sobota, 20 luty 2010 17:57

Rozważania o racji stanu

Napisał

Najnowsza publikacja p. Arkadego Rzegockiego (prezesa Klubu Jagiellońskiego, członka Zarządu Ośrodka Myśli Politycznej i redaktora pisma ?Pressje?) jest nowatorską w polskiej literaturze naukowej analizą interdyscyplinarną dwóch antagonistycznych interpretacji racji stanu: klasycznej i nowożytnej, a także recepcji tych pojęć w Rzeczypospolitej. Polska wyróżniała się na tle innych państw europejskich nie tylko swoim oryginalnym ustrojem wolnościowym, lecz również wyjątkowym przywiązaniem do chrześcijańskiego rozumienia praw definiujących tajniki sztuki rządzenia.

 
Termin ?racja stanu? przez wieki nadawał ton rozważaniom o celach działania i ograniczeniach władzy zwierzchniej. Posługiwano się nim w debatach o powinnościach mężów stanu zobowiązanych do zapewnienia bytu i możliwości rozwoju organizmowi państwowemu. Tradycyjna myśl polityczna (arystotelesowsko-tomistyczna) postrzegała państwo (zwykle zresztą dookreślane w zależności od swojej formy ustrojowej) jako tylko jeden z elementów konstytuujących wspólnotę ludzką. O państwie sprawiedliwym, które zbliża poddanych do Boga, pisał też św. Augustyn. Ponad bytami ziemskimi sytuowano Boga, jako pierwszą przyczynę, Stwórcę, od którego bezpośrednio pochodzi Kościół katolicki ? władza duchowna, a pośrednio władze świeckie. Bez względu na osobiste przywary władca zobowiązany był do przestrzegania Prawa Bożego, wspierania Kościoła, respektowania przywilejów stanowych oraz wielości ciał pośredniczących i przedstawicielskich, które łącznie stanowiły ochronę przed zakusami potencjalnych tyranów. Stwórca był najwyższym Suwerenem, Królem Królów, przed którym wszyscy monarchowie ponosili odpowiedzialność. W stosunkach międzypaństwowych panowała wspólnota zasad. Człowiek nie był w stanie zmieniać odwiecznego, ponaddoczesnego Ładu ? boskiego daru, który pozwala trwać pomimo konsekwencji grzechu pierworodnego.
 
Renesans, jako ?średniowiecze bez Boga?, w myśli politycznej zapoczątkowany został osławionym ?Księciem? Machiavellego. Spuścizna florentczyka słusznie została wpisana do Indeksu Ksiąg Zakazanych, gdyż jej autor traktował państwo jako twór całkowicie niezależny od Boga, najwyższy podmiot działający tak, jakby Bóg nie istniał. Można uznać za tragiczne nieporozumienie fakt, że właśnie taki sposób myślenia, sprowadzający człowieka do rzędu bytów, których przeznaczeniem jest ginąć w nicości po latach trudnej i bezcelowej ziemskiej egzystencji, nazwany został ?realistycznym?. Polityka przestała być sztuką dobrego rządzenia, lecz stała się sztuką dominacji nad ludźmi. Suwerenność pozbawiono kontekstu metafizycznego. Poczucie odpowiedzialności przed Bogiem w umysłach wielu władców zostało zastąpione przeświadczeniem, że wszystko jest dozwolone. Jedynym ograniczeniem okazała się siła własna i przeciwników, a wyrazem tego ograniczenia ? nowy ład międzynarodowy oparty na równowadze sił i strachu. Z kolei naturalną hierarchię społeczną zniszczono, gdy arystokraci zostali przekształceni w dworaków pochłoniętych etykietą i ceremoniałem, a instytucje stanowe zastąpiono parlamentami zdominowanymi przez stan trzeci. A przecież już kard. Richelieu (współtwórca nowożytnego rozumienia racji stanu) przenikliwie i proroczo zauważył: Wielkie zgromadzenia są użyteczne tylko do tego, by pomóc w dokładnym egzekwowaniu rzeczy już wcześniej spokojnie przemyślanych i zdecydowanych; by pomóc w respektowaniu zapisanej już reguły postępowania, nie zaś do tego, by tę regułę ustanawiać. (?) Wielka liczba ludzi tylko tu szkodzi. Utorowało to drogę do totalitaryzmu, jak też do współczesnej formy demokracji, która jest tylko maską zniewolenia. Monarchowie w osobliwym zaślepieniu nie dostrzegli, że w nadchodzącej epoce nierzeczywistości będzie mógł ich zastąpić dowolny przedstawiciel motłochu. Rewolucja makiawelizmu to jeden z głównych czynników prowadzących do upadku Christianitas. Wskutek niej również rozbiory stały się możliwe. Śmierć nadeszła, bo dom Boga runął.
 
