sobota, 13 luty 2010 20:51

Od Redakcji

Napisane przez
 
Sądowa sprawa nieszczęsnej Alicji Tysiąc, która przecież jedynie domagała się aborcji, a została skrzywdzona posądzeniem, że chciała śmierci swojego dziecka, byłaby godna kabaretu, gdyby nie dotyczyła tak ponurego procederu. Wszakże postawa wysokiego sądu na ?godność? tę w pełni zasłużyła.
Trzeba przyznać, że wkład sędziny Ewie Soleckiej w skompromitowanie i ośmieszenie polskiego wymiaru sprawiedliwości jest spory. Jeśli sprawia ona wrażenie, że nie rozumie czytanego przez siebie tekstu, a logikę zastępuje cytowanymi bezmyślnie sloganami, to trudno podejrzewać, iż z takimi intelektualnymi predyspozycjami przebrnęła przez nie najłatwiejsze przecież studia prawnicze, aplikacje itd. Skoro jednak przebyła kolejne piętra kariery, to obecne jej postępowanie wytłumaczyć można jedynie młodzieńczą (hm!) zgrywą albo ideologicznym zaślepieniem. A ani jedno, ani drugie nie przystoi przecież osobie sprawującej tak ważną funkcję społeczną. To, że sama na tym zyskała jedynie poklask ideologicznych przyjaciółek, tracąc jednocześnie twarz sędziego kierującego się prawem i poczuciem sprawiedliwości, to jej wybór. Dla chwilowej radości (bo przecież ten absurdalny wyrok jest nie do utrzymania) feministek Ewa Solecka nie zawahała się jednak wystawić na szwank i tak nadwerężony prestiż polskiego sądownictwa. Bardzo źle jest, gdy zacierana jest granica między frontową bojowniczką ideologiczną a sędzią, szafarzem ludzkich losów. Fatalnie jest, gdy sędzia, wydając wyroki, kieruje się własnymi uprzedzeniami i przesądami.
 
Władza sądownicza nie podlega w Polsce społecznej kontroli, jest niezawisła, a sędziowie z wielkim oburzeniem przyjmują nawet nieśmiałe próby porządkowania ich podwórka (jak choćby dążenie do odsunięcia od orzekania sędziów splamionych politycznymi wyrokami stanu wojennego). Tym większa jednak odpowiedzialność spoczywa na tych osobach, które chcą uczciwie i poważnie sprawować powierzoną im funkcję wyrokowania o ludzkich sprawach. Przed Ewą Solecką otworem na pewno stoi kariera bojowniczki o postęp w szeregach organizacji feministycznych pasożytujących na państwie polskim, wątpić należy natomiast, czy ktokolwiek przytomny zechce przyznać jej prawo orzekania w sprawie mającej jakieś większe znaczenie społeczne. Spaliła za sobą mosty.
 
Redakcja
 
Wyświetlony 8542 razy

Więcej w tej kategorii: Tu nie mówi się po polsku »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.