sobota, 13 luty 2010 21:58

Niemcy, Niemcy ponad wszystko

Napisane przez
Orzeczenie niemieckiego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe pogrzebało ideę unijnej integracji w kształcie zapisanym w Traktacie Reformującym. Pora, by polski rząd i polski parlament przyjęły powyższe do wiadomości i zaczęły efektywniej dbać o polski interes narodowy oraz polską rację stanu.

 

Przypomnijmy. Zaczęło się przeszło rok temu, gdy wynikające z Traktatu Lizbońskiego ograniczenia kompetencji krajowych parlamentów niektórym Niemcom wydały się zbyt daleko idące. Zaprotestowali więc ? i rok później rozbłysło w Europie światło: Federalny Trybunał Konstytucyjny uznał racje skarżących za zasadne. Co prawda orzekł, że Traktat Lizboński można nad Szprewą przyjąć, zatem prezydent Horst Köhler będzie mógł w końcu podpisać dokument ratyfikacyjny, wszelako nie wcześniej, niż po uprzednim przyjęciu ustawy, gwarantującej niemieckiemu parlamentowi pozycję suwerena.
 
Równi i równiejsi
 
Mało tego. Trybunał stwierdził, że kontynuowanie procesu integracji do stanu prawnego federacji na dotychczasowych zasadach jest niedopuszczalne, ponieważ Unia to związek suwerennych państw narodowych, i nic ponad ten związek. Zatem gdzie jak gdzie, ale w Niemczech decyzja o wstąpieniu do federacji będzie wymagała przeprowadzenia referendum ? dokładnie tak, jak zakłada niemiecka Konstytucja.
 
No cóż. Irlandczyków przymuszono do powtórzenia głosowania, bo demokracja demokracją, ale skoro wybrali źle, sprzeciwiając się utracie niepodległości, powinni oczywiście zmienić zdanie. Tym niemniej wiadomo, że Irlandia to jedno, a niemiecki Trybunał Konstytucyjny to zupełnie, żeby tak rzec, inna para sandałów. Jakoś nie było słychać z Brukseli głosów o ponowne przemyślenie kwestii traktatu przez niemieckich sędziów. Wiadomo: unia unią, ideały ideałami, ale są równi i równiejsi. Równym prawa dekretuje się odgórnie, równiejsi sami własne prawa ustanawiają.
 
Przy tym okoliczność, że między Renem a Odrą nikt nie rozważał, co Paryż, Londyn czy Rzym w tej sprawie powiedzą, naprawdę można oklaskiwać z całego serca. Ot, liczył się niemiecki interes narodowy i niemiecka racja stanu, zdefiniowane dawno temu i twardo.
 
Trybunał w Karlsruhe potwierdził, że na terytorium Niemiec prawem nadrzędnym jest prawo niemieckie. Że uregulowania unijne będą obowiązywały w Niemczech tylko wtedy, jeśli suweren, naród niemiecki, konkretnie zaś jego reprezentanci skupieni w parlamencie, wyrażą na te uregulowania zgodę. Że to niemiecki Trybunał Konstytucyjny jest organem orzekającym, które z unijnych ustaw są zgodne, a które niezgodne z niemiecką konstytucją. Że Bruksela może, co prawda, stanowić prawo, ale w Niemczech moc obwiązującą temu prawu nadać może wyłącznie niemiecki sejm.
 
Tako rzecze trybunał
 
Z naszej, nadwiślańskiej perspektywy, rozstrzygnięciem niezwykle interesującym wydaje się fakt, że rząd niemiecki ? władza wykonawcza ? nie będzie mógł wyrazić zgody na przyjęcie unijnych zobowiązań bez akceptacji parlamentu, czyli władzy ustawodawczej.
 
Co więcej, w wypadku ewentualnych czy to konfliktów, czy też skarg, adresowanych do unijnych instytucji, takich jak Europejski Trybunał Sprawiedliwości, to nie te instytucje będą rozstrzygały kwestie sporne, lecz niemiecki Trybunał Konstytucyjny ? czyli zupełnie inaczej, niż to zapisano w Traktacie Reformującym. Innymi słowy, cokolwiek mogłoby naruszyć zdefiniowane przez Niemców interesy, będzie mogło być zgodnie z prawem odrzucone.
 
Werdykt trybunału stanowi również, że Unia nie może sama sobie definiować kompetencji ani w jakimkolwiek wymiarze rozszerzać kompetencji przekazanych przez poszczególne państwa. W szczególności nie może naruszyć suwerenności Niemiec w żadnej kwestii: czy to w sprawach prawa karnego czy rodzinnego, czy uregulowań dotyczących kwestii podatkowych, ani tych odnoszących się do policji czy wojska. Ale to tylko przykłady: w opinii wielu specjalistów od prawa międzynarodowego, orzeczenie Trybunału niemal całkowicie ?rozbroiło? kompetencje Traktatu Lizbońskiego na terytorium Niemiec.
 
Swoją drogą, zastrzeżenia Trybunału w Karlsruhe to nie wszystko, albowiem wiele środowisk politycznych znad Szprewy chce obecnie jeszcze czegoś więcej. Pragną mianowicie wymóc od rządu RFN zobowiązanie, by zgoda parlamentu wymagana była dla każdej decyzji podejmowanej przez tenże rząd na szczeblu unijnym oraz, by w kwestiach najistotniejszych każdorazowo rozpisywać referendum. Zrodził się również postulat, że do niemieckiej konstytucji warto wprowadzić wymóg stanowiący, że stanowisko Bundestagu w kwestiach dotyczących polityki europejskiej będzie dla rządu wiążące.
 
Narzucone prawa
 
Reasumując, Europa otrzymała ze strony Berlina bardzo wyraźną deklarację niepodległości: na terenie Niemiec prawo może ustanawiać wyłącznie państwo niemieckie, a sedno niemieckiej państwowości nie może zostać naruszone.
 
 No a teraz proszę zerknąć, co na temat suwerenności Polski ma do powiedzenia Konstytucja Rzeczypospolitej. Na początek proponuję artykuł 4., który w punkcie pierwszym powiada, że Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu, by zaraz potem dodać, że Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio. Weźmy z kolei artykuł 91., ustęp trzeci: Jeżeli wynika to z ratyfikowanej przez Rzeczpospolitą Polską umowy konstytuującej organizację międzynarodową, prawo przez nią stanowione jest stosowane bezpośrednio, mając pierwszeństwo w przypadku kolizji z ustawami.
 
Jakim sposobem jedno z drugim daje się pogodzić, to tajemnica dla przeciętnego umysłu nieodgadniona. Niemniej nieodgadniona czy nie, i tak obowiązuje.
 
 I co tu jeszcze w sprawie polskiej niepodległości dodawać? Komentując wyrok niemieckiego TK Stanisław Michalkiewicz precyzuje rzecz słowami: taka jest różnica między państwem poważnym a państwami pozostałymi.
 
W istocie, fakty są nieubłagane: w Polsce już blisko 80 procent ustaw narzucanych jest Polakom z zewnątrz, a naród ? wedle Konstytucji RP suweren na polskiej ziemi ? nie ma możliwości ich kwestionowania. Gdy Traktat Reformujący wejdzie w życie, sytuacja jeszcze się pogorszy. Sejm Rzeczypospolitej na powrót przekształci się wówczas w maszynkę do głosowania.
 
(?)
Wyświetlony 4706 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.