roland Baader

Najnowsze od Roland Baader

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.