piątek, 19 luty 2010 13:50

Moralność pieniądza

Napisał
Pieniądz jest nie tylko użyteczną finansowo rzeczą, lecz równie często bywał i bywa symbolem określającym kulturowe współzależności. Istnieje bowiem wiele symbolicznych form przedstawiania pieniądza w rozmaitych społeczeństwach, co wiąże się z moralnymi ocenami handlu, a przeto istnieje olbrzymie kulturowe zróżnicowanie sposobów symbolicznego przedstawiania pieniądza wiążącego się z poglądami i ocenami na sposoby produkcji, wymiany i handlu.

 

Towar za towar
 
Aby pojąć, jak pieniądz był i jest postrzegany, trzeba zrozumieć kulturowe podłoże, w jakim funkcjonuje teraz, a w jakim funkcjonował niegdyś.
 
Dawniej było tak, że statek przybijał do jakiegoś tropikalnego wybrzeża. Kupcy na piasku wykładali swój towar. Po jakimś czasie zjawiali się tubylcy i wykładali naprzeciwko swoje towary, będące w ich mniemaniu wartościowym odpowiednikiem towarów wyłożonych przez europejskich kupców. W ciągu następnych dni to jedni, to drudzy dokładali swoje towary lub część z nich zabierali. Jedni i drudzy szukali równowagi, pragnąc ze swojej strony dać jak najmniej, zyskać jak najwięcej. Czasami proceder ten trwał dosyć długo, aż wreszcie obie strony uznawały, że towar oferowany ma mniej więcej wartość towarów wykładanych przez kontrahentów.
 
Nieco upraszczając, wzięciem u tubylców cieszyły się kolorowe szaty z perkalu i wyroby z żelaza (gwoździe, siekiery, motyki), muszkiety oraz proch i kule, wszystkie te rzeczy tanie dla kupców europejskich. Natomiast Europejczycy zainteresowani byli nabywaniem diamentów, bawełny i kości słoniowej ? towarów mało wartościowych dla tubylców ? ot garść kolorowych kamyków czy kości dobywanej zwyczajnie podczas polowania, normalnego zajęcia tubylców.
 
Taki handel był jednak niewygodny dla obu stron. Trwał długo, a najważniejsze jak przeliczyć wartość, na przykład, garści diamentów na odpowiednią ilość bel perkalu? Toteż szybko rozpowszechniły się pieniądze określające mniej więcej wymiernie cenę diamentów szybko porównywalną z ceną metrów kwadratowych perkalu czy iluś tam sztuk muszkietów. Handel dzięki pieniądzowi, można powiedzieć, sprofesjonalizował się, acz doszły inne kłopoty.
 
Pieniądz i moralność
 
Już Arystoteles (jak zwykle starożytni Grecy stoją u początków) potępiał pieniądz i handel, podnosząc samowystarczalność gospodarstwa domowego i produkcję na własny użytek (Arystoteles, Polityka, Wrocław 1953). Uważał, że człowiek jest samowystarczalny, a jego potrzeby i pragnienia mają swoje granice. Co ponad nie, to złe. Handel, owszem, może być zgodny z naturą ludzką, ale tylko wtedy, gdy służy przywróceniu samowystarczalności. To prawda, że w niektórych gospodarstwach istniało duże nagromadzenie rozmaitych zasobów (na przykład plonów) i wtedy gospodarstwa są zmuszone do wymiany dóbr na zasadzie wzajemności. Te, których miały za dużo na swoje potrzeby, wymieniano na te, których było za mało. Zatem handel wymienny nie jest przeciwny naturze, utrzymywał Arystoteles, bo nie służy zdobywaniu pieniędzy, lecz uzupełnianiu samowystarczalności. Natomiast wymiana nakierowana na zysk jest niezgodna z naturą ludzką i niszczy więzy pomiędzy gospodarstwami domowymi, gdyż ułomna natura ludzka dąży do wzbogacenia się ponad realne potrzeby.
 
Jednakże taka wymiana nakierowana na zysk istnieje. Wówczas ceny powinny być zgodnie ustalane przez całą społeczność, a wynagrodzenie za towary i usługi powinny być zgodne ze statusem tych, którzy je wytwarzają. Pieniądz zaś jest jedynie narzędziem ułatwiającym wymianę, przeto jest pozbawiony realnej wartości (tę mają jedynie towary podlegające wymianie), a taki proceder jak pożyczanie na procent jest karygodny, ponieważ przeciwny naturze.
 
Poglądy Arystotelesa podniesione zostały w XIII w. przez Tomasza z Akwinu (Gilbert Chesterton, Święty Tomasz z Akwinu, Warszawa 1995). Jednym z głównych problemów podnoszonych wówczas przez część chrześcijaństwa i później było to, że kupiec niczego nie wytwarzał, a jednak gromadził pieniądze, a jeszcze gorzej lichwiarz: spał, ale i wówczas zarabiał pieniądze.
 
Nowy Testament nie odnosi się bezpośrednio do sprawy, a nawet dostarcza często stwierdzeń pozornie przeciwstawnych sobie. Z jednej strony powiada, że bogacz nie przejdzie przez ucho igielne, z drugiej jednak przypomnijmy sobie przypowieść o talentach, gdy słudzy są zobligowani do ich pomnażania (przez właściwą lokatę), jak i o robotnikach w winnicy zatrudnionych na cały dzień lub na ostatnią godzinę, gdy wynagrodzenie zależy od dobrej woli najemcy.
 
Chrześcijaństwo szukało pogodzenia tych poglądów, długo badając poziom równowagi, no bo jeśli jest wezwanie do pomnażania talentów? Ale jak to zgrać z innymi wezwaniami, odrzucającymi nadmierne bogacenie się. Ale co to znaczy: nadmierne? Kłopot polegał na tym, że o ile widać było, że robotnik pracował i zasługiwał na odpowiednią zapłatę, to uważano, że kupiec i lichwiarz nie pracują. Triumfowała zatem idea wytwarzania dóbr jako źródła wartości.
 
Stanowisko takie ulegało jednak zmianie. To nie kto inny, jak Adam Smith zaczął przekonywać, że szczęście i dobrobyt społeczeństwa oparte są na indywidualnym dążeniu do uzyskania satysfakcji pieniężnej, czyli zarobku (Adam Smith, Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, Warszawa 1954). Kupiec i lichwiarz, żeby zarobić, też musieli jednak pracować, jak zauważono. Wprawdzie inaczej niż robotnik, ale musieli włożyć pewną sumę trudu, energii i pomysłowości we własne przedsięwzięcia, a musieli także liczyć się z ryzykiem.
 
Nastąpił wtedy krok dalej. Zaczęto postrzegać pieniądz jako instrument wolności i warunek budowy indywidualnej osobowości. Przyjęło się ugruntowane dobrze przekonanie, że pieniądz może być wprawdzie zagrożeniem dla moralnego porządku, ale zarazem stanowi ważny, jeśli nie decydujący, czynnik przemian społecznych i kulturowych. Lecz siła pieniądza zależy od tego, jakie symboliczne obrazy nadają mu jego użytkownicy. Maurice Bloch i Jonathan Parry w artykule Pieniądz i moralność wymiany (w zbiorze Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej, Warszawa 2003) zauważają, że Pieniądz bywa fetyszyzowany w tym samym stopniu przez uczonych, co i graczy giełdowych.
 
(?)
Wyświetlony 5451 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.