sobota, 20 luty 2010 18:34

Państwo a Polacy

Napisane przez
Polityka międzynarodowa Polski i jej konsekwencje, zmuszają do zadania pytania o funkcje państwa oraz jego obowiązki i zobowiązania wobec obywatela.
Tragedia, która wydarzyła w Pakistanie, gdzie w bestialski sposób zamordowano naszego rodaka po kilku miesiącach niewoli, musi każdemu z nas podsuwać zasadnicze pytanie: co wynika z tego, że jesteśmy obywatelami państwa polskiego? Na jakie korzyści możemy liczyć, przez całe życie utrzymując owo państwo naszymi podatkami? I wreszcie: jakie obowiązki ma Polska wobec każdego z nas?

 

Monopol na przemoc
 
Jeśli państwo istnieje, jego cechą jest monopol na używanie przemocy. Monopol na przemoc, pozwala na skuteczne sprawowanie funkcji egzekwowania prawa oraz zapewnienia bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego. Naturalnie nowoczesne państwo może cedować określone funkcje firmom prywatnym. Takim przykładem, znanym z USA, są prywatne więzienia czy prywatne armie, np. osławiona Blackwater. Nie zmienia to faktu, że system sprawiedliwości czy prowadzenia wojen nie tylko nie zostaje sprywatyzowany, ale państwo nadal pozostaje monopolistą w obu przypadkach. Na nim spoczywa więc ciężar odpowiedzialności za prawidłowe sprawowanie swoich funkcji.
 
Przejdźmy więc do meritum. W przypadku porwania w niewolę polskiego obywatela, państwo polskie miało psi obowiązek użyć wszelkich dostępnych środków, włącznie z działaniami wojennymi, aby nasz rodak cały i zdrowy wrócił do domu. Zapewne każdy, kto płaci podatki, oczekuje, że gdy wpadnie w tarapaty za granicami naszego kraju, państwo przyjdzie mu z pomocą, nie zostawi na pastwę losu i nie pozwoli bandytom na bezkarny mord. Jest to żądanie naturalne, które musi się pojawić. Stawia bowiem pytanie fundamentalne o sens bycia obywatelem Polski. O wartość życia każdego obywatela dla rządu. O wywiązywanie się państwa z podstawowej funkcji zapewnienia bezpieczeństwa swoim obywatelom.
 
Bliżej Rosji niż USA
 
Oczywiście, można filozofować, czy praca tego biednego człowieka była obarczona ryzykiem, czy zatrudniająca go firma nie potrafiła zapewnić mu bezpieczeństwa. Jednak rozumując w ten sposób zamykalibyśmy się w domu i wcale nie podejmowalibyśmy ryzyka, teoretycznie bowiem za każdym wyjazdem zagranicznym kryje się potencjalne niebezpieczeństwo.
 
Pytanie jest innego gatunku. Czy Polsce bliżej do Rosji, gdzie pojedynczy człowiek jest dla państwa g? wart? Mieliśmy przykłady wielu akcji zbrojnych Rosji, w których obywatele tego kraju traktowani byli jak mięso armatnie. Czy bliżej Polsce do Stanów Zjednoczonych? Zapewne można sobie wyobrazić, że w przypadku uwięzienia obywatela Stanów Zjednoczonych, służby specjalne w którymś momencie przerwałyby tę trwającą kilka miesięcy gehennę. Nieważne, czy wylądowałby w górach oddział komandosów i odbił napastników, czy odzyskana wolność byłaby przedmiotem układu lub targu.
 
Gdy jednak Radek Sikorski, znający skądinąd tamtejsze realia, przekonuje, że rząd Polski nie jest stroną tego konfliktu, lecz rząd Pakistanu, a premier Tusk dopowiada, że nie będzie negocjował z terrorystami, to wygląda na to, że obywatelstwo polskie jest warte tyle, co pojedynczy obywatel dla Kremla. Czyli, że bliżej nam jednak do rosyjskiego traktowania jednostki.
 
Z zażenowaniem można teraz posłuchać spolegliwych dziennikarzy na usługach rządu, tych, którzy swój prestiż budują na gadaniu i kumplowaniu się z politykami. Oczywiście, nic nie dało się zrobić. Rząd zrobił wszystko, tylko dla naszego dobra nam nie powie, a w ogóle to są zupełnie inne uwarunkowania kulturowe. Ale winnych na pewno złapiemy. Skoro złapiemy, może można było zapobiec zbrodni?
 
Agresywna polityka rządu
 
Zapewne jest to także dobry moment na zadanie pytania, jakiego rodzaju politykę prowadzi państwo polskie, narażając na szwank bezpieczeństwo swoich obywateli? Naturalnie, trzeba zapytać o sensowność łożenia miliardów złotych na prowadzenie przez polskie oddziały działań wojennych w Iraku i w Afganistanie (a także w innych miejscach globu), gdy równie dobrze owe miliardy można było wydać z większym pożytkiem na jałmużnę dla sierot, wdów i chorych.
 
Gdy poprzednie rządy wysyłały ochoczo pierwsze oddziały do Iraku, w ustach polityków i sekundujących im dyżurnych komentatorów pojawiały się zasadniczo trzy argumenty. Pierwszy, najbardziej skandaliczny, to korzyści ekonomiczne, które Polska miała uzyskać za udział w okupacji Iraku. Powiedzmy to sobie wprost: nasi żołnierze jechali tam, aby w razie czego zabijać i ginąć, po to, aby jakaś firma, która ma układy z rządem, podpisała jakiś parszywy kontrakt budowlany! Czy można sobie wyobrazić bardziej perfidny argument? Zabijać po to, żeby zarobić. Oczywiście, Pan Bóg, tak wszystkim pokierował, że żołnierze wracali w trumnach do kraju, a dolary ominęły rodzime firmy szerokim łukiem.
 
Kolejnym argumentem było podniesienie rzekomego prestiżu Polski na arenie międzynarodowej. To akurat można skwitować krótko, że najbardziej na prestiżu zyskali polscy zakładnicy, czego byliśmy świadkami w przypadku inżyniera-geologa.
 
Przytaczany był jeszcze jeden, arcyważny argument, że staniemy się najbliższym sojusznikiem USA, które być może zniosą nam kiedyś wizy. Owo zniesienie wiz było bardzo potrzebne politykom, aby emigranci poprawili wskaźniki bezrobocia. Z wizami jest, jak było.
 
(?)
Wyświetlony 4611 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.