Wydrukuj tę stronę
sobota, 20 luty 2010 18:28

Polska polityka zagraniczna w kontekście gospodarczym

Napisał
Myśląc o polityce zagranicznej, należy na nią patrzeć z punktu widzenia korzyści dla kraju wynikających ze współpracy gospodarczej. Należy pamiętać, że znaczenie polityczne najczęściej wynika bezpośrednio ze znaczenia gospodarczego danego kraju.

W związku z tym należy rozwijać wszelką międzynarodową współpracę gospodarczą, w tym przede wszystkim handel międzynarodowy i wzajemne inwestycje. Biorąc pod uwagę fakt, że kraj nie jest samowystarczalny, należy robić wszystko, by umożliwić wolny przepływ towarów, usług i kapitałów ponad granicami, bo taka sytuacja jest zawsze korzystna dla obu stron transakcji. Należy do tego dążyć nawet wtedy, gdy drugie państwo nie jest zainteresowane obniżaniem barier celnych. Zgodnie z konsekwencjami zasady korzyści komparatywnych i zasady międzynarodowego podziału pracy także jednostronna likwidacja czy obniżanie barier celnych jest korzystne dla kraju, który to robi. Pamiętajmy, że w związku z łatwością przerzucalności podatków cło importowe nie jest płacone ani przez importera, ani przez producenta zagranicznego, ale przez krajowego konsumenta. Cło importowe to po prostu kolejny podatek nałożony na mieszkańców państwa, którzy rzekomo mają być właśnie tymi cłami chronieni.

 
Niestety, w dobie aktualnego kryzysu widzimy powrót do szkodliwej polityki protekcjonizmu. W amerykańskim pakiecie antykryzysowym zaczynają się ujawniać tendencje z hasłami typu ?kupuj amerykańskie?, zalecające albo wręcz nakazujące przeznaczanie publicznych pieniędzy na kupno krajowych wyrobów. Wymaga się, aby w publicznych inwestycjach w naprawę infrastruktury ich wykonawcy używali niemal wyłącznie amerykańskiego żelaza i stali, a są propozycje, by wszystkie projekty finansowane z pakietu antykryzysowego musiały używać tylko krajowego sprzętu i materiałów. Tym samym wraca się do zamykania gospodarek, co może jedynie pogłębić kryzys. Czyżby Amerykanie zapomnieli lekcji z lat 30. XX wieku? Portal www.inwestycjealternatywne.pl przypomniał, że przyjęta w 1930 roku ustawa Hawley-Smoot Tariff Act zwiększyła cła na ponad 20 tys. importowanych do Stanów Zjednoczonych towarów, co miało przeciwdziałać kryzysowi. Jednak nie pomogła, również dlatego, że w efekcie państwa, w które uderzyła ta ustawa, odpowiedziały podobnymi środkami, co przyczyniło się do drastycznego spadku globalnej wymiany handlowej. Szacuje się, że w latach 1929-34 światowy handel zmniejszył się aż o 66 proc., a amerykański protekcjonizm przyczynił się do pogłębienia Wielkiego Kryzysu.
 
Oczywiście, dwulicowa Komisja Europejska od razu skrytykowała protekcjonistyczne zapisy w amerykańskim planie pobudzenia gospodarki i stwierdziła, że nie pozostanie obojętna wobec takich działań, choć unijne regulacje często stosują protekcjonizm. Może to doprowadzić nawet do wojny handlowej z jeszcze gorszymi skutkami dla światowej gospodarki, podobnie jak w latach 30. Także Nicolas Sarkozy, prezydent Francji, chce chronić francuski przemysł. A z przeprowadzonego dla ?Rzeczpospolitej? sondażu wynika, że 83 proc. Polaków chce, by instytucje państwowe kupowały przede wszystkim od polskich firm.
 
Tymczasem ratunkiem może być właśnie polityka całkowitego wolnego handlu. Rozumieją to władze takich krajów, jak Australia czy Chile. Umowa o wolnym handlu pomiędzy tymi państwami wchodzi w życie w marcu br. Także polska polityka zagraniczna ? wbrew sondażom opinii publicznej i na przekór choćby eurobiurokratom, którzy wychwalają pod niebiosa protekcjonistyczną Wspólną Politykę Rolną ? powinna iść w tym kierunku. Niestety, Polska ? będąc członkiem Unii Europejskiej ? musi stosować prawo ustanawiane w Brukseli. Między innymi musi dostosować się do wspólnej polityki celnej, która ? ogólnie rzecz biorąc ? polega na zniesieniu barier pomiędzy państwami członkowskimi z jednoczesnym postawieniem wysokiego muru celnego dla towarów pochodzących z państw spoza tego grona. Skutkiem tego Polska nie może samodzielnie prowadzić zewnętrznej polityki handlowej i nie ma prawa podpisywać umów wolnohandlowych z krajami trzecimi. A podobno Unia Europejska nie pozbawiła nas suwerenności, jak twierdzą euroentuzjaści! W tym miejscu warto przypomnieć casus Estonii, która pod koniec lat 90., w ramach dostosowywania ustawodawstwa do prawa eurokołchozu, częściowo przywróciła bariery handlowe: zlikwidowane wcześniej cła, ustanowiła około 11 tys. różnego rodzaju opłat dla towarów spoza wspólnego obszaru celnego oraz wprowadziła kontyngenty.
 
Bzdurą są także twierdzenia wszelkiej maści protekcjonistów, że należy utrzymywać dodatni bilans handlowy, bo tylko taka sytuacja jest korzystna dla kraju. W związku z tym należy promować eksport, a starać się zmniejszać import. W rzeczywistości pracujemy nie po to, by rozwijać eksport, lecz po to potrzebny nam jest eksport, abyśmy mieli pieniądze na dobra i towary, który potrzebujemy importować. Bo przecież celem nie są pieniądze, będące przede wszystkim środkiem umożliwiającym wymianę, lecz towary, które chcemy skonsumować.
 
(?)

www.tomaszcukiernik.pl

Wyświetlony 4093 razy
Tomasz Cukiernik

Najnowsze od Tomasz Cukiernik

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.