czwartek, 18 luty 2010 21:22

Dzisiejszy Zachód a przyszłość Polski

Napisane przez
Torzenie poniższego tekstu wyrastają w dużej części z poczucia niesamowitej alienacji jednostki w kanadyjskim społeczeństwie lat 80. W Kanadzie po prostu nie było wtedy czegoś w rodzaju rewolucji Reagana czy Thatcher. Brian Mulroney, premier Kanady z ramienia Partii Postępowo-Konserwatywnej, choć miał zdecydowaną większość w parlamencie (w wyniku olbrzymiej przewagi w federalnych wyborach roku 1984 i 1988), na prawie każdym kroku ustępował wobec lewicowego liberalizmu czy wręcz go promował.
Po wyłonieniu się centroprawicowej Partii Reform (Reform Party) w roku 1987 i ostatecznym załamaniu Bloku Wschodniego na arenie międzynarodowej, sytuacja w Kanadzie stała się trochę znośniejsza. Nastąpiły też zmiany w mediach kanadyjskich pod wpływem Conrada Blacka - bardzo kontrowersyjnej postaci, ale tego, który poszerzył (mimo wszystko) przestrzeń medialną do dyspozycji niektórych, zwłaszcza centroprawicowych nurtów w Kanadzie. Narodził się również Internet, jako powszechny nośnik informacji, co przynajmniej w teorii zwiększyło możliwości działania autentyczniejszej prawicy w Kanadzie.
Kluczowym momentem w historii Kanady będą następne wybory federalne. Istnieje teraz jedna centroprawicowa federalna Partia Konserwatywna, która jest, mimo wszystko, usytuowana bardziej na prawo niż Partia Postępowo-Konserwatywna w latach 80. Do połowy listopada 2008 Partia Konserwatywna Stephena Harpera dość zręcznie utrzymywała władzę w kadencji rozpoczętej w styczniu 2006, zyskując wzmocnienie w wyborach 14 października 2008, choć nadal mając tylko mniejszość w parlamencie federalnym. Powstała w nim jednak koalicja Partii Liberalnej, partii socjaldemokratycznej (New Democratic Party - NDP), oraz partii reprezentującej separatystów quebeckich (Bloc Quebecois), które dążyły do obalenia rządu na następnej sesji parlamentu, odroczonej do 26 stycznia 2009. Choć było możliwe ukonstytuowanie się nowego rządu bez odbycia wyborów, Liberałowie w końcu poparli budżet Konserwatystów, a Harper był zmuszony ustalić deficyt 85 miliardów dolarów kanadyjskich (w dwóch latach). Zatem rząd Partii Konserwatywnej zdołał się utrzymać. Jednakże, o ile Liberałowie zdobędą większą ilość mandatów w następnych wyborach (które będą się musiały prędzej czy później odbyć), będzie to prawdopodobnie symbol upadku ostatnich bastionów tradycyjnej Kanady.
Z każdym następnym pokoleniem, wychowanym na mass mediach i przekazie systemu powszechnego szkolnictwa, przedsięwzięcia ruchów walczących o bardziej normalne i zrównoważone społeczeństwo, będą stawały się coraz trudniejsze.

 

Od wielu lat obserwuję wydarzenia w Polsce, z którą jestem silnie związany. Jestem właściwie Kanadyjczykiem polskiego pochodzenia, synem imigrantów. Ale z wielu przyczyn sądzę, że moje związki z Polską i polskością są bliższe, niż wydawałoby się to na pierwszy rzut oka. Wychowałem się (dzięki Rodzicom) ze znajomością języka polskiego i z uczuciem polskiego patriotyzmu ? dzięki temu jestem bardziej związany uczuciowo z Polską i Europą, niż z Kanadą i Ameryką Północną. Przez wiele lat żyłem w Kanadzie, będąc obojętnym wobec tego kraju (Na pierwszym miejscu stawiałem lojalność wobec Polski i sprawy polskiej, na drugim sympatię dla Ameryki, a dopiero na trzecim jakiekolwiek uczucia związane z moim krajem zamieszkania). Dopiero moi przyjaciele Anglo-Kanadyjczycy zdołali pokazać mi to, co mogłoby stanowić rdzeń kanadyjskiego nacjonalizmu, czyli kanadyjski ekwiwalent mojego patriotyzmu polskiego. Niestety, wkrótce potem odkryłem również, że prawdziwa tożsamość narodowa Kanady, można by powiedzieć, legła w gruzach już po 1965 roku, i że żyliśmy w jakiegoś rodzaju sztucznym tworze, opartym na kombinacji konsumpcjonizmu i rozhukanego egalitaryzmu, a nie w bycie, który można by nazwać państwowym czy narodowym. Zatem, odkrywając swoją drugą ojczyznę, doszedłem do gorzkiej konkluzji, że nie jest już ona tworem żywym, tylko jakąś wyjałowioną nadbudówką systemu północnoamerykańskiego. Raz jeszcze odczułem więc konieczność powrotu do korzeni polskich.
 
Wydawałoby się, że moja styczność ze sprawami polskimi jest raczej ograniczona. Jednak dużo czytam, i to myślicieli, których prace nawet dzisiaj są rzadko dostępne w Polsce, na przykład George?a Parkina Granta, Paula Edwarda Gottfrieda, Christophera Lascha, Philipa Rieffa, Donalda Atwella Zolla. Dodałbym również, że nawet na Zachodzie stanowią oni nurt raczej ezoteryczny, daleki od władzy i manipulacji społeczeństwem.
 
