piątek, 19 luty 2010 13:54

Triumf mas

Napisane przez
Jeśli nawet abstrahować od bzdur, jakie coraz częściej są wykładane na uniwersytetach, samo umasowienie szkolnictwa wyższego powoduje jego głęboki kryzys.

Umasowienie ? bo nie da się innym, elegantszym, słowem określić tego zjawiska ? nauki nie jest zagadnieniem cechującym tylko Polskę. Na całym świecie wielokrotnie wzrosła w ostatnich (powojennych) kilkudziesięciu latach liczba studentów, a także ? siłą rzeczy ? osób z wykształceniem wyższym, zawodowo zajmujących się uprawianiem nauki. Pytanie o to, czy umasowienie stanowi szansę, czy zagrożenie nauki jest więc de facto pytaniem uniwersalnym. O tyle jednak bardziej Polski dotyczącym, że w naszym kraju umasowienie to przebiegło w stopniu jeszcze większym niż na Zachodzie.

 
Państwowy portal internetowy www.business.gov.pl donosi o tym w tonie pełnym optymizmu: Polacy tworzą jedną z najlepiej wykształconych społeczności w Europie. W Polsce działa 126 uczelni państwowych (?) oraz 301 uczelni niepaństwowych. Pracuje w nich ponad sto tysięcy naukowców, z czego połowa z tytułem doktora. Dwa miliony młodych ludzi, czyli prawie połowa populacji w wieku studenckim (19-24 lata) uczęszcza do szkół wyższych. Wskaźnik skolaryzacji, obrazujący stosunek liczby studiujących w wieku 19-24 lat do ogólnej liczby osób w tym wieku w 2004/2005 wyniósł 48% i wykazuje tendencję wzrostową. W 2003 roku mury uczelni opuściło 256 tysięcy absolwentów, a w 2004 już 384 tysiące. Według danych GUS-u, na początku roku akademickiego 2007/2008 w szkołach wyższych wszystkich typów kształciło się ok. 1937 400 studentów.
 
Statystyki te wywołują entuzjazm nie tylko państwowych portali. Pewien profesor ucieszył się, że w ciągu 100 lat średni poziom wykształcenia społeczeństw rozwiniętych podniósł się o jeden stopień; np. w 1922 roku w Polsce liczba uczniów licealnych (220 tys.) była 8 razy mniejsza niż obecnie liczba studentów (1700 tys.). Dodać należy, że duża część tego skoku dokonała się po roku 1989. W roku akademickim 1990/1991 w Polsce było ok. 400 000 studentów, dziesięć lat później liczba ta była blisko czterokrotnie większa. Nie sposób zaprzeczyć zjawisku niebywałego upowszechnienia studiów, a co za tym idzie, także samego uprawiania nauki (masowe zaczynają być studia doktoranckie i doktoranci zastępują w procesie kształcenia uniwersyteckiego asystentów). Warto jednak zadać pytanie: czy tak szerokie upowszechnienie szkolnictwa wyższego rzeczywiście ma dobry wpływ na naukę? Czy rzeczywiście dokonał się skok o jeden stopień poziomu wykształcenia?
 
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w Strategii rozwoju nauki w Polsce do 2015 roku stwierdza, że mocnymi stronami polskiej nauki, to znaczy tymi, które w przyszłości mają prowadzić do jej sukcesów, jest m.in. rosnąca liczba studentów, doktorantów i osób zatrudnionych ze stopniem doktora w sektorze B+R [badania i rozwój], a także wzrastająca liczba publikacji naukowych. Ani słowa o jakości, co jest wprawdzie zrozumiałe ? trudniej ją bowiem zmierzyć ? ale i tak niepokojące; nie ma o tej jakości mowy także przy okazji omawiania szans i zagrożeń ? te wiążą się, według ministerstwa, głównie z kwestiami finansowymi. Oczywiście, pieniądze są bardzo ważne, ale nie one stanowią przecież sedno nauki. Derek de Solla Price stwierdził nawet, że dobre były czasy, w których uczeni przymierali głodem i cieszyli się zaledwie tolerancją społeczeństwa ? byli za to prawdziwymi pasjonatami. Wybitne dzieła naukowe nierzadko powstawały w trudnych warunkach (ot, choćby znakomite ?Malarstwo polskie?, które Eligiusz Niewiadomski kończył pospiesznie w więziennej celi, czekając na egzekucję), trudno jednak mówić o wybitnych dziełach naukowych, jeśli brakuje wybitnych naukowców... Do rozpatrzenia pozostaje kwestia wpływu ilości uczestników życia naukowego (od studentów poczynając) na jego jakość.
 
Pisząc o amerykańskim modelu studiów, John Ziman (Społeczeństwo nauki)stwierdził, że jego największą słabością jest próba nauczenia tak delikatnej i subtelnej umiejętności [uprawiania badań naukowych] metodą zbiorową. Nic łatwiejszego jak powiększyć salę zajęć, dodać kilka ławek i prowadzić wykłady dla studentów, których liczba dwukrotnie przekracza ilość możliwych do zapamiętania nazwisk. Niewątpliwie, w relacje profesorów z ich przyszłymi następcami wkradła się anonimowość ? trudno zatem oczekiwać, by były to relacje typu ?mistrz-uczeń?. Natomiast ? jak zauważył Stanisław Salmonowicz ? relacja mistrz-uczeń jest relacją natury zasadniczej. Jeżeli jest to relacja zdrowa, rozwój środowiska uniwersyteckiego przebiega pomyślnie.
 
Marian Grabowski uważa, że wytworzenie takiej relacji wymaga od profesorów szczególnej woli i umiejętności w zakresie przygotowywania swoich następców. Mistrzowie muszą umieć wybrać utalentowanego i pasjonata, a potem go ukształtować. Trudno wybierać, nie znając. Prezes Zarządu Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, Maciej Grabski, stwierdził, że bylejakość jest owocem przede wszystkim umasowienia nauki i zarazem ziarnem, z którego kiełkują różne grzechy popełniane przez naukowców. Także Grabowski, pytany o przyczynę kryzysu nauki, odpowiada bez wahania: ?Masa. Ludzka masa, umasowienie studiów wyższych. Zdarza się, że profesor opiekuje się dwudziestoma pracami magisterskimi i więcej, ma do przepytania w sesji kilkuset studentów, ma nadgodziny, bo jest dużo chętnych na studia zaoczne. To rzutuje i na jakość dydaktyki, i na jakość jego pracy naukowej.
 
(?)
Wyświetlony 3431 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.