czwartek, 18 luty 2010 21:47

Nieporadność, korupcja czy kleptokracja?

Napisane przez
We wrocławskim Sądzie Okręgowym odbyły się przesłuchania kolejnych świadków w procesie byłego współpracownika prezydentów Wrocławia. Prokurator oskarża Tomasza S, byłego Pełnomocnika Prezydenta ds. Komputeryzacji Urzędu Miejskiego, o umyślne wyrządzenie szkody gminie Wrocław na ponad 1mln zł (art. 296 ust. 3 w zw. z art. 296 par. 1 i 2 i inne) w czasie tzw. modernizacji systemów informatycznych w UM Wrocławia.

Na ostatniej rozprawie Sąd ustosunkował się do złożonego wcześniej wniosku obrońców oskarżonego o utajnienie rozprawy m.in. wobec mnie, autora tekstów w ?Opcji na Prawo? o toczącym się procesie. Sędzia Zbigniew Muszyński ogłosił swoją decyzję: Oskarżony pełnił funkcję publiczną i opinia publiczna ma prawo być informowana, w jaki sposób wywiązywał się ze swoich obowiązków. Dlatego postanawia przywrócić jawność sprawy, a do dziennikarzy zwraca się z apelem o rzetelne i uczciwe relacjonowanie przebiegu rozprawy.

 
Zgodnie z Art. 60.1 ustawy o samorządach za prawidłową gospodarkę finansową gminy odpowiada Zarząd Miasta z prezydentem na czele. Czy więc w toczącym się obecnie procesie usłyszymy wyjaśnienia wrocławskich samorządowców, co najmniej współodpowiedzialnych za szkody wyrządzone gminie Wrocław przy tzw. modernizacji systemów komputerowych w UM? Czy zweryfikowane zostanie twierdzenie oskarżonego, że wykonywał swoje obowiązki zgodnie z przyznanymi mu uprawnieniami przez Zarząd Miasta, a wszystkie swoje działania uzgadniał z Zespołem Sterującym? Interesujące byłyby wyjaśnienia składane przez bezpośrednich zwierzchników Tomasza S. w UM, kolejnych prezydentów miasta: Bogdana Zdrojewskiego, Stanisława Huskowskiego i Rafała Dutkiewicza oraz przewodniczącego Zespołu Sterującego Andrzeja Jarocha.
 
Czyj Pełnomocnik?
 
Prezydent Bogdan Zdrojewski mógłby np. wyjaśnić kulisy zatrudnienia w 2001 r. Tomasza S. na stanowisku Pełnomocnika Prezydenta ds. Komputeryzacji. Zgodnie z ustawą o samorządach prezydent rządzi miastem przy pomocy urzędników z UM, ale może, wg regulaminu Urzędu, zatrudnić wskazanego przez niego fachowca i uczynić go swoim pełnomocnikiem. Taka możliwość, nadużywana często przez samorządowców (np. Rafał Dutkiewicz miał pięciu pełnomocników), przeznaczana powinna być jednak dla trudnych i wyjątkowych sytuacji, np. dla zatrudnienia fachowca ds. usuwania skutków powodzi. Decyzja prezydenta o zatrudnieniu Tomasza S w UM. i przydzieleniu mu zadań związanych z informatyzacją, moim zdaniem, nie miała racjonalnego uzasadnienia, i to z trzech głównych powodów.
 
Po pierwsze, w 2001 r. nie było żadnej ?powodzi komputerowej? w Ratuszu czy też innej nadzwyczajnej sytuacji, aby prezydent zmuszony był zatrudnić osobę z zewnątrz do zajęcia się informatyką miejską. Obsługa informatyczna UM prowadzona przez własny Miejski Ośrodek Informatyki przebiegała bez zakłóceń, a sposób informatyzacji Urzędu uważany był za jeden z najefektywniejszych w kraju, m.in. ze względu na niskie koszty zatrudniania u siebie informatyków, posiadanie praw autorskich do większości oprogramowania użytkowego, oparcie własnych systemów informatycznych o tanie narzędzia informatyczne (m.in. darmowe narzędzia typu ?OpenSource?), szybkie modyfikacje w systemach informatycznych itd.
 
Jeżeli Bogdan Zdrojewski lub jego współpracownicy widzieli jakieś mankamenty w pracy MOI, należało wydać odpowiednie polecenia i oczekiwać ich realizacji. Jeśli nadal byłby niezadowolony, wystarczyło np. ogłosić konkurs na dyrektora MOI. Zamiast takich działań, umożliwiających także weryfikację możliwości zespołu MOI, prezydent 10 kwietnia 2001 r. podpisuje Uchwałę (Nr 417/01) Zarządu Miasta o modernizacji i rozbudowie systemu informatycznego oraz opracowanie Kompleksowego Programu Komputeryzacji Urzędu, w której zdecydował, że: Koordynacja działań związanych z opracowaniem i wdrożeniem oraz kierowanie procesem tworzenia i wdrażania Kompleksowego Programu Komputeryzacji Urzędu powierzone zostaną Pełnomocnikowi Prezydenta Miasta ds. Komputeryzacji Urzędu.
 
