czwartek, 18 luty 2010 21:50

Kto zwycięży w KGHM?

Napisał
Spór związków zawodowych w KGHM Polska Miedź S.A. z zarządem tej firmy coraz bardziej przypomina bokserski mecz zawodowców. Po stronie zarządu jest władza w stolicy, po stronie związkowców wykwalifikowana i zdyscyplinowana załoga. Pierwsza runda tego meczu została zakończona na jesieni minionego roku, kiedy (nadal używając bokserskiej terminologii) związki wygrały ją na punkty. Zarząd, który chciał przeprowadzić restrukturyzację firmy, przez połączenie kopalń i hut, musiał ugiąć się przed zdesperowanymi związkami zawodowymi, które dla tego celu powołały wspólny komitet strajkowy. Potem nastąpiło chwilowe zawieszenie broni, a nawet pojawiły się oznaki odprężenia. Tak dotrwano do wiosny. Tym razem wydaje się, że spór jest wręcz irracjonalny. Związki chcą wypłaty dodatkowej nagrody w wysokości 5 tysięcy złotych. Zarząd zgadza się na 2 tysiące. Wobec uporu obu stron związki po raz kolejny przystąpiły do procedury strajkowej.

 

Drugie dno
 
Można zapytać, czy warto narażać na szwank istnienie firmy w sporze o trzy tysiące złotych stanowiące różnicę pomiędzy tym, co chce dać zarząd, a tym, co postulują związkowcy. Na zdrowy rozum nie warto. Tym bardziej że gdy te trzy tysiące pomnożyć przez 18 tysięcy załogi, to ok. 54 miliony złotych. Firmę na to stać. Załoga też zarabia nieźle jak na polskie warunki i te trzy tysiące nie są dla niej kwestią życia i śmierci. Spór, zatem jest pozorny i ma swoje prawdziwe drugie dno.
 
Związki zdają sobie sprawę z tego, że KGHM jest dla załogi i dla właścicieli jak przysłowiowa kura, która znosi złote jaja. Owszem, trzeba na te jaja ciężko zapracować, ale za to można dostatnio i wygodnie żyć tutaj z pokolenia na pokolenie. Tymczasem rząd, mając na względzie pozbycie się zarządzania państwowymi spółkami, przeznaczył KGHM na sprzedaż, choć oficjalnie jeszcze tego nie ogłosił. Pierwszym krokiem na tej drodze stało się wykreślenie firmy z listy przedsiębiorstw strategicznych niepodlegających sprzedaży, co nastąpiło na jesieni minionego roku. Nic by w tym nie było jeszcze złego, gdyż taki czy inny właściciel mógłby być obojętny dla załogi, jeżeli nadal miałby utrzymać profil wydobycia rudy i produkcji miedzi. Tymczasem okazało się, że produkcja miedzi w KGHM jest jedna z najdroższych na świecie. Dla jej utrzymania potrzebne są coraz większe nakłady. Nie przeszkadza to jednak uzyskiwać z niej znacznych dochodów. Wiadomo, że sprzedana firma po okresie gwarancji zatrudnienia z całą pewnością zostanie zamknięta. Nikt nie zechce utrzymywać kury, która znosi złote jaja, ale którą również złotem trzeba karmić.
 
Trudności
 
Po pierwsze, bieda z czasów PRL nakazywała wydobywać jak najwięcej i sprzedawać wszystko, co tylko możliwe. W ten sposób zbudowano na złożu rud miedzi w okolicach Lubina cztery duże kopalnie, zamiast jednej średniej wielkości. Ta jedna trwałaby ponad dwieście lat. Te cztery odpowiednio mniej. Po prostu złoże jest ograniczone w zasobach przemysłowych, czyli tych, które można wydobyć.
 
Obecna eksploatacja prowadzona pomiędzy poziomem 1000 i 1250 m, mówi sama za siebie. Temperatura na wyrobiskach eksploatacyjnych, przygotowawczych i likwidacyjnych waha się w granicach od 30 do 40 stopni Celsjusza. Naturalna wentylacja niewiele tu pomaga. Potrzebne jest sztuczne schładzanie powietrza. Ile to kosztuje? Ano miliony dolarów, których nikt obcy nie zechce wydawać wyłącznie dla bezpieczeństwa i komfortu załogi. Do tego dochodzą coraz silniejsze tąpnięcia, które są nieuniknione ze względu na budowę geologiczną terenu. Otóż mniej więcej w połowie głębokości między powierzchnią a wyrobiskami położona jest 100-metrowej grubości warstwa twardych i wytrzymałych anhydrytów. Osiadanie pod tą warstwą bardziej plastycznych mas skalnych wywołuje kumulowane w czasie naprężenia w anhydrycie. Ich rozładowanie w postaci pęknięcia warstwy anhydrytowej wywołuje skutki i daje się odczuć, tak samo jak trzęsienie ziemi. Rzecz polega na tym, że im głębiej schodzi eksploatacja, tym cięższe są skutki tąpnięć. Wszystkie szkody z tym związane pokrywa KGHM.
 
Osobnym problemem jest już 100-metrowej wysokości ziemna zapora stawu osadowego odpadów poflotacyjnych ?Żelazny Most?, który jest największym w Europie tego rodzaju składowiskiem zawierającym około miliarda ton półpłynnego błota. Jego położenie w centrum cywilizacyjnego osadnictwa jest zagrożeniem zarówno ekologicznym, jak i bezpieczeństwa przerwania zapory, do czego już raz doszło w 1966 roku na kopalni  ?Konrad?, utonęło kilkanaście osób. Wiadomo, że tak ryzykownych przedsięwzięć obcy kapitał będzie raczej unikał. Nikt w tych sprawach nie ma złudzeń. Zamknięcie KGHM będzie najbardziej opłacalnym przedsięwzięciem międzynarodowej branży górnictwa hutnictwa rud miedzi. Wypłacone polskiemu rządowi pieniądze zwrócą się szybko w postaci wzrostu ceny miedzi. Szacuje się, że samo zamknięcie KGHM spowoduje wzrost ceny miedzi na światowych giełdach w wysokości ok. 1 tys. dolarów USA na tonie.
 
(?)
Wyświetlony 4460 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.