czwartek, 18 luty 2010 21:55

Po co istnieje PiS (część I)

Napisane przez
Coraz większa grupa działaczy partii braci Kaczyńskich rozumie, że strategia polityczna PiS-u podporządkowana niemal całkowicie wyborom prezydenckim, w razie "bardzo prawdopodobnej porażki aktualnego prezydenta" doprowadzi do klęski ich partię w wyborach parlamentarnych.

PiS jest nie tylko zakładnikiem wyborów prezydenckich, ale ? co gorsza ? jego przywództwo realizuje prymitywnie toporny, ale skuteczny, scenariusz pisany przez doradców Tuska. Wywołują oni ? kiedy im wygodnie ? konflikty między prezydentem i premierem, i PiS broni jak jeden mąż L. Kaczyńskiego, pogrążając się powoli w polityczny niebyt. W jakiś czas później Tusk się uśmiecha, podkreśla rolę prezydenta itd. PiS wysyła do mediów ?trzy aniołki?, które do jego wizerunku mają się jak pięść do nosa. Jest to sytuacja głęboko frustrująca, bowiem wszyscy czołowi działacze PiS-u z jednej strony rozumieją ją doskonale, z drugiej zaś wiedzą, że cokolwiek by robili, to i tak nic nie zmienią do 2010 r.

 
Gdyby prezydent L. Kaczyński ogłosił, że z powodu złego stanu zdrowia nie będzie kandydował powtórnie na urząd prezydenta, to PiS-owi słupki w sondażach skoczyłyby o 10% ? twierdzą po cichu, fachowcy od marketingu politycznego i, niestety, w tym przewrotnym twierdzeniu jest sporo prawdy. Bratobójcze konflikty między różnymi frakcjami ? związane z wewnątrzpartyjną walką o miejsca na listach wyborczych do Parlamentu UE dowodzą, że aparat partyjny rządzący partią (posłowie, radni) przestał już wierzyć w zwycięstwo w wyborach 2011 r.
 
Dowodzi także, że J. Kaczyński traci powoli władzę w partii. Po niewpuszczeniu na listy do parlamentu UE Marcina Libickiego, najlepszego polskiego eurodeputowanego, z PiS-u odeszło dwóch posłów: Jacek Tomczak i Jan Filip Libicki, co sprawia, że ugrupowanie traci zdolność do blokowania zmian w konstytucji. Czy J. Kaczyński, dyktator czy właściciel ? jak go określa L. Dorn ? PiS-u, dobrowolnie dopuściłby do odebrania sobie takiej możliwości? Absolutnie niemożliwe, takiej decyzji J. Kaczyński nie podjąłby nigdy, ale został do niej zmuszony, ponieważ natężenie konfliktu pomiędzy frakcjami doszło do takiego stanu, że zagraża to samemu istnieniu PiS-u. J. Kaczyński z dyktatora zmienił się w zarządcę ?masy upadłościowej?, negocjatora partyjnego, który musi uzgadniać najważniejsze decyzje z innymi członkami kierownictwa partii, efektem tego m.in. jest ? z każdym dniem coraz bardziej widoczna ? utrata przez lidera PiS charyzmy politycznej i społecznej.
 
Dzisiaj ? kwiecień 2009 r. ? PiS-em rządzi, ?żelazne prawo oligarchii?, opisane przez niemieckiego socjologa R. Michelsa w książce pt ?Partie polityczne?. Interes aparatu partyjnego jest wszystkim, interes partii, jej programu, systemu wartości ? niczym. W warunkach głębokiego kryzysu tożsamości oraz niemożności sformułowania zrozumiałej strategii politycznej, może to ? chociaż nie musi, bo w polityce wszystko jest możliwe ? doprowadzić do dezintegracji PiS-u.
 
Jeżeli jednak ? czego moim zdaniem należałoby Polsce życzyć ? PiS przetrwa wybory prezydenckie, to będzie on jakościowo, czymś zupełnie innym niż w 2005 r. Slogan ?budowy IV Rzeczypospolitej? w 2011 r. może zabrzmieć śmiesznie, dlatego też podstawowym zadaniem partii jest wypracowanie nowego programu, adekwatnego do całkowicie zmienionej sytuacji gospodarczej i politycznej. Ramy tego programu będą wyznaczały skutki społeczno-polityczne aktualnego kryzysu gospodarczego, który (o czym często zapominamy) jest także kryzysem cywilizacyjnym. Podstawową konsekwencją kryzysu będzie uświadomienie sobie ? przez społeczeństwo polskie tej prostej prawdy, że: ?Ci, których wybieraliśmy, nie mają władzy. Tych, którzy mają władzę, nie wybieraliśmy?. Żyjemy dzisiaj w epoce kapitalizmu informacyjnego. Podstawą ekonomii jest sfera finansowa. Produkcja informacji o pieniądzach ? brzmi to dla przeciętnego obywatela absurdalnie ? rządzi dziś produkcją innych materialnych i niematerialnych dóbr.
 
W takiej sytuacji podstawowe pytanie dla każdej partii pragnącej wpływać na rzeczywistość, brzmi: jakie narzędzia instytucjonalno-programowe wypracować, by po zdobyciu władzy, czyli po wygraniu wyborów parlamentarnych, tę władzę przynajmniej w minimalnym stopniu sprawować?
 
Zanim spróbuję odpowiedzieć na to pytanie i, jako były wiceminister rządów PiS i doradca tej partii, sformułować zarysy nowego programu-propozycji dla tej partii, wypada mi wyjaśnić czytelnikowi, dlaczego i po co to robię? Otóż uważam, że rządy PO są prawdziwą katastrofą narodową, która może się skończyć całkowitą marginalizacją naszego kraju na arenie międzynarodowej, a ich główną konsekwencją będzie trwała pauperyzacja społeczeństwa polskiego.
 
Dlaczego Polacy głosowali na PiS w 2005 r. i 2007 r.? PiS wyrósł z buntu moralnego przeciwko Polsce ?Rywina?, Polsce korupcji, bezprawia, bezrobocia, a nawet nędzy. Czy te uczucia gniewu, protestu przeciwko sytuacji, w jakiej znaleźli się Polacy, zostały przez członków partii zapomniane? Dlaczego, oglądając dzisiaj polityków PiS-u, ma się wrażenie, że myślą oni o wszystkim ? pieniądzach, miejscach na listach wyborczych, przepychankach partyjnych ? ale nie myślą o najważniejszym: o coraz tragiczniejszej sytuacji bezrobotnych, bezdomnych (których liczba będzie wzrastała), zastraszonych i niedożywionych?
 
(?)
Wyświetlony 3825 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.