czwartek, 18 luty 2010 22:46

Prawo przeciwko obywatelom

Napisał
Sześćdziesięcioletnia kobieta ukradła w legnickim supermarkecie batonika. Przestępczynię złapano, bez zwłoki osądzono i skazano. Osiemdziesięcioletnia staruszka, cierpiąca na zanik pamięci, ukradła kostkę masła. Natychmiast odbyła się rozprawa, staruszkę, co prawda, uniewinniono ze względu na niską szkodliwość czynu, ale koszty całej operacji sądowej oszacowano na ponad trzysta złotych, które, oczywiście, zapłacili podatnicy.

Oto sukcesy naszego wymiaru sprawiedliwości. Pochwycenie groźnej staruszki z batonikiem, zamknięcie licealisty za podrobioną legitymację kolejową, założenie blokady na koła źle zaparkowanego pojazdu. To wszystko. Ponad tym mamy obszar, w którym ludzie kradną miliony i uchodzi im to na sucho, gdzie porywacze chodzą po wolności, a podejrzani stadnie wieszają się w monitorowanych celach najlepiej strzeżonych polskich więzień. W więzieniach tych siedzi ponad dwa tysiące rowerzystów, skazanych za jazdę po pijanemu, niemal pięć tysięcy osób niepłacących alimentów, a poważni przestępcy chodzą po wolności, czekając, aż się dla nich zwolni miejsce. Ktoś oglądający to z zewnątrz, mógłby dojść do wniosku, że w naszym kraju granica między wymiarem sprawiedliwości a sferą przestępczą już dawno się zatarła. I ten ktoś niewątpliwie miałby rację.

 
Po czyjej stronie stoi policja?
 
Kiedy okazało się, że w tzw. aferę Olewnika zamieszana była policja i służby specjalne, mój znajomy zapytał mnie, co o tym myślę. Odpowiedziałem mu tak: trzeba zwrócić uwagę na to, czym handlował Olewnik, a będzie jasne, dlaczego w taki sposób został potraktowany. Handlował bowiem stalą transportowaną zza granicy wschodniej, a więc z pewnością były w to zamieszane ?służby?, gdyż handel stalą odbywa się pod ich kontrolą. Olewnik zabronił swojemu synowi handlu stalą ? i za to musiał zapłacić. Dla mnie więc od początku było oczywiste, jakie są źródła całej tej sprawy, gdyż przeżyłem podobną sytuację. Chciałbym na jej przykładzie pokazać czytelnikom, jak działa policja w Polsce, jak działa prawo i jak w rzeczywistości funkcjonuje nasze państwo.
 
Około dziesięciu lat temu ukradziono mi ciężarówkę pełną narzędzi przeznaczonych na sprzedaż. Oczywiście, od razu powiadomiłem o wszystkim policję. Kradzieży dokonano z podwórka mojego ojca, jednak policja ani nie przyjechała, ani nie zabezpieczyła żadnych śladów, tylko po prostu przyjęła fakt do wiadomości i nie podjęła żadnych kroków. Jakiś czas później do jednego ze sklepów przyszedł człowiek chcący sprzedać te kradzione narzędzia, jednak nie znał ich ceny. Tak się złożyło, że kierownik tego sklepu znał mnie, gdyż akurat ode mnie kupował narzędzia. Zadzwonił więc do mnie, informując o wszystkim.
 
Natychmiast przekazałem to policji i podałem, że tego samego dnia o godzinie 17 ten człowiek ma przyjść z fakturą do sklepu po pieniądze za narzędzia. Postanowiłem ze znajomym zrobić zasadzkę. O umówionej godzinie przyszło czterech policjantów w cywilu i razem czekaliśmy na przestępcę. Na moment odszedłem stamtąd, a kiedy wróciłem, policji już nie było. Na pytanie, co się stało, usłyszałem, że policja została odwołana. Zadzwoniłem do rzecznika prasowego policji, próbując się dowiedzieć, o co chodzi ? czy policja została odwołana z powodu jakiejś ważnej akcji w mieście, ale usłyszałem, że nic się nie stało, że wszystko działa normalnie, że czterech policjantów tajnej policji po prostu uciekło z miejsca zdarzenia.
 
