piątek, 19 luty 2010 13:55

Jak pryszcz na policzku planety

Napisane przez
Betonowa kopuła przykrywająca czwarty reaktor Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej pękła niczym mydlana bańka. W niebo uderzył słup ognia. Setki ton śmiercionośnego pyłu pofrunęło ponad chmury, w promieniu zaś wielu kilometrów apokaliptyczny huk rozdarł zasłonę nocy. Dopiero wtedy ci, którzy przeżyli, zaczęli krzyczeć.
Trzynaście sekund przed eksplozją dwóch ludzi na Ziemi wiedziało już, że tragedii nie sposób uniknąć. Ale mogli tylko bezczynnie obserwować oszalałe wskazówki zegarów kontrolnych, z drżeniem serc oczekując na rozwój wydarzeń.

Czarnobyl to piętnastotysięczne miasto położone w północnej części Ukrainy, na północ od Kijowa, niedaleko granicy z Białorusią. Pomijając eksplozję z 6 sierpnia 1945 roku nad Hiroszimą i o trzy dni późniejsze bombardowanie Nagasaki, w nocy z piątku na sobotę, 26 kwietnia 1986 roku, dokładnie o 1.23 czasu lokalnego, doszło tu do największej w dziejach ludzkości katastrofy atomowej.

 
Świat ogarnęła panika. Desperacka polityka informacyjna sowieckiego rządu, bagatelizująca niebezpieczeństwo, potęgowała zagrożenie, wywołując histeryczne reakcje mediów na zachodzie Europy. Prasa pisała o ludzkich zwłokach, grzebanych tysiącami w przydrożnych rowach. ?Czarnobylska hekatomba!? ? wieszczono.
 
Ryzykowny eksperyment
 
Incydent sprowokowali technicy, przeprowadzający test mający precyzyjnie określić, jak długo reaktor pozostanie sterowny po przerwaniu dopływu prądu. Chodziło o zablokowanie dopływu pary do turbin i zmierzenie czasu ich pracy po odcięciu zasilania. W tym celu należało odłączyć część systemów kontrolujących pracę reaktora, w tym także automatyczny system awaryjnego chłodzenia komory reaktora.
 
Co prawda, eksperyment powinien odbyć się w ciągu dnia, wtedy jednak Kijów pozostałby bez prądu. Postanowiono więc przeprowadzić go w nocy, w czasie najmniejszego popytu na energię elektryczną. Niestety, feralne połączenie ludzkiego błędu oraz wadliwej technologii spowodowało, że w pewnym momencie operacja wymknęła się spod kontroli.
 
O 1.23 jeden z techników usiłował ręcznie uruchomić procedurę wyłączenia reaktora. Bez efektu. Kanały wprowadzające do rdzenia pręty powstrzymujące reakcję łańcuchową wypaczyły się. W ciągu kilkunastu następnych sekund moc reaktora wzrosła stukrotnie. Od powstałych wibracji zaczęła drgać podłoga i ściany dyspozytorni. Na oczach struchlałych z przerażenia ludzi elementy konstrukcyjne reaktora zaczęły się topić.
 
 
Radioaktywny pióropusz
 
Ilość wytwarzanej energii była tak duża, że z powodu przegrzania paliwa jądrowego i niedostatku chłodziwa, ciśnienie pary wodnej rozerwało ważącą 2.000 ton osłonę antyradiacyjną. Bezpośredni kontakt wody z rozżarzonym grafitem doprowadził z kolei do termolizy, rozkładając wodę na piorunującą mieszaninę tlenu i wodoru. Tym samym ziścił się czarny scenariusz: najgorszego nie dało się uniknąć.
 
Cząstki wyrzucone do atmosfery wybuchem oraz te powstałe w wyniku pożaru grafitu utworzyły radioaktywny pióropusz o wysokości ponad tysiąca metrów, przesuwający się w kierunku miasta Prypeć. Niedający się ugasić pożar przez dziewięć dni uwalniał do atmosfery trujące substancje. Cienie radioaktywnych chmur przepłynęły nad całą niemal Europą. Po dziesięciu dniach niektóre z materiałów radioaktywnych wiatr zaniósł do Japonii i Ameryki Północnej. Tym sposobem źle przeprowadzony eksperyment dotknął kilkadziesiąt milionów Europejczyków, a pośrednio ? cały świat.
 
W pierwszych godzinach strażacy gasili reaktor wodą, lecz ten był rozgrzany do tego stopnia, że woda natychmiast zamieniała się w parę wodną, potęgując opad radioaktywny. Potem wykorzystano w akcji tysiące ton dolomitu, piasku, gliny, boru i ołowiu. W akcji wzięło udział kilkaset tysięcy osób, w tym przede wszystkim wojsko. Żołnierzom, ubranym w trzydziestokilogramowe, ołowiane osłony, kazano zasypywać zniszczony rdzeń reaktora radioaktywnym gruzem. Każdemu pozwalano pracować przez trzy minuty ? to wystarczało, by w nadchodzących latach zmarło wielu z nich.
 
Miasto skazane na zagładę
 
Niedaleko Czarnobyla w latach 70. ubiegłego wieku zbudowano miasto Prypeć. Powstało jako zaplecze dla pracowników elektrowni i ich rodzin. Po katastrofie ewakuowano stąd prawie 50.000 mężczyzn, kobiet i dzieci. W ciągu 48 godzin. Mogli zabrać ze sobą wyłącznie podręczne rzeczy osobiste. Gdy w panice wsiadali do naprędce podstawianych autobusów, przekonywano ich, że wkrótce wrócą. Za dwa dni, najdalej za tydzień. Nie wrócili nigdy.
 
Tutaj czas zatrzymał się na przełomie kwietnia i maja 1986 roku. Ludzie niespodziewanie zniknęli. Chodniki i place zarosły rachitycznym zielskiem. Znaki drogowe, teraz mocno pordzewiałe, nadal wyznaczają pobocza ulic. Co kilkadziesiąt kroków straszy zdemolowany sklep. Rozpada się niegdysiejszy szpital, czas obrócił w niwecz hotel, basen i przedszkole. W wielopiętrowych blokach z wielkiej płyty niezliczone okna odbijają martwo promienie słońca. Leniwe podmuchy wiatru kołyszą powywieszanymi tu i ówdzie na balkonach szmatami, zapewne resztkami prania. Wewnątrz mieszkań ostatki rozszabrowanych mebli, gdzieniegdzie pozostałości ubrań, gazet i książek. Wszędzie dookoła przechadza się pustka. W mieście używany jest tylko jeden budynek, siedziba ?Nauczno-Technicznego Centra?, centrali służb zajmujących się monitorowaniem poziomu promieniowania w okolicy.
 
Trzydzieści kilometrów od elektrowni promieniowanie czterokrotnie przewyższa normę. I przez następne lata nic się nie zmieni. Niespełna pół kilometra od zasypanej piaskiem, zalanej betonem, ołowiem i stalą bryły czwartego reaktora, pływają w rzece olbrzymie sumy. Ich konsumpcja byłaby jednak nazbyt ryzykowna. Także radiacja mchów i traw w bezpośrednim otoczeniu elektrowni przekracza normę: od dwóch do, miejscami, nawet dwudziestu razy.
 
(?)
Wyświetlony 2566 razy
Więcej w tej kategorii: « Katyń Triumf mas »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.