poniedziałek, 15 luty 2010 21:54

Notes z Bagdadu

Napisane przez
Jusuf al.-Barii powoli sylabilizował litery napisane w dziwnym języku. Trzymał w ręku dość duży notes, który trzy dni wcześniej wyciągnął z kieszeni amerykańskiego najemnika z firmy ochraniającej konwój do Basry.
Zanim go wyciągnął, poderżnął ciężko rannemu, starszemu mężczyźnie gardło. W oczach umierającego nie widział nienawiści, raczej jakąś dziwną ulgę. Jego oddział od wielu dni polował na niewielkie konwoje, nieochraniane przez regularne wojska ?krzyżowców?, czyli Amerykanów i ich sojuszników, którzy najechali jego boską ojczyznę już trzy lata temu. Na autostradzie trafiały się czasem ciężarówki wiozące przeróżne dobro ochraniane przez prywatne firmy. Ochroniarzami zwykle byli różnego rodzaju zabijacy, najczęściej byli komandosi i żołnierze sił specjalnych, dobrze uzbrojeni i wyszkoleni, ale niedysponujący wozami pancernymi i rzadko pilotowani przez śmigłowce. Tym razem konwój był niewielki, dwa samochody z ochroną, trzy ciężarówki, razem 14 ludzi. Celny strzał z poczciwego rosyjskiego granatnika rozwalił samochód jadący na czele kolumny, snajper zastrzelił dwóch kierowców z następnych ciężarówek, a reszty dokonały serie z broni maszynowej. W pięć minut z pięciu samochodów zostały płonące wraki. Jusuf osobiście zarżnął wszystkich jeńców, odcinając im głowy długim ciężkim nożem, który kiedyś, dawno temu, dostał w prezencie od jakiegoś Kubańczyka szkolącego go w walce wręcz w tajnej bazie wojskowej gdzieś w głębokich lasach na północy Polski.
 
Jusuf powoli składał litery w wyrazy, wyrazy w zdania. Tekst, który czytał, nie był tekstem angielskim. Powoli przypomniały mu się te zielone lasy, te jeziora i te długonogie blondynki okupujące każdy korytarz w teoretycznie wojskowym hotelu na warszawskim Bemowie. Tak to był tekst w języku kraju, w którym spędził najszczęśliwsze trzy lata swojej młodości. Pamiętał dokładnie rok 1984, kiedy to za 10 dolarów wybierał sobie na noc dziewczynę spośród 30 chętnych niebieskookich piękności. Kochany ?ojczulek? Saddam skierował go do tego kraju na specjalne szkolenie w Wojskowej Akademii Technicznej. To była teoria, naprawdę szkolił się w ośrodku sił specjalnych. Uczono go zabijania?, a czasem też innych bardzo pożytecznych rzeczy. Polki nauczyły go dość biegle mówić w ich języku, w końcu przez jego łóżko w ciągu trzech lat przewinęło się ich ze 200, sam nauczył się czytać teksty drukowane, ale z pisownią miał zawsze kłopoty. Nie potrafił myśleć jak ci dziwni ludzie, więc gdy pisał to automatycznie jego ręce malowały barwne krzaczki arabskiego alfabetu.
 
Litery w notesie były mocno wyblakłe, atrament wypłowiał i miejscami rozlewał się na papierze w nieczytelne plamy. Jusuf, bardziej z ciekawości, niż z jakiejkolwiek innej potrzeby, powoli złożył sobie w głowie pierwsze zdania:
 
?.a więc siedzę w kabinie tej pieprzonej balii i nudzę się śmiertelnie?. Wachtę skończyłem 2 godziny temu, do następnej mam prawie 10? i co tu robić. Gorąco jak cholera, spać nie można? i jeszcze ta maszyna? chyba dobra maszyna. Statek płynie te 18 węzłów, a wszystko drży i rytmicznie terkoce, nawet mój mózg też od tego cholerstwa drży?. Pojutrze będziemy w Montevideo, potem dookoła Ameryki, Horn i do Japonii? Mam dość tych podróży? jest noc i mam myśli czarne jak ona. Cholera, szkoda, że człowiek do szkół nie chodził zbyt długo, bo może bym lepiej potrafił to opisać?
 
I ta fala miarowa, krótka, jakby ktoś rytmicznie w blaszany kocioł walił? zwariować idzie. Lepiej walnę się na koje i może usnę?.
 
?trzeba się wyspowiadać. Napiszę wszystko po kolei i może dam komuś ten list, ? albo nie?, nie wiem?, wrzucę go w butelce do morza, tylko po co się trudzić, jak nikt go nie przeczyta? Ach ta cholerna fala, niby usypia, a spać nie daje? rozleniwia i nachodzą człowieka straszne myśli.
 
?Mam 42 lata i to wszystko co mam. Straciłem wszystko, najbliższych, nadzieję, wiarę,. Dom? wszystko. Mam tylko życie, jakieś gołe i straszne?
 