Po chwili zjawił się człowiek z ową fakturą. Okazało się, że go znam ? kiedyś handlował walutą. Zatrzymałem go i próbowałem dodzwonić się na Komendę Miejską Policji ? oczywiście bez żadnego efektu, gdyż najpierw nikt nie podnosił słuchawki, potem twierdzono, że policja nie ma na takie sprawy czasu, następnie, że niedługo przyjdzie itd. Ponieważ po drugiej stronie był posterunek policji, po trzech godzinach w końcu zjawił się funkcjonariusz, aby sprawdzić, dlaczego bezprawnie przetrzymuję człowieka. Po krótkim przesłuchaniu w końcu wszystkich zwolnił, włącznie z paserem.
 
Widząc, co się dzieje (a do tego czasu wierzyłem policji i prawu), wydobyłem od pasera nazwiska tych, z którymi współpracował. Okazało się, że jedną z tych osób również znałem. Pojechałem więc do niej i w ten sposób dowiedziałem się ostatecznie, kto ukradł mój samochód. Ponieważ znałem personalia złodzieja, zorganizowałem grupę ochroniarzy, której zapłaciłem, aby zabezpieczyła jego dom, a sam pojechałem na policję, informując, że wiem, kto jest złodziejem i w tej chwili pilnuję go, by nie uciekł.
 
Po dwóch czy trzech godzinach bezskutecznego czekania zacząłem wydzwaniać w różne miejsca i ostatecznie zgodzono się mnie przyjąć i porozmawiać ze mną. Opowiedziałem więc o moich zabiegach, na co mój rozmówca, człowiek wysoko postawiony w policji, stwierdził, że zostanę oskarżony o prowadzenie prywatnego śledztwa. Ponieważ nie dałem się w ten sposób zastraszyć, zrobiono protokół z przesłuchania mnie i poinformowano, że policja ?coś? w ten sprawie będzie robić.
 
Czas mijał, jednak policja nadal nic nie robiła. Musiałem więc działać sam: próbowałem znaleźć samochód, dotrzeć do jakichś informacji itd. W pewnym momencie przedstawiciel policji powiedział mi, że śledztwo zmierza w kierunku odzyskania narzędzi, bo samochodu odzyskać się już nie da. Zdziwiło mnie to, ale czekałem na rozwój wypadków, a te toczyły się tak, że ja działałem nadal na własną rękę, a policja nadal nic nie robiła.
 
W pewnym momencie wysoko postawiony policjant z Komendy Miejskiej, nazwijmy go R., wezwał mnie do siebie i wprost poinformował: jeżeli nadal będziesz zajmował się tą sprawą, to musisz się liczyć z porwaniem córki (miała wtedy 15 lat). Odpowiedziałem wprost, że jeżeli dojdzie do czegoś takiego, policja może się z mojej strony spodziewać najgorszych rzeczy. Wiedziałem, że jeżeli pokażę im, iż wystraszyłem się tych gróźb ? to w zasadzie już przegrałem.
 
Jakiś czas później na posterunek w Kątach Wrocławskich dotarł telefonogram, że ukradziony samochód znajduje się w stodole w Kobylej Górze i trzeba przyjechać, i zidentyfikować go. Kiedy tam dotarłem, okazało się, że samochodu nie ma, są jedynie narzędzia. Wszystko więc było zgodne z tym, co usłyszałem już wcześniej od policji. Dodam, że szefem ?dziupli? był były pułkownik SB, jego syn był rozprowadzającym narzędzia ? widziałem na stole jego teczkę ? miał mnóstwo włamań, kradzieży, rozbojów, a mimo to nigdy nie siedział.
 
Kiedy zorientowałem się, jakie są powiązania między policją a przestępcami, oddałem sprawę do prokuratury, informując, że policja pozostawiła mnie samego w trakcie organizowania zasadzki na pasera. W takich sprawach, oczywiście, nie rozstrzyga sędzia, lecz asesor, który w tym wypadku stwierdził, że nie pomogli mi, gdyż byłem z ludźmi pod bronią. Odpowiedziałem, że byłem tylko z jednym człowiekiem, na dodatek rencistą, a broni nigdy w życiu w rękach nie miałem ? nie byłem nawet w wojsku. W odpowiedzi zostałem skazany za obrazę sądu na tysiąc złotych kary. Finał sprawy był więc taki, że nie złapano żadnych przestępców, mimo że znano ich nazwiska, ja nie odzyskałem samochodu, a na dodatek musiałem zapłacić karę.
 
Notoryczni samobójcy i sprawa Blidy
 
Mając takie doświadczenia, nie byłem specjalnie zaskoczony całą sprawą Olewnika. Bardziej zdziwiła mnie amatorszczyzna służb w sprawie mafii węglowej, kiedy to, jak wszyscy wiedzą, popełniła samobójstwo pani Blida. Warto zwrócić uwagę, że tego rodzaju samobójstwa są w Polsce plagą: najpierw zastrzelił się Ireneusz Sekuła, strzelając sobie trzy razy w klatkę piersiową, potem w wiedeńskim więzieniu powiesił się ?Baranina?, a zupełnie niedawno powiesiło się trzech podejrzanych w aferze Olewnika, którzy przebywali w strzeżonych celach ? we wszystkich tych przypadkach kamery nagle przestały działać i nie wiadomo skąd zawsze znajdowało się jakieś prześcieradło. Widać, że wpływy ludzi, kierujących tym układem działającym na styku polityki, służb i mafii sięgają daleko, nie tylko za mury najlepiej strzeżonych więzień, ale również za granicę. W takiej sytuacji zwykły obywatel jest kompletnie bezbronny. Każda niewygodna osoba może zostać bowiem natychmiast zlikwidowana w dowolnym miejscu i w dowolnym czasie. Również morderstwo generała Papały i ministra sportu Jacka Dębskiego noszą wszelkie znamiona morderstw na zlecenie wspomnianego układu.
 
Wróćmy jednak do sprawy mafii węglowej i śmierci Barbary Blidy. Znana kobieta ze świata polityki i biznesu popełnia samobójstwo za pomocą broni trzymanej w ubikacji. Cała ta sytuacja jest absolutnie niewiarygodna. Po pierwsze, żadna, zwłaszcza znana, kobieta nie popełni samobójstwa tylko z tego powodu, że jest o coś oskarżana. Po drugie, chyba żadna kobieta nigdy nie strzeliła sobie z pistoletu w serce. Po trzecie, żadna kobieta nie będzie chować broni w toalecie po to, aby móc się zastrzelić, kiedy przyjdzie po nią policja. Są to kompletne bzdury, rozpowszechniane na użytek mediów, które bezrozumnie je powtarzają. Jedyna prawdopodobnie wyglądająca wersja brzmi tak, że pani Blida została zastrzelona dlatego, że ?Alexis?, dobra znajoma prezydenta Kwaśniewskiego, powiedziała, iż Blida jest szefową mafii. Zapewne pani Blida, kiedy dowiedziała się, że mogą po nią przyjść, zagroziła, że w takiej sytuacji wyda innych członków układu, tak więc skutecznie uniemożliwiono jej składanie zeznań.
 
Zadajmy sobie w tym miejscu pytanie: jak działa mafia węglowa? Otóż kupuje węgiel we wrześniu, kiedy ma on najniższą cenę, z odroczoną na pół roku datą płatności. Sprzedając go w grudniu ma niemal stuprocentowy dochód, a pieniądze płaci dopiero w lutym. Ale to nie koniec. Czasem jest tak, że w lutym dana firma nie chce płacić, lecz proponuje, że pójdzie na tzw. system układowy i jeśli druga strona się zgodzi, podpiszą umowę na połowę płatności, co daje jeszcze większy zysk. Oczywiście, całe to przedsięwzięcie jest z góry zorganizowane i byle kto nie może w tym brać udziału, gdyż wchodzą w grę olbrzymie pieniądze. Jakie? Rozmawiałem kiedyś z jednym z szefów pewnej korporacji kopalń i usłyszałem od niego, że on co drugi dzień jest w prokuraturze, gdyż jego kopalnia kupiła węgiel za 200 milionów złotych, tylko że tego węgla nigdy nie było. Warto tu również wspomnieć o słynnych przekrętach polegających na przeklasyfikowaniu węgla na niższe klasy (np. z klasy pierwszej na trzecią) i sprzedawaniu po niższych cenach czy o zakupach przez kopalnie od zaprzyjaźnionych firm różnych wyrobów po zawyżonych cenach.
 
(?)
Wyświetlony 4662 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.