Kiedy książkę dr. Rzegockiego czyta się po lekturze ?Dwóch ciał króla? Ernesta Kantorowicza, uderza myśl, że klasyczna racja stanu uległa tej samej sekularyzacji, której doświadczyły inne pojęcia polityczne, obecne w średniowieczu i wywodzące się z filozofii antycznej. Nie ma pojęć, które nie uległyby skarleniu w procesie inwolucji, to potwierdza, że chwalebne Wieki Średnie były szczytowym okresem historii. Inwolucja zaczęła się jednak już w XIII stuleciu ? co zasadniczo wydaje się zgodne z intuicją Gómeza Dávili ? wraz z początkiem emancypacji spod władzy papieża i cesarza. Dopiero na tak przygotowanym przez poprzedników florenckiego polityka gruncie możliwy był umysłowy przewrót symbolizowany jego nazwiskiem. Podkreślić należy, że mimo wszystko w ciągu minionych pięciu wieków nie zabrakło katolickich autorów tworzących klasyczną alternatywę dla makiawelizmu. Wierny klasycznej racji stanu pozostał Kościół. W tym kontekście warto wyróżnić dorobek hiszpańskich pisarzy, co zresztą potwierdza formułowaną przez prof. Jacka Bartyzela opinię o Hiszpanii, jako obszarze, którego rodzimej myśli politycznej nie skaziły herezje czy doktryny fałszujące istotę monarchii. Niestety, w większości przypadków chrześcijańskie koncepcje antymakiaweliczne pozostały zamknięte w książkach, a poza nimi tryumf święcił amoralny ?śmiertelny bóg? ? zmierzające ku omnipotencji państwo, jedyny prawodawca, ostateczna miara dobra i zła pozbawiona innych punktów odniesienia.
 
Polska, królestwo zawsze wierne Świętej Wierze Katolickiej, na mapie Europy wyróżniała się, gdyż nawet ci myśliciele, którzy domagali się wzmocnienia władzy królewskiej w duchu absolutyzmu, czynili to próbując łączyć klasyczną rację stanu z odpowiednio reinterpretowanymi wątkami myślenia nowożytnego. Rodzimi teoretycy polityki nie zapominali, że są katolikami, a najważniejszym zadaniem silnej władzy pozostaje stwarzanie poddanym warunków do życia ułatwiających osiągnięcie wiecznego zbawienia. Co ciekawe, racja stanu ? po 1945 r. ?wyklęta? w państwach, których monoideą stały się tzw. prawa człowieka ? przetrwała w polskiej myśli politycznej, zakorzenionej w cywilizacji łacińskiej jeszcze sprzed Traktatu Westfalskiego. Szyderstwa, że w Polsce wciąż panuje średniowiecze, należałoby zatem uznać za mimowolny i niezamierzony komplement. Choć oczywiście należy też zadać niepokojące pytania, czy 20 lat po Okrągłym Stole ten komplement nie jest już na wyrost?... Czy rządzący dziś Polską władcy z nadania ludu są w stanie kierować się racją stanu, czy raczej istotny jest dla nich rozkaz z Brukseli, ?piar? i wyniki sondaży? Kto z tzw. klasy politycznej mógłby być nazwany mężem stanu, a kto opisany jako namiestnik Unii Europejskiej? A może w polityce polskiej na szczeblu prezydenta, premiera i parlamentu pojęcie racji stanu funkcjonuje już tylko jako retoryczny ozdobnik bez żadnej realnej treści? Bez odpowiedzi na te pytania pozostaniemy w kręgu wyłącznie teoretycznych rozważań wybitnych uczonych i pisarzy.
 