Już trzy lata minęły od śmierci Krysi. Piękną córkę miałem, blondynkę o oczach koloru jasnego piwa, bardzo nietypowych? a zresztą co tu będę ją opisywał, ci, którzy ją znali, zapamiętali ją na zawsze, a innym jej uroda jest chyba obojętna?. Swoje wypłakałem, coś się we mnie spaliło w środku i nie potrafię już płakać, nawet jej już nie czuję przy sobie? Zostało wspomnienie blade i odległe, i ta fotografia, co ją noszę w portfelu? Wszystko mija i nic nie wraca?
 
?wyrzuciłem za burtę jej fotografię? słowo ?córka? już nic dla mnie nie znaczy, sam się sobie dziwię, jak mogłem tak zobojętnieć?. Wydaje mi się, że przeżyłem już swoje życie, wypiłem swoją wódkę, zjadłem swój chleb i nic nowego już mnie nie spotka. Ciężko się żyje, gdy już nie ma dla kogo albo przynajmniej dla czego?
 
Jeszcze rok temu miałem cel, teraz już koniec? znikł. Do Polski już nie wrócę, może teraz zejdę w Montevideo, podobno w Urugwaju jest fajnie. Hiszpański nie jest przecież taki trudny?. Może potrafię zacząć życie od nowa, stary przecież nie jestem, tylko? Czuję się bardzo stary, tak stary, że już umarłem, a teraz żyje całkiem inny facet?, tylko trochę podobny do mnie?
 
Rozgadałem się i nudzę? warto coś bardziej konkretnego napisać? Najlepiej byłoby od początku, tylko gdzie tu jest początek? Może zacznijmy od tego, jak przyszedłem na świat?, dawno to było. W grudniu 1970 roku ojca mi milicja zastrzeliła, jak szedł do stoczni do pracy, miałem 14 lat, siostra 16, dwa lata później matkę autobus przejechał. Poszedłem do domu dziecka, skończyłem zawodówkę, ale chciałem być marynarzem?, ale nawet w czasach Gierka trzeba było mieć niezłe plecy, by się dostać do szkoły morskiej. Ja może bym się dostał, ambitny byłem, ale ledwie skończyłem 18 lat, spotkałem tę moją zmorę Jadwigę? ładna szelma była? może nadal jest?.
 
Miałem 19 lat, gdy wzięli mnie do woja?, nie powiem, dobrze trafiłem na trzy lata? 6 Dywizja Powietrzno-Desantowa w Krakowie. Jadźka przyjeżdżała do mnie na każdą przepustkę, ja też jeździłem do niej? do Gdańska. Ożeniłem się z nią, gdy miała już solidny brzuszek?.
 
Krysia urodziła się w 1976 roku, w maju. Była śliczna, a ja cieszyłem się jak wariat. Zrezygnowałem z propozycji zostania w wojsku. Chcieli mnie do Wrocławia, do szkoły oficerskiej wysłać, akurat potrzebowali takich ?pistoletów? jak ja? Wróciłem do Gdańska?, robotę dostałem od ręki? w ?Gryfie??, trzy miesiące w domu i pół roku na morzu, na okrągło? Zarabiałem mnóstwo forsy, ale wszystko ma swoją cenę? córki i żony nie widywałem czasem i 9 miesięcy? strasznie mnie zabolało, gdy wróciłem na Wielkanoc w 1978 roku i Krysia spytała się mamy, ?a kto jest ten wujek??. Kupiłem mieszkanie w Oliwie. Z następnego rejsu wróciłem dopiero w maju 1979 roku? 6 dni przed terminem, po prostu armator zafundował nam czarter z Władywostoku do Warszawy i nie musieliśmy się tłuc przez Syberię pociągiem. Jak zwykle zafundowałem sobie podróż taksówką z lotniska na Okęciu aż pod same drzwi domu w Oliwie?, kasiory miałem jak lodu na Antarktydzie, a 20 dolców to był wtedy w Polsce majątek?
 
Przyjechałem wieczorem, może była już jedenasta.., nie dzwoniłem, przecież miałem klucze. Kasia spała w swoim pokoiku, w mojej sypialni obok Jadźki znalazłem grubego, brodatego faceta?, nie wiem dlaczego go nie zabiłem, Jadźka w każdym razie w mordę zarobiła ? chyba przednie zęby wtedy straciła, na nim połamałem krzesło stojące w sypialni? zesrał się z bólu na moich oczach?
 
Dość szybko się z nią rozwiodłem, okazało się, że ten ?brodacz? to odwiedzał moją sypialnię i chyba godnie mnie w obowiązkach męża wyręczał już trzeci rok? No cóż młoda, głupia baba potrzebowała jak to się mówi ?dobrego dopychacza? na co dzień, a nie od święta. Nawet ją w tym względzie starałem się zrozumieć?
 