Po drugie, tego samego dnia prezydent podpisał drugą Uchwałę (Nr 418/01), w której Zarząd rekomendował Tomasza S. na stanowisko Pełnomocnika Prezydenta ds. Komputeryzacji, a do nadzoru jego prac powołał tzw. Zespół Sterujący z przewodniczącym wiceprezydentem Andrzejem Jarochem. Załóżmy, że prezydent miasta miał jakieś powody, dla których zdecydował się mieć swojego człowieka do informatyzacji. Dziwne jest jednak, że jego decyzje związane z pełnomocnikiem zapadają, gdy zamierza odejść ze swojej funkcji. Już 11 kwietnia, a więc dzień po podpisaniu powyższych uchwał, ujawnił, że planuje złożenie rezygnacji z funkcji prezydenta Wrocławia i swój start z listy Platformy Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych (?Zdrojewski odchodzi?, ?Słowo Polskie? 5-6 maja 2001). Dlaczego więc 2 maja prezydent (ostatecznie rezygnację złożył 30 sierpnia) zatrudnia Tomasza S. na stanowisku swojego pełnomocnika na okres do 31 grudnia 2001 r.? Jeżeli Tomasz S. nie miał być jego pełnomocnikiem, to czyim?
 
Po trzecie, dziwne jest, że do zadań związanych z informatyzacją Urzędu prezydent zatrudnia absolwenta budownictwa drogowego, a nie specjalistę-informatyka. Czy nie zdawał sobie sprawy, że zadania związane z informatyzacją Urzędu i postawione przez niego w umowie o pracę z pełnomocnikiem przekraczały możliwości i umiejętności Tomasza S.? Podobnie można powiedzieć o przewodniczącym Zespołu Sterującego, którym został wiceprezydent Andrzej Jaroch, z wykształcenia akustyk. Może Bogdan Zdrojewski wyjaśni, dlaczego w 2001 r. przekazał rozwój miejskiej informatyki w ręce fachowców od budownictwa lądowego i akustyki.
 
Nie każdy, kto skopie ogródek, jest już rolnikiem, tak i nie każdy posiadacz komputera jest informatykiem.
 
?Sprawę trzeba było zbadać?
 
Obrońcy oskarżonego powtarzają, próbując uzasadnić sensowność wydatkowania przez Tomasza S., kilku milionów że sprawę trzeba było zbadać. Jest to próba uzasadnienia sytuacji, trudnej zresztą do wyobrażenia, w której np. dyrektor szpitala tworzy nowe stanowisko ds. leczenia chorych i zatrudnia absolwenta budownictwa lądowego. Przy badaniu pacjenta dyrektorski specjalista nie potrafi podać, co dolega pacjentowi, tylko powtarza: ?trzeba go zbadać?. Twierdzi też, że lekarze ze szpitala to żadni fachowcy, nie radzą sobie z leczeniem, ich metody leczenia są archaiczne, a na postawienie diagnozy potrzebuje dodatkowych pieniędzy dla specjalistów spoza szpitala. Nie słucha też lekarza zwracającego mu uwagę, że pacjent nie jest chory, a tylko niedożywiony i wystarczy dać mu kilka zł na jedzenie.
 
Wracając do sprawy Tomasza S. i stanu informatyzacji w UM w 2001 r. Dla specjalisty-informatyka wystarczyłyby 2-3 dni w Urzędzie, w tym rozmowy z informatykami MOI, by zorientować się, co dolega pacjentowi. A pacjent, czyli informatyzacja Urzędu Miejskiego, wymagał, oprócz zwiększenia roli informatyków w Urzędzie, niewielkiego wzrostu ich budżetu, m.in. na wymianę zużytego sprzętu komputerowego, zakup efektywniejszych narzędzi programistycznych oraz zwiększenia wynagrodzeń informatyków. Wystarczyło np. przeznaczyć tylko 20% kwoty, którą otrzymał do swojej wyłącznej dyspozycji Pełnomocnik Prezydenta. Przypomnę, że Miejski Ośrodek Informatyki (25 informatyków obsługujących około 1000 stanowisk komputerowych) otrzymywał w budżecie miasta na inwestycje związane z informatyzacją średnio 1,5 mln zł, a Tomasz S. na ?zbadanie sprawy? otrzymał od prezydenta Stanisława Huskowskiego ?tylko? 5 mln na 2002 r. Jest to kwota, która pozwoliłaby np. zatrudnić w UM 100 dodatkowych informatyków.
 
