czwartek, 18 luty 2010 21:59

Polityka i historia

Napisane przez

Odwołanie przez rektor Uniwersytetu Wrocławskiego Marka Bojarskiego konferencji ?Prawda historyczna a prawda polityczna w badaniach naukowych. Przykład ludobójstwa na Kresach Wschodnich RP w latach 1939-1946?, choć bez wątpienia bulwersujące, nie powinno dziwić.

Mamy tu do czynienia z kolejnym przykładem pokazującym konsekwentne cofanie się III RP do standardów ukutych w PRL-u. Dziś, podobnie jak wówczas, prawda staje się narzędziem aktualnej linii politycznej rządzących, którzy ? jak kiedyś ? ustalają, o czym piszą pisarze i czym zajmują się uczeni. A ponieważ wielu z tych ostatnich wraz z tytułami naukowymi przejęło peerelowskie standardy zachowań, tym łatwiej przychodzi im reagować na dyrektywy płynące z centrali. W takiej sytuacji organizatorzy konferencji mogą być dumni przynajmniej z jednej rzeczy: hipoteza mówiąca o zależności prawdy historycznej od polityki z chwilą odwołania konferencji znalazła pełne, doświadczalne potwierdzenie.

 
Komentując to zdarzenie, nie można wszakże zapomnieć o całym kontekście, w którym się dokonało: chodzi o tzw. polską politykę wschodnią. Jak wiadomo, u jej podstaw tkwi przekonanie, że w polskim interesie leży wzmacnianie samodzielności Ukrainy i kierowanie jej przeciw Rosji. Idea ta ? popularna już w okresie międzywojennym, następnie reaktywowana m.in. przez Jerzego Giedroycia ? stała się najwyższym celem, w imię którego lansuje się strategię polegającą na tym, że o stosunkach polsko-ukraińskich mówimy albo dobrze, albo wcale. W rezultacie dla polskich polityków ? zarówno z otoczenia premiera, jak i prezydenta ? ludobójstwo dokonane przez Ukraińców na ludności polskiej przestało istnieć. Prezydent Kaczyński bez wahania godzi się określać tym mianem głód na Ukrainie, masakrę Ormian, jednak w imię dobrych stosunków z Ukrainą minimalizuje zbrodnie na własnych rodakach.
 
Być może dałoby się zrozumieć taką politykę, gdyby faktycznie przynosiła ona jakieś korzyści. Jak na razie jednak mamy do czynienia z serią groteskowych działań, przedstawianych na wyrost jako polska wersja amerykańskiego programu ?krzewienia demokracji?. Jedynym trwałym efektem jest pogorszenie stosunków z Rosją, której wciąż wypominamy kilkadziesiąt tysięcy ofiar mordu katyńskiego, podczas gdy o co najmniej dziesięciokrotnie wyższej liczbie ofiar mordu wołyńskiego próbuje się milczeć. A należałoby tu przypomnieć ? absolutnie nie relatywizując zbrodni ? że mimo wszystko działania Rosjan miały charakter urzędowy i dokonywane były na rozkaz sowieckiej władzy, podczas gdy ukraińscy mordercy działali spontanicznie, pozbawiając życia kobiety i dzieci tylko dlatego, że byli ich sąsiadami-Polakami. Za tymi pierwszymi zbrodniami stała totalitarna machina ? za drugimi indywidualni ludzie i ich nienawiść.
 
Warto więc, korzystając z sytuacji, jeszcze raz głęboko przemyśleć polską politykę wschodnią. Stara maksyma mówi, że sąsiadów lepiej mieć słabych. Czy sprzeniewierzenie się jej i wzmacnianie szowinistycznych sił na Ukrainie nie obróci się kiedyś przeciw nam? Czy dążąc do silnej Ukrainy oddzielającej nas od wrogiej Rosji nie staniemy wkrótce w obliczu silnej Ukrainy sprzymierzonej z Rosją? Wówczas może się okazać, że trzeba będzie poświęcić nie tylko przeszłość, ale i teraźniejszość.
 
Redakcja
 
Wyświetlony 4985 razy

Więcej w tej kategorii: O polityce nie myślę »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.