Moja obecność w Kanadzie i znajomość dość mało popularnej krytyki Zachodu daje mi, być może, dobry ogląd sytuacji. Można by powiedzieć, że żyję już w ?przyszłości?, to jest w jednym z najbardziej ?zaawansowanych? społeczeństw na świecie. Naprawdę doświadczamy tu rozpędzonego postępu technicznego, a ma to również społeczne wymiary. Należałoby zwrócić uwagę na to, co taki postęp techniczny i wybujały kapitalizm może oznaczać dla społeczeństwa i narodu.
 
Polska, można by powiedzieć, żyje dzisiaj w ?przeszłości?. Mówiąc z grubsza, system komunistyczny spowodował, między innymi, ?zamrożenie? wszelkich tradycji (dobrych i złych) w stanie mniej więcej z lat czterdziestych. Teraz to wszystko powoli ?taje? w cieplejszym klimacie, preludium do długo oczekiwanej ostatecznej ?liberalizacji? państwa i narodu polskiego. Co taka ?liberalizacja? może oznaczać dla narodu, państwa i kultury narodowej, biorąc pod uwagę taki kraj jak Kanada, moją drugą ojczyznę? Nie chciałbym, żeby Polakom jak przysłowiowego ?kota w worku? sprzedano tak zwaną alternatywę zachodnią, z którą będą musieli się przez wieki borykać.
 
Przypomnę jednak, że słownik polityczny na Zachodzie jest nieco inny niż w Polsce. Słowo ?liberał? w Polsce jest do pewnego stopnia związane z kapitalizmem i prawicą typu Reagan-Thatcher (Janusz Korwin-Mikke) lub z ogólnie pozytywnie odbieranymi nastrojami zmiękczenia byłego systemu władzy, to znaczy jego ?liberalizacji?. Ja jednak słowa ?liberał? używam w sensie występującym dziś na Zachodzie. Wiadomo, że i tutaj przed latami sześćdziesiątymi XX wieku słowo to mogło znaczyć coś zgoła innego, jeśli nie zupełnie przeciwstawnego wobec jego obecnego zastosowania.
 
Więc czym jest dzisiejszy liberalizm, który odgrywa tak wielką rolę w społeczeństwach zachodnich, a zwłaszcza północnoamerykańskich (USA i Kanada)? Po pierwsze jest to ustrój, który w większym czy mniejszym stopniu akceptuje kapitalizm w jego dzisiejszym wydaniu, to znaczy ?biurokratyczno-menadżerskie państwo opieki społecznej?, połączone z różnorakimi materialnymi dobrami i medialnymi rozrywkami społeczeństwa konsumpcyjnego. Dodam tu, że chyba niemal każdy system na świecie podkreśla dziś znaczenie ?inicjatywy? i ?efektywności?. Ponieważ zachodni liberalizm akceptuje kapitalizm, jest on systemem ściśle związanym z postępem technologicznym, i pomimo pewnych pojawiających się ostatnio zastrzeżeń, jego celem jest gnać pełną parą (czy raczej strumieniem bajtów) ku dwudziestemu drugiemu stuleciu. Po drugie jest to system, który w swoim mniemaniu dąży do powszechnego ?wyzwolenia? ludzkości. Takie archaizmy, jak na przykład tak zwany etnocentryzm, seksizm (rzekomo wszechobecna dyskryminacja kobiet), homofobia (to znaczy rzekomo nienaturalny wstręt przed homoseksualizmem), tak zwane nastroje autorytarne, tradycyjne poglądy religijne itd., itp., podobno nadal zatruwają ludziom życie, i to nawet jeszcze na Zachodzie, i blokują drogę ku liberalnej utopii. Liberałowie, jako oświeceni przywódcy społeczeństwa, muszą oczywiście prowadzić nieustanną walkę z siłami czarnej reakcji, do których ostatnio dorzuca się również stalinowskich ?konserwatystów? na Wschodzie.
 
Chciałbym, żeby Polacy mogli się choćby częściowo dowiedzieć, co przyjęcie takiego rodzaju liberalizmu mogłoby znaczyć dla naszego tysiącletniego narodu, i czy wytrzymalibyśmy bodajże sto lat pod jego uciskiem.
 
Świadomie staram się umieścić te przemyślenia w perspektywie nie dekad czy ćwierćwiecza, ale raczej setek czy nawet tysięcy lat, w skali prawdziwie WIELKICH NARODÓW, do których zalicza się naród polski. Myślę, że jedynym sposobem uzyskania takiej perspektywy jest spojrzenie głęboko w przeszłość i zapytanie, jakie cechy umożliwiały narodom przetrwanie.
 
W [nieoficjalnym] hymnie Solidarności brzmią słowa: długi łańcuch ludzkich istnień, połączony myślą prostą, żeby Polska... była Polską. W naszych pieśniach narodowych i ludowych tkwi wielka mądrość bytu i życia prawdziwego narodu. Wierzymy, że Polska i polski naród to organiczny związek wszystkich przeszłych, obecnych i przyszłych Polaków (jak mawiał Edmund Burke o swojej Anglii). Jest to samo przez się twór żywy, któremu przysługuje byt pierwotny przed naszym i życie poza naszym życiem. Jest prawdziwszy, wyższy i silniejszy niż każda z jednostek, które się nań składają.
 
Dlatego też traktuję naród, społeczeństwo czy plemię jak podstawową jednostkę egzystencji ludzkiej. Jedynie naród ma prawo samostanowienia. Naród ma prawo żądać od swoich członków wielkich danin, a głównym kryterium, którym można ocenić dane społeczeństwo, jest prawdziwy, organiczny sens spójności i solidarności w narodzie i posiadania prawdziwej, organicznej kultury.
 
(?)
 
Wyświetlony 2761 razy
Więcej w tej kategorii: « Dwie wizje UE Przypadek? »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.