czwartek, 18 luty 2010 21:41

Niewidoczna ręka transformacji

Napisane przez
Fala przemian, uruchomiona w sierpniu 1980, była dla sowieckiego imperium groźniejsza od Rewolucji Węgierskiej z roku 1956 czy Praskiej Wiosny 1968. Nie została jednak stłumiona interwencją sił Układu Warszawskiego, lecz jedynie polskojęzycznym wojskiem gen. Jaruzelskiego. Decyzja Kremla o wyborze takiej metody musiała wynikać z przekonania o zbyt wysokich kosztach bezpośredniego zaangażowania oraz z pewności, że towarzysze z Warszawy dysponują jawnymi i tajnymi siłami potrafiącymi zapanować nad biegiem wydarzeń. Według zbiegłego na Zachód oficera sowieckiego wywiadu Anatolija Golicyna, Moskwa od dawna liczyła się z różnymi scenariuszami, dopuszczającymi w razie potrzeby nawet daleko idące, ale ściśle nadzorowane przez agenturę, gospodarcze i polityczne przeobrażenia w niektórych krajach obozu. W 1981 r. przeciwnikiem rzucenia na Polskę armii sowieckiej był sam Jurij Andropow. Szef KGB informujący towarzyszy z PZPR, że muszą sobie radzić sami, zapewne miał dużo wiary w potencjał służb specjalnych, pozostających w dyspozycji ekipy rządzącej PRL-em.

Porozumienie i walka

 
Jednym z pierwszych programowych haseł, podniesionych przez władze stanu wojennego, był Front Porozumienia i Walki. Wypowiadane w wielu kontekstach informowało niemal wprost, że reżim chce zaoferować jakąś płaszczyznę porozumienia siłom społecznym skłonnym do współpracy. Drugim członem hasła była jednak walka, co nie pozostawiało złudzeń, że środowiska, z którymi władzom uda się dogadać, będą miały nie tylko jakieś wspólne, konstruktywne cele. Słowo walka oznacza istnienie przeciwnika. Przewidywane porozumienie już na wstępie miało więc oznaczać także zbliżenie stanowisk w sprawie tej części opozycji, która na żaden układ z reżimem nie pójdzie, w wyniku czego będzie musiała być zwalczana zarówno przez reżim, jak i te siły społeczne, które rozpoczną z nim współpracę.
 
Grudzień 1981 nie był czasem, w którym reżim Jaruzelskiego miał szansę pozyskania wartościowych sojuszników z kręgów swych oponentów. Wprowadzając nastrój grozy, ogłaszając godzinę milicyjną i zakaz opuszczania miejsca zamieszkania, wypełniając ulice miast czołgami, a więzienia opozycjonistami ? na pewno nie liczył na szybkie pozyskanie skłonnych do dialogu. Przy skali operacji, jaką był stan wojenny, zwraca uwagę stosunkowo mała liczba ofiar śmiertelnych. Władze były świetnie przygotowane do okładania tysięcy ludzi pałkami, oblewania demonstrantów farbą, podduszania gazem, wielorakiego bezkrwawego terroryzowania. Wyraźnie natomiast unikały spektakularnego zabijania. Śmierć górników z kopalni Wujek wygląda na tym tle jak adresowany do społeczeństwa komunikat: jeśli uznamy, że trzeba ? będziemy zabijać. Ostrzeżenie to przyniosło zresztą skutek, po 16 XII 1981 nie wybuchł w kraju żaden większy strajk. Być może zastrzelenie kilku demonstrantów w Lubinie 31 VIII 1982 r. miało podobny cel. Przyniosło też analogiczne następstwa. Większość zabitych w latach osiemdziesiątych to ofiary ?nieznanych sprawców? lub nadgorliwości funkcjonariuszy MO i SB. Nadmiar trupów zawężałby pole manewru reżimu i utrudniał osiąganie celów Porozumienia i Walki. A skoro nie mogła już liczyć na to, że w ostateczności z ?bratnią pomocą? przyjdą radzieccy towarzysze ? elita PZPR skazana była tylko na swoje siły i własną przebiegłość.
 
Oportuniści z SB
 
Służby specjalne PRL, w latach 1980-1982 znacznie rozbudowane, w pierwszym okresie normalizacji, czyli porządku wprowadzonego 13 XII 1981, prawdopodobnie nie pozyskały sojuszników w postaci rzeczywistych niezależnych sił społecznych. Wiadomo jednak, że owoce przynosiło konsekwentne werbowanie współpracowników przez milicję polityczną oraz wywiad i kontrwywiad wojskowy. W efekcie w połowie lat osiemdziesiątych część organizacji opozycyjnych była w dużej mierze kontrolowana przez władze.
 
