Wydrukuj tę stronę
sobota, 20 luty 2010 18:41

Polityka zagraniczna - zapis agonii

Napisał
Państwa dzielą się na dwie grupy: na państwa poważne i pozostałe. Państwa poważne to takie, które potrafią zdefiniować swoje interesy i nie odstępować od ich realizacji bez względu na warunki zewnętrzne i wewnętrzne.
Państwa pozostałe tego nie potrafią. Państwa poważne przeważnie są duże i na arenie międzynarodowej występują jako mocarstwa. Mocarstwowość, jak wiadomo, oznacza zdolność do ustanawiania i egzekwowania własnych praw albo własnej woli poza własnymi granicami. Najczęściej wielkość i mocarstwowość jest  konsekwencją umiejętności realizowania przez państwo własnych interesów. Ale czasami państwa poważne nie są duże, a mimo to potrafią egzekwować własną wolę poza swymi granicami, a nawet narzucać ją państwom dużym. Przykładem jest choćby Izrael, który, postępując cierpliwie i metodycznie, potrafił wypracować mechanizm narzucania własnej woli takim, na przykład, Stanom Zjednoczonym do tego stopnia, że poświęcają one własne interesy państwowe, żeby tylko dogodzić żydowskiemu państwu. Sytuacja, gdy ogon wywija psem, jest
wprawdzie bardzo rzadka, ale właśnie dlatego godna uwagi. Polska należy do drugiej grupy, to znaczy - do państw pozostałych. Składa się na to wiele przyczyn, ale jeśli odrzucimy zmieniające się uwarunkowania historyczne, to można powiedzieć, że polską politykę zagraniczną determinują dwa elementy: wpływ agentury na decyzje państwowe i interesy mocarstw ościennych.

 

Wspomnienie PRL-u
 
Decyzje podjęte na konferencjach w Teheranie i Jałcie przesądziły, że Polska trafiła do strefy wpływów Związku Radzieckiego i na całe dziesięciolecia stała się ?nierozerwalnym ogniwem wspólnoty socjalistycznej?, czyli ? Układu Warszawskiego, którego niekwestionowanym kierownikiem politycznym, a właściwie politycznym dyktatorem, był Związek Radziecki. Z tego powodu Polska na arenie międzynarodowej w zasadzie wykonywała zadania zlecone w rodzaju, na przykład, ?planu Rapackiego?. Jego myślą przewodnią było ustanowienie ?strefy bezatomowej? w Europie, to znaczy ? zablokowanie możliwości umieszczenia amerykańskiej broni jądrowej, a nawet zainstalowania pasa min atomowych w Niemczech Zachodnich. Celem tej inicjatywy było osłabienie możliwości NATO w obliczu ewentualnego ataku Układu Warszawskiego na Europę Zachodnią. Jak pamiętamy, w planach tego ataku Polska miała wyznaczone zadanie nacierania w kierunku Danii i w związku z tym rozbudowywała wojska jednorazowego użytku, tzw. niebieskie berety. Dzisiaj już wiemy, że w planach ?elastycznego reagowania? NATO Polska, jako terytorium jednak nierosyjskie, a zarazem ? rejon koncentracji drugiego rzutu sowieckiego natarcia, miała zostać potraktowana 400 pociskami nuklearnymi, co praktycznie oznaczało zagładę narodu polskiego.
 
Podobnie jak inne państwa Układu Warszawskiego, Polska angażowała się również w akcje pacyfikacyjne wewnątrz imperium sowieckiego, na przykład ? w inwazję Czechosłowacji w roku 1968, będącą ilustracją słynnej doktryny Breżniewa o ograniczonej suwerenności państw socjalistycznych. Jak wiadomo, kraje socjalistyczne były ? jakże by inaczej? ? suwerenne, ale były też socjalistyczne i ta druga właściwość była zdecydowanie ważniejsza. Jeśli zatem socjalizm, tzn. ? władza sowieckiej agentury w którymkolwiek z ?bratnich? krajów znalazł się w opałach, to inne ?bratnie? kraje powinny udzielić mu ?bratniej pomocy?, tzn. ? przywrócić władzę tamtejszej sowieckiej agenturze, przechodząc do porządku nad deklaracjami o suwerenności.
 