Jeżeli już przywołałem Unię Europejską i doktrynę tzw. praw człowieka (bez Boga), muszę podjąć polemikę z Autorem, który pod koniec swojego bogatego studium sugeruje, że Unia promując prawa człowieka, nawiązuje do koncepcji klasycznej racji stanu. Moim zdaniem jest inaczej, przede wszystkim dlatego, że UE to twór de facto ateistyczny, w którym nie ma miejsca dla Boga, a chrześcijanie wszystkich wyznań traktowani są jak wymierające relikty. Czy można mówić o realizacji jakiejkolwiek racji stanu, gdy jako ?normę? promuje się aborcję, antykoncepcję, rozwody, eutanazję, dewiacje i inne działania zmierzające do zniszczenia rodziny? Czy realizują swoją rację stanu rządy państw, w których imigranci są uprzywilejowani, a sądząc po ich wskaźnikach dzietności, w ciągu najbliższych stu lat zdominują ?tubylców?? W których królowie są tylko atrakcjami turystycznymi, a władza rozproszona i zastępowana przez czynności administracyjne i sądowe ? rozproszona tak bardzo, że obywatele pozbawieni są wiedzy o tym, kto podejmuje ostateczne decyzje? Których żołnierze na misjach pokojowych powinni raczej poddawać się niż strzelać w obronie powierzonych ich opiece ludzi? Sądzę, że orędowników jakiejkolwiek koncepcji racji stanu u steru rządów zastąpili polityczni kastraci, którym myślenie w kategoriach dobra wspólnego czy nawet siły państwa jest obce. W swojej praktyce Unia Europejska odżegnuje się od tradycji klasycznej i jeżeli w tym kontekście można mówić o jakiejś racji stanu, jesteśmy raczej świadkami kreowania całkiem nowej koncepcji, której konsekwencji nawet nie potrafimy sobie wyobrazić. Ta polityka świadomie odżegnuje się od chrześcijańskiej moralności, dlatego napięcie między nimi nie zostanie zniesione. Państwo odbierające człowieka Bogu z całą pewnością nie jest sprawiedliwe (?).
 
Być może rzeczywiście Unia promuje pokój, ale jest to ?pokój cmentarza??
 
Podobnie można polemicznie odnieść się do poważnego potraktowania faktu, że podczas procesu norymberskiego odwoływano się do zasad prawa naturalnego. Problematyczna jest merytoryczna zasadność i uczciwość tego odwołania. Nie jest przecież tajemnicą, że proces był sądem zwycięzców nad zwyciężonymi, zemstą ubraną w szaty sądu. Nie jest tajemnicą, że wszystkie strony zaangażowane w II wojnę światową popełniały zbrodnie. Nie będę oryginalny, gdy podniosę, że próbowano na podsądnych przerzucić odpowiedzialność za zbrodnię katyńską, a także stosowano zasadę, iż prawo może działać wstecz i karać za czyny, które nie były przestępstwami w momencie ich popełnienia. Oczywiście, nie zamierzam bronić narodowosocjalistycznych zbrodniarzy, lecz zwracam uwagę, że proces norymberski nie był oparty na prawie naturalnym, lecz na hipokryzji. Równie ciężkie zarzuty, jak te, które usłyszeli przywódcy Rzeszy Niemieckiej, dałoby się postawić przywódcom i żołnierzom państw alianckich. Sędziów nie można byłoby uznać za stojących moralnie wyżej nad oskarżonymi. Tak więc, jeżeli miałbym oceniać, ten proces uznałbym za realizację nowożytnej koncepcji racji stanu, wręcz jej manifestację w całej nagiej sile, jaką daje zwycięstwo w totalnej wojnie.
 
Piszę o tym, gdyż uważam za istotne, aby przed refleksją nad kluczowymi elementami porządku międzynarodowego w XXI wieku precyzyjnie określić, co naprawdę kształtowało nieład minionego stulecia. Z pewnością warto też przyjąć zachętę p. Rzegockiego do pogłębionej refleksji nad poszczególnymi tezami jego prekursorskiego dzieła.
 
Arkady Rzegocki, Racja stanu a polska tradycja myślenia o polityce, Kraków 2008, ss. 382.
 
Wyświetlony 3599 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.