 
Prezydencka hojność
 
Wśród opracowań wykonanych w 2001 r. na zamówienie Tomasza S. znajduje się dokument ?Model zarządzania projektem informatycznym w Urzędzie Miejskim we Wrocławiu?, a w nim, przy ?Uprawnieniach Pełnomocnika?, zapisano: jest uprawniony do wydawania środków Urzędu w zakresie limitu wydatków dla potrzeb funkcjonowania zespołu podległego pełnomocnikowi. Jest więc tu mowa o wydatkach na pełnomocnika i na jego ewentualnych współpracowników w Urzędzie, a nie o milionach zł do jego wyłącznej dyspozycji.
 
Może prezydent Stanisław Huskowski wyjaśni, na jakiej podstawie i kto zdecydował w sierpniu 2001 r., a więc w ostatnich dniach urzędowania prezydenta Zdrojewskiego, o wpisaniu w budżecie miasta na 2002 r. kwoty 5 mln zł na wydatki pełnomocnika. Według RIO podane przez Tomasza S. w załączniku do budżetu tytuły opracowań i kwoty na ich wykonanie nie były przez nikogo w UM weryfikowane pod względem ich sensowności i wielkości kwot.
 
W listopadzie 2001 r. kolejnym zwierzchnikiem Tomasza S. w UM zostaje prezydent Rafał Dutkiewicz. W grudniu oskarżony potwierdza wykonanie przez firmy zewnętrzne kilkunastu opracowań na kwotę co najmniej 1,7 mln zł (nr 4/88 Opcji). Według NIK i RIO większość tych opracowań nie nadawała się do wykorzystania w UM.
 
Prezydent był chyba zadowolony z pracy Tomasza S., gdyż zatrudnił go w UM ponownie, tym razem na stanowisku Głównego Specjalisty w Wydziale Informatyki. Odbywa się to wbrew Regulaminowi UM, który wymagał na tym stanowisku osób z wykształceniem informatycznym.
 
Fikcyjna kontrola
 
Samorządowcy wrocławscy pokazali, jak fikcyjna może być kontrola wydatków publicznych pieniędzy: wydatki Tomasza S. na ?modernizację? wyłączyli z obowiązującej w UM wewnętrznej kontroli, zlecanych przez niego ?opracowań informatycznych? nie przedstawiali do oceny przez informatyków, a Komisja Rewizyjna RM faktycznie nie skontrolowała nawet złotówki wydanej przez Tomasza S.
 
Interesujące jest też pismo z 29 stycznia 2003 r. Andrzeja Jarocha, nowego Pełnomocnika Prezydenta ds. Modernizacji i ISO, do Dyrektora Wydziału Księgowości, z zaleceniem wyksięgowania z inwestycji wydatków poniesionych na 17 opracowań zleconych w 2002 r. przez Tomasza S. Zgodnie z moją wiedzą o zasadach obowiązujących w księgowości, wydatki na informatykę są księgowane w pozycji ?koszty inwestycyjne?, a operacja wyksięgowania z inwestycji używana jest wtedy, gdy kończymy lub rezygnujemy z inwestycji. Operacja ta może też być dla niektórych sposobem na ukrywanie wydatków (przykład tzw. kreatywnej księgowości). Powyższe pismo jest jednocześnie przyznaniem się do fiaska ?modernizacji? systemów informatycznych prowadzonej przez Tomasza S.
 
Koszty ?reformy?
 
Spróbuję oszacować przybliżone straty poniesione w kasie gminy Wrocław. Do 2001 roku, do okresu sprzed ?reformy informatyzacji?, roczny budżet MOI wynosił średnio 1,5 mln zł, a więc przybliżony jego budżet na lata 2002-2009 wynosiłby około 12 mln zł. Można przyjąć, zwiększając ten budżet nawet o 50%, że z kasy miejskiej na informatyzację przeznaczono by do dzisiaj około 18 mln zł ? byłby to przybliżony koszt modernizacji systemów informatycznych wykonanych siłami miejskich informatyków. Natomiast decyzje samorządowców, związane z ?modernizacją? systemów informatycznych, kosztowały dotychczas około 60 mln zł, z czego około 50 mln zł to koszty poniesione w czasie kadencji Rafała Dutkiewicza. Z tego prostego i przybliżonego rachunku wynika, że ktoś zarobił na gminie około 40 mln. To jest kwota, której prezydent Rafał Dutkiewicz nie chciał wyłożyć np. na remont kapitalny Hali Ludowej czy też 10 mln na obwodnicę miasta.
 
W obsłudze informatycznej Urzędu nie nastąpiły do dzisiaj takie zmiany, które nie mogły być wykonane przez poprzedni zespół informatyków, i to dużo mniejszymi środkami. A tak, kasa gminna została uszczuplona o miliony zł, wzrosło zatrudnienie we wrocławskim Ratuszu oraz wzrosły prawie 600% roczne wydatki na informatyzację. Za straty w majątku gminy ma odpowiadać Tomasz S. Dlaczego tylko on?
 
Wyświetlony 4696 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.