Ale nie znaczy to, by władająca Polską sowiecka agentura nie uprawiała polityki zagranicznej na własną rękę. Każdy dyrektor departamentu ma ambicje mocarstwowe, a cóż dopiero taki, który uważa się za męża opatrznościowego, obdarzonego poczuciem misji? Najistotniejszym, a prawdę mówiąc ? jedynym zagadnieniem polityki zagranicznej PRL była granica na Odrze i Nysie. Z punktu widzenia Moskwy, przebieg linii demarkacyjnych odgradzających jedne prowincje imperium od innych, nie miał zasadniczego znaczenia, natomiast dla naszych kacyków ? przeciwnie, zwłaszcza w przypadku Polski, gdzie granica na Odrze i Nysie była istotnym elementem jakiejś legitymizacji komuny w oczach społeczeństwa, które przecież musiało pogodzić się z nieodwracalną utratą przez Polskę Kresów Wschodnich. Kiedy więc pewnego razu Chruszczow w przystępie dobrego humoru powiedział w NRD, że to właściwie wszystko jedno, czy Szczecin jest w Germanii, czy w Polsce, Władysław Gomułka nakazał urządzenie w tym mieście wielkiej defilady wojskowej. Nic więcej zresztą zrobić nie mógł, bo za podpisanie układu granicznego z kanclerzem RFN Willy Brandtem w 1970 roku, zanim zrobiła to Moskwa, utracił władzę wskutek gwałtownych rozruchów, w których pewną rolę odegrał elektryk ze Stoczni Gdańskiej nazwiskiem Lech Wałęsa.
 
Odwracanie sojuszów
 
Toteż kiedy w roku 1985 Michał Gorbaczow zaproponował w Genewie Ronaldowi Reaganowi traktat ograniczający zbrojenia, stało się jasne, że wobec niemożności sprostania przez Związek Radziecki wyzwaniu ?gwiezdnych wojen? i coraz wyraźniej widocznego fiaska sowieckich projektów związanych z inwazją Afganistanu, Cudny Raj bankrutuje i w tej sytuacji należy liczyć się z możliwością ewakuacji Imperium ze Środkowej Europy. Te przypuszczenia potwierdziły spotkania obydwu polityków w kolejnych latach; w 1986 roku w Reykjaviku, potem w Waszyngtonie i Moskwie ? a po zakończeniu drugiej kadencji Ronalda Reagana ? z prezydentem Bushem na Malcie i w Waszyngtonie. Negocjacje obejmowały również formę i zakres politycznego wyzwolenia narodów Europy Środkowej. Ze zrozumiałych względów musiało mieć ono pewien ładunek spontaniczności, ale oczywiście w granicach rozsądku, który nakazywał, by pod żadnym pozorem nikomu nic się nie stało. Mikołaj Ceauescu w Rumunii, za karę, był wyjątkiem potwierdzającym tę regułę ? o czym warto pamiętać przy okazji rocznicowego festiwalu dla idiotów, w ramach którego zarówno przedstawiciele ?strony rządowej?, jak i ?społecznej? przy okrągłym stole, a zwłaszcza pewien cretino, będą się nadymać pychą z powodu swoich ?suwerennych decyzji?.
 