Wyprowadzając się z mojego domu, Jadźka zabrała mi Kasię. Mieszkanie sprzedałem i dałem jej połowę pieniędzy, drugą wymieniłem na ?zielone?? wpłaciłem na swoje konto? i znów wypłynąłem. Szukałem zapomnienia we wszystkich burdelach, jakie znalazłem w portach, do których zawijaliśmy. Rżnąłem dziewuchy białe, czarne, żółte, ale u żadnej nie znalazłem tego, co straciłem w Polsce.
 
Na dłużej do Gdańska wpadłem dopiero w 1981 roku, było już po sierpniowych strajkach, pustki w sklepach i trwał ten dziwny ?solidarnościowy? karnawał, którego nie rozumiałem?
 
Nowy mąż Jadźki nienawidził mojego dziecka?, zabrałem ją od niej przeraźliwie chudą i zaniedbaną, nawet sąd przyznał mi prawo opieki, co było niemalże cudem. Jadźka płaciła mi nawet jakieś grosiki alimentów? Krysią na dłużej zaopiekowała się moja siostra. Wyszła za mąż później niż ja?, miała cholernie ciężki poród, którego jej syn nie przeżył, potem już dzieci nie miała?, traktowała Krysię jak swoją córkę, zwłaszcza po tym, jak jej serdeczna koleżanka któregoś dnia przyszła i oznajmiła, że jej mąż zrobił jej właśnie dziecko? Samo życie?
 
Pomyślałem sobie wtedy, że gdy już do roboty na morzu nie będą mnie chcieli, osiądę sobie gdzieś pod Gdańskiem, przy córce, może wnukach i będę szczęśliwy?, że będę miał dom i rodzinę z prawdziwego zdarzenia. Głupie marzenia, ale cóż warte jest życie bez marzeń. Dają one jakiś cel, do którego można dążyć przez całe życie.
 
?Krysia uczyła się dobrze. Wysłałem ją do ogólniaka, bo marzyła się jej medycyna. Dobrze ? pomyślałem wtedy ? ja, chłop nieuczony będę mógł poszczycić się dzieckiem, córka lekarz? to już ktoś?. Jej matka wyjechała do Chorzowa, ?brodacz? machnął jej dwójkę dzieci? i? odszedł do innej. Nie pozwoliłem, aby kontaktowała się z Krysią, a moja siostra tym bardziej?, nie cierpiała Jadwigi jak zarazy.
 
W 1994 roku, na osiemnaste urodziny podarowałem Krysi kawalerkę, coś maleńkiego, ale bardzo gustownego: pokoik, kuchnia łazienka i przedpokój. Cieszyła się bardzo. Opowiedziała o swoim chłopaku ? Romku. Chodzili ze sobą już drugi rok, oczywiście, sypiali również? z trudem to zrozumiałem. No cóż, ona sama, ja ciągle gdzieś po świecie się tułam, potrzebowała kogoś bliskiego. Pokazała mi jego zdjęcie. Był od niej starszy o pięć lat, przystojny, kończył politechnikę, rodzice od lat prowadzili interesy, pieniądze się go trzymały. Mógł imponować młodej dziewczynie?, skóra, fura, komóra, jak to mówili wtedy. Był jedynakiem i oczkiem w głowie rodziców, a Krysia była zakochana po uszy.
 
Zwierzyła się mi wtedy, że chyba nie wszystko z nimi w porządku. Podejrzewała, że zdradza ją z innymi, ale mu wszystko wybaczała. Spytałem, czy nie chce wyjść za niego za mąż i wtedy rozpłakała się mi na piersi jak dziecko? nic nie powiedziała, ale już wtedy powinien mi się zapalić w durnym łbie sygnał alarmowy? W Amsterdamie dogonił mnie list od niej. Pisała w nim między innymi: ??tatku, mój najdroższy tatku? pytałeś, czy nie chcę być jego żoną? Chcę, i to bardzo?. On mi wczoraj powiedział, bym głowy nie zawracała pierdołami, musi obronić magisterium, a ja muszę zdać maturę i iść na studia? nie myśli mnie całe życie utrzymywać i dlatego muszę mieć zawód, pracę i być dla niego partnerem nie tylko w łóżku, ale i w interesach?, te same prawa, znaczą dla niego te same obowiązki?. Dwa zdania w tym liście były alarmujące: ?Romek mówi, że muszę być samodzielna, nawet wtedy, gdy mnie porzuci. Ale nie mówi tego poważnie? prawda, tatku??.
 
Czułem już wtedy, że coś w jej miłości jest nie tak. Napisałem jej list z Londynu, próbowałem do niej dzwonić, nie odpowiadała na telefony, siostra mówiła, że jak się zamknie w swojej kawalerce, to trzy dni nikt jej nie widzi. W liście napisałem jej, że niejeden Romek na świecie, że jest młoda i piękna i takich Romków to może mieć na tuziny? a poza tym rzeczywiście musi zdać maturę i wtedy pomyślimy, co dalej, bo ja chcę z niej być dumny.
 
(...)
Wyświetlony 3319 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.