Ci, którzy znali UB z czasów stalinowskich, widzieli różnicę z ich odpowiednikami z lat osiemdziesiątych. Za Jaruzelskiego rzadkością byli esbecy motywujący się wiarą w komunizm czy jakąkolwiek ideologią. Do zawodu przyciągały ich pieniądze, przywileje, możliwość kariery, przynależności do kasty bezkarnych. Cyniczni specjaliści od gier operacyjnych na celu mieli dobro swojej własnej grupy, a nie służbę ustrojowym dogmatom. Doświadczenia minionego czterdziestolecia oraz różnice w poziomie życia między Wschodem a Zachodem nawet tym mniej inteligentnym uświadamiały, że jednak wcale nie zawsze zwycięża socjalizm. Każdy mający choć odrobinę oleju w głowie szybko też się zorientował, że tzw. reformy gospodarcze, wprowadzane od 1982, nie przyniosą efektu, co prędzej czy później będzie musiało doprowadzić do jakichś zawirowań. A skoro przyszłość nie rysowała się jasno, lepiej było na wszelki wypadek szukać z przeciwnikami jakichś płaszczyzn porozumienia, niż zawężać pole możliwości, np. wybijaniem im zębów. Oczywiście, tego rodzaju ubecka tradycja była praktykowana, i to nawet w roku 1989, kiedy nie tylko dochodziło do ciężkich pobić, ale nawet zamordowano trzech kapłanów związanych z Solidarnością. Do bicia posuwali się jednak zajmujący się pomniejszymi opozycjonistami funkcjonariusze niższej rangi, wśród których zwykłych prymitywów nigdy nie brakowało. Na zabijanie pozwalał sobie prawdopodobnie esbecki beton niezdolny pojąć, że porozumienia okrągłego stołu zawierane są przede wszystkim w jego interesie.
 
Powiązania
 
W gospodarce wolnorynkowej kryzys jest zjawiskiem naturalnym, wpisanym w logikę cyklu koniunkturalnego. Z natury rzeczy musi po nim nastąpić ożywienie, a odbicie od dna może gospodarkę i stopę życiową wznieść na nieosiągalne wcześniej poziomy. Skąd jednak ma się wziąć ożywienie w gospodarce centralnie sterowanej, w realiach braku prawdziwego rynku? W połowie lat osiemdziesiątych coraz większa część PRL-owskiej elity zaczęła rozumieć, że to, z czym ma do czynienia, to nie żaden kryzys, lecz najoczywistszy i nienaprawialny skutek socjalistycznej ekonomii. Do właścicieli Polski Ludowej docierać zaczęła świadomość, że po tym socjalistycznym kryzysie nie nastąpi żadne ożywienie, gdyż w tym modelu gospodarki w ogóle nie występują mechanizmy mogące je spowodować. Coraz jaśniej rysowała się perspektywa wegetacji kraju podtrzymywanej eksploatowaniem coraz bardziej kurczących się zasobów. Ta droga donikąd oznaczała, że wkrótce zacznie brakować środków nawet na utrzymanie własnego aparatu represji. Jeśli zaś mieszkań, samochodów, artykułów pierwszej potrzeby zaczęłoby brakować nawet dla zawodowych wojskowych, funkcjonariuszy SB i ZOMO ? ostatecznej katastrofy nic nie byłoby już w stanie powstrzymać.
 
W elitach Solidarności nie brakowało ludzi, w biografiach których związki z reżimem miały historię dłuższą od przynależności do opozycji. Wieloletnie członkostwo w PZPR bywało nawet kontynuacją tradycji rodziców, działających kiedyś w KPP lub ?uwiedzionych mirażem? Polski budowanej na nowo począwszy od 1944 roku. W niektórych środowiskach normą było posiadanie przyjaciół i krewnych wśród funkcjonariuszy reżimu a nawet ciągłe zamieszkiwanie w domach wzniesionych przed laty specjalnie dla zamkniętej kasty PRL-owskich dygnitarzy. Dysydenci ci zaznali represji, ale po latach potrafili na nie spojrzeć ze zrozumieniem. Przez więzienia przeszedł przecież nawet tow. Wiesław, który jednak stał następnie na szczycie państwa przez całych czternaście lat.
 
Komuniści z czasów Gierka i Jaruzelskiego pod wieloma względami różnili się od swych poprzedników. Członkowie KC PZPR swoim dzieciom i młodym aktywistom załatwiali stypendia np. w Szwajcarii i USA (stąd wśród dzisiejszych lewicowców i lewaków nie brakuje absolwentów Sorbony czy Oxfordu). Propaganda, co prawda, głosiła idee marksizmu i sprawiedliwości społecznej, lecz towarzysze Wilczek, Stokłosa i inni wyrastali na milionerów. I to nie drogą grabieży, lecz budowy kapitalistycznych przedsiębiorstw. Dla niektórych opozycjonistów w latach osiemdziesiątych nie brakowało więc argumentów za zbliżeniem z władzami.
 
(?)
Wyświetlony 3103 razy
Więcej w tej kategorii: « Toksyczny fundament Pytania o Polskę »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.