Ewakuacja imperium sowieckiego sprawiła, że w Europie Środkowej pojawiła się ponownie próżnia polityczna, podobna do tej z roku 1918. Jak pamiętamy, w tamtej próżni, spowodowanej rewolucją bolszewicką w Rosji i klęską wojenną Niemiec, powstały niepodległe państwa, tzw. narodowe, i ten stan rzeczy został zaakceptowany przez twórców Porządku Wersalskiego, ufundowanego na założeniu słabości Niemiec i Rosji. To założenie okazało się bardzo nietrwałe, toteż tym razem państwa Europy Środkowej postanowiły spróbować innego rozwiązania w postaci stworzenia ?trzeciej siły?, zdolnej do równoważenia wpływów Niemiec i Rosji. W 1988 roku Włochy, Jugosławia, Austria i Węgry podpisały w Budapeszcie porozumienie, zwane od czworga sygnatariuszy ?Quadragonale?. Wkrótce, jeszcze przed ?aksamitnym rozwodem?, dołączyła do niego Czechosłowacja, wobec czego Quadragonale przekształciło się w Pentagonale, a po doszlusowaniu Polski ? w Heksagonale. Sygnatariusze Heksagonale zakładali, że Rosja, która właśnie zaczynała pogrążać się w chaosie, nie będzie w stanie storpedować tej inicjatywy, Niemcy zaś, które wprawdzie w żadnym chaosie się nie pogrążają, przeciwnie ? wchłaniają właśnie dawną sowiecką strefę okupacyjną, czyli NRD ? jednak z uwagi na skrępowanie powiązaniami ?europejskimi? też nie będą próbowały żadnych sztuczek. Niestety, to drugie założenie okazało się całkowicie błędne. Niemcy, odzyskawszy swobodę ruchów, natychmiast powtórzyły pomysł Adolfa Hitlera z roku 1940, to znaczy ? wywołały krwawą wojnę na Bałkanach, w następstwie zachęcenia Słowenii i Chorwacji do proklamowania niepodległości. Jugosławia, która miała być bałkańskim filarem Heksagonale, w jednej chwili stanęła w ogniu, a ten widok, pokazując, czym grozi politykowanie za niemieckimi plecami, sprawił, że wszyscy sygnatariusze Heksagonale w jednej chwili porzucili mrzonki o ?trzeciej sile?. Wprawdzie Inicjatywa Adriatycka ? bo taką oficjalną nazwę Heksagonale nosi ? nadal istnieje, ale ma wszelkie znamiona życia po życiu i żadnej roli w polityce europejskiej nie odgrywa. Od tej pory polityczną próżnię, jaka w Europie Środkowej pojawiła się wskutek ewakuacji Imperium Sowieckiego, zaczynają wypełniać Niemcy za pomocą ?rozszerzania Unii Europejskiej na wschód?.
 
Państwo poważne nawiązuje
 
W XIX wieku pojawiła się idea, która zmieniła nie tylko charakter Europy i świata, ale również ? układ sił na naszym kontynencie. Mam na myśli nacjonalizm ? a więc pogląd, że każda wspólnota etniczna powinna się politycznie zorganizować w państwo. Nacjonalizm sprawił, że Cesarstwo Austriackie, w którym stosunkowo niewielka mniejszość niemieckojęzyczna władała morzem ludów obcoplemiennych zaczęło chwiać się w posadach, jednolite zaś etnicznie Prusy stawały się coraz silniejsze. Przyspieszenie nastąpiło, kiedy pruski ?żelazny kanclerz? Otto Bismarck, po rozgromieniu Austrii w bitwie pod Sadową w roku 1866, organizuje z 22 niemieckojęzycznych państewek Związek Północnoniemiecki, którego niekwestionowanym kierownikiem politycznym są Prusy. Tak wzmocnione Prusy prowokują Francję do wojny, którą w 1871 roku wygrywają we wspaniałym stylu, nakładając na pokonaną Francję gigantyczną na owe czasy kontrybucję w kwocie pięciu miliardów franków w złocie. Powstaje Cesarstwo Niemieckie z królem pruskim jako cesarzem. W rezultacie Cesarstwo Austriackie staje się ubogim krewnym Cesarstwa Niemieckiego, które zostaje głównym aktorem europejskiej polityki.
 
W tym też czasie, kiedy to w Cesarstwie Niemieckim burzliwie rozwijający się przemysł dość szybko natrafił na surowcowo-materiałowa barierę, w kręgach kierowniczych niemieckich pojawia się koncepcja ?gospodarki wielkiego obszaru?. W największym skrócie chodzi o to, by Niemcy kontrolowały politycznie obszar znacznie większy od własnego terytorium państwowego, zapewniając w ten sposób odpowiednie warunki rozwoju własnej gospodarki, a zwłaszcza przemysłu. Podczas pierwszej wojny światowej realizacja koncepcji gospodarki wielkiego obszaru przybrała postać projektu ?Mitteleuropy?. Był to plan politycznego urządzenia Europy Środkowej po ostatecznym zwycięstwie niemieckim i polegał na ustanowieniu tam państw pozornie niepodległych, ale de facto ? niemieckich protektoratów, o gospodarkach peryferyjnych i komplementarnych do gospodarki niemieckiej. Na skutek klęski wojennej Niemiec sprawy potoczyły się inaczej, ale 1 maja 2004 roku Niemcy cel swój po 90 latach od wybuchu I wojny światowej osiągnęły, przyłączając do ?Unii Europejskiej? 10 nowych krajów, wśród nich ? również Polskę. Warto przy tej okazji przypomnieć, że jeden z pomysłodawców Unii Europejskiej, wielokrotny komisarz Jakub Delors oświadczył, że celem tej Unii jest m.in. wypowiedzenie wojny ekonomicznej Stanom Zjednoczonym. Tym samym, które w XX wieku dwukrotnie spowodowały klęskę wojenną Niemiec. Państwa poważne, jak się wydaje, niczego nie zapominają ani nie wybaczają. Dlatego też głównym nurtem europejskiej polityki jest ? obok strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego ? ?europeizacja Europy?, czyli wypychanie z niej Stanów Zjednoczonych, jako politycznego kierownika i arbitra. Jest to jeden z elementów usuwania z Europy skutków II wojny światowej, którą Niemcy też początkowo przegrały.
 
Od ?hegemona? do Walczących Cesarstw
 
O ile w początkach lat 90., a zwłaszcza po likwidacji Związku Radzieckiego, wydawało się, że świat staje się politycznie jednobiegunowy, ze Stanami Zjednoczonymi, jako hegemonem na czele, o tyle w roku 2009 jest oczywiste, że ta postać świata jest już historycznym wspomnieniem. Stany Zjednoczone nie wykorzystały rysujących się możliwości i wprawdzie armia amerykańska jest w stanie zdewastować każdy kraj, ale nie ma już mowy o uznaniu ich hegemonii przez pozostałe mocarstwa. Wskutek uwikłania się Ameryki w pozbawione sensu i politycznego celu wojny w Afganistanie i Iraku relatywnie wzrosła siła państw pozostałych, które próbują doprowadzić do nowego podziału stref wpływów na świecie. Mamy zatem świat wielobiegunowy, wkraczający ? mówiąc z chińska ? w epokę ?Walczących Cesarstw?: tworzącego się Cesarstwa Europejskiego, którego kierownikiem politycznym są Niemcy z pewnym udziałem Francji, Cesarstwa Rosyjskiego, które pod rządami Putina opanowało procesy rozpadowe i okrzepło, Cesarstwa Chińskiego, które po reformach Deng Siao Pinga staje się jednym z głównych aktorów światowej gospodarki, mniejszego, ale bardzo ambitnego Cesarstwa Indyjskiego, no i oczywiście ? Cesarstwa Amerykańskiego. Polska wprawdzie od 1 maja 2004 roku jest częścią składową Cesarstwa Europejskiego, ale ? zdając sobie sprawę, że w warunkach strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego na polską politykę zagraniczną nie pozostaje wiele miejsca, a prawdę mówiąc, nie ma go wcale ? próbuje wyrwać się z tego uścisku strategicznych partnerów na swobodę. Te desperackie próby, w które zaangażowane są penetrujące nasze państwo agentury, kręcąca nim razwiedka, a także oczywiście ? mężykowie stanu, przybierają postać wahań między opcją amerykańską i opcją europejską.
 
Ameryka szuka dywersantów
 
Cesarstwo Amerykańskie też nie zapomniało pogróżek Jakuba Delorsa i nie jest wykluczone, że forsowanie przez Amerykanów niepodległości Kosowa jest swego rodzaju pocałunkiem Almanzora dla Cesarstwa Europejskiego, które z wielu powodów podatne jest na bałkanizację, a poza tym implantowanie w Europie mafijnego państwa islamskiego może stać się źródłem poważnych problemów w przyszłości. Ale przede wszystkim Cesarstwo Amerykańskie niechętnie patrzy na próby ?europeizacji Europy? i nie ustaje w próbach wzniecenia konfliktu między Cesarstwem Europejskim a Cesarstwem Rosyjskim. Gdyby to się Ameryce powiodło, wtedy Cesarstwo Europejskie musiałoby zabiegać o przyjaźń Cesarstwa Amerykańskiego, które dzięki temu zapewniłoby sobie nie tylko polityczną obecność w Europie, ale przede wszystkim ? odgrywanie tu roli arbitra. W przeciwnym razie ? tzn. w sytuacji, gdyby fundamentem polityki europejskiej pozostało strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, nie tylko ?europeizacja Europy? stałaby się faktem, ale ? co gorsza ? w perspektywie stworzyłoby to zagrożenie dla dolara jako światowej waluty transakcyjnej, z czego Stany Zjednoczone ciągną grubą rentę. Warto przypomnieć, że zapowiedź przejścia w rozliczeniach za ropę z dolara na euro zgubiła straszliwego Saddama Husajna i uczyniła zeń wroga ludzkości.
 
(?)
Wyświetlony 7330 razy
Stanisław Michalkiewicz

Najnowsze od Stanisław Michalkiewicz

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.