czwartek, 18 luty 2010 22:21

Filet z sandacza

Napisane przez
Wyścig do polskich serc i umysłów nabiera rozpędu, a polityczne szczury intensywniej kąsają się po ogonach. No i nic dziwnego, skoro mandat, przepraszam za wyrażenie "członka Parlamentu Europejskiego" oznacza przychód na poziomie siedmiu tysięcy euro. Miesięcznie. I to przez pięć kolejnych lat.

Furda tam, że taki jeden z drugim europoseł tyle ma w Europarlamencie do powiedzenia, co ten filet z sandacza, który moja małżonka za chwilę położy na patelni. Za te pieniądze wielu naszych rodzimych politykierów nie tylko za sandacza by robiło, ale i za banalnego śledzia w occie. Z całym szacunkiem dla śledzi.

A jak już ich wybiorą (znaczy nie śledzie wybiorą, tylko światły paneuropejski elektorat wybierze członków PE), to ? ho, ho! ? ileż oni, ci wybrani, dobra nam uczynią, chroniąc swą umiłowaną ojczyznę przed rozmaitej proweniencji oszołomami, co to uparcie prezentują wykoślawioną, to jest ksenofobiczną, komunistyczną, a nawet rasistowską koncepcję integracji europejskiej. Co tam polski Sejm, co tam polski Senat, co tam rząd polski, z miłościwie nam urzędującym Donaldem Cudotwórcą, skoro najważniejsze dzieje się w Brukseli i Strasburgu. A że akurat nie dzieje się w Parlamencie Europejskim, który mocy decyzyjnej posiada w sobie tyle, co życia w moim sandaczu (a precyzyjniej: ile tejże mocy gdzie indziej kto inny Parlamentowi przyzna), to zapewne szczegół uwagi kandydatów do PE niegodny.
 
Zielone pastwiska Europy
 
Przed stu laty Gilbert Keith Chesterton zapisał: Kiedy ludzie przyzwyczają się do bezrozumnego prawa, żadna niesprawiedliwość nie może ich już zaskoczyć. Gdy ludzie są przekonani, że anomalia to zwykła rzecz, są tym samym gotowi na krzywdę. Przestroga godna poważnej refleksji w czasach, w jakich idee stają się ważniejsze od ludzi, nieprzewidywalne nie uznaje żadnych granic, ludzki intelekt zaś zmierza ku szaleństwu.
 
Notabene nie dziwota, że właśnie tam zmierza, skoro debatę publiczną nad Wisłą ograniczono do rozstrzygnięcia, ile złego przynosi Polsce Jarosław, a ile Lech Kaczyński, ewentualnie do odpowiedzi na pytanie, gdzie leży szczęście ludu pracującego polskich miast i wsi (i dlaczego w Unii Europejskiej), demokracja zaś oznacza wolność wyboru spośród autorytetów, które zmanipulowanemu mentalnie elektoratowi wskażą media opanowane przez inne autorytety, zmanipulowane merkantylnie.
 
Ach, te ?autorytety?, ach, ta ?zjednoczona Europa?! Bronisław Wildstein: Na zielonych pastwiskach przyszłej Europy harmonijnie pasać się będzie niezliczone stado identycznych Europejczyków pod troskliwą opieką autorytetów, które dbać będą, aby wszyscy wszystkiego mieli po równo.
 
Proszę to sobie wyobrazić: stado identycznych Europejczyków na zielonych pastwiskach, a każdy baran i wszystkie owce zasłuchane w pienia europosłów niczym magnetofon Aleksandra G. w wynurzenia Józefa O. ? czyż nie jest to przeurocza perspektywa?
 
(?)
Wyświetlony